środa, 1 stycznia 2014

Wyniki konkursu! | Zwycięska praca

Cześć, z tej strony Julia i Karolina. Przybywamy z wynikami konkursu. Prawdę mówiąc... Poziom prac był naprawdę niezły, ale spośród tych czterech trzeba było wybrać najlepszą. Nie patrzyłyśmy na ortografię, a o treść i pomysł.
Tak więc wygląda nasz ranking:

I. miejsce -  Inga (Miss Mordka)
II. miejsce - Monia Monika
III. miejsce - Luśka (my.louisek)
IV. miejsce - Joanna G.

Wszystkim dziękujemy za udział, nie sądziłyśmy, że ktoś się zgłosi. I proszę jeszcze Ingę o skontaktowanie się ze mną mailowo (something0more@gmail.com) i podanie namiarów. Nagrodę wyślemy po 6. stycznia :)
Zapraszamy teraz do przeczytania zwycięskiej pracy :)

PS. Pozwoliłam sobie na drobną korektę literówek. :)
________________________________________
________________________________________



     Jakbyście się czuli gdyby wasze dotychczasowe życie ,które czasami was smuciło a czasami cieszyło okazało się kłamstwem? Jednym, wielkim i brudnym kłamstwem. Co by było gdyby tak naprawdę wasi rodzicie nie byli waszymi rodzicami? Wasi znajomi być może by nie istnieli? A drzewo, które mijacie zawsze po drodze do szkoły było tylko elementem wyobraźni? Jakbyście się czuli gdyby wasze dotychczasowe, w miarę poukładane życie legło w gruzach?
     W głębi duszy mam na imię Julia i mam 26 lat. W głębi duszy nadal jestem żoną Louisa Tomlinsona i w głębi duszy nadal jestem matką i przyjaciółką. Niby tak naprawdę mam na imię Marysia, mam 15 lat i byłam przez rok w śpiączce.
     Pomyślcie sobie teraz jak się czuję? Pomyślcie jak byście się czuli na moim miejscu. Pomyślcie jaki by był wasz pierwszy odruch. Schowalibyście się pod kołdrę i wmawiali sobie ,że to sen? Uszczypnęli się? Wybiegli przed szpital i zaczęli krzyczeć? A może po prostu nie przejęlibyście się bo wasze życie jest jakie jest.
     Siedzę właśnie na moim łóżku szpitalnym ,które jest strasznie niewygodne i stare. Kołdra jest strasznie szorstka i do tego tak śmierdzi. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym wszystkim. Tęskniłam za życiem (nawet nie wiem już czy istnieje takie miasto jak Londyn) w Anglii. Za ciepłym wygodnym łóżkiem, herbatą i Louisem...
     No właśnie Louis... Tak mi go brakuje. Co jak co ale się do niego przywiązałam mimo wszystko najbardziej a teraz może się okazać ,że był on tylko wytworem mojej wyobraźni. Czułam jak w sercu zaczęło mnie ściskać z bólu a w oczach pojawiły się pojedyncze łzy. To przecież niemożliwe. Takie rzeczy dzieją się jedynie w filmach lub w książkach! Z moich oczu poleciały pierwsze łzy przez co podkurczyłam nogi pod brodę i zaczęłam cicho płakać. Nie chciałam być tu. Chciałam zapaść jeszcze raz w śpiączkę. Chciałam tam wrócić. Do mojego Londynu.
     Wzdycham w duchu za tym co było i za tym co miało być. Jednak najbardziej męczy mnie pytanie na ,które odpowiedzi pewnie szybko nie znajdę. Czy Louis w ogóle istnieje? Czy Harry istnieje? Czy Katya istnieje? W ogóle czy ktokolwiek istnieje? Na to pytanie pewnie nawet sam Bóg nie odpowie.
     Przechadzam się po pokoju oglądając różne zdjęcia, pocztówki i jakieś listy. Każdy jest zaadresowany do Marysi. Czyli niby do mnie. Nie otwieram ich bo czuję ,że nie należą do mnie. Nie czuję się dobrze z imieniem Marysia. Ba! Uważam ,że to imię w ogóle do mnie nie pasuje. A jednak. A jednak moja matka, która nie jest moją matka, a jednak nią jest mnie tak nazwała. Boże to takie trudne!
-Witaj Marysiu!- słyszę głos jakiejś kobiety przez co odwracam się w stronę drzwi.
     Zauważam w nich drobną kobietę ,która wygląda jakby była po czterdziestce. Ma czarne włosy ,które nie są ani za krótkie ani za długie. Innymi słowy takie do ramion. Jest ubrana dosyć ładnie. Dosyć. Dla mnie jeśli ktoś jest ubrany w spódniczkę i marynarkę to wygląda dosyć ładnie. Ma bardzo duże oczy i wąskie usta. Jak podejrzewam to jest ktoś kogo powinnam znać.
-Mam na imię Julia.- mówię przez zęby i wracam do łóżka ,które pod moim ciężarem niemiło trzeszczy. Za kobietą wchodzi mężczyzna również po czterdziestce. Ma nawet już lekko 'ośnieżoną' główkę. A to dobre. Jest dość wysoki. Szerokie ramiona, pod koszulka widać muskuły i do tego jeszcze taki 'byczy' kark. Wszystko to sprowadza się do tego, że wygląda jakby dopiero wyszedł z siłowni.
-Och...- wzdycha kobieta i siada na sąsiednim, pustym łóżku. Przy niej od razu znajduje się mąż ,który otula ją swoim ramieniem.
- Wiktorio, cicho... - zaraz, zaraz... Czy aby przypadkiem moja 'niby' matka nie matka nie miała na imię Wiktoria? Czyli chodzi o to, że przede mną siedzą moi 'niby' rodzice nie rodzice? Chodzi o to ,że ich nie poznaje? Oczywiście mnie też by było przykro gdyby przykładowo Victoria albo Tommy, albo nawet mała Rosalie mnie nie rozpoznała. Byłoby mi cholernie przykro. Chyba bym się załamała.
     Przyglądam się uważnie parze, która siedzi i wspiera się nawzajem i spogląda na mnie co chwilę po czym z powątpiewaniem kręci głową. Czy byłam dobrą córką? W ogóle jak wyglądało moje życie jak byłam dzieckiem? Jak wygląda mój pokój? Jak wygląda moje biurko? Jak wygląda moja szkoła? Czuję się jakby ktoś kazał mi grac jakąś postać w szkolnym przedstawieniu. Bez żadnej próby, nie znając scenariusza ani mojej roli w tym przedstawieniu. To jest w tym wszystkim najlepsze.

     Moi rodzice nie rodzice są beznadziejni. Mówię serio. Po prostu mam dosyć. Ciągle mi mówili jak to cała Polska martwi się o Marię Kozłowską. Bzdury! No dobra. Może nie to, że bzdury ale czuję się jakby ktoś mi opowiadał o w ogóle innej osobie. Swoją drogą z tego wszystkiego mógłby powstać niezły film... Na pewno. Uśmiecham się sama do siebie.
     Muszę w końcu dowiedzieć się czy Louis istnieje. Tylko to się liczy. Nie wiem co zrobię gdy okaże się ,że tak naprawdę on nie istnieje.
     Kiedy idę korytarzem wzdłuż sal śpiących ludzi takie właśnie mam przemyślenia. Dochodzę do gabinetu doktor Witas. Wiem gdzie on jest bo właśnie tam mnie zaprowadziła zaraz po przebudzeniu lekarka ,żeby coś tam podpisać. Jednak nie wiedziałam jak mam się podpisać bo zwykle podpisywałam się jako Julia, a nie Marysia prawda?
     Pukam grzecznie w drzwi (w końcu jestem kulturalna prawda?) po czym słyszę ciche 'proszę'. Biorę głęboki wdech po czym wchodzę do gabinetu.
     Gabinet jak gabinet. Wiele bieli. To pewne. Jakaś kanapa, fotel, okno i biurko z krzesłem. Nic specjalnego dlatego nie przykładam do pomieszczenia większej uwagi.
- Marysia! - mówi ucieszona lekarka czego nie odwzajemniam. Już nawet ignoruje to ,że tak mnie wszyscy wokół nazywają. - Siadaj. - wskazuje na granatowe krzesełko. Pewnie na tym krześle siedziały miliony osób. Jedne po wyjściu wychodziły z płaczem, inne szczęśliwe a jeszcze inni nie wzruszeni. Ja jak na razie zaliczam się do tych ostatnich. Zdecydowanie. Siadam na nim i wpatruję się w lekarkę, której uśmiech nie schodzi z twarzy. Z czego ona się tak cieszy? - Więc co cie do mnie sprowadza?
-Ma Pani tą kartkę ze zdjęciami uczestników o ,którą prosiłam?- pytam z nutką nadziei w głosie.
-Tak, oczywiście!- oddycham z ulgą po czym dostaje stos kartek. Łącznie 19.
     Na pierwszej z nich znajduje się dziewczynka. Ma może z sześć lat. Ma na imię Melanii i pochodzi z Anglii. Nikogo mi szczerze mówiąc nie przypomina dlatego odkładam kartkę na bok.
     Na następnej widnieje zdjęcie śpiącego tak naprawdę już mężczyzny. Jest Afroamerykaninem przez co nawet nie patrząc kto to jest odkładam kartkę na bok.
     Przez chwilę dosłownie wstrzymuję powietrze kiedy zauważam twarz Harry'ego na kartce. Widzę jego słodkie loczki ,które opadają mu na twarz. Wygląda znacznie młodziej niż tak jak go zapamiętałam. Pewnie dlatego ,że mamy 2010 rok, idiotko. Spoglądam na imię Harry'ego i na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nadal nazywa się Harry jednak nazwisko zwala mnie kompletnie z nóg. Uwaga otóż od dzisiaj Harry Edward Styles jest tak naprawdę Harrym Joshem Lawerence i pochodzi z Ameryki. Jest bratem Jennifer Lawerence, znanej aktorki. Nigdy o niej nie słyszałam. Nie mogę się jednak pogodzić z tym ,że Harry aktualnie jest w śpiączce a co gorsza... Może się nigdy z niej nie wybudzić.
     Kartkę z Harrym odkładam na zupełnie inną kupkę niż poprzednie kartki i staram się nie myśleć o tym, że Harry właśnie przeżywa swoje życie w innym świecie. Beze mnie. Na następnej kartce widnieje twarz tym razem dziewczyny ,którą wnet rozpoznaje. To Katya! Na mojej twarzy pojawia się uśmiech a z oczu zaczynają płynąć pojedyncze łzy szczęścia. Ona nie jest tylko w mojej wyobraźni! Ona jest naprawdę! Uśmiech jednak schodzi mi automatycznie z twarzy kiedy zauważam, że Katya Dmitrieva to tak naprawdę... Lili Stevenson. Nie pochodzi z Rosji a z Anglii... Ale jak to możliwe? Jakim cudem według mojego mniemania Katya pochodziła z Rosji? Nie rozumiem tego... Kompletnie.
     Staram się również cieszyć tylko tym ,że Katya istnieje naprawdę a nie martwić tym ,że nie mogę nawet z nią teraz porozmawiać choćby przez telefon. Odkładam kartkę Katyi na kupkę gdzie leży już Harry i na następnym zdjęciu zauważam starszą kobietę ,której również nie rozpoznaję dlatego automatycznie odkładam kartkę.
     Na ok. 10 kartkach nikogo nie rozpoznałam. Kiedy odkładam piętnastą osobę tracę nadzieję. Mówię serio. W końcu na razie z piętnastu osób tylko dwie znam. Zostały jeszcze cztery osoby. Czyli jedna z najważniejszych osób w moim życiu tak naprawdę nie istnieje.
     Przechodzą mnie ciarki po plecach kiedy spoglądam na następną kartkę. Kamień spada mi z serca, zduszony krzyk wydobywa się z moich ust a z oczu płyną łzy szczęścia. Nie wiem jak opisać szczęście ,które czuję widząc twarz mojego kochanego Louisa. Jego twarz również jest o wiele młodsza. Wygląda dokładnie tak samo jak wtedy gdy zobaczyłam go w szkole w tym dniu... O matko... przecież... Ale to niemożliwe... Przecież nie pamiętam poprzedniego dnia przed tym kiedy spóźniona weszłam do klasy. O mój boże... To prawda. To jest prawdziwa rzeczywistość a nie tamto. Tamto było fikcją, kłamstwem. To jest prawdziwe życie. Brutalne i często bez serca.
     Spoglądam na imię Louisa ,które w przeciągu nanosekundy może znowu okazać się kłamstwem. Oddycham z ulgą kiedy zauważam ,że ma na imię w rzeczywistości William. W końcu przez pół roku go tak nazywałam kiedy wyjechałam do Francji. William Louis Tomlinson. Uśmiecham się kiedy widzę ,że mieszka w Anglii. Chociaż on się tak bardzo nie zmienił. Uradowana ocieram łzy radości i pierwszy raz spoglądam na lekarkę ,która przygląda mi się z dobrocią w oczach. Pierwszy raz.
-Nie wiedziałam, że tamto życie mogło na ciebie... was tak wpłynąć...- mówi lekarka.- Widzę to w twoich oczach kiedy zauważasz ci znajome osoby.- nic nie mówię na słowa lekarki tylko odkładam kartkę Louisa/Williama na stos 'moich'.
     Na następnej kartce odnajduje twarz Nialla przez co mój uśmiech nie ma końca. Nie wyobrażam sobie życia bez tego słodkiego blondyna. O mało nie wywracam się na krześle kiedy zauważam ,że Niall w rzeczywistości to Finn Braun i pochodzi z Niemiec. Boże ale jak to taki słodki blondyn pochodzi z tak zimnego kraju jakim są Niemcy? Śmieję się sama z swojej reakcji i odkładam z uśmiechem kartkę z blondynem kompletnie zapominając o siedzącej przede mną lekarce. Zostały jeszcze tylko dwie osoby. To kogo tak naprawdę sobie zmyśliłam albo ktoś inny?
     Na następnej kartce zauważam twarz Zayna. On akurat w ogóle się nie zmienił. Uśmiecham się na samą myśl o nim i o tych jego lusterkach. Tak naprawdę to Zayn Malik to Mohinder Jarrah i pochodzi z Iraku. Nie wiem jakim cudem. Zayn ląduje na kupce 'tych moich' i zastanawiam się kogo skrywa ostatnia kartka? Kto był tylko wymysłem mojej wyobraźni? Ola? Łucja? Liam? Iga? Ktoś jeszcze inny? Kto?
     Z niemałym strachem odkrywam ostatnią kartkę. Serce bije mi jak oszalałe a ręce trzęsą się jak oszalałe. Kogo kryje ostatnia kartka?
     Już wiadomo. Już wiem. Ola i Łucja są zmyślone. Tak samo jak moje dzieci, rodzice, siostra, brat, nawet ciotka. Iga również jest zmyślona a Liam prawdziwy... Nie wiem czy jestem rozczarowana czy raczej szczęśliwa... Nie wiem. Liam również jest na zdjęciu o wiele, wiele młodszy. Pochodzi z Francji i tak naprawdę nazywa się Ethienne Freron. Mimo wszystko dla mnie na zawsze pozostanie Liamem Paynem. Koniec kropka. Zbieram 'moje' kartki po czym przytulam je jak mała dziewczynka do siebie. Nie chcę wiedzieć tego ,że oni mogą jeszcze leżeć w śpiączce całe lata. Nie chcę tego wiedzieć a jednak. A jednak do mojej świadomości przebija się ten jeden fakt. Uciążliwy co prawda ale cóż. Nikt nie mówił ,że będzie łatwo prawda?

2 miesiące później

     Mimo ,że tyle czasu minęło od mojego przebudzenia nadal nie przyzwyczaiłam się do tego ,że pod domem nie domem, czekają miliony fotoreporterów próbujących zrobić mi zdjęcie. Przecież jestem w końcu córką sławnej aktorki i reżysera prawda? Moi rodzice nie rodzice pogodzili się z tym ,że jestem uparta dlatego nie nazywają mnie już Marysią a próbują nawet mówić do mnie Julia co mi bardzo odpowiada swoją drogą.
     Niestety nikt się nie obudził. Żyję nadzieją ,że to ja obudzę się w tamtym życiu ,które zdawało mi się lepsze od teraźniejszego jednak powoli oswajam się z myślą ,że 'Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.'- Jonh Green 'Gwiazd naszych wina'. Staram się nie myśleć o tym wszystkim. Staram się przeczytać wszystkie książki w biblioteczce moich rodziców nie rodziców i biegać codziennie rano. Lekarze mi tego odradzają jednak szczerze mówiąc mam to gdzieś.

-Julia!- krzyczy Wiktoria. Umówiłam się z nimi ,że będę do nich mówić po imieniu. Nie umiem się przyzwyczaić do tego ,że oni są moimi rodzicami.
-Tutaj!- krzyczę z biblioteki domowej. Tak nazwałam gabinet Michała – mojego ojca nie ojca. Jest tu taki fajny fotel ,że aż sam się prosi o siedzenie na nim i czytanie. Słyszę kroki Wiktorii po czym zauważam ją w drzwiach.

-Mam dobrą wiadomość.- mówi.- Obudziła się jakaś osoba z Anglii.- mówi a moje serce staje. Obudziła się albo Katya albo Louis...


_______________________________________________________

my-imperfect-mind.blogspot.com

8 komentarze:

Lusia Tomlinson pisze...

Wow! Super opowiadanie! Gratulacje wygranej! :)

Onedirection pisze...

O ja Cię. No rzeczywiście osoba ta zasłużyła na wygraną. Niestety nie odkręciła tego, że Julia jest Marysią, ale cóż... Może w późniejszych rozdziałach tak sie stanie?
Bardzo piękna jest ta praca, z wieloma przemyśleniami. Gratuluję wygranej.
Joanna G.

Kindziol Junior pisze...

Świetne!

Rose i Lena pisze...

Jeeeeeeeejki :D To jest... jest boskie! :)
Gratuluję wygranej :**
Ja chce więcej tego!! :D
Ja chce więcej!!
Buziaki Rose xxx

Rozalia Szymiczek pisze...

fajny blog :D
http://rozaliafashion.blogspot.com/2014/01/nowosci-od-firm.html

MTTEAM pisze...

Zapracowała sobie na wygraną... Gratuluję :)

My life:) pisze...

Naprawdę genialna praca :) zasługiwała na wygraną :)

Karolina Nowak pisze...

Świetnie napisane!

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)