środa, 22 stycznia 2014

Rozdział III. części trzeciej

MIŚKI!!! Julia wróciła! Ma ferie i wkrótce planuje dodać kolejny rozdział (o ile go skończy). Wiem, że WAS zawiodłam, ale tak mną życie zakręciło, że nie miałam siły przepisywać rozdziału i poprawiać go. Wybaczycie? Przeczytacie? Skomentujecie?


Dzień 3.
     "Czasem chciałbym zapomnieć. Zapomnieć o bólu, cierpieniu, tych wszystkich uczuciach. Po prostu iść do przodu, wyssany ze wspomnień i myśli.
     Oni nie wiedzą, co czuję. Jestem jak królik doświadczalny, który poddawany jest wciąż tysiącom badań. Jakby to samo w sobie było ważniejsze ode mnie i moich pragnień."

Dzień 4.
     "Kim ja właściwie jestem? Czy jestem trzydziestoparoletnim wdowcem z gromadką dzieci, czy może dziewiętnastoletnim uczniem, który ma przed sobą całe życie i karierę piłkarską? Inaczej: miał. Oni mówią, że mój mózg jest sparaliżowany. To nieprawda! Przecież ze mną jest wszystko w porządku!
     Pytałem o innych - nie zrozumieli. Podobno tylko bełkoczę, ale to ma z czasem minąć, bo ten paraliż jest czasowy... Czy mogę im zaufać?"

Dzień 6.
     "Była tu jakaś dziewczyna, pytała o tamto życie. Próbowałem odpowiadać, ale chyba nie zrozumiała moich słów. Widziałem, że się boi. Jak wszyscy. Zupełnie, jakbym był ze szkła. Chyba boją się mojego wyglądu i zachowania. Boże, podobno się ślinię, jak małe dziecko!"

Dzień 7.
     "Ta dziewczyna znowu przyszła. Znowu przy mnie siedziała. Tym razem o nic nie pytała, po prostu trzymała mnie za rękę i pocieszała tym swoim opanowanym głosem. I opowiadała. Mówiła o projekcie, uczestnikach, powrocie do życia. Wyznała, że przez wybudzenie straciła wszystko.
     Kogoś mi przypomina z tymi swoimi rudymi lokami. Są piękne i długie, jak Jej włosy. I ten sposób mówienia, taki kojący... Jest jak Julia, ale... To nie ona, na pewno. Ma zaledwie piętnaście lat."

Dzień 10.
     "Wciąż powtarzają, że mam na imię Tom. Tommy...
     Ostatnio jest lepiej. Podobno to nie paraliż mózgu, ale porażenie mózgowe. Ale ustępuje. Tak mówią lekarze, a ja próbuję im wierzyć. Dziś jest osiemnasty maja. Wybudziłem się ósmego...
     Mam nadzieję, że dzisiaj znowu przyjdzie. Ta dziewczyna sprawia, że jestem spokojniejszy. Powiedziała kiedyś, że kogoś jej przypominam, ale nie chciała powiedzieć nic więcej. W ogóle, nie chce zbytnio mówić o jej życiu w tamtym świecie. Woli opowiadać mi o tym, co dzieje się teraz. Tłumaczy, co się dzieje na zewnątrz, jak wygląda ten prawdziwy świat. Ciekawie opowiada. Mówi też o tym, jak wyglądają różne ćwiczenia, zajęcia. Kiedyś powiedziała, że oprócz nas wybudziły się jeszcze dwie osoby. Chłopak i dziewczyna. Ta dziewczyna wkrótce potem zmarła. A jeśli to była Julia?"

Dzień 15.
     "Nie pojawiła się od dawna. Wciąż włączają mi w telewizji jakieś filmy, tylko to mi zostało, poza rehabilitacją i czekaniem.
     Podobno mam braci. Dwóch. I trzy siostry. Byli dzisiaj u mnie. Na początku bardzo się ucieszyli, ale potem było coraz dziwniej i gorzej. Szybko sobie poszli. Może to i dobrze, w niczym nie przypominają moich dziewczyn...
     Przyszedł jakiś chłopak, chyba bał się przedstawić. W każdym razie, nie wiem, jak się nazywał. Mam wrażenie, że to Niall. Opowiedział mi trochę o każdym z uczestników projektu. On sam zapadł w śpiączkę przez urazy głowy po upadku ze schodów. Ja miałem wypadek samochodowy. Tamta ruda - Marie - coś połknęła...
     Nie siedział długo. Jakby bał się, że ktoś go tu zastanie. To chyba naprawdę był Horan, jego nigdy nie szło zrozumieć."

Dzień 18.
     "Była! Przyszła po obiedzie. Przepraszała, mówiła, że była w domu, w Polsce. Właśnie skończyła lekcje indywidualne i tata ją przywiózł. Martwiła się, widziałem to w jej oczach.
     Zapytała, czy może się mną zająć. Chciała pomóc mi wykonać parę nowych ćwiczeń na mięśnie. Chyba udało mi się pokazać, że się zgadzam, bo uśmiechnęła się i zabrała do pracy.
     Cały czas tłumaczyła, co robi i po co. Ona wiedziała, że jej słucham i że rozumiem.
     Co czułem, gdy przeprowadzała ćwiczenia? To było niesamowite ukojenie, pierwsze od śmierci Juli. Jej dotyk działał na mnie lepiej niż najlepsze środki przeciwbólowe. Robiła to z taką wprawą... Czyli nie byłem jej pierwszym pacjentem.
     Gdy zamykałem oczy, miałem wrażenie, że jest przy mnie Julia. Działało to na mnie jeszcze mocniej.
     Gdybym mógł jej dotknąć, gdybym mógł coś powiedzieć...
     Jula, przepraszam cię, skarbie. Ale chyba znalazłem w tym świecie miłość..."

Dzień 26.
     "Lekarze powiedzieli, że z mojej twarzy znikają oznaki porażenia. Ale będzie potrzebna operacja, by naprawić uszkodzone elementy mózgu. Boję się."

Dzień 30.
     " Dziś operacja. Boję się, że coś pójdzie nie tak. Że umrę jak tamta dziewczyna. Z drugiej strony, mam wrażenie, że Julia nade mną czuwa.
     Wczoraj pokazał się tamten blondyn. Powiedział, że Julia na pewno nie jest naszym wymysłem i że jest uczestniczką. I w końcu się przedstawił. To naprawdę Niall, tylko ma inne imię.
     Otworzył się przede mną. Powiedział, że w przypływie złości pokłócił się z Marie. Nie odzywa się do niego od świąt, chociaż wiele razy próbował ją przeprosić. Nie powiedział jej też najważniejszego - zakochał się w niej.
     Później, tuż przed operacją, przyszła Marie. Przytuliła mnie bez odrazy, pocałowała w czoło (jak kiedyś ja Julię) i wyszeptała: <<Będzie dobrze, Lou. Pamiętasz? To nie koniec. Będziemy razem.>>. Potem się rozpłakała i wybiegła. A ja nie wiedziałem, czy się cieszyć, że to Julia... Czy złościć na Nialla za jego wyznanie.
     Potem pojechałem na blok..."

Dzień 40.
     "Nie pojawiła się od czasu operacji. Jakby zapadła się pod ziemię. Jest mi bez niej źle.
     Jestem łysy. Operacja się udała, ale jestem łysy! Może więc i lepiej, że mnie nie widzi.
     Lekarze powiedzieli, że wkrótce wszystko wróci do normy. Że zacznę poprawnie mówić, że będę mógł chodzić. Będę mógł załatwić z Niallem sprawy po męsku.
     Jula, przyjdź!"

Dzień 46.
     "Nie kłamali, naprawdę zacząłem mówić! Była u mnie Marie, gdy odezwałem się po raz pierwszy od prawie pięćdziesięciu dni. Bełkotałem, fakt. Ale potem chyba nawet zacząłem mówić dość zrozumiale. Wiem, jeszcze długa droga przede mną.
     <<Julia>>, szepnąłem do niej i uniosłem rękę w jej stronę. Zrozumiała, o co chodzi. Jeśli ktoś wtedy do nas zajrzał, mógł ujrzeć parę nastolatków wtulonych w siebie i szepczących sobie coś na ucho. Nastolatków, którzy mimo młodego wieku wiedzieli o życiu wiele. A wszystko przez niepozorny na pierwszy rzut oka projekt.
     <<Ja od początku czułam, że to ty. Jest w tobie takie coś, że to się wie>>, powiedziała. Powiedziała też, że woli mnie z dłuższymi włosami, że będzie dobrze... Nie skupiałem się na tym za bardzo. Najważniejszą i najlepszą rzeczą była możliwość trzymania Julii w ramionach. Minęło tyle lat, od kiedy uczyniłem to po raz ostatni...
     Teraz wszystko powinno być dobrze."

Dzień 80.
     "Wkrótce wychodzę ze szpitala. Lipiec już prawie się skończył. Jula pozdawała w czerwcu wszystkie egzaminy; dzięki uporowi i wytrwałości nadrobiła dwie klasy. Ma już 16 lat, ja wkrótce - 20.
     Od początku wakacji nie było dnia, żeby się nie pojawiła. Siedzieliśmy na siłowni, świetlicy, w mojej sali. Niedawno przenieśli mnie do innej sali, na inny oddział. Jest tu chłopak, mulat, który również wybudził się ze śpiączki, ale jest okropnie tajemniczy. Nie chce mówić, czy brał udział w projekcie. Odpowiada tylko, że to i tak nieważne i że liczy się teraźniejszość."

Dzień 83.
     "W końcu poznałem jego imię. Nawyad Malkcar. Niestety, nie chce ze mną rozmawiać, nie słucha mnie. To przykre...
     Po południu przyszła Julia. Mówimy do siebie po staremu, jak w tamtym świecie. Wymyśliliśmy, 
     Nawyad chyba skądś ją poznał, choć zwyczajowo milczał. Po prostu wpatrywał się w nas ze słabo ukrywanym zainteresowaniem.
     <<Malik, ty ciekawski człowieku, jak chcesz pogadać to gadaj, a nie, czaisz się!>>, nie wytrzymała Julia i odwróciła się do niego. <<Och, przepraszam. Fakt, Zayn się nie wybudził>>.
     Nie wiem, jak to się stało, ale przez moment widziałem w nim osiemnastoletniego Zayna. On też chyba kogoś w nas rozpoznał, opadła mu szczęka.
     <<O kurwa, Tomlinsony! Nie wierzę!>>, wymamrotał. <<To ja, Zayn. Nawyad Malkcar to tylko przykrywka>>."



Moi kochani, powróciłam! Szczerze? Uwielbiam ten rozdział, posiedzieliśmy w nim w glowie Tomlinsona :P
Co u Was?? Żyjecie? W takim razie komentujcie. Potem zapraszam na mojego bloga my-imperfect-mind.blogspot.com, fajnie by było, jakby ktoś coś skomentował czy zaobserwował :D Bo przecież mnie lubicie, no nie?? :P
No, nie będę się rozpisywać. Napiszę tylko, że WAS kocham, że mam ferie i że czuję się świetnie! :)

Buziaki,
Julia :************

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział II. części trzeciej

     Była przy nim, gdy odezwał się po raz drugi od wybudzenia. Troszczyła się o niego, opowiadała mu o sobie i tym świecie. Oswajała go z myślą, że przez pewien okres czasu nie zobaczą reszty przyjaciół.
- Niall, nie wiesz, jak było mi bez was ciężko. - powiedziała pewnego razu. - Otaczali mnie ludzie, którzy nie mieli pojęcia o naszym świecie. Myśleli, że są mądrzy z tymi swoimi testami, badaniami całym lekarskim badaniem. A tak naprawdę nie mają o tym zielonego pojęcia. Ich projekt, który miał pomagać, częściowo nie wypalił.
     Nigdy nie pokazał, że ma dość. Nigdy nie przeszkadzał, gdy mówiła. Pozwalał jej ćwiczyć jego mięśnie. Była jego osobistą rehabilitantką. Dla siebie wciąż byli Julią i Niallem.
     Mijały miesiące. Maria mogła już normalnie chodzić, Theo stawiał pierwsze kroki.
     Dzięki możliwościom pieniężnym rodziców zamieszkała w Wielkiej Brytanii razem z ojcem, kręcącym aktualnie film na Wyspach. Miała również indywidualne nauczanie, dzięki czemu nadrabiała zaległości.
     Powoli wracała do normalności. Wiedziała, że nigdy nie będzie dokładnie tak samo, ale teraz przynajmniej była świadoma swojej sytuacji, możliwości i tego, kim najprawdopodobniej jest.

- Cześć. - mruknął Theo, gdy dziewczyna weszła do salki.
- Wesołych świąt, Nialler. - Podeszła do fotela w którym siedział i pocałowała go w policzek.
     Nie uśmiechnął się, nie odpowiedział. Był jakby nieobecny duchem. Jakby coś się stało. Dopiero po chwili spostrzegła łzy w oczach chłopaka i zmiętą kartkę w jego dłoniach.
- Co...
- Nie żyje. Próbowali ją uratować, ale ona nie żyje.
- Kto? - szepnęła przerażona.
- Katherine Logan. Sophie. Zaczęła reagować na bodźce zewnętrzne, więc postanowili odsunąć leki utrzymujące ją w śpiączce i przygotować do wybudzenia. Ale przy okazji podali złe leki, źle zareagowała. - Głos mu się załamał. - Zabili ją.
     Maria przytuliła chłopaka, pragnąc go pocieszyć.
- Ile miała lat? Skąd wiesz, że to ona?
- Miała osiemnaście lat. Podobno miała przy sobie wisiorek, który dostała ode mnie w tamtym świecie... I nikt nie wie, skąd on się tam znalazł. Poza tym... Czuję to. Czuję w sercu pustkę i wiem, że ona naprawdę odeszła.
     Milczeli przez dłuższą chwilę. Gdy wreszcie odezwał się Theo, jego głos przepełniony był bólem.
- Nie przychodź nigdy więcej. Zrobiłaś dla mnie wiele, już wystarczy. Teraz trzeba zająć się innymi. Może będą mieli więcej szczęścia niż Sophie.
- Niall... - Przeczesała gęstą blond czuprynę Horana. Przytrzymał jej rękę i odepchnął.
- Zostaw mnie! Nikt nie kazał ci mnie niańczyć! Teraz jesteś tylko zwykłą gówniarą. Zajmij się sobą, wracaj do sławnych rodziców! I nie próbuj się ze mną kontaktować. Mam cię dość! - wykrzyczał prosto w jej twarz.
     Poczuła, jak łzy wzbierają się w kącikach oczu. Nie chciała płakać, jednak on ją tak zranił. Był jedynym przyjacielem w tym świecie, rozumiał jej położenie. Z nim mogła żartować, zapominała o tym, że utraciła tamto życie. A teraz utraciła i jego.
     Cofnęła się w stronę drzwi.
- Jesteś okropny! A uważałam cię za przyjaciela! - krzyknęła i wybiegła na korytarz.
- Julia, przepraszam... - wyszeptał parę minut później.

     Maria wróciła do Polski. Przyjaciel dał jej jasno do zrozumienia, że nie chce jej widzieć.
     Była w domu na święta. Pokój był jej obcy, a jednocześnie tak znajomy. Elegancki, pełen luksusów. Cały dom wydawał się jej niezwykle znajomy, a przecież od wyjścia ze szpitala była tu po raz pierwszy.
- Mania, wszystko w porządku?
     Do pokoju weszła Wiktoria. Pogodziła się już z faktem, że córka trzyma ją na dystans, miała jednak nadzieję na choćby przyjaźń.
     Maria siedziała na brzegu wielkiego łóżka z baldachimem. Rozglądała się wciąż po sypialni, która bardziej nadawałaby się dla dojrzałej arystokratki niż do zagubionej aktualnie nastolatki. Beżowe ściany, kryształowy żyrandol, lśniący parkiet, meble jak z muzeum. Wyglądało to imponująco, ale i sztucznie. Jak pokój z eleganckiego katalogu.
- To dla mnie za dużo. Utraciłam swoje prawdziwe życie, przyjaciół, rodzinę... Jesteśmy aż tak bogaci? - zapytała cichym głosem.
- Może nie aż tak. Ale przychody z filmów i spadek po moim ojcu, kosmetycznym gigancie, nie są takie malutkie. - Uśmiechnęła się nieznacznie. - Obie mamy arystokratyczne pochodzenie, ale to ty częściej ode mnie byłaś większą damą.
- Jaką byłam córką? - Chciała wiedzieć. Musiała poznać przeszłość, jeśli chciała coś zmienić. - To zależy. Zawsze szukałaś swojego prawdziwego "ja" i chciałaś odciąć się od swojej tożsamości. Odkąd pamiętam, chciałaś być Julią z burzą czekoladowych włosów. Chciałaś być zwyczajna, jednak przeszkadzały ci w tym twoje maniery. Chciałaś też wyjechać z kraju, to było jedno z twoich największych marzeń. Chciałaś iść przez życie, tańcząc. Byłaś bardzo grzeczna i pilna. - Usiadła obok córki. - Byłaś... Jesteś naszym jedynym, najukochańszym dzieckiem.
- Chciałabym wam to jakoś wynagrodzić. - Maria spojrzała na kobietę. - Mogę... Czy mogę cię przytulić?
     Kilka kolejnych minut spędziły w objęciach. Każda przeżywała to po swojemu, każda na swój sposób odczuwała satysfakcję.

- Horan, zapomnij o niej. - poprosił.
- Nie mogę, zbyt wiele dla mnie znaczy. Za bardzo ją kocham, by o niej zapomnieć. - odpowiedział z bólem.



No i jak? :) Wczoraj wzięła mnie wena, napisałam dwa rozdziały. Następny jest naprawdę mega! <3
PS. Jutro są moje urodzinki!!

środa, 1 stycznia 2014

Wyniki konkursu! | Zwycięska praca

Cześć, z tej strony Julia i Karolina. Przybywamy z wynikami konkursu. Prawdę mówiąc... Poziom prac był naprawdę niezły, ale spośród tych czterech trzeba było wybrać najlepszą. Nie patrzyłyśmy na ortografię, a o treść i pomysł.
Tak więc wygląda nasz ranking:

I. miejsce -  Inga (Miss Mordka)
II. miejsce - Monia Monika
III. miejsce - Luśka (my.louisek)
IV. miejsce - Joanna G.

Wszystkim dziękujemy za udział, nie sądziłyśmy, że ktoś się zgłosi. I proszę jeszcze Ingę o skontaktowanie się ze mną mailowo (something0more@gmail.com) i podanie namiarów. Nagrodę wyślemy po 6. stycznia :)
Zapraszamy teraz do przeczytania zwycięskiej pracy :)

PS. Pozwoliłam sobie na drobną korektę literówek. :)
________________________________________
________________________________________



     Jakbyście się czuli gdyby wasze dotychczasowe życie ,które czasami was smuciło a czasami cieszyło okazało się kłamstwem? Jednym, wielkim i brudnym kłamstwem. Co by było gdyby tak naprawdę wasi rodzicie nie byli waszymi rodzicami? Wasi znajomi być może by nie istnieli? A drzewo, które mijacie zawsze po drodze do szkoły było tylko elementem wyobraźni? Jakbyście się czuli gdyby wasze dotychczasowe, w miarę poukładane życie legło w gruzach?
     W głębi duszy mam na imię Julia i mam 26 lat. W głębi duszy nadal jestem żoną Louisa Tomlinsona i w głębi duszy nadal jestem matką i przyjaciółką. Niby tak naprawdę mam na imię Marysia, mam 15 lat i byłam przez rok w śpiączce.
     Pomyślcie sobie teraz jak się czuję? Pomyślcie jak byście się czuli na moim miejscu. Pomyślcie jaki by był wasz pierwszy odruch. Schowalibyście się pod kołdrę i wmawiali sobie ,że to sen? Uszczypnęli się? Wybiegli przed szpital i zaczęli krzyczeć? A może po prostu nie przejęlibyście się bo wasze życie jest jakie jest.
     Siedzę właśnie na moim łóżku szpitalnym ,które jest strasznie niewygodne i stare. Kołdra jest strasznie szorstka i do tego tak śmierdzi. Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym wszystkim. Tęskniłam za życiem (nawet nie wiem już czy istnieje takie miasto jak Londyn) w Anglii. Za ciepłym wygodnym łóżkiem, herbatą i Louisem...
     No właśnie Louis... Tak mi go brakuje. Co jak co ale się do niego przywiązałam mimo wszystko najbardziej a teraz może się okazać ,że był on tylko wytworem mojej wyobraźni. Czułam jak w sercu zaczęło mnie ściskać z bólu a w oczach pojawiły się pojedyncze łzy. To przecież niemożliwe. Takie rzeczy dzieją się jedynie w filmach lub w książkach! Z moich oczu poleciały pierwsze łzy przez co podkurczyłam nogi pod brodę i zaczęłam cicho płakać. Nie chciałam być tu. Chciałam zapaść jeszcze raz w śpiączkę. Chciałam tam wrócić. Do mojego Londynu.
     Wzdycham w duchu za tym co było i za tym co miało być. Jednak najbardziej męczy mnie pytanie na ,które odpowiedzi pewnie szybko nie znajdę. Czy Louis w ogóle istnieje? Czy Harry istnieje? Czy Katya istnieje? W ogóle czy ktokolwiek istnieje? Na to pytanie pewnie nawet sam Bóg nie odpowie.
     Przechadzam się po pokoju oglądając różne zdjęcia, pocztówki i jakieś listy. Każdy jest zaadresowany do Marysi. Czyli niby do mnie. Nie otwieram ich bo czuję ,że nie należą do mnie. Nie czuję się dobrze z imieniem Marysia. Ba! Uważam ,że to imię w ogóle do mnie nie pasuje. A jednak. A jednak moja matka, która nie jest moją matka, a jednak nią jest mnie tak nazwała. Boże to takie trudne!
-Witaj Marysiu!- słyszę głos jakiejś kobiety przez co odwracam się w stronę drzwi.
     Zauważam w nich drobną kobietę ,która wygląda jakby była po czterdziestce. Ma czarne włosy ,które nie są ani za krótkie ani za długie. Innymi słowy takie do ramion. Jest ubrana dosyć ładnie. Dosyć. Dla mnie jeśli ktoś jest ubrany w spódniczkę i marynarkę to wygląda dosyć ładnie. Ma bardzo duże oczy i wąskie usta. Jak podejrzewam to jest ktoś kogo powinnam znać.
-Mam na imię Julia.- mówię przez zęby i wracam do łóżka ,które pod moim ciężarem niemiło trzeszczy. Za kobietą wchodzi mężczyzna również po czterdziestce. Ma nawet już lekko 'ośnieżoną' główkę. A to dobre. Jest dość wysoki. Szerokie ramiona, pod koszulka widać muskuły i do tego jeszcze taki 'byczy' kark. Wszystko to sprowadza się do tego, że wygląda jakby dopiero wyszedł z siłowni.
-Och...- wzdycha kobieta i siada na sąsiednim, pustym łóżku. Przy niej od razu znajduje się mąż ,który otula ją swoim ramieniem.
- Wiktorio, cicho... - zaraz, zaraz... Czy aby przypadkiem moja 'niby' matka nie matka nie miała na imię Wiktoria? Czyli chodzi o to, że przede mną siedzą moi 'niby' rodzice nie rodzice? Chodzi o to ,że ich nie poznaje? Oczywiście mnie też by było przykro gdyby przykładowo Victoria albo Tommy, albo nawet mała Rosalie mnie nie rozpoznała. Byłoby mi cholernie przykro. Chyba bym się załamała.
     Przyglądam się uważnie parze, która siedzi i wspiera się nawzajem i spogląda na mnie co chwilę po czym z powątpiewaniem kręci głową. Czy byłam dobrą córką? W ogóle jak wyglądało moje życie jak byłam dzieckiem? Jak wygląda mój pokój? Jak wygląda moje biurko? Jak wygląda moja szkoła? Czuję się jakby ktoś kazał mi grac jakąś postać w szkolnym przedstawieniu. Bez żadnej próby, nie znając scenariusza ani mojej roli w tym przedstawieniu. To jest w tym wszystkim najlepsze.

     Moi rodzice nie rodzice są beznadziejni. Mówię serio. Po prostu mam dosyć. Ciągle mi mówili jak to cała Polska martwi się o Marię Kozłowską. Bzdury! No dobra. Może nie to, że bzdury ale czuję się jakby ktoś mi opowiadał o w ogóle innej osobie. Swoją drogą z tego wszystkiego mógłby powstać niezły film... Na pewno. Uśmiecham się sama do siebie.
     Muszę w końcu dowiedzieć się czy Louis istnieje. Tylko to się liczy. Nie wiem co zrobię gdy okaże się ,że tak naprawdę on nie istnieje.
     Kiedy idę korytarzem wzdłuż sal śpiących ludzi takie właśnie mam przemyślenia. Dochodzę do gabinetu doktor Witas. Wiem gdzie on jest bo właśnie tam mnie zaprowadziła zaraz po przebudzeniu lekarka ,żeby coś tam podpisać. Jednak nie wiedziałam jak mam się podpisać bo zwykle podpisywałam się jako Julia, a nie Marysia prawda?
     Pukam grzecznie w drzwi (w końcu jestem kulturalna prawda?) po czym słyszę ciche 'proszę'. Biorę głęboki wdech po czym wchodzę do gabinetu.
     Gabinet jak gabinet. Wiele bieli. To pewne. Jakaś kanapa, fotel, okno i biurko z krzesłem. Nic specjalnego dlatego nie przykładam do pomieszczenia większej uwagi.
- Marysia! - mówi ucieszona lekarka czego nie odwzajemniam. Już nawet ignoruje to ,że tak mnie wszyscy wokół nazywają. - Siadaj. - wskazuje na granatowe krzesełko. Pewnie na tym krześle siedziały miliony osób. Jedne po wyjściu wychodziły z płaczem, inne szczęśliwe a jeszcze inni nie wzruszeni. Ja jak na razie zaliczam się do tych ostatnich. Zdecydowanie. Siadam na nim i wpatruję się w lekarkę, której uśmiech nie schodzi z twarzy. Z czego ona się tak cieszy? - Więc co cie do mnie sprowadza?
-Ma Pani tą kartkę ze zdjęciami uczestników o ,którą prosiłam?- pytam z nutką nadziei w głosie.
-Tak, oczywiście!- oddycham z ulgą po czym dostaje stos kartek. Łącznie 19.
     Na pierwszej z nich znajduje się dziewczynka. Ma może z sześć lat. Ma na imię Melanii i pochodzi z Anglii. Nikogo mi szczerze mówiąc nie przypomina dlatego odkładam kartkę na bok.
     Na następnej widnieje zdjęcie śpiącego tak naprawdę już mężczyzny. Jest Afroamerykaninem przez co nawet nie patrząc kto to jest odkładam kartkę na bok.
     Przez chwilę dosłownie wstrzymuję powietrze kiedy zauważam twarz Harry'ego na kartce. Widzę jego słodkie loczki ,które opadają mu na twarz. Wygląda znacznie młodziej niż tak jak go zapamiętałam. Pewnie dlatego ,że mamy 2010 rok, idiotko. Spoglądam na imię Harry'ego i na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Nadal nazywa się Harry jednak nazwisko zwala mnie kompletnie z nóg. Uwaga otóż od dzisiaj Harry Edward Styles jest tak naprawdę Harrym Joshem Lawerence i pochodzi z Ameryki. Jest bratem Jennifer Lawerence, znanej aktorki. Nigdy o niej nie słyszałam. Nie mogę się jednak pogodzić z tym ,że Harry aktualnie jest w śpiączce a co gorsza... Może się nigdy z niej nie wybudzić.
     Kartkę z Harrym odkładam na zupełnie inną kupkę niż poprzednie kartki i staram się nie myśleć o tym, że Harry właśnie przeżywa swoje życie w innym świecie. Beze mnie. Na następnej kartce widnieje twarz tym razem dziewczyny ,którą wnet rozpoznaje. To Katya! Na mojej twarzy pojawia się uśmiech a z oczu zaczynają płynąć pojedyncze łzy szczęścia. Ona nie jest tylko w mojej wyobraźni! Ona jest naprawdę! Uśmiech jednak schodzi mi automatycznie z twarzy kiedy zauważam, że Katya Dmitrieva to tak naprawdę... Lili Stevenson. Nie pochodzi z Rosji a z Anglii... Ale jak to możliwe? Jakim cudem według mojego mniemania Katya pochodziła z Rosji? Nie rozumiem tego... Kompletnie.
     Staram się również cieszyć tylko tym ,że Katya istnieje naprawdę a nie martwić tym ,że nie mogę nawet z nią teraz porozmawiać choćby przez telefon. Odkładam kartkę Katyi na kupkę gdzie leży już Harry i na następnym zdjęciu zauważam starszą kobietę ,której również nie rozpoznaję dlatego automatycznie odkładam kartkę.
     Na ok. 10 kartkach nikogo nie rozpoznałam. Kiedy odkładam piętnastą osobę tracę nadzieję. Mówię serio. W końcu na razie z piętnastu osób tylko dwie znam. Zostały jeszcze cztery osoby. Czyli jedna z najważniejszych osób w moim życiu tak naprawdę nie istnieje.
     Przechodzą mnie ciarki po plecach kiedy spoglądam na następną kartkę. Kamień spada mi z serca, zduszony krzyk wydobywa się z moich ust a z oczu płyną łzy szczęścia. Nie wiem jak opisać szczęście ,które czuję widząc twarz mojego kochanego Louisa. Jego twarz również jest o wiele młodsza. Wygląda dokładnie tak samo jak wtedy gdy zobaczyłam go w szkole w tym dniu... O matko... przecież... Ale to niemożliwe... Przecież nie pamiętam poprzedniego dnia przed tym kiedy spóźniona weszłam do klasy. O mój boże... To prawda. To jest prawdziwa rzeczywistość a nie tamto. Tamto było fikcją, kłamstwem. To jest prawdziwe życie. Brutalne i często bez serca.
     Spoglądam na imię Louisa ,które w przeciągu nanosekundy może znowu okazać się kłamstwem. Oddycham z ulgą kiedy zauważam ,że ma na imię w rzeczywistości William. W końcu przez pół roku go tak nazywałam kiedy wyjechałam do Francji. William Louis Tomlinson. Uśmiecham się kiedy widzę ,że mieszka w Anglii. Chociaż on się tak bardzo nie zmienił. Uradowana ocieram łzy radości i pierwszy raz spoglądam na lekarkę ,która przygląda mi się z dobrocią w oczach. Pierwszy raz.
-Nie wiedziałam, że tamto życie mogło na ciebie... was tak wpłynąć...- mówi lekarka.- Widzę to w twoich oczach kiedy zauważasz ci znajome osoby.- nic nie mówię na słowa lekarki tylko odkładam kartkę Louisa/Williama na stos 'moich'.
     Na następnej kartce odnajduje twarz Nialla przez co mój uśmiech nie ma końca. Nie wyobrażam sobie życia bez tego słodkiego blondyna. O mało nie wywracam się na krześle kiedy zauważam ,że Niall w rzeczywistości to Finn Braun i pochodzi z Niemiec. Boże ale jak to taki słodki blondyn pochodzi z tak zimnego kraju jakim są Niemcy? Śmieję się sama z swojej reakcji i odkładam z uśmiechem kartkę z blondynem kompletnie zapominając o siedzącej przede mną lekarce. Zostały jeszcze tylko dwie osoby. To kogo tak naprawdę sobie zmyśliłam albo ktoś inny?
     Na następnej kartce zauważam twarz Zayna. On akurat w ogóle się nie zmienił. Uśmiecham się na samą myśl o nim i o tych jego lusterkach. Tak naprawdę to Zayn Malik to Mohinder Jarrah i pochodzi z Iraku. Nie wiem jakim cudem. Zayn ląduje na kupce 'tych moich' i zastanawiam się kogo skrywa ostatnia kartka? Kto był tylko wymysłem mojej wyobraźni? Ola? Łucja? Liam? Iga? Ktoś jeszcze inny? Kto?
     Z niemałym strachem odkrywam ostatnią kartkę. Serce bije mi jak oszalałe a ręce trzęsą się jak oszalałe. Kogo kryje ostatnia kartka?
     Już wiadomo. Już wiem. Ola i Łucja są zmyślone. Tak samo jak moje dzieci, rodzice, siostra, brat, nawet ciotka. Iga również jest zmyślona a Liam prawdziwy... Nie wiem czy jestem rozczarowana czy raczej szczęśliwa... Nie wiem. Liam również jest na zdjęciu o wiele, wiele młodszy. Pochodzi z Francji i tak naprawdę nazywa się Ethienne Freron. Mimo wszystko dla mnie na zawsze pozostanie Liamem Paynem. Koniec kropka. Zbieram 'moje' kartki po czym przytulam je jak mała dziewczynka do siebie. Nie chcę wiedzieć tego ,że oni mogą jeszcze leżeć w śpiączce całe lata. Nie chcę tego wiedzieć a jednak. A jednak do mojej świadomości przebija się ten jeden fakt. Uciążliwy co prawda ale cóż. Nikt nie mówił ,że będzie łatwo prawda?

2 miesiące później

     Mimo ,że tyle czasu minęło od mojego przebudzenia nadal nie przyzwyczaiłam się do tego ,że pod domem nie domem, czekają miliony fotoreporterów próbujących zrobić mi zdjęcie. Przecież jestem w końcu córką sławnej aktorki i reżysera prawda? Moi rodzice nie rodzice pogodzili się z tym ,że jestem uparta dlatego nie nazywają mnie już Marysią a próbują nawet mówić do mnie Julia co mi bardzo odpowiada swoją drogą.
     Niestety nikt się nie obudził. Żyję nadzieją ,że to ja obudzę się w tamtym życiu ,które zdawało mi się lepsze od teraźniejszego jednak powoli oswajam się z myślą ,że 'Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.'- Jonh Green 'Gwiazd naszych wina'. Staram się nie myśleć o tym wszystkim. Staram się przeczytać wszystkie książki w biblioteczce moich rodziców nie rodziców i biegać codziennie rano. Lekarze mi tego odradzają jednak szczerze mówiąc mam to gdzieś.

-Julia!- krzyczy Wiktoria. Umówiłam się z nimi ,że będę do nich mówić po imieniu. Nie umiem się przyzwyczaić do tego ,że oni są moimi rodzicami.
-Tutaj!- krzyczę z biblioteki domowej. Tak nazwałam gabinet Michała – mojego ojca nie ojca. Jest tu taki fajny fotel ,że aż sam się prosi o siedzenie na nim i czytanie. Słyszę kroki Wiktorii po czym zauważam ją w drzwiach.

-Mam dobrą wiadomość.- mówi.- Obudziła się jakaś osoba z Anglii.- mówi a moje serce staje. Obudziła się albo Katya albo Louis...


_______________________________________________________

my-imperfect-mind.blogspot.com