wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

Heej. Dzisiaj zebrałam się na podsumowanie tego roku. Jednakże... Będzie to podsumowanie tego roku i końcówki 2012, kiedy to zaczęłam pisać bloga.
Let's do it!

1. Wyświetlenia
Od 24. listopada 2012 r. bloga odwiedzono 57.695 razy!

2. Obserwatorzy
Od tamtego czasu bloga zaobserwowało 65 osób!

3. Komentarze
Bloga od początków istnienia skomentowano 599 razy!

4. Rozdziały
Przez 13 miesięcy i 10 dni powstało łącznie 70 rozdziałów!

5. Posty ogółem
Powstało łącznie 100 (licząc z tym) postów!

6. Nominacje
Łącznie byłam nominowana do różnych wyróżnień ponad 20 razy, jeśli dobrze liczyłam, ale nie na wszystkie nominacje odpowiedziałam.

7. Ludzie
Dzięki temu blogowi poznałam dużo wspaniałych ludzi, jak Majka, Julita, Marta, Kasia... Dziękuję Wam :**


Dziękuję Wam za wszystko ♥ Za to, że jesteście. I oby ten 2014 rok był dla Was jeszcze lepszy ♥ :**

niedziela, 29 grudnia 2013

Imagin świąteczny

     Mijał kolejny pusty, zimny dzień. Dzień, w którym bardziej niż zwykle odczuwało się samotność, a smutek atakował ze zdwojoną siłą. Wigilia.
     Siedziała skulona na dywanie, dłońmi obejmując kubek z gorącą herbatą. Puste spojrzenie skierowane było na ścianę pokrytą zdjęciami. Zdjęciami, które teraz wywoływały ból.
     Momentami chciała cofnąć czas. Czas, który płynął nieubłaganie. Ale ona wciąż pamiętała. Pamiętała, jak to jest kochać i być kochaną, jak to jest stracić kogoś i być zepchniętą na margines.
     To były pierwsze samotne święta. Święta bez Josha ani rodziny. Mówili, że czas leczy rany. Nie w jej przypadku. Bezpieczeństwo, beztroska czy udawany spokój, gdy poznała prawdę - to wszystko było takie fałszywe.
     Byli parą od dwóch lat, od kilku tygodni byli zaręczeni. Planowali ślub, wspólną przyszłość, dzieci. Byli tacy młodzi...
     Ona - twardo stąpająca po ziemi realistka z długimi blond lokami. On - niepoprawny romantyk, optymista i marzyciel z kruczoczarną burzą włosów. Ogień i woda. Niebo i ziemia. Alfa i omega. Początek i koniec. Dwie doskonale pasujące do siebie połówki jabłka.
     I nagle to wszystko runęło jak domek z kart przy mocniejszym podmuchu wiatru. Wyznał jej prawdę, która zniszczyła wszystkie ich plany. "Nie możemy dłużej być razem", powiedział, "Nie będziesz chciała mnie po tym znać. Nie będziesz chciała niszczyć sobie przyszłości, spędzając nie wiadomo jak długi okres czasu u boku prawie umarlaka. Jestem chory, to zaawansowane stadium raka. Już za późno na cokolwiek...". Tej nocy płakali oboje długo i szczerze. Wyznawali sobie wszystko, co przychodziło im do głowy. Nie zostawiła go, walczyła o jego życie do końca. Miłość dodawała im sił, lecz nawet ona nie mogła pokonać śmierci. Zmarł w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin, pół roku po diagnozie.
     Ona została sama. Miała niecałe dwadzieścia lat, kiedy go żegnała. Nie chciała dłużej żyć, nie zaczęła studiów. Dalej mieszkała w ich wspólnym mieszkaniu. I choć parokrotnie próbowała odebrać sobie życie, coś zawsze w ostatniej chwili nie wypalało. Jakby tajemnicza siła próbowała zachować ją przy życiu. Jakby to była Jego sprawka.
     Próbowała zapomnieć, sprawić, żeby rany się zabliźniły, w końcu minęło prawie pół roku. Niestety, jedyne, co osiągnęła, to odrzucenie przez większość społeczeństwa i depresja.

     Wypiła zimną już herbatę, otarła drżącą dłonią mokre od łez oczy i wstała. Oddychała głęboko, idąc do korytarza. Ubrała się i wyszła na klatkę schodową, nie zamykając drzwi na klucz. Nie widziała takiej potrzeby.
     Szła śliskim chodnikiem w stronę serca miasta. W głowie tworzyła plan, który wydawał się być idealny.
     Pomyślała o rodzicach. Robili karierę tutaj, w Londynie, jednak nie kontaktowali się od ponad pół roku. Po prostu regularnie przesyłali jej pieniądze na życie.Nic więcej.
     Poczuła silne szarpnięcie, upadek na oblodzony chodnik i ból w całym ciele.
- Wszystko w porządku? - Usłyszała przyjemny męski głos, lekko zachrypnięty. - Strasznie cię przepraszam, nic mi dzisiaj nie wychodzi.
     Spojrzała na niego przez łzy. Jego twarz promieniowała złotym blaskiem odbitym od ulicznej latarni. Wokół nich panowała cisza i pustka, na niebie błyszczał samotny księżyc w pełni.
- Boli cię coś? - Chłopak przejął się na dobre. Pomógł jej wstać i mocno przytulił. - Proszę, nie płacz. Ja nie chciałem, żebyś coś sobie zrobiła. To moja wina. Nic mi dzisiaj nie wychodzi, rozstałem się z dziewczyną, postarzałem o rok...
     Gwałtownie wciągnął powietrze i wypuścił z objęć dziewczynę w czerwonym płaszczu.
- Mam na imię Louis, a ty?
- Rosalie. Rosalie Christina Madson. Nic mi nie jest. Przepraszam, że zabrałam ci czas.
     Ruszyła przed siebie, nie oglądając się na wysokiego szatyna o niebieskich oczach. Od śmierci nie umiała patrzeć na innych ludzi, tak radosnych i beztroskich.
     Dotarła nad Tamizę. Tutaj się wszystko zaczęło, tutaj się wszystko skończy. Drżącymi nogami kroczyła w stronę mostu, a potem na jego środek. To tutaj na barierce wyryli kiedyś swoje inicjały. To w tym miejscu po raz pierwszy się pocałowali. To tu się poznali. Tu chciała wszystko skończyć.
     Przybliżyła się do barierki i spojrzała na niespokojną Tamizę. Wychyliła się niebezpiecznie, oceniając odległość. I wtedy to zobaczyła. Pomiędzy elementy barierki wpięto łańcuszek i przyczepioną do niego buteleczkę. Wychyliła się po nią tak mocno, że niemal wypadła. W ostatniej chwili ktoś pociągnął ją do tyłu.
     Upadła na coś miękkiego i ciepłego, co jęknęło z bólu. Była jednak zbyt osłupiała, by zwrócić na to uwagę, w spoconej dłoni trzymała buteleczkę.
- Dziewczyno, życie ci niemiłe?! - wydarł się na nią znajomy męski głos. - Rosalie, nie musisz się przeze mnie zabijać.
     Podniosła się zaskoczona, z dłoni wypadł jej flakonik. Louis przysiadł na chodniku i spojrzał na nią z dziwnym błyskiem.
     Sięgnęła po buteleczkę i odkorkowała ją. W środku była kartka z podpisem "Do Rose Ch. M.". Drżącymi dłońmi rozłożyła wilgotny papier. Z oczu pociekły łzy.
- "Droga Rosalie, gdy przeczytasz ten list, będę już pewnie martwy. Przepraszam, skarbie, że cię opuściłem." - Czytała. - "Opuściłem... Wiem, że nie pokonam choroby i na pewno odejdę. Rose, kocham cię. Będę cię kochał także po tamtej stronie. Będę przy tobie zawsze i zawsze będę pilnował, żeby nie stała ci się krzywda.
  To taki jakby mój testament. Proszę, pokaż go też moim rodzicom i powiedz im, że ich kocham. Oto moja ostatnia wola...".
     Przerwała i czytała dalej w ciszy:
"1. Nie wyprowadzaj się z naszego mieszkania. Choćby moi rodzice byli temu przeciwni, nie postępuj wbrew swojej woli.
2. Spełnij swoje marzenia. Idź na studia, bądź prawniczką.
3. Moje rzeczy z domu niech zostaną sprzedane przez rodziców, a pieniądze niech przeleją na konto fundacji pomagającej chorym na raka.
4. Rose, zakochaj się. Świat nie kończy się na mnie. Wyjdź za mąż, wychowaj dzieci. Zrób to z miłości, nie z rozsądku... Skarbie, pewnego dnia ześlę ci kogoś, z kim spędzisz szczęśliwie życie. Kto wie, może będzie to mój ostatni prezent świąteczny...
5. Pogódź się z rodzicami, pierwsza wyciągnij do nich rękę. Będzie dobrze, uwierz.
6. Nigdy się nie poddawajcie.
7. Kochani rodzice, traktujcie Rose jak córkę, której nigdy nie mieliście. Zróbcie to ze względu na mnie...".
     Brakowało dalszej części tekstu i podpisu. Jakby Josh go nie dokończył. Jakby bał się zakończenia.
     Spojrzała na Louisa. Los zetknął ich ze sobą po raz drugi tego dnia, chociaż wydawało się to niemożliwe. Kiedyś być może wyśmiałaby swoje myśli, że Louis jest tym wybranym przez Josha. Teraz skłonna była w to uwierzyć. W końcu cuda się zdarzają, a szatyn uratował jej życie.
- Hej, mała. - Louis przysunął się do Rosalie i objął ją. - Wszystko w porządku?
- Możesz się mną zaopiekować? - zapytała z nadzieją.

***

     Choć zespół One Direction nie przetrwał próby czasu, związek jego byłego członka - Louisa Tomlinsona - z Rosalie Madson kwitł w najlepsze. Ludzie mówili, że los lubi płatać figle i zmieniać bieg wydarzeń. Oni coś o tym wiedzieli, a Josh wciąż strzegł ich na każdym kroku.



No, to by było tyle. Mam nadzieję, że się podobało. Siedziałam nad nim jakiś tydzień :P. No i ten... W Nowy Rok ogłosimy z Karoliną wyniki, a że nikt nie napisał komentarza pod ostatnią notką w tej sprawie, nie przyjmuję już (od jutra - poniedziałku) zgłoszeń. :)

Próbuję nagryzmolić rozdział, ale póki co lepiej idzie z imaginami. xD
Tak poza tym, ten imagin zgłaszam do konkursu na stronce One Direction To Są Chłopcy Nie Z Tej Planety :). Oceńcie go szczerze, proszę. Ostatniego imagina pisałam w marcu i czuję, że wyszłam z wprawy, dlatego zależy mi na opiniach. I proszę, komentujcie tego imagina na blogu opowiadania-balibliss.blogspot.com, na którym powinien zostać opublikowany.

Buziaki,
Julia :****

środa, 25 grudnia 2013

Merry Christmas :**

Cześć, moi kochani :) Właśnie kończy się drugi dzień świąt, a ja dopiero teraz mam możliwość złożyć Wam życzenia:

Oby kolejny rok był dla Was jeszcze lepszy niż ten i żeby spełniły się Wasze najskrytsze marzenia. Szczęścia, zdrowia, pomyślności i wszystkiego najlepszego. :)
PS. Byłoby miło, gdybyście dalej zaglądali na tego bloga i motywowali mnie do dalszego pisania. :)

Dziękuję Wam za to, że jesteście.
Wiecie, pracuję nad zakończeniem imagina świątecznego, który planuję zgłosić też na konkurs na jednym z fan page'y. :)


Zgłosiły się już wymagane trzy osoby, jednakże obiło mi się gdzieś o uszy, że ktoś jeszcze coś pisze. Dlatego, jeśli jesteś zainteresowana wzięciem udziału w konkursie, napisz pod tą notką, że chcesz jeszcze nadesłać pracę. To dla mnie ważne, ponieważ nie chcę, żeby ktoś zainteresowany spóźnił się z nadesłaniem pracy etc. Wiem, strasznie jestem dla Was miękka, ale nic na to nie poradzę :*
I ogłaszam, że przedłużam konkurs do 31.12.2013 r. Wtedy zamykam listę prac zgłoszonych na konkurs i jest to ostateczny termin. Wyników spodziewajcie się zatem 1.01.2014 r. :)
Informuję też, że nie będzie wtedy karty świątecznej, ale jakaś inna karta :)


PS. Wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny! Tak, już 15. Więc jeśli jest ktoś zainteresowany wysłaniem kartki urodzinowej (byłoby mi miło, ale nie nalegam), podam go w odpowiedzi na komentarz z takim zapytaniem. O ile się oczywiście pojawi. :P


sobota, 21 grudnia 2013

Przypomnienie!

Heej, święta się zbliżają! A ja Wam przypominam, że jeszcze jest nierozstrzygnięty konkurs na ciąg dalszy opowiadania o Julii i Louisie. :) Na razie mam dwa zgłoszenia, ale potrzebuję jeszcze chociaż jedną pracę :)
I dla przypomnienia:


























Powodzenia i weny,
buziaki ;***
Julia :)

PS. Może do Sylwestra powstanie kolejny rozdział :)

PPS. Pytajcie na ask'u :) Link w zakładkach po lewo :)

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział I trzeciej części

     Nie umiała określić, jak długo już była w szpitalu odkąd się wybudziła. Straciła rachubę czasu pomiędzy wyczerpującymi ćwiczeniami ciała, odwiedzinami tabunów ludzi a nielicznymi chwilami wytchnienia.
     Nie umiała na początku przyznać się do tego, że jej rodzice nie są jej rodzicami; ci prawdziwi zostali w jej głowie. Że całe to życie po przebudzeniu jest złe... Jak ma żyć normalnie, kiedy znów jest piętnastolatką? Kiedy nie ma przy niej Louisa? Kiedy to, co zbudowała w tamtym świecie, okazało się tylko snem?
     Nie umiała poradzić sobie z tym wszystkim, zaczęła miewać koszmary senne, popadać w przygnębienie. Gdy tylko pojawiały się silniejsze emocje, jak lęk czy podekscytowanie, stawała się płaczliwa. Ludzie, którzy podawali się za jej krewnych, przyjaciół, byli tacy obcy! Rzeczy, które do niej należały, były takir nieswoje!
     Dziwiło ją, że ktoś chce przeprowadzać z nią wywiady na temat projektu, śpiączki, powrotu do życia. Że ktoś nakręcić o niej dokument. Dopiero później dotarło do niej, że przecież pół Polski słyszało o niej. Przecież jest córką znanej aktorki i reżysera!
- Kochanie, jak się czujesz? - Do białej salki weszła pewnym krokiem wysoka, kasztanowłosa kobieta przed czterdziestką.
     Maria wzruszyła ramionami. Po co ona chce wiedzieć, jak się czuje? Żeby zaraz poinformować o tym media? Nie czuła wobec tej kobiety praktycznie nic. Nie była jej prawdziwą matką.
- Mania - Wiktoria Kozłowska usiadła na plastikowym krzesełku przy łóżku. - Lekarze mówią, że robisz postępy, że niedługo znowu będziesz mogła tańczyć i biegać. - Uśmiechnęła się ciepło.
- Nie cierpię tańczyć. - mruknęła piętnastolatka. - I mam na imię Julia...
- Kiedyś kochałaś tańczyć... - westchnęła kobieta. - Lekarze powiedzieli jeszcze trzy rzeczy, które, jak myślę, mogą cię ucieszyć. Po pierwsze, pod koniec tygodnia wracasz do domu. Te dwa miesiące w szpitalu ci wystarczą, a w domu też możemy zapewnić ci leczenie. Druga sprawa, doktor Witas ma dla ciebie pełną listę uczestników projektu, wraz ze wszystkimi ważnymi informacjami.
     Maria spojrzała zaskoczona. Chciała krzyczeć z radości, w końcu jednak tylko szczerze się uśmiechnęła.
- Wiedziałam, że się ucieszysz. Po trzecie, wybudziła się jedna osoba. Jakiś chłopak, bodajże z Anglii.
     Serce piętnastolatki zabiło mocniej. "A jeśli to Lou? Jeśli to naprawdę on?", przez głowę dziewczyny przepływało mnóstwo myśli. Najpierw musi zobaczyć listę. Potem, o ile będzie to możliwe, poleci do Anglii.
- Kiedy... Kiedy się wybudził? Wiadomo coś więcej? - Na jej policzkach wykwitły rumieńce ekscytacji.
- Parę godzin temu. Podobno wciąż powtarzał jedno imię: Sophie.
- Niall! - krzyknęła piętnastolatka. Była zawiedziona, że to nie Louis, ale też szczęśliwa. Oto nie tylko jej udało się wyrwać ze szponów śpiączki! - To Niall Horan.
- Nie, inaczej. Na imię ma chyba Theo, ale nazwisko się zgadza.
- Przecież Theo to bratanek Nialla... - Pokręciła głową. - On ma na imię Niall. Niall James Horan. To jakiś absurd... Ja nazywam się Julia... Julia... Nie znam swojego nazwiska.- Rozpłakała się. - Dlaczego to wszystko jest takie głupie?
- Marysiu... - Wiktoria chwyciła córkę za rękę. Dziewczyna nie zareagowała. - Ja nie wiem, jak tam było, jakimi prawami rządził się tamten świat.Kochanie, rozumiem, że jest ci trudno. Nie chcę, żebyś czuła się źle, zrobimy dla ciebie wszystko. Mam nadzieję, że z tobą i twoimi przyjaciółmi będzie dobrze.
- Chciałabym do niego pojechać. Jest moim przyjacielem. - wyszeptała. - Ale najpierw chcę zobaczyć listę.

     Odnalazła go bez trudu. Theodor Horan, urodzony we wrześniu 1993 roku w Irlandii. Zapadł w śpiączkę po upadku ze schodów. Wybudził się wreszcie, po roku.
- Dla mnie zawsze będziesz Niallem. - westchnęła.
     Patrzyła też na innych uczestników, ale większość twarzy i nazwisk była jej obca. Tom Lucas. Samantha George. Weronika Sokół. Leo Wayne. Zain Malik. Dalej znalazła Harry'ego Stylesa, Virginię Hawk, Karolinę Sosnovską, Toby'ego Simpsona, Lucy Morrison...
     Rozpoznała łącznie trójkę przyjaciół. To już coś. Ale dlaczego większość inaczej się nazywa, inaczej wygląda niż TAM, w tamtym świecie? Ile jeszcze różnic się pojawi? Ile jeszcze będzie czekać, aż wybudzą się inni?
     Maria nagle musiała porzucić bliską jej rzeczywistość i przystosować się do tej obecnej. Przestała być Julią oficjalnie, ale w głębi duszy wciąż nią pozostała. Musiała walczyć o zdrowie, a teraz będzie wspierać w tym przyjaciół. Była zagubiona, wydarzenia ostatnich miesięcy rozchwiały jej psychikę. Ale przecież to nic!
     W tym momencie postanowiła, że pomoże przyjaciołom ominąć to wszystko. Żeby chociaż im było łatwiej.
     Sięgnęła do szafki i wysypała na dłoń kilka tabletek uspokajających. Musiała je łykać, żeby się nie załamała. Tak postanowili lekarze.


Cześć!! Wielki powrót! Mam nadzieję, że się podobało. I coraz bliżej rozwiązania konkursu. Zgłosiły się dwie osoby, czekam na więcej. :)
No cóż, czego można chcieć więcej... Powoli Julia/Maria wychodzi na prostą, ale jeszcze długa droga przed nią...

Do następnego,
Julia :**