sobota, 30 listopada 2013

Jeśli ktoś chce mnie poznać lepiej...

... Zapraszam na mojego bloga o wszystkim - Niedoskonały umysł. Jest/będzie o wszystkim. Więc jeśli ktoś chce się czegoś o mnie dowiedzieć czy o czymś poczytać, na przykład o tworzeniu opowiadań etc. - zaglądajcie. Byłoby mi miło, gdyby faktycznie ktoś zajrzał, zostawił komentarz... Liczę na Was :**

I zapraszam cały czas do konkursu! Informacje pod ostatnim rozdziale. Mam nadzieję, że ktoś się zgłosi :**

niedziela, 24 listopada 2013

Epilog części drugiej | Konkurs z okazji urodzin bloga i zakończenia drugiej części

     Miała wrażenie, że nienaturalnie mocne światło zaraz wypali jej powieki. Chciała się jakoś osłonić przed tą jasnością, jednak ciało było nieposłuszne; ledwie oderwała od pościeli palec wskazujący lewej ręki. Choć próbowała z całych sił, nie mogła wykonać praktycznie żadnego większego ruchu. Może związane to było z jej długim leżeniem i paraliżem spowodowanym bezruchem?
     Otworzyły się drzwi. Ktoś lekkim krokiem podszedł do jej łóżka, poprawił pościel. Mimowolnie musnął też jej dłoń. Poczuła, że ten ktoś może powiedzieć jej, co się dzieje, Wykorzystała resztki sił, zebrała je w sobie i złapała rękę tajemniczej postaci. Po rozmiarze, twardym naskórku i zapachu środków dezynfekcyjnych wywnioskowała, że to mężczyzna, w dodatku lekarz.
     Młody, średniego wzrostu student medycyny spojrzał zdziwiony na rudowłosą pacjentkę. Niezwykle silnym, jak na pogrążonego w śpiączce człowieka, uściskiem trzymała jego rękę. Spanikował. Rozejrzał się dookoła z nadzieją, zupełnie jakby krzesełko czy lustro miały mu pomóc. Odetchnął głęboko, próbując przypomnieć sobie, co czytał na ten temat. Okazało się, że nic.
- Spokojnie... Marysiu. Jesteś w szpitalu. - mówił najspokojniej jak umiał. - Słyszysz mnie?
     Czekał na reakcję. Na próżno.
- Jeśli mnie słyszysz, puść moją dłoń, dobrze? - Wolną dłonią przeczesał blond włosy.
     Miał nadzieję, że ktoś w końcu zajrzy do sali i jakoś mu pomoże. Spojrzał na dziewczynę, przebywającą duszą w swoim świecie już rok. On sam był tu na praktykach ledwo dwa miesiące.
     Wiedział, że to jeden z cięższych przypadków. W tym czasie wielu zapadło w śpiączkę, wybudziło się lub, niestety, zmarło. Byli jednak i tacy jak ona - wciąż "śnili".
     Jak do tego doszło? Oficjalnie mówiono, że zjadła coś, na co miała silną alergię, a atak doprowadził do śpiączki. Inni podejrzewali, że dziewczynę otruto. Jaka jest prawda? Wiedzą to chyba tylko główni lekarze i rodzina.
     Spojrzał na jej rzeczy. Na parapecie, w licznym towarzystwie pluszaków, stały w wazonach kwiaty, które zmieniano co kilka dni. Liczne podarki na stolikach świadczyły o przewinięciu się przez salkę wielu ludzi, wciąż wierzących w JEJ wybudzenie. Na szafce, obok magnetofonu, leżały stosy płyt i książek. Bliscy często puszczali jej ulubione piosenki, czytali książki. Spędzali z nią czas, ćwicząc jej mięśnie. Dziewczyna nie mogłaby powiedzieć, że nikt się o nią w tym czasie nie troszczył.
     Poczuł, jak uścisk zwalnia. Spojrzał na pacjentkę i przez chwilę miał wrażenie, jakoby na jej twarzy zagościł ledwie widoczny uśmiech... Tak, to bardzo ważny dzień.
- Zaraz ktoś przyjdzie.
     Wybiegł z sali, podekscytowany faktem, że był świadkiem cudu powrotu do życia. Wybudzenia ze śpiączki.
- Doktor Witas! Pani doktor! - zawołał, podbiegając do dobrze zbudowanej kobiety po trzydziestce. - Pacjentka z ósemki wybudza się.
     Kobieta spojrzała zdziwiona i zawróciła w stronę sali numer osiem. Blondyn ruszył za nią, został jednak zatrzymany.
- Panie Witku, niech pan zbierze mój zespół.
     Katarzyna Witas, trzydziestosześcioletnia lekarka, była lekarzem dziewczyny od początku, odkąd zapadła w śpiączkę. Dużo pracowała nad utrzymaniem mięśni w formie. Dzięki temu będzie jej łatwiej od nowa uczyć się chodzić. A że będzie się musiała tego uczyć - nie było wątpliwości. Po tak długim czasie pacjentka będzie musiała nauczyć się od nowa niemal wszystkiego. A i tak nie ma pewności, czy przez to wszystko nie doszło do poważniejszych uszkodzeń mózgu.
- No, to dajemy. - szepnęła, wchodząc do sali.
     Spojrzała na łóżko. Leżąca tam dziewczyna miała otwarte oczy i wyraźnie nasłuchiwała. Zrobiła w stronę pacjentki parę kroków i zatrzymała się. Nie wierzyła, że oto nadeszła ta chwila.
-Gdzie jest Lou? - szepnęła zachrypniętym, dawno nieużywanym głosem rudowłosa dziewczyna.
     Lekarka spojrzała na nią zdziwiona, potem na urządzenia monitorujące pracę organizmu i znów na dziewczynę.
- Gdzie jest Lou? Gdzie Vicky, Tommy, Rosalie? - szepnęła raz jeszcze; w jej oczach, patrzących w pustkę, pojawiły się łzy. - Gdzie chłopaki? Gdzie są wszyscy?
- Marysiu, spokojnie. - powiedziała kojąco lekarka, w sercu chowając przerażenie. - Jestem twoją lekarką. Nie wiem, o kim mówisz...
     Sprawdziła wzrok dziewczyny. Działał jak należy. Przez cały ten czas tłumaczyła dziewczynie, co się stało.
- Podejrzewam, że osoby, o których mówiłaś, to tylko postaci, które pojawiły się w twojej imaginacji. Twoi rodzice zgodzili się, byś po tym co się stało, wzięła udział w pionierskim projekcie. Łączy on ludzi, którzy zapadli w śpiączkę. Podłączeni są do specjalnych urządzeń, które wprowadzają pacjentów w stan, w którym ich wyobraźnia powinna zaserwować im życie we śnie. Nie gwarantuję, że wszystko się tam ze sobą zgadza, bo to tylko wyobraźnia, w dodatku zbiorowo połączona. Twój umysł był połączony z umysłami innych uczestników, dlatego coś się mogło mieszać. Bo poza tobą w projekcie uczestniczy jeszcze około dwudziestu osób z całego świata. - Pochyliła się nad dziewczyną, by odłączyć jedną z aparatur. - Ty obudziłaś się pierwsza... Projekt ten powstał z myślą o ludziach, którzy mogą się nigdy nie wybudzić. Żeby mieli szansę przeżyć godnie życie. Marysiu...
- Mam na imię Julia. Mam dwadzieścia sześć lat i niedawno, po dziesięciu latach znajomości, a dziewięciu narzeczeństwa, wyszłam za Louisa Tomlinsona. Mamy trójkę dzieci. Louis, wraz z czwórką innych chłopaków, tworzył przez cztery lata boyband One Direction, który powstał w siódmej edycji brytyjskiego X Factora, dwudziestego trzeciego lipca dwa tysiące dziesiątego roku wieczorem. Zajęli tam trzecie miejsce. Przez prawie cały czas mieszkałam w Londynie. Próbowałam sił jako projektantka. Ja... - Dziewczyna rozpłakała się na dobre. - Kim ja jestem? Jakie jest moje imię? Jaki mamy dziś dzień?
- Nazywasz się Maria Julia Kozłowska. Masz piętnaście lat, w śpiączce byłaś przez rok i po dwóch tygodniach prawie się wybudziłaś. Twoi rodzice to Wiktoria Kozłowska, znana aktorka, i Michał Kozłowski, reżyser. Dzisiaj jest dwudziesty trzeci lipca, dwa tysiące dziesiątego roku. Jest... - Spojrzała na zegarek. - Po dwudziestej.
     W oczach nastolatki zabłysła bezsilność.
- Dzisiaj powstałby ich zespół. - załkała. - Nawet nie wiem, czy oni nie byli tylko wymysłem mojej wyobraźni.
     Doktor Witas ścisnęła dłoń piętnastolatki. Nawet się nie spodziewała, że ten projekt wypali, da tyle wniosków i doświadczeń. Że tamto "życie" będzie lepsze.
- Marysiu, przykro mi. Ale postaram się zrobić co w mojej mocy, by ci pomóc.
- Niech pani ich znajdzie, wśród uczestników projektu. Była ich wszystkich siódemka. Proszę...

_________________________________________________________________________________

Dobrnęliśmy do epilogu. Nie wiem, czy spodziewaliście się właśnie tego. Ale to faktycznie nie koniec tej historii. I strasznie wam dziękuję za ten rok. To było coś niesamowitego. A dzięki tej opowieści, wam i temu wszystkiemu w szkole nie jestem "tylko Julią". Jestem tą Julią, która pisze, która chce być pisarką... Zdobyłam uznanie, także wśród nauczycieli. Tylko tym, że robię to, co kocham :D Dziękuję :***


A teraz coś jeszcze milszego! Konkurs urodzinowy, a przy okazji na koniec części drugiej!!!

Zasady!
1. Musisz mieć pomysł.
2. Musisz napisać ciąg dalszy opowieści, tj. co może wydarzyć się w trzeciej części.
3. Każdy pomysł jest dobry :)
4. Nie musisz być obserwatorem, ale wypadałoby, żebyś był/-a czytelnikiem. Wypadałoby wiedzieć, co działo się od początku. :)


Nagrody:
1. Publikacja najlepszej pracy na blogu
2. Gwiazdkowy upominek:

  • świąteczna kartka z wpisami ode mnie i Katyi
  • drobny upominek ode mnie
  • upominek-niespodzianka od Katyi
  • dodatkowy bonusik

Jak widać, nagroda jest kusząca :D Reszty dowiecie się z baneru:




























Tak więc macie 16 dni na napisanie prac! :) Zgłaszać je możecie do godz. 23.59 dn. 10. grudnia br. Oceniać prace będziemy w składzie: ja - Julia - i Katya (tak, ta z opowieści). Życzymy powodzenia :)
Nie musicie zgłaszać swojego udziału w komentarzu.
Przez cały ten czas, o ile będzie wena, będą dodawane rozdziały, które być może was nakierują.


Poza tym, z racji urodzin bloga, mam do Was zestaw pytań:
1. Jak tu trafiłaś?
2. Co Ci się najbardziej przez ten rok podobało?
3. Co sprawia, że to opowiadanie jest wg Ciebie "wyjątkowe, inne niż wszystkie" (tak mi piszecie :D)?
4. Co myślisz o tej opowieści?
5. Co myślisz o mnie? xD xD xD
6. Czego Ci zabrakło w poprzednich częściach?
7. Uwierzysz, że minęły już dwie części i została już tylko jedna?
8. Co najbardziej, a co najmniej cenisz w tym blogu?
9. Co się zmieniło w opowiadaniu, w Twoim życiu, odkąd tu zaglądasz?
10. Czy to opowiadanie zmieniło jakoś Twoje nastawienie w jakichś aspektach? Jeśli tak, to na dobre czy złe? I dlaczego? :)

No, to do napisania kiedyś tam :D Czekam na prace :)
Jakby co - piszcie: something0more@gmail.com :)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział XXIII cz. drugiej - part 2

     Taniec. Jedno słowo, a tyle wspomnień, emocji, wrażeń. Oni tańczą wciąż. Tańczą w swoich sercach, tańczą w umysłach. Trwa to od dziesięciu lat. Od dziesięciu lat ich serca biją jeden wspólny rytm, który wymierza kroki w tańcu zwanym miłością.
- Nie denerwujesz się? - szepcze, zarumieniona.
- Czym, skarbie? Przecież to nasz taniec. Inni mogą się co najwyżej popatrzeć.
     Louis uśmiecha się lekko i wpija swoje wargi w wargi Julii.
- Lou! - piszczy speszona.
- Co tam? Wszystko okej? - pyta zatroskany.
     Julia mruga okiem i nie odpowiada. Chce zatracić się w chwili, którą jej w końcu podarowano. Chce powiedzieć mężczyźnie swojego życia o niespodziance, ale ostatecznie postanawia jeszcze trochę zaczekać.
     W końcu muzyka cichnie. Goście biją brawo, a oni się kłaniają. Idą w stronę stolika, by przez chwilę odpocząć.

     Ola, zaniepokojona zniknięciem Kuby, swojego narzeczonego, szuka mężczyzny w każdym możliwym miejscu. Nie widzi go wśród tańczących, jego miejsce przy stole jest puste. Nie ma go w holu, śród innych mężczyzn, ani nawet na parkingu, palącego papierosa.
     Harry podąża za nią niczym cień. Pragnie by dziewczyna się nie martwiła. Niestety, gdy rozgląda się z tyłu, za salą bankietową, czeka go niemiła niespodzianka. Z drugiej strony, jego serce jakby ożywa.
- Jake, ty tępoto. Co ty odwalasz? - woła do swojego rówieśnika.
     Podchodzi bliżej i spostrzega twarz kobiety, pospiesznie poprawiającej suknię. Kobiety, która zabawiała się przed chwilą z Jakubem, cudzym narzeczonym. Kobiety, przez której czyny przed laty jego serce zlodowaciało.
- Iga, ty cholero... Co ty tu robisz?! - woła rozwścieczony. - Nikt, o ile mi wiadomo, cię nie zapraszał. No, co tym razem chciałaś zniszczyć? Ten dzień? On należy do Julii i Louisa, nie masz prawa zabierać im tego, na co czekali przez lata.
- Oj, Harry, Harry... - Iga potrząsa, rozbawiona, długimi pomarańczowymi włosami. - Lata mijają, a ty dalej jesteś taki niemądry. Tak samo jak Lucy. Biedaczka, nie może wciąż przeboleć waszego rozstania. Chciałam ją ze sobą zabrać. - Podchodzi do Harry'ego, uwodzicielsko kręcąc biodrami. - Ale nie chcieli wypuścić jej ze szpitala. Wiesz, z psychiatryka. - uśmiecha się kusząco.
- Zniszczyłaś ją... - Harry kręci głową. - Jak mogłaś?
- Po prostu...
- Kogo chcesz zniszczyć dziś? Chyba mogę snuć przypuszczenia, że związek Oli. Ale dlaczego?
- No, Kubuś, wyznaj prawdę. - Iga prosi osłupiałego blondyna i bawi się guzikami koszuli Harry'ego, zbyt osłupiałego, by móc zareagować.
- Bo wiesz, Harry... - zaczyna niepewnie. - Poznaliśmy się w sieci i zaiskrzyło. Spotkaliśmy się raz, drugi, szósty, no i do czegoś doszło... Harry! - Jakub woła i patrzy błagalnie w oczy Brytyjczyka. - Ja kocham Olę. Nie myśl o mnie źle, po prostu...
- Zamilcz! - krzyczy Harry, odpychając od siebie brutalnie Igę. - Oboje zamilczcie. Jesteście siebie warci. A ja wierzyłem, że jej nie zranisz. Marzyłem, żeby wam się ułożyło, choć bolało mnie serce. Kocham ją! Ale wiem, że na nią nie zasługuję. Ola powinna być z kimś lepszym niż ja, a teraz i ty.
- Nie mów Oli, proszę. - Do Kuby jakby nie docierają słowa Harry'ego. - Poprawię się, nie zranię jej. Kocham Olę!
- Och, przymknij się! - Iga uderza blondyna w policzek. - Przed chwilą mówiłeś, że kochasz mnie, a tamta lalunia jest niczym. Udowodnij to! - Iga przybliża twarz do Kuby i próbuje go pocałować.
- Zabierz ode mnie tą wariatkę!
     Harry odchodzi bez słowa. Choć wie, jak bardzo ją zrani, chce powiedzieć Oli o wszystkim.
     Na schodach, przy wejściu, ubrana w różową sukienkę z tiulową spódnicą, siedzi zapłakana Aleksandra. Harry podchodzi do niej bez słowa, siada i przytula do siebie.
- Ona to wszystko zaplanowała, prawda? - pyta cicho blondynka.
- Tak. Myślę, że tak.
- I co ja mam z tym wszystkim zrobić?
- Nie jestem tobą, Olu. Nie ja będę ci mówić, jak masz żyć. To ty musisz sama to sobie mówić.
     Harry wyciąga z kieszeni paczkę chusteczek. Podaje je dziewczynie, a po chwili namysłu otula jej ramiona swoją marynarką.
- Dziękuję. - Ola całuje Styles'a w policzek.
     Harry czuje, jak ten krótki pocałunek rozmraża jego umysł i serce. Robi mu się ciepło i przyjemnie.
- To, co mówiłeś... Że mnie kochasz... To prawda? - Blondynka patrzy prosto w oczy szatyna. Ten przytakuje.
     Ich głowy pochylają się ku sobie, usta chcą się ze sobą złączyć.
     Gdy dzieli ich kilka milimetrów, z sali rozbrzmiewa przeraźliwy krzyk. Harry i Aleksandra zrywają się ze swoich miejsc i biegną do środka. Ich uszy ranią słowa przerażonego Louisa:
- Wezwijcie karetkę! Ktoś chyba otruł Julię, ona umiera!

     Te słowa ranią. Myśl, że twojej ukochanej osobie dzieje się krzywda, jest okropna. Jak myślisz, co poczuł Louis, gdy w szpitalu powiedziano mu, że Julia jest w bardzo złym stanie? Co poczuł, gdy Harry powiedział mu o ciąży?
     Ból. Nieokrzesany, nieokiełznany ból. Cierpienie wraz ze swą ukochaną. Lęk o to, co przyniesie najbliższa przyszłość. Co z dziećmi? Co z Julią? Co z tym maleństwem, które dopiero zaczyna swoją przygodę z życiem? Ta niepewność rani najbardziej.
     Trzy słowa wypowiedziane przez lekarza burzą całe jego życie. "Ona nie żyje". Nie wierzy, chce ją zobaczyć. W sali nie wytrzymuje, z jego oczu strumieniami płyną łzy. Z bólem patrzy na Julię, właśnie odłączaną od urządzeń, które podtrzymywały jej życie.
- Mała, to nie koniec. Obiecaj mi to. Będziemy razem. - szepcze.


Boże, prawie ryczę! Miało być smutnie i jest, jak planowałam. Nie było mnie tu dawno. I... No cóż, spróbuję skombinować epilog, taki porządny. Na następną niedzielę! Bo wiecie... Za równiutko tydzień, jakoś koło 14., minie rok. Rok, odkąd założyłam tego bloga, odkąd pojawiły się pierwsze dwie notki. Wiecie, dla mnie to cholernie dużo. I dziękuję :****


Poza tym, gdy pojawi się epilog, oficjalnie pojawi się informacja o konkursie. Dopiero wtedy będzie można się zgłaszać, bo teraz z pewnych powodów (fabuła epilogu, urodziny bloga etc.) jeszcze nie ma sensu. Ale już teraz informuję, że zadaniem będzie napisanie pierwszego rozdziału części trzeciej! Najlepszy pojawi się na blogu. Kto wie, może to właśnie na jego podstawie stworzę część trzecią. Jednakże, ja również napiszę swój rozdział pierwszy. Więc... To będzie takie porównanie. Nagrodą będzie publikacja, a z racji, że konkurs zakończy się (o ile będą zgłoszenia) koło połowy grudnia, do zwycięzcy, po wcześniejszym skontaktowaniu się, wyślę mały drobiazg Gwiazdkowy. Czas pokaże, co to będzie :) Jeśli tylko czujecie, że dacie radę coś tam naskrobać (mogą to być najdziwniejsze pomysły), czekajcie w gotowości. Każda praca będzie mile widziana :)


No, to do napisania :)

9 rozdziałów - coś więcej