niedziela, 27 października 2013

Rozdział XXIII. cz. drugiej - part 1.

Cześć i czołem. Przybywam do Was z pierwszą częścią ostatniego rozdziału tej części. Tak, to już praktycznie koniec. Kto wie, może kiedyś dopiszę część trzecią, ale nie ma gwarancji. Już nie czuję tego samego, gdy piszę to opowiadanie. W sumie, od ponad miesiąca nic nowego w tej kwestii to koniec. Ale jednego możecie być pewni - nie będzie jednoznacznego zakończenia. A to na pewno Was zaskoczy. Ale o czym ja tu gadam. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek coś jeszcze powstanie...
A teraz... Mam dla Was pewną informację - w czwartek blog skończył 11 miesięcy. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. I mam nadzieję, że dla Was też. :d


     Selene krząta się po dużym, jasnym salonie. Przechodzi co jakiś czas od fotela do stolika, na którym rozłożone są potrzebne jej przybory. Porusza się tanecznym krokiem, nucąc słowa piosenki lecącej w radiu.
- Vicky, kochanie, nie wierć się tak i pozwól mi zrobić coś z twoimi włosami. - Przeczesuje palcami grube, długie czekoladowe włosy, które dziewczynka odziedziczyła po matce. - Wiem, że wujek Danniel zna się na tym lepiej, ale on zajmuje się naszymi facetami.
     Kobieta pochyla się nad nosidełkiem, w którym śpi Sam, roczny syn Selene i Danniela.
- Ciociu, zrobisz mi tego warkocza, co ostatnio? - pyta dziewczynka, uśmiechając się w szerokim, szczerbatym uśmiechu.
     Selene zabiera się do pracy. Plecie z obu stron warkocze duńskie, a końcówki spina nad karkiem w małego koka. Za lewym uchem wpina dziewczynce czerwoną różyczkę. Victoria jest zachwycona.
- Zawołaj mamę. - mówi Selene. - Tylko niech nie zabiera Rose. To jej dzień, mała może się pobawić zabawkami.
     Victoria kiwa głową i biegnie na piętro, podskakując wesoło. Woła coś w obcym dla Sel języku. Julia przez dłuższy czas nie schodzi, dlatego, z racji wolnej chwili, Selene dzwoni do Danniela.
- Jak sobie radzisz? - pyta.
- Nieźle, skarbie. Praca z tą bandą, choć denerwująca, jest całkiem prosta. - śmieje się Danniel. - A tobie, jak idzie?
- Średnio na jeża. Julia ma chyba jakieś humory... - milknie.
     W salonie pojawia się zapłakana Julia, ubrana w dżinsową koszulę i dresowe spodnie.
- Poczekaj, Dani. Julia faktycznie ma jakiś kryzys. W razie czego przyjedź z Tommy'm, jak skończysz. - Rozłącza się i podchodzi do Polki. - Jula, co się stało? - pyta pocieszająco. - Przecież dzisiaj się pobieracie.
- Wiem. I w tym problem. - wzdycha szatynka. Przeciera załzawione oczy i siada na kanapie przy oknie.
- Ej, chyba nie zamierzasz uciec sprzed ołtarza? - pyta żartobliwie.
     Julia namyśla się przez chwilę, a przez jej twarz przemyka cień uśmiechu.
- To nie byłby taki głupi pomysł. - mówi wreszcie. - Miałby nauczkę.
- Powiesz mi w końcu, co takiego zrobił ci Louis? - niecierpliwi się Selene; chciałaby się w końcu zająć Julią.

     Godzinę później przyjeżdża Danniel z Tommy'm, Harry'm i Liamem. Selene nie marnowała czasu i zajęła się innymi kobietami.
- Co jest? - Danniel pyta od progu. - Panna młoda jest gotowa?
- Mamy problem. Tomlinson czymś jej podpadł, ale nie chce nic więcej powiedzieć. - wzdycha Selene. - Od godziny siedzi na kanapie i mamrocze coś do siebie.
     Harry zdejmuje buty i biegnie do salonu, na lewo od korytarza. Zatrzymuje się przy Julii, kuca przy niej i łapie za rękę.
- Młoda panno, co się dzieje? - pyta poważnym tonem. - Jest koło ciebie wujek Hazza, możesz się mu zwierzyć. W końcu wesele to nie koniec świata. To tylko bardzo stresujące wydarzenie.
     Ubrany w dopasowany szary garnitur i błękitną koszulę wygląda elegancko. Kręcone włosy, jak zawsze niesforne i nieopanowane, oraz szeroki uśmiech odejmują Harry'emu lat, przez co wciąż nie wygląda na swoje dwadzieścia osiem wiosen.
- Spójrz na mnie. Ja się nie załamałem, choć na własnym ślubie byłem przykuty do wózka. - uśmiecha się Liam. Opiera się na kulach, dzięki którym chodzi; z którymi może nie rozstać się do końca życia.
- To co innego. - szepcze Julia.
- Czyli co? Powiedz, proszę. Niedługo początek imprezy, a ty w lesie z przygotowaniami. Zrób to dla siebie i dla tych, których kochasz. - prosi Harry.
     Po cichej naradzie Harry bierze Julię na ręce i sadza ją w fotelu. Pomimo protestów panny młodej, mężczyźni zabierają się do pracy nad jej wyglądem. Harry łaskotkami zmusza ją do mówienia.
- Kto ci coś zrobił? - zaczyna.
- Lou.
- Co konkretnie?
- Czwarte dziecko. - wyznaje Julia poważnym głosem; łaskotki Styles'a nie robią na niej wrażenia.
- Jak to? - woła zdziwiony Liam.
- No a jak się robi dzieci? - Julia wznosi oczy do nieba i ledwo zauważalnie się uśmiecha.
     Liam i Harry przytulają Julię, przeszkadzając Dannielowi w pracy. Styles cieszy się szczęściem przyjaciół. "Ciekawe, co na to Lou", zastanawia się. Z drugiej jednak strony jest mu smutno. Zazdrości Julii i Louisowi czwartego potomka i tego, że są już razem prawie dziesięć lat, podczas gdy on, Harry Styles, wciąż jest samotny. Kobiety, który przewijały się przez jego życie, zostawały w nim na nie więcej niż dwa miesiące. Nie umie już pokochać prawdziwie i bezgranicznie żadnej z nich od ośmiu lat, od kiedy rozstał się z Lucy. Dziewczyna zniszczyła jego serce. I choć potem wyszły na jaw oszustwa i przekręty Igi, nie umiał wybaczyć i zaufać żadnej kobiecie. Nikogo nie umiał już kochać, prócz mamy, siostry i Victorii, swojej chrześnicy.
- Dobrze... Powtarzaj za mną, Juls. - prosi Harry. - Jestem piękna, młoda...
- ... Głowa do góry, szeroki uśmiech... - powtarza Julia.
- Cycki wysoko, jestem panną młodą Tomlinsona, bitches. - szczerzy się Harry.
- Co?!
- No a nie? Coś tu skłamałem? - pyta z niewinną miną, a Julia wybucha śmiechem. - No, tak ma być.

     Louis czeka przed ołtarzem, w kościele pełnym gości. Zerka co chwila na zegarek i przytupuje nogą. Złości się, że dodali ten akcent - że przybędą osobno. W innym przypadku przyjechaliby razem.
- A jeśli uciekła, zrezygnowała? - pyta cicho Zayn, podchodząc do Louisa.
- Zadzwoniliby. - uśmiecha się Niall.
     Do kościoła wbiega Harry. Na środku zwalnia i podchodzi do pana młodego. Za nim kuśtyka Liam.
- Słuchaj, mieliśmy ślubny kryzys u twojej lubej. Rozumiesz, kobiece humory i dolegliwości. - tłumaczy cicho Styles.
- Akurat dzisiaj? - jęknął Louis.
- Pretensje miej do siebie. Aha, i nie pozwól jej jeść nic ciężkostrawnego. Małe sensacje żołądkowe, rozumiesz. - Klepie go po ramieniu i staje za nim, jako świadek, naprzeciw Aleksandry, druhny Julii.
     Organista wygrywa pierwsze takty Mendelssohna, goście wstają, a w wejściu pojawia się Tommy. Na czerwonej poduszce niesie dwie obrączki. Mniejszą, z białego złota, wysadzaną małymi brylantami i większą - złotą, z jednym malutkim diamentem. W obu od środka wyryto napis Nawet śmierć nas nie rozłączy. Będziemy razem i po drugiej stronie. Julia i Louis Forever.
     Za Tommy'm podążają Julia i jej tata. Szatynka wygląda niezwykle w prostej białej sukni z długim trenem i delikatnymi haftowanymi srebrnymi nićmi ornamentami. Włosy zapleciono w dobierany warkocz, sięgający pasa i przyozdobiono długim welonem. Na stopach ma białe szpilki ozdobione złotymi kryształkami i brokatem. Tren przytrzymują ośmioletnia Victoria i czteroletnia Rosalie.
- Trzymajcie się. - szepcze tata do ucha córki, zabiera wnuczki i siada w pierwszej ławce.
- Zebraliśmy się tu, by połączyć tych dwoje węzłem małżeńskim. - Ksiądz rozpoczyna ceremonię.
- Co się stało? Martwiłem się o ciebie. - szepcze Louis. Nie może oderwać oczu od narzeczonej.
- Źle się czułam, ale już dobrze. - Julia uśmiecha się kojąco.
     Przygląda się fryzurze Louisa - włosom podgolonym po bokach i reszcie zaczesanej w irokeza. Poznaje w tym inspirację dawną fryzurą Zayna. Spogląda na czarny dopasowany garnitur, na krawat, potem na śnieżnobiałą koszulę, która opina się na jego umięśnionym torsie.
- No, no, elegancko. - uśmiecha się. - Jak tam twój polski?
- Doskonale.
     Milkną i wsłuchują się w kazanie. Jakby nie zauważają, że dziennikarze, fotografowie i kamerzysta upamiętniają każdy ich ruch. Ich: młodej projektantki i byłego członka One Direction. W tej chwili liczy się dla nich to, że są i będą już zawsze razem.


No to ten, no... Tak to wygląda. Julia i Louis się hajtnęli. Po wielu latach. Wiem, że długo na to czekaliście. A ja to odwlekałam jak nie wiem. Ale strasznie ciężko jest walnąć taki finał w opowiadaniu, na które poświęciło się tyle czasu. 11 miesięcy! To kupa czasu. Ale o tym kiedy indziej. Postaram się nagrać filmik na ten temat. A jakbyście mieli pytania, na które mogłabym odpowiedzieć, piszcie w komentarzach i na ask'u - ask.fm.
No, to by było na tyle. Dziękuję za wszystko. Trzymajcie się.

Wasza Julia :*

8 komentarze:

Anonimowy pisze...

jej! dzisiaj po raz drugi czytam rozdzial za slubem :-) zmowa? haha.
Lou widocznie ma talent do robienia dzieci! :-)
czekam na kolejny.
buziaczki ╮(╯3╰)╭
Rose

tofi pisze...

Świetny! Uwielbiam to opowiadanie :)

Zapraszam na nowy rozdział.
http://all-our-life.blogspot.com/

Julliett Love pisze...

Super ! :D Świetny blog ^^
Zapraszam dopiero zaczynam :* http://niewlasciwa-milosc.blogspot.com/

Patrycja pisze...

Cudne
Zapraszam:
http://fashion-this-is-it.blogspot.com
Może was coś zainteresuję?

Ja Kotecek pisze...

Kurcze to już tyle czasu... Pamiętam jak odnalazłam twojego bloga i zakochałam się w nim *.* A teraz koniec... No cóż, u mnie to samo... Koniec, niestety. Mam nadzieje ,że kiedyś jeszcze coś u ciebie zobaczę ;) W razie czego informuj mnie proszę na fb :>

My life:) pisze...

Wiem, długo nie komentowałam, ale to może brak czasu no i chciałam się jakoś psychicznie przygotować by to ładnie ująć, choć pewnie mi to za bardzo nie wyjdzie.
Rozdział przeczytałam jak go dodałaś, teraz dodam komentarz :)
Jestem tu oddd... Końca grudnia? Tak ^^
Przez 10 miesięcy, ( tak to 10 miesięcy! Ten czas mnie irytuje, tak szybko mija :() dużo się działo. Na pewno nie raz rano wstawałam do szkoły, a tak bardzo mi się nie chciało. Pewnie też nie raz sięgałam do zeszytu z historii wkuwając te wszystkie daty, których tak nie cierpię. Albo uczyłam się z polaka, na mój konkurs. Ehh... Dużo się tak wcale wbrew pozorom nie zmieniło, lecz jednak coś tam pewnie tak :/
Ale wiem, że są rzeczy, które pozostały c: Taką rzeczą, jest wchodzenie codziennie na twojego bloga patrząc czy czasami czegoś nie dodałaś :)
Wiem, że w komentowaniu nie byłam perfekcyjna, ale czytałam z wielką chęcią KAŻDY rozdział. Życie bohaterów stało się moim życiem. Wszystko przeżywałam razem z nimi. I czy to był ślub czy wypadek :*
Kiedyś będę miała zły dzień. Może nawet będę dorosła. I przypadkiem wejdę na tego bloga. Poświecę parę godzin by to znowu przeczytać. Wtedy przypomnę, dlaczego tak kochałam tu wchodzić. *.*
Dziś dziękuję za każdy rozdział. Za Twój zmarnowany czas. Ale myślę, że było warto.
Mam nadzieję, że to na tym się nie skończy. I będę jeszcze czekała na następną część z nadzieją, iż ona nadejdzie. ;>

"Pa­mięta­cie, kiedy by­liście małymi dziećmi i wie­rzy­liście w baj­ki, marzy­liście o tym, ja­kie będzie wasze życie? Biała su­kien­ka, książę z baj­ki, który za­niesie was do zam­ku na wzgórzu. Leżeliście w no­cy w łóżku, za­myka­liście oczy i całko­wicie, niezap­rzeczal­nie w to wie­rzy­liście. Święty Mi­kołaj, Zębo­wa Wróżka, książę z baj­ki - by­li na wy­ciągnięcie ręki. Os­ta­tecznie do­ras­ta­cie. Pewnego dnia ot­wiera­cie oczy, a baj­ki zni­kają. "
To była dla mnie taka bajka. Czasem było smutno, ale kończy się szczęśliwie.. :)
Nie będę się tu żegnać, bo bardzo tego nie lubię!
Więc... Hmm... Chyba powiem tylko DZIĘKUJE, choć wiem, że to tak mało c:

~czarny pisze...

Jestem facetem, ale trafiłem przypadkiem, przeczytałem kilka linijek i się wciągnąłem, już wkrótce zaczynam czytać od początku ! :))
Może jeśli ktokolwiek, w międzyczasie oczekiwania na kolejne wpisy tutaj, zechciałby poczytać coś nieco innego, zapraszam na mojego bloga, pod adresem: http://chcicalbymnapisacksiazke.blogspot.com/ pozdrawiam wszystkich, a autorce gratuluję opisów, są naprawdę wyśmienite idzie się wczuć ! :)
Jeszcze raz pozdrawiam, K.

Paula Makowska pisze...

to opowiadanie jest swietne *.*
zapraszam do mnie ja dopiero zaczynam. http://miloscpotrafizranic.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)