sobota, 19 października 2013

Być sławnym Polakiem - moja praca konkursowa | Jestem w gazecie!!

Witam wszystkich!! Zmieniłam wygląd bloga na bardziej przyzwoity. Poza tym dzisiaj nie będzie rozdziału. MOŻE jutro, ale też nie ma gwarancji, bo jadę na chrzciny. Noo, więc dziś zaprezentuję Wam moje dzieło z maja, które napisałam i za które zdobyłam wyróżnienie :) A więc: czytajcie! :)

    Otwieram czarne drzwi i spoglądam na niebo. Znowu pada! A to przecież lipiec. Wracam się do korytarza po fioletowy parasol i tak uzbrojona wychodzę na ulicę. Głośną, zatłoczoną ulicę. Za parę minut otoczą mnie zapewne mniejsze i większe grupki fanów czy dziennikarzy. Znów będą się ekscytować tym, że Julia Jaśkiewicz wyszła z domu. Mało tego, założyła dresy!
    Tak, ja, Julia Jaśkiewicz, jestem znaną Polką. Miałam i mam w życiu szczęście. W wieku szesnastu lat zostałam aktorką. Jednak, na moje małe nieszczęście, w Polsce to kiepski zawód, biorąc pod uwagę jakość większości współczesnych filmów i seriali. I dlatego, w wieku osiemnastu lat, zmuszona byłam przenieść się do Wielkiej Brytanii.
    Ale czasem znów chcę być zwykłą Julką, która swoją karierę zaczynała w amatorskim, ale jakże kochanym, kabarecie, grała na waltorni i próbowała swoich sił w pisarstwie, tworząc opowiadania o swoich idolach. Co mi po sławie, skoro praktycznie nie mam przyjaciół? Większość ''koleżanek", by zarobić i zaistnieć, sprzedała stare zdjęcia, jakieś pamiątki... Tylko dwie z nich nie zbzikowały. Nie wystawiły na sprzedaż tego, na co pracowałyśmy przez wiele lat. Szkoda tylko, że tak rzadko się ze mną kontaktują. W Londynie mam Lily, ale to nie to samo.

    Nie mija kwadrans, a za mną już podąża spora grupka ludzi w różnym wieku. Nie zatrzymuję się - spieszę się! Mój szybki krok przemienia się w bieg i tak pokonuję dystans liczący pół kilometra. Gdy, zdyszana, dobiegam do stacji metra, jestem już przemoczona do suchej nitki, świeżo umyte włosy zlepiają się w strąki, a w adidasach chlupocze woda. Jednak to mnie nie denerwuje, nie złości. Bo właśnie tego mi brakowało. Tej normalności, tej denerwującej codzienności.
    Przechodzę przez bramki i ruszam do wagonu. W międzyczasie składam poturbowany przez wiatr parasol i wykręcam wodę z włosów. Wiem, to nieładnie tak bałaganić. Ale teraz mam to w nosie - spieszę się!
    Siadam na plastikowym krześle w ciepłym, prawie pustym wagonie. Z przepastnej granatowej torby wyciągam szczotkę do włosów i szarpię mój brązowy, sięgający pasa gruby kołtun, który zwykłam określać burzą, pożal się Boże, włosów. Syczę przy mocniejszych pociągnięciach.
- Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr. Spragniona życia wciąż, ciągle gubiła coś. Nie chciała nic... - nucę.
    Po mniej więcej kwadransie moja grzywa wygląda całkiem przyzwoicie, a po kolejnym z serii przystanków wagon się zapełnia.
    Wkładam dłoń do kieszeni bluzy i wyjmuję telefon, na którym (jak zwykle, kiedy jest się gwiazdą, a co!) czeka mnóstwo wiadomości i nieodebranych połączeń. Przede wszystkim od Sama, mojego menadżera.
    W końcu wysiadam. Na ulicy ogarnia mnie przerażające zimno, choć to lipiec - winne są temu wilgotne ubrania. Rozglądam się z ciekawością na boki, patrzę na ludzi spieszących w konkretne miejsca. Wreszcie wznoszę oczy ku niebu, by podziwiać olbrzymi budynek brytyjskiej stacji telewizyjnej. To jest moje "konkretne miejsce". Mój cel.
    Przechodzę przez pasy i wchodzę do dużego, przeszklonego holu. Tam spotykam Sama.
- Dziewczyno, jak ty wyglądasz? - złości się czterdziestolatek. - Za godzinę zaczyna się program, a ty, jak zwykle, w rozsypce. Praca niczego cię nie nauczyła? Czemu nie jechałaś z Dave'm?
- Jechałam metrem. W drodze na stację złapała mnie ulewa. Coś jeszcze? - uśmiecham się szeroko i ruszam za mężczyzną do windy, która zabiera nas na dziesiąte piętro.
- Idź do Elizy, niech się tobą zajmie. - burczy pod nosem. - Jeśli nie będziesz wyglądać co najmniej przyzwoicie - nie pokazuj mi się na oczy.
    Odmaszerowuje w stronę kuchni, gdzie sprawi, że znów przybędzie mu tu i ówdzie parę deko. A ja jeszcze przez chwilę patrzę za nim. Teraz zrzędzi, ale jak przychodzi co do czego, chciałby zastąpić mi tatę. Taki kochany wujek, można by rzec.
    Wchodzę do garderoby i rozglądam się za Elizą, tutejszą specjalistką od wyglądu przed kamerami. Zanim jednak ją znajduję, słyszę jej głos dochodzący zza ton wieszaków z ubraniami.
- Panie Tomson, niech pan już nie wybrzydza. - złości się koścista blondynka. - Przywilej gwiazdy nie upoważnia do bezkarnego kapryszenia.
    Odchrząkuję i wyglądam zza stojaków, Przed lustrem stoi Tommy Tomson, młody aktor, starszy ode ode mnie o trzy lata. Do gołej klatki piersiowej przykłada raz jedną, raz drugą koszulkę. Mój wzrok przykuwają jednak liczne tatuaże na jego rękach, a w szczególności ptak na przedramieniu.
- Cześć. - witam się. - Miałam przyjść i...
- Julia! - Eliza woła z ulgą. - Może ty mu coś wybierzesz? Bo, jeśli słyszałaś, pan Tomson kaprysi.

- Naszym dzisiejszym gościem, oprócz Tommy'ego Tomsona, jest również Julia Jaśkiewicz, dwudziestoletnia aktorka pochodząca z Polski. - mówi Sarah Jenson, prowadząca program "Gwiazdy od kulis". - Zapraszamy!
    Wychodzę, po drodze poprawiając włosy splecione w gruby warkocz. Długa, plisowana suknia w kolorze wiśni zamiata podłogę. Uśmiecham się nieśmiało i macham do widowni, po czym zajmuję miejsce na kanapie, obok Tommy'ego.
- Julio, czy odczuwasz fakt, że jesteś znana? Jakie to korzyści niesie dla twojej osoby? I co robisz ze sławą? - pyta dziennikarka.
- No cóż, ten fakt sprawia, że czasem jest mi miło. Idziesz ulicą, ludzie wskazują na ciebie i mówią: "Patrz, to ta Polka, która grała Emmę w <Małej Duszy>". To naprawdę miłe. Jednak są i złe strony tego wszystkiego. Ludzie wszędzie za mną chodzą, sama nie wiem dlaczego. Piszą o mnie w gazetach i w internecie, ale nie zawsze są to prawdziwe rzeczy, często wymyślają. Ale jeśli mowa o korzyściach, to mogłabym stwierdzić, że są to pieniądze. - śmieję się. - Ale człowiek samą kasą nie żyje. Dla mnie taką prawdziwą korzyścią jest fakt, że poprzez to co robię, rozsławiam ojczyznę, daję o niej nowe świadectwo, że to nie tylko nieroby, ale i niezwykli ludzie. Sama sława ułatwia mi wspieranie różnych organizacji, fundacji czy akcji, dzięki którym ludziom, zwłaszcza tym poszkodowanym przez życie, ma się żyć lepiej.
- Taka postawa jest godna pochwały. - przyznaje Sarah Jenson, a widownia nagradza nas oklaskami. - Zauważyłam już, że jesteś mocno związana z Polską. Ale czy jesteś patriotką? Dbasz o język, który, tak szczerze, jest bardzo trudny?
- Nie wiem, możliwe, że jestem patriotką. Nie jakąś perfekcyjną, idealną, ale staram się obchodzić polskie święta narodowe, a, jeśli to tylko możliwe, obchodzę je w Polsce. Nie wyrzekam się swojej narodowości, nie zmieniam nazwiska na angielskie. Nie wstydzę się tego, skąd pochodzę. W końcu to moja piękna ojczyzna. Tam się urodziłam, wychowałam i temu pozostaję wierna. Język... Owszem, jest trudny, bo to nie lada wyzwanie powiedzieć "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" albo "Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, gmina Chrzęszczydrzewoszyce, powiat Łękołody" - publiczność nagradza te przykłady oklaskami i okrzykami podziwu. - ale dla chcącego nic trudnego. Dbam o to, by angielski nie 'zepsuł' mojego języka i chyba mi się to udaje. - uśmiecham się.
- Julio, słyszałam, że wkrótce wracasz do kraju. Czy to prawda? Jeśli tak - dlaczego?
- Tak, wracam do kraju. Jeszcze nie wiem, czy na stałe, ale póki trwać będą zdjęcia do serialu, zostaję w Polsce.
- O czym będzie ta produkcja? Jaką otrzymałaś rolę?
-  Powiem tyle, ile wiem sama. To serial o grupie studentów z różnych środowisk. Ja grać będę Rozalię, dziedziczkę sieci hoteli. I chyba będzie ona do mnie podobna. - uśmiecham się.
- Życzę więc sukcesu. - Sarah ściska moją dłoń. - Jeszcze jedno, ostatnie pytanie: co warto zobaczyć w Polsce?
- Szczerze? Wszystko. Każde miejsce jest niezwykłe i to jest najlepsze w tym wszystkim.
- Dziękuję wam, Julio i Tommy, za rozmowy. To tyle na dzisiaj.
    Sarah Jensen podchodzi do drewnianego kufra na środku studia i wyciąga z niego małe paczki.
- Mam dla was upominki. - wręcza nam pakunki.
    Wtedy przypominam sobie o mojej niespodziance. Wychylam się za kanapę i sięgam po torbę, z której wyciągam cztery duże T-shirty "I ♥ Poland" w biało-czerwonych barwach. Wręczam po jednej Tommy'emu i Sarze, a kolejne dwie rozdaję jakiejś parze z widowni.
- Dziękuję wszystkim, do zobaczenia za tydzień. - mówi prezenterka do kamery.

- Dzięki za koszulkę. - uśmiecha się Tommy za kulisami. - No i w ogóle... Za pomoc ze strojem. Nie sądziłem, że taka gwiazdka jak ty okaże się tak sympatyczna. Słyszałem o twoich humorach na planie, więc wiesz... - czerwieni się.
- Wiem, ale Polacy są inni niż o nich mówią. Są sympatyczni, jak ja. - śmieję się. - A tamte humory... No cóż, to taki jednorazowy incydent. Cześć, Tommy! - wołam i ruszam do garderoby.

    Trzeba przyznać, że marzenia lubią się spełniać w najmniej oczekiwanych momentach. Gdy miałam trzynaście lat prawie zostałam aktorką. Nie udało się, ale dzięki temu odkryłam w sobie talent do pisarstwa i grania na instrumencie dętym. Dopiero później udało się także z aktorstwem. Niemożliwe? A jednak.

    Nie można poddawać się prze startem. W ten sposób nic się nie osiągnie. Być sławnym - jeśli pracujesz na to, jest to możliwe.


No i jak? Podobało się? Hmm, ten, no... Tam na początku zauważyliście może nazwisko... No cóż, to moje. ;p
Wiem, trochę powalone, ale to moja wyobraźnia. Nie byłabym sobą, gdybym nie wplotła Louisa :D

Emm, no i tego... Najbliższy rozdział podzielę na dwie części ponieważ... Będzie to ostatni rozdział. Taak, potem może epilog. I wiecie... Nie wiem, czy powstanie trzecia część. Myślę, że wypaliłam się w kwestii fan fiction. Chociaż, kto wie. Może kiedyś do tego wrócę. Póki co - sprawa jest niezamknięta.


A teraz mega news! Jestem w gazecie Bravo Girls!!

7 komentarze:

Rose i Lena pisze...

Wow! To było świetne! :) Takie, takie.. no wiesz :D
Miłość do Ojczyzny jest najlepsza! :)
Aaaaa, Gazeta, gazeta gazeta! :D też tak chce, haha :)
Gratuluję :**
Rose :*

Anonimowy pisze...

Supcio :)

Anonimowy pisze...

właśnie czytam gazetę Brawo Girl! i czytałam o twoim blogu jest super i też lubię 1D <3

tofi pisze...

Fajne :)
WOW gratulacje! :D

Zapraszam do mnie :)
http://all-our-life.blogspot.com/

1 pisze...

fajny blog powinnaś pisać dalej
a to jest mój http://goska18114.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

Spoczko. Wlasnie w bravo girls znalazla twojego bloga i postanowilam wejsc :P

ajon02 blog pisze...

akurat mam gazetę gdzie pisze o twoim blogu i sądzę,że jest niezły :)

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)