niedziela, 27 października 2013

Rozdział XXIII. cz. drugiej - part 1.

Cześć i czołem. Przybywam do Was z pierwszą częścią ostatniego rozdziału tej części. Tak, to już praktycznie koniec. Kto wie, może kiedyś dopiszę część trzecią, ale nie ma gwarancji. Już nie czuję tego samego, gdy piszę to opowiadanie. W sumie, od ponad miesiąca nic nowego w tej kwestii to koniec. Ale jednego możecie być pewni - nie będzie jednoznacznego zakończenia. A to na pewno Was zaskoczy. Ale o czym ja tu gadam. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek coś jeszcze powstanie...
A teraz... Mam dla Was pewną informację - w czwartek blog skończył 11 miesięcy. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. I mam nadzieję, że dla Was też. :d


     Selene krząta się po dużym, jasnym salonie. Przechodzi co jakiś czas od fotela do stolika, na którym rozłożone są potrzebne jej przybory. Porusza się tanecznym krokiem, nucąc słowa piosenki lecącej w radiu.
- Vicky, kochanie, nie wierć się tak i pozwól mi zrobić coś z twoimi włosami. - Przeczesuje palcami grube, długie czekoladowe włosy, które dziewczynka odziedziczyła po matce. - Wiem, że wujek Danniel zna się na tym lepiej, ale on zajmuje się naszymi facetami.
     Kobieta pochyla się nad nosidełkiem, w którym śpi Sam, roczny syn Selene i Danniela.
- Ciociu, zrobisz mi tego warkocza, co ostatnio? - pyta dziewczynka, uśmiechając się w szerokim, szczerbatym uśmiechu.
     Selene zabiera się do pracy. Plecie z obu stron warkocze duńskie, a końcówki spina nad karkiem w małego koka. Za lewym uchem wpina dziewczynce czerwoną różyczkę. Victoria jest zachwycona.
- Zawołaj mamę. - mówi Selene. - Tylko niech nie zabiera Rose. To jej dzień, mała może się pobawić zabawkami.
     Victoria kiwa głową i biegnie na piętro, podskakując wesoło. Woła coś w obcym dla Sel języku. Julia przez dłuższy czas nie schodzi, dlatego, z racji wolnej chwili, Selene dzwoni do Danniela.
- Jak sobie radzisz? - pyta.
- Nieźle, skarbie. Praca z tą bandą, choć denerwująca, jest całkiem prosta. - śmieje się Danniel. - A tobie, jak idzie?
- Średnio na jeża. Julia ma chyba jakieś humory... - milknie.
     W salonie pojawia się zapłakana Julia, ubrana w dżinsową koszulę i dresowe spodnie.
- Poczekaj, Dani. Julia faktycznie ma jakiś kryzys. W razie czego przyjedź z Tommy'm, jak skończysz. - Rozłącza się i podchodzi do Polki. - Jula, co się stało? - pyta pocieszająco. - Przecież dzisiaj się pobieracie.
- Wiem. I w tym problem. - wzdycha szatynka. Przeciera załzawione oczy i siada na kanapie przy oknie.
- Ej, chyba nie zamierzasz uciec sprzed ołtarza? - pyta żartobliwie.
     Julia namyśla się przez chwilę, a przez jej twarz przemyka cień uśmiechu.
- To nie byłby taki głupi pomysł. - mówi wreszcie. - Miałby nauczkę.
- Powiesz mi w końcu, co takiego zrobił ci Louis? - niecierpliwi się Selene; chciałaby się w końcu zająć Julią.

     Godzinę później przyjeżdża Danniel z Tommy'm, Harry'm i Liamem. Selene nie marnowała czasu i zajęła się innymi kobietami.
- Co jest? - Danniel pyta od progu. - Panna młoda jest gotowa?
- Mamy problem. Tomlinson czymś jej podpadł, ale nie chce nic więcej powiedzieć. - wzdycha Selene. - Od godziny siedzi na kanapie i mamrocze coś do siebie.
     Harry zdejmuje buty i biegnie do salonu, na lewo od korytarza. Zatrzymuje się przy Julii, kuca przy niej i łapie za rękę.
- Młoda panno, co się dzieje? - pyta poważnym tonem. - Jest koło ciebie wujek Hazza, możesz się mu zwierzyć. W końcu wesele to nie koniec świata. To tylko bardzo stresujące wydarzenie.
     Ubrany w dopasowany szary garnitur i błękitną koszulę wygląda elegancko. Kręcone włosy, jak zawsze niesforne i nieopanowane, oraz szeroki uśmiech odejmują Harry'emu lat, przez co wciąż nie wygląda na swoje dwadzieścia osiem wiosen.
- Spójrz na mnie. Ja się nie załamałem, choć na własnym ślubie byłem przykuty do wózka. - uśmiecha się Liam. Opiera się na kulach, dzięki którym chodzi; z którymi może nie rozstać się do końca życia.
- To co innego. - szepcze Julia.
- Czyli co? Powiedz, proszę. Niedługo początek imprezy, a ty w lesie z przygotowaniami. Zrób to dla siebie i dla tych, których kochasz. - prosi Harry.
     Po cichej naradzie Harry bierze Julię na ręce i sadza ją w fotelu. Pomimo protestów panny młodej, mężczyźni zabierają się do pracy nad jej wyglądem. Harry łaskotkami zmusza ją do mówienia.
- Kto ci coś zrobił? - zaczyna.
- Lou.
- Co konkretnie?
- Czwarte dziecko. - wyznaje Julia poważnym głosem; łaskotki Styles'a nie robią na niej wrażenia.
- Jak to? - woła zdziwiony Liam.
- No a jak się robi dzieci? - Julia wznosi oczy do nieba i ledwo zauważalnie się uśmiecha.
     Liam i Harry przytulają Julię, przeszkadzając Dannielowi w pracy. Styles cieszy się szczęściem przyjaciół. "Ciekawe, co na to Lou", zastanawia się. Z drugiej jednak strony jest mu smutno. Zazdrości Julii i Louisowi czwartego potomka i tego, że są już razem prawie dziesięć lat, podczas gdy on, Harry Styles, wciąż jest samotny. Kobiety, który przewijały się przez jego życie, zostawały w nim na nie więcej niż dwa miesiące. Nie umie już pokochać prawdziwie i bezgranicznie żadnej z nich od ośmiu lat, od kiedy rozstał się z Lucy. Dziewczyna zniszczyła jego serce. I choć potem wyszły na jaw oszustwa i przekręty Igi, nie umiał wybaczyć i zaufać żadnej kobiecie. Nikogo nie umiał już kochać, prócz mamy, siostry i Victorii, swojej chrześnicy.
- Dobrze... Powtarzaj za mną, Juls. - prosi Harry. - Jestem piękna, młoda...
- ... Głowa do góry, szeroki uśmiech... - powtarza Julia.
- Cycki wysoko, jestem panną młodą Tomlinsona, bitches. - szczerzy się Harry.
- Co?!
- No a nie? Coś tu skłamałem? - pyta z niewinną miną, a Julia wybucha śmiechem. - No, tak ma być.

     Louis czeka przed ołtarzem, w kościele pełnym gości. Zerka co chwila na zegarek i przytupuje nogą. Złości się, że dodali ten akcent - że przybędą osobno. W innym przypadku przyjechaliby razem.
- A jeśli uciekła, zrezygnowała? - pyta cicho Zayn, podchodząc do Louisa.
- Zadzwoniliby. - uśmiecha się Niall.
     Do kościoła wbiega Harry. Na środku zwalnia i podchodzi do pana młodego. Za nim kuśtyka Liam.
- Słuchaj, mieliśmy ślubny kryzys u twojej lubej. Rozumiesz, kobiece humory i dolegliwości. - tłumaczy cicho Styles.
- Akurat dzisiaj? - jęknął Louis.
- Pretensje miej do siebie. Aha, i nie pozwól jej jeść nic ciężkostrawnego. Małe sensacje żołądkowe, rozumiesz. - Klepie go po ramieniu i staje za nim, jako świadek, naprzeciw Aleksandry, druhny Julii.
     Organista wygrywa pierwsze takty Mendelssohna, goście wstają, a w wejściu pojawia się Tommy. Na czerwonej poduszce niesie dwie obrączki. Mniejszą, z białego złota, wysadzaną małymi brylantami i większą - złotą, z jednym malutkim diamentem. W obu od środka wyryto napis Nawet śmierć nas nie rozłączy. Będziemy razem i po drugiej stronie. Julia i Louis Forever.
     Za Tommy'm podążają Julia i jej tata. Szatynka wygląda niezwykle w prostej białej sukni z długim trenem i delikatnymi haftowanymi srebrnymi nićmi ornamentami. Włosy zapleciono w dobierany warkocz, sięgający pasa i przyozdobiono długim welonem. Na stopach ma białe szpilki ozdobione złotymi kryształkami i brokatem. Tren przytrzymują ośmioletnia Victoria i czteroletnia Rosalie.
- Trzymajcie się. - szepcze tata do ucha córki, zabiera wnuczki i siada w pierwszej ławce.
- Zebraliśmy się tu, by połączyć tych dwoje węzłem małżeńskim. - Ksiądz rozpoczyna ceremonię.
- Co się stało? Martwiłem się o ciebie. - szepcze Louis. Nie może oderwać oczu od narzeczonej.
- Źle się czułam, ale już dobrze. - Julia uśmiecha się kojąco.
     Przygląda się fryzurze Louisa - włosom podgolonym po bokach i reszcie zaczesanej w irokeza. Poznaje w tym inspirację dawną fryzurą Zayna. Spogląda na czarny dopasowany garnitur, na krawat, potem na śnieżnobiałą koszulę, która opina się na jego umięśnionym torsie.
- No, no, elegancko. - uśmiecha się. - Jak tam twój polski?
- Doskonale.
     Milkną i wsłuchują się w kazanie. Jakby nie zauważają, że dziennikarze, fotografowie i kamerzysta upamiętniają każdy ich ruch. Ich: młodej projektantki i byłego członka One Direction. W tej chwili liczy się dla nich to, że są i będą już zawsze razem.


No to ten, no... Tak to wygląda. Julia i Louis się hajtnęli. Po wielu latach. Wiem, że długo na to czekaliście. A ja to odwlekałam jak nie wiem. Ale strasznie ciężko jest walnąć taki finał w opowiadaniu, na które poświęciło się tyle czasu. 11 miesięcy! To kupa czasu. Ale o tym kiedy indziej. Postaram się nagrać filmik na ten temat. A jakbyście mieli pytania, na które mogłabym odpowiedzieć, piszcie w komentarzach i na ask'u - ask.fm.
No, to by było na tyle. Dziękuję za wszystko. Trzymajcie się.

Wasza Julia :*

sobota, 19 października 2013

Być sławnym Polakiem - moja praca konkursowa | Jestem w gazecie!!

Witam wszystkich!! Zmieniłam wygląd bloga na bardziej przyzwoity. Poza tym dzisiaj nie będzie rozdziału. MOŻE jutro, ale też nie ma gwarancji, bo jadę na chrzciny. Noo, więc dziś zaprezentuję Wam moje dzieło z maja, które napisałam i za które zdobyłam wyróżnienie :) A więc: czytajcie! :)

    Otwieram czarne drzwi i spoglądam na niebo. Znowu pada! A to przecież lipiec. Wracam się do korytarza po fioletowy parasol i tak uzbrojona wychodzę na ulicę. Głośną, zatłoczoną ulicę. Za parę minut otoczą mnie zapewne mniejsze i większe grupki fanów czy dziennikarzy. Znów będą się ekscytować tym, że Julia Jaśkiewicz wyszła z domu. Mało tego, założyła dresy!
    Tak, ja, Julia Jaśkiewicz, jestem znaną Polką. Miałam i mam w życiu szczęście. W wieku szesnastu lat zostałam aktorką. Jednak, na moje małe nieszczęście, w Polsce to kiepski zawód, biorąc pod uwagę jakość większości współczesnych filmów i seriali. I dlatego, w wieku osiemnastu lat, zmuszona byłam przenieść się do Wielkiej Brytanii.
    Ale czasem znów chcę być zwykłą Julką, która swoją karierę zaczynała w amatorskim, ale jakże kochanym, kabarecie, grała na waltorni i próbowała swoich sił w pisarstwie, tworząc opowiadania o swoich idolach. Co mi po sławie, skoro praktycznie nie mam przyjaciół? Większość ''koleżanek", by zarobić i zaistnieć, sprzedała stare zdjęcia, jakieś pamiątki... Tylko dwie z nich nie zbzikowały. Nie wystawiły na sprzedaż tego, na co pracowałyśmy przez wiele lat. Szkoda tylko, że tak rzadko się ze mną kontaktują. W Londynie mam Lily, ale to nie to samo.

    Nie mija kwadrans, a za mną już podąża spora grupka ludzi w różnym wieku. Nie zatrzymuję się - spieszę się! Mój szybki krok przemienia się w bieg i tak pokonuję dystans liczący pół kilometra. Gdy, zdyszana, dobiegam do stacji metra, jestem już przemoczona do suchej nitki, świeżo umyte włosy zlepiają się w strąki, a w adidasach chlupocze woda. Jednak to mnie nie denerwuje, nie złości. Bo właśnie tego mi brakowało. Tej normalności, tej denerwującej codzienności.
    Przechodzę przez bramki i ruszam do wagonu. W międzyczasie składam poturbowany przez wiatr parasol i wykręcam wodę z włosów. Wiem, to nieładnie tak bałaganić. Ale teraz mam to w nosie - spieszę się!
    Siadam na plastikowym krześle w ciepłym, prawie pustym wagonie. Z przepastnej granatowej torby wyciągam szczotkę do włosów i szarpię mój brązowy, sięgający pasa gruby kołtun, który zwykłam określać burzą, pożal się Boże, włosów. Syczę przy mocniejszych pociągnięciach.
- Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr. Spragniona życia wciąż, ciągle gubiła coś. Nie chciała nic... - nucę.
    Po mniej więcej kwadransie moja grzywa wygląda całkiem przyzwoicie, a po kolejnym z serii przystanków wagon się zapełnia.
    Wkładam dłoń do kieszeni bluzy i wyjmuję telefon, na którym (jak zwykle, kiedy jest się gwiazdą, a co!) czeka mnóstwo wiadomości i nieodebranych połączeń. Przede wszystkim od Sama, mojego menadżera.
    W końcu wysiadam. Na ulicy ogarnia mnie przerażające zimno, choć to lipiec - winne są temu wilgotne ubrania. Rozglądam się z ciekawością na boki, patrzę na ludzi spieszących w konkretne miejsca. Wreszcie wznoszę oczy ku niebu, by podziwiać olbrzymi budynek brytyjskiej stacji telewizyjnej. To jest moje "konkretne miejsce". Mój cel.
    Przechodzę przez pasy i wchodzę do dużego, przeszklonego holu. Tam spotykam Sama.
- Dziewczyno, jak ty wyglądasz? - złości się czterdziestolatek. - Za godzinę zaczyna się program, a ty, jak zwykle, w rozsypce. Praca niczego cię nie nauczyła? Czemu nie jechałaś z Dave'm?
- Jechałam metrem. W drodze na stację złapała mnie ulewa. Coś jeszcze? - uśmiecham się szeroko i ruszam za mężczyzną do windy, która zabiera nas na dziesiąte piętro.
- Idź do Elizy, niech się tobą zajmie. - burczy pod nosem. - Jeśli nie będziesz wyglądać co najmniej przyzwoicie - nie pokazuj mi się na oczy.
    Odmaszerowuje w stronę kuchni, gdzie sprawi, że znów przybędzie mu tu i ówdzie parę deko. A ja jeszcze przez chwilę patrzę za nim. Teraz zrzędzi, ale jak przychodzi co do czego, chciałby zastąpić mi tatę. Taki kochany wujek, można by rzec.
    Wchodzę do garderoby i rozglądam się za Elizą, tutejszą specjalistką od wyglądu przed kamerami. Zanim jednak ją znajduję, słyszę jej głos dochodzący zza ton wieszaków z ubraniami.
- Panie Tomson, niech pan już nie wybrzydza. - złości się koścista blondynka. - Przywilej gwiazdy nie upoważnia do bezkarnego kapryszenia.
    Odchrząkuję i wyglądam zza stojaków, Przed lustrem stoi Tommy Tomson, młody aktor, starszy ode ode mnie o trzy lata. Do gołej klatki piersiowej przykłada raz jedną, raz drugą koszulkę. Mój wzrok przykuwają jednak liczne tatuaże na jego rękach, a w szczególności ptak na przedramieniu.
- Cześć. - witam się. - Miałam przyjść i...
- Julia! - Eliza woła z ulgą. - Może ty mu coś wybierzesz? Bo, jeśli słyszałaś, pan Tomson kaprysi.

- Naszym dzisiejszym gościem, oprócz Tommy'ego Tomsona, jest również Julia Jaśkiewicz, dwudziestoletnia aktorka pochodząca z Polski. - mówi Sarah Jenson, prowadząca program "Gwiazdy od kulis". - Zapraszamy!
    Wychodzę, po drodze poprawiając włosy splecione w gruby warkocz. Długa, plisowana suknia w kolorze wiśni zamiata podłogę. Uśmiecham się nieśmiało i macham do widowni, po czym zajmuję miejsce na kanapie, obok Tommy'ego.
- Julio, czy odczuwasz fakt, że jesteś znana? Jakie to korzyści niesie dla twojej osoby? I co robisz ze sławą? - pyta dziennikarka.
- No cóż, ten fakt sprawia, że czasem jest mi miło. Idziesz ulicą, ludzie wskazują na ciebie i mówią: "Patrz, to ta Polka, która grała Emmę w <Małej Duszy>". To naprawdę miłe. Jednak są i złe strony tego wszystkiego. Ludzie wszędzie za mną chodzą, sama nie wiem dlaczego. Piszą o mnie w gazetach i w internecie, ale nie zawsze są to prawdziwe rzeczy, często wymyślają. Ale jeśli mowa o korzyściach, to mogłabym stwierdzić, że są to pieniądze. - śmieję się. - Ale człowiek samą kasą nie żyje. Dla mnie taką prawdziwą korzyścią jest fakt, że poprzez to co robię, rozsławiam ojczyznę, daję o niej nowe świadectwo, że to nie tylko nieroby, ale i niezwykli ludzie. Sama sława ułatwia mi wspieranie różnych organizacji, fundacji czy akcji, dzięki którym ludziom, zwłaszcza tym poszkodowanym przez życie, ma się żyć lepiej.
- Taka postawa jest godna pochwały. - przyznaje Sarah Jenson, a widownia nagradza nas oklaskami. - Zauważyłam już, że jesteś mocno związana z Polską. Ale czy jesteś patriotką? Dbasz o język, który, tak szczerze, jest bardzo trudny?
- Nie wiem, możliwe, że jestem patriotką. Nie jakąś perfekcyjną, idealną, ale staram się obchodzić polskie święta narodowe, a, jeśli to tylko możliwe, obchodzę je w Polsce. Nie wyrzekam się swojej narodowości, nie zmieniam nazwiska na angielskie. Nie wstydzę się tego, skąd pochodzę. W końcu to moja piękna ojczyzna. Tam się urodziłam, wychowałam i temu pozostaję wierna. Język... Owszem, jest trudny, bo to nie lada wyzwanie powiedzieć "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" albo "Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, gmina Chrzęszczydrzewoszyce, powiat Łękołody" - publiczność nagradza te przykłady oklaskami i okrzykami podziwu. - ale dla chcącego nic trudnego. Dbam o to, by angielski nie 'zepsuł' mojego języka i chyba mi się to udaje. - uśmiecham się.
- Julio, słyszałam, że wkrótce wracasz do kraju. Czy to prawda? Jeśli tak - dlaczego?
- Tak, wracam do kraju. Jeszcze nie wiem, czy na stałe, ale póki trwać będą zdjęcia do serialu, zostaję w Polsce.
- O czym będzie ta produkcja? Jaką otrzymałaś rolę?
-  Powiem tyle, ile wiem sama. To serial o grupie studentów z różnych środowisk. Ja grać będę Rozalię, dziedziczkę sieci hoteli. I chyba będzie ona do mnie podobna. - uśmiecham się.
- Życzę więc sukcesu. - Sarah ściska moją dłoń. - Jeszcze jedno, ostatnie pytanie: co warto zobaczyć w Polsce?
- Szczerze? Wszystko. Każde miejsce jest niezwykłe i to jest najlepsze w tym wszystkim.
- Dziękuję wam, Julio i Tommy, za rozmowy. To tyle na dzisiaj.
    Sarah Jensen podchodzi do drewnianego kufra na środku studia i wyciąga z niego małe paczki.
- Mam dla was upominki. - wręcza nam pakunki.
    Wtedy przypominam sobie o mojej niespodziance. Wychylam się za kanapę i sięgam po torbę, z której wyciągam cztery duże T-shirty "I ♥ Poland" w biało-czerwonych barwach. Wręczam po jednej Tommy'emu i Sarze, a kolejne dwie rozdaję jakiejś parze z widowni.
- Dziękuję wszystkim, do zobaczenia za tydzień. - mówi prezenterka do kamery.

- Dzięki za koszulkę. - uśmiecha się Tommy za kulisami. - No i w ogóle... Za pomoc ze strojem. Nie sądziłem, że taka gwiazdka jak ty okaże się tak sympatyczna. Słyszałem o twoich humorach na planie, więc wiesz... - czerwieni się.
- Wiem, ale Polacy są inni niż o nich mówią. Są sympatyczni, jak ja. - śmieję się. - A tamte humory... No cóż, to taki jednorazowy incydent. Cześć, Tommy! - wołam i ruszam do garderoby.

    Trzeba przyznać, że marzenia lubią się spełniać w najmniej oczekiwanych momentach. Gdy miałam trzynaście lat prawie zostałam aktorką. Nie udało się, ale dzięki temu odkryłam w sobie talent do pisarstwa i grania na instrumencie dętym. Dopiero później udało się także z aktorstwem. Niemożliwe? A jednak.

    Nie można poddawać się prze startem. W ten sposób nic się nie osiągnie. Być sławnym - jeśli pracujesz na to, jest to możliwe.


No i jak? Podobało się? Hmm, ten, no... Tam na początku zauważyliście może nazwisko... No cóż, to moje. ;p
Wiem, trochę powalone, ale to moja wyobraźnia. Nie byłabym sobą, gdybym nie wplotła Louisa :D

Emm, no i tego... Najbliższy rozdział podzielę na dwie części ponieważ... Będzie to ostatni rozdział. Taak, potem może epilog. I wiecie... Nie wiem, czy powstanie trzecia część. Myślę, że wypaliłam się w kwestii fan fiction. Chociaż, kto wie. Może kiedyś do tego wrócę. Póki co - sprawa jest niezamknięta.


A teraz mega news! Jestem w gazecie Bravo Girls!!

sobota, 5 października 2013

Rozdział XXII. części drugiej

     "To wszystko jest takie dziwne, pokręcone. Cały ten świat wygląda, jakby nie panowały w nim żadne wyraźne zasady. Chcesz lecieć do innego kraju i lecisz, nie zważając na koszty i możliwości. Przyjaźnisz się lub jesteś w związku z kimś popularnym w większej części świata? Spokojnie, paparazzi wcale nie będą was męczyć, wasze życie będzie sielanką, a ta osoba będzie miała dla ciebie mnóstwo czasu. Przecież to takie normalne..."
- To wcale nie jest normalne! - woła Julia, kończąc na głos swoją myśl.
     Kuli się na łóżku i rozmyśla dalej. Jakiś czas temu zauważyła, że jej życie, otoczenie i wszystko z tym związane są jak puzzle, które pasują do siebie tylko na pierwszy rzut oka. Zdarzenia, które są po prostu bez sensu, ale każdy, prócz niej, uważa je za normalne. Dlaczego Harry tak łatwo uwierzył w kłamstwa Igi na temat Łucji? Jak to się stało, że chociaż ją widział, niczego nie zrozumiał i dalej nie chce wierzyć Lucy?
     Zastanawiających jest wiele rzeczy. Także to, że Louis rozpoczął naukę polskiego i natychmiast widać postępy. Ale jak długo będzie czekał? Na pewno nie w nieskończoność.
     Obraca się na drugi bok i sięga  po książkę leżącą na szafce nocnej. Odkłada na bok czerwoną zakładkę i zagłębia się w powieści Danielle Steel.
- Nie przeszkadzam? - Zza drzwi wychyla się Louis.
     Julia podnosi wzrok znad książki, patrzy na niego przez dłuższą chwilę i kręci przecząco głową. Louis wchodzi do środka, siada na brzegu i głaszcze dziewczynę po udzie.
- Nadal boli cię głowa? - pyta, a Julia przytakuje. - Czyli dalej będziesz milczeć i tu siedzieć? Pominę fakt, że przed chwilą krzyczałaś...
     Julia nie odpowiada. Siada na łóżku i przytula się do narzeczonego, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Do nozdrzy dostaje się mocny zapach perfum Lou, wymieszany z zapachem jego ciała.
- Lou... Boję się. - szepcze i rozpłakuje się.
- Czego, Juls? - Louis chwyta ją za brodę, unosi jej głowę i patrzy w oczy Julii. Zawsze, gdy patrzy w nie przez dłuższą chwilę, ogarnia go błogi spokój.
     Julia mówi mu o swoich spostrzeżeniach i obawach.
- Czy ja zwariowałam? - pyta niepewnie.
- Tak, na to wygląda. - stwierdza Tomlinson i całuje Julię w usta. - Ale tylko wariaci są coś warci, prawda? Przecież oboje coś o tym wiemy.
     Julia zagryza wargę i patrzy na Louisa. Wie, o co mu chodzi i uśmiecha się delikatnie.
- No, i o to mi chodziło. - cieszy się Louis i całuje znów Julię.

     Dwa tygodnie po wypadku Niall wychodzi ze szpitala. Nie kryje radości, gdy przekracza próg domu, wspierając się kulami, i wpada w objęcia rodziny.
- Dziękuję wam wszystkim. Po prostu dziękuję. - wyznaje. - Ale może macie coś do jedzenia? Horan ma dość szpitalnego żarcia! - woła w stronę kuchni.
     Z pomieszczenia wychodzi Harry z dużym tortem na tacy. Rodzina i przyjaciele gromadzą się dookoła Nialla. Tylko Danielle nie świętuje. Ze zmarszczonym czołem przypatruje się roześmianej gromadzie. Zauważa to Julia. Oddaje pod opiekę Zayna ośmiomiesięczną Victorię, podchodzi do Dan i zabiera ją na górę, do swojej sypialni.
- Opowiadaj, co się dzieje. - prosi Julia.
- Nie umiem się bawić. Nie po tym wszystkim. Cieszę się, że Niall jest już w domu, że jest z nim coraz lepiej, ale wciąż boję się o Liama. Cały czas przykuty jest do łóżka, lekarze powiedzieli, że jeśli jego noga nie zacznie się w końcu zrastać, trzeba ją będzie amputować.
     Perfekcyjny makijaż zostaje zniszczony przez łzy, których dziewczyna nie może powstrzymać. Julia pozwala, by Danielle wypłakała się w jej ramię, nim zacznie mówić dalej. W końcu kontynuuje:
- Nawet jeśli miałby protezę, nie będzie mógł chodzić. Ma uszkodzony kręgosłup, który uratuje tylko operacja. Nie wiesz, jak bardzo Liam cierpi. Chciałby zrobić tyle rzeczy, a jak na razie pozostaje mu leżenie. Jego twarz rzadko ostatnio pokazuje coś innego niż rozpacz. - Danielle wyciera oczy i twarz chusteczkami, które podsunęła jej Julia. - Ja cierpię razem z nim. Boję się, że któreś z nas nie wytrzyma. Lub że Liam nie będzie mnie już chciał.
     Julia przytula mocno Danielle. Nic nie mówi. Wie, że dziewczyna chciała się w końcu wyżalić. Czas na pocieszenie przyjdzie później.

     Katya przeciąga się leniwie na kanapie i pochyla się nad ekranem laptopa. Co chwilę zerka kątem oka na Zayna, który siedzi na balkonie i pali kolejnego papierosa. Następnie znów wbija wzrok w klawiaturę, by odpisać internetowym znajomym.
     Pokłócili się trzy dni wcześniej. Poszło o to, że Zayn wrócił do palenia i zrobił kolejny, bezsensowny zdaniem Katyi, tatuaż. Malik natomiast zbuntował się wobec kolejnych internetowych znajomości dziewczyny i tego, że Katya poświęca mu coraz mniej czasu. Od tej pory nie rozmawiają ze sobą każde robi na złość drugiemu. Zayn pali, a Katya zacieśnia znajomości w sieci.
     Zayn wydycha powoli dym z płuc. Delektuje się uzależniającym smakiem nikotyny. Oparty o barierkę, spogląda w dół, na ruchliwe ulice Londynu. Ma dość tej chorej ciszy w ich związku, boi się też jednak przerwać. Od trzech dni zrezygnowany praktycznie pali papierosa za papierosem i przesiaduje większość czasu na balkonie, w swoim studiu lub, jeśli ma dość, idzie do reszty. Skoro jego własna narzeczona nie próbuje go zrozumieć, jest dla niej nieważny, rozmawia zatem z Liamem, Louisem i Julią.
     Katya spogląda po raz kolejny przez okno. Wpatruje się w czarną kurtkę Zayna i wzdycha. Oczy bolą ją od wpatrywania się w komputer, jednak nie chce zmieniać zajęcia. Nic innego jej tak nie pochłonie. Znów nie będzie więc miała siły iść do pracy i wykręci się przeziębieniem. Sen nie chce jej ukoić - nie w pustym, zimnym łóżku, w którym zionie przerażająca pustka na części Zayna. Przez tek kilka dni oddalili się od siebie bardziej niż kiedykolwiek indziej. To daje jej powód do smutku, ale boi się, że nawet gdy spróbuje, nie uda jej się niczego zmienić.
     W końcu daje za wygraną i wyłącza laptopa. Próbuje zasnąć, ale bez niego, bez Zayna, nic nie jest proste. Praktycznie wszystko sprawia jej problem. Praktycznie każda myśl przynosi ból.
- Czy on też to czuje? - pyta siebie samą. - Niee, gdyby tak było, już dawno byłoby po staremu. - odpowiada po chwili.
     Niespodziewanie dla siebie samej wstaje i z kiełkującym w jej głowie pomysłem rusza do łazienki wziąć prysznic. Tam natrętna myśl nabiera mocy, dlatego z łazienki przechodzi do sypialni. W szafie wiszą stroje, które dostała od Zayna, ale których jeszcze nie nosiła, jako, że nie było ku temu stosownej okazji.
     Nie słyszy, gdy Zayn wchodzi do mieszkania a potem do sypialni. Nie zauważa jego miny ani tego, że w chwilę później znika w swoim studiu. Niczego nieświadoma zamawia taksówkę i wychodzi z mieszkania, zabierając jedynie telefon, pieniądze i klucze. Mimo niskiej temperatury nie odczuwa zimna. Rozgrzana wsiada do taksówki i jako adres podaje największy klub w mieście.
     Zayn patrzy na Katyę z okna ich mieszkania na jedenastym piętrze. Serce rozdziera mu smutek. Nie umie skupić się na niczym, nie chce do nikogo dzwonić. Dla niego Katya rzadko się tak szykowała.
     Postanawia zrobić to co ona i wyrwać się z domu. Skoro ona może ot tak iść się zabawić, to on nie będzie jej dłużny. Chce sprawić, by Rosjanka była zazdrosna, dlatego starannie przygotowuje się do wyjścia.
     Gdy jest gotowy, zamawia taksówkę i jedzie do Mango Clubu, największego klubu w Londynie. Wie dobrze, że Katya nigdy by się tam nie pojawiła.

     Katya siedzi przy barze, niepewnie spoglądając w stronę parkietu. Powoli miesza swojego drinka i stwierdza, że lepiej by się czuła, gdyby mogła być na miejscu didżeja.
     Zaczyna pić. Podchodzi do niej wysoki nieznajomy mężczyzna.
- Co robisz tu sama? - zaczepia ją.
- Nie jestem sama. - kłamie. - Poza tym, odreagowuję. - dopowiada beznamiętnie.
- Więc może zatańczymy? - woła i łapie Katyę za rękę. - Jak ci na imię?
- Ka... Katherine. - znów kłamie. - A ty? - uśmiecha się nieśmiało.
- Jason.
     Ruszają w stronę parkietu. Tańczą w milczeniu, uśmiechając się tylko od czasu do czasu nieznacznie. Katya wpatruje się zahipnotyzowana w czarne oczy przystojnego mężczyzny.
- Masz fajki? - pyta niespodziewanie. Ma w nosie swoją astmę.

     Pół godziny później Zayn wchodzi do klubu. Rozgląda się zaciekawiony po wnętrzu i rusza do baru. Zamawia piwo i, opierając się o kontuar, lustruje tańczących. W pewnym momencie, tknięty przeczuciem, spogląda na środek parkietu i rusza w tamtą stronę. Buzując wściekłością, zadaje cios i woła:
- Mam nadzieję, że to oduczy cię tykania cudzych narzeczonych!
     Chwyta za rękę oniemiałą Katyę i wyprowadza ją z klubu. Znajduje wolną taksówkę. W drodze do domu przytula dziewczynę do siebie i szepcze:
- Przepraszam, Katya, jestem idiotą. Będzie dobrze. Wybaczysz mi?


No i jak? Nie przedłużam więcej i mówię, że już praktycznie skończyłam tę część. Został mi do uzupełnienia rozdział pośrodku i... Czekajcie na część trzecią!!!
Poza tym mam kilka spraw:
1. Niedługo zmieni się wygląd bloga, mam nadzieję.
2. Przykro mi, że tyle czekaliście, ale przez długi czas nie było umówionych 10. komentarzy. Poza tym mam full nauki i zajęć, so sorry!! I nie burzcie się, tak jak wy mam swoje życie.
3. Wbijajcie na they-fall-from-the-sky.blogspot.com i komentujcie, proszę!!!
4. Następny rozdział - 10 komentarzy!!!