środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział XX części drugiej

Cześć. Pora, o której to piszę, jest wprost cudowna ;/. Co do Waszych komentarzy - nie bójcie się, nikogo nie uśmierciłam. Ale i tak istnieje prawdopodobieństwo, że mogę przez moją wyobraźnię nie dożyć do pierwszego. Przykro mi...
Dobra, ale już nie smęcę. Czytajcie!!

- Jak się czujesz?
     Do sali wchodzi Sophie. W rękach trzyma tackę z dwoma kawami. Podchodzi do Nialla i całuje go w obandażowane czoło.
- A jak może czuć się człowiek ze złamaną nogą, wstrząśnieniem mózgu i wiecznie pustym żołądkiem? - marudzi blondyn i poprawia się na poduchach.
     Niall trafił do szpitala z nogą złamaną w trzech miejscach, wstrząśnieniem mózgu, paroma pękniętymi żebrami i niegroźnymi ranami otwartymi. Cudem było to, że nie stało mu się nic poważniejszego. Niestety, Liam miał mniej szczęścia; lewa noga została bardzo mocno zmiażdżona, do tego miał złamany obojczyk, uszkodzony kręgosłup i krwotok wewnętrzny. Gdyby nie szybka pomoc ratowników, mogło być po nim. Teraz w najgorszym wypadku będzie jeździł na wózku.
- Ale wiesz, Jula ma mi przywieźć duży gar bigosu, więc nie będzie źle. - uśmiecha się Niall. - Jak Liam, zaglądałaś do niego? - Jego radość wyparowuje, twarz tężeje.
     Sophie potrząsa głową, próbując powstrzymać łzy.
- Tak. Jest z nim... Dość kiepsko. - wzrusza ramionami, próbując pozbyć się spod powiek obrazu nieruchomego Liama, leżącego na szpitalnym łóżku, takiego bezbronnego, połamanego. - Wygląda przerażająco. - wyznaje. - Dlaczego?
     Podaje Niallowi kawę.
- Soph, pojechaliśmy wtedy... Liam pomagał mi w wyborze. Tak, kupiłem dla ciebie pierścionek. Zaręczynowy. A potem... - Głos zaczyna się łamać. - Śmialiśmy się, gadaliśmy, a ja prowadziłem. Ten tir wjechał na nasz pas tak nagle, a z naprzeciwka ciągle coś jechało. Nie miałem jak go wyminąć, nawet nie było czasu. I jeszcze... Gdy się zderzyliśmy, przed oczami mignęło mi moje życie. Pomyślałem, że to już koniec, ale... Zobaczyłem ciebie. - Niall zaczyna płakać. - Było w tobie tyle mocy, mówiłaś, że będzie dobrze, że przeżyjemy. I to była prawda, choć nie do końca.


     Patrzy w oczy Sophie i dostrzega w nich morze łez, ale też ocean miłości. Wsuwa ostrożnie rękę pod poduszkę i mówi:
- Gdybym mógł, uklęknąłbym. Wiem też, że miejsce i moment są jak najbardziej beznadziejne, ale mimo wszystko chcę to zrobić. Soph, nie wiem, co będzie kiedyś, ale jestem pewien, że będę cię wtedy kochał. Więc - Wyciąga dłoń spod poduszki. - Sophie, czy wyjdziesz za mnie?
     Otwiera turkusowe pudełeczko. Blondynka kiwa głową, nie mogąc tym razem powstrzymać łez. Przysuwa się do chłopaka i przytula go delikatnie, podczas gdy on wsuwa na jej palec pierścionek z białego złota, ozdobiony małymi diamencikami.

- Lucy, nie mogę się dzisiaj z tobą spotkać. Jedziemy do chłopaków, a potem mamy małe wystąpienie. - mówi Harry i rozłącza się.
     Nie czeka na odpowiedź, bo i tak by się jej nie doczekał. Odkąd w Londynie pojawiła się Iga, dziewczyna się zmieniła; do tej pory pomocna, uśmiechnięta i miła, teraz ignoruje każdego, chodzi naburmuszona, jest agresywna i złości się o byle co. Nie mia dla niej ostatnio dobrego wytłumaczenia na cokolwiek.
     Kręci głową i wysiada z czerwonego forda. Podnosi głowę do góry, odgarnia z czoła niesforne loki i zauważa w oknie piątego piętra blond grzywę Sophie. Oddycha głęboko i, nie zważając na otaczający go tłum dziennikarzy, rusza w stronę wejścia do szpitala.
     Dlaczego ostatnio mają takiego pecha? Co przyciąga do nich te wszystkie nieszczęśliwe wypadki? Harry wie, że na niektóre pytania nigdy nie będzie odpowiedzi.

     Spojrzała na niego przez łzy. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, co stało się pięć dni wcześniej, w sobotę. To zastanawiające, jak kruche jest ludzkie życie. W jednej chwili jesteś zdrowym, odważnym człowiekiem, w następnej możesz być już tylko wrakiem.
- Liam? - szepcze Danielle.
     Wpatruje się w zastygłą twarz chłopaka. Znaczą ją zadrapania, szwy i zabliźniające się rany. Pogrążony we śnie zdaje się należeć do innego świata. Jednak jest jeszcze za wcześnie, by anioły mogły upomnieć się o swego brata.
     Na nic by się zdało cofnięcie czasu, zmiana biegu wydarzeń; to jest jak widać wpisane w ich karty losu.
     Liam otwiera oczy i mruga nimi przez dłuższą chwilę. Przekręca bardzo powoli głowę w stronę Danielle i uśmiecha się delikatnie.
- Jak żyjesz? - pyta cicho.
- To ja powinnam cię o to zapytać. - mamrocze dziewczyna. - Wiesz, święta czwórka dzisiaj zajrzy do ciebie. Ale jak się czujesz?
- Lepiej, serio. Ale noga jest okropna. - Wskazuje na szyny, gips i wszystkie te opatrunki, pokrywające całą lewą nogę. - Usiąść nie usiądę, ale już mam dość ciągłego leżenia. - wzdycha.
     Do sali zagląda Harry i wprowadza wózek z Niallem.
- Cześć i czołem, kluski z rosołem. - śmieje się Niall. - Jak leci, inwalido?
     Przekomarza się z Liamem, rozmawiają o wypadku jak o zdarzeniu jak najbardziej na porządku dziennym. Obaj rozumieją, że mieli ogromne szczęście, dlatego nie rozpaczają. Cieszą się z tego, co podarowało im życie, ale przede wszystkim z każdego nieznaczącego drobiazgu. To trochę tak, jak odzyskanie kogoś, kogo się dawno utraciło.

     Harry wsiada do auta i już ma odjeżdżać, ale ktoś puka w szybę od strony pasażera. Zerka w tamtą stronę i spostrzega Igę. Uchyla okno i patrzy na nią wyczekująco.
- Cześć, możemy pogadać? - pyta dwudziestolatka. - Ale nie tutaj, to zbyt osobiste. - uśmiecha się przepraszająco.
- Nie wiem. - odpowiada chłodno; ma dość tej dziewczyny.
- To dotyczy Lucy. - Iga przybiera zmartwiony wyraz twarzy. - Boję się o nią.
     Harry wzdycha i zaprasza ją gestem dłoni do środka. Prowadzi w milczeniu, podczas gdy Iga trajkocze na tematy niezwiązane z Lucy. Po kilkudziesięciu minutach, kiedy zatrzymują się pod adresem wskazanym przez dziewczynę, Styles ma jej już serdecznie dosyć.
-No więc co chciałaś mi powiedzieć? - pyta ostro.
     Dwudziestolatka milknie nagle, zakłopotana. Pochyla się w stronę chłopaka i szepcze:
- Podejrzewam, że Lucy bierze narkotyki. Byłam u niej ostatnio i znalazłam dowody w jej szafie. - Odwraca głowę i wygląda przez okno. - Poza tym przypomnij sobie jej zachowanie w ostatnim czasie... Co z tym zrobisz? - pyta niepewnie.
- A co mogę? Nawet nie wiem, czy mówisz prawdę. - odpowiada Harry i zamyka oczy; zastanawia się.
- Nie wierzysz? - szepcze cicho. - Możemy tam teraz pojechać i to sprawdzić, jeśli chcesz. - proponuje.
- Nie dziś, dobrze? - prosi Harry. - Mam wszystkiego dosyć.
     Iga wysiada bez słowa i patrzy, jak Harry odjeżdża.

- Ola, możemy porozmawiać? - pyta jej matka, stojąca pod drzwiami jej mieszkania.
- Dlaczego?
- Aleksandro, dlaczego nas ignorujesz? Rozumiem, opuściłaś ślub i wystawiłaś na pośmiewisko. - mówi spokojnie. - Może zaczniemy od nowa i pobierzecie się?
     Ola siada na podłodze w korytarzu i opiera głowę o szafkę na buty. Nie umie odpowiedzieć na pytania mamy. Wie jedno: nie chce brać ślubu; nie z Igorem.
     Odkąd pamięta, mama była kimś, komu mogłaby się zwierzyć. Zawsze była w domu, miała czas dla córki i jej go poświęcała. Nie dbała o nic tak starannie, jak o Olę. Zawsze też stawała po jej stronie, gdy ojciec miał o coś pretensje. Niestety, gdy Aleksandra miała czternaście lat, firma ojca stała się ważna na rynku kosmetycznym. Mama zaczęła wtedy wychodzić z mężem na bankiety, prezentacje, bale; w domu pojawiała się coraz rzadziej, zajęta dbaniem o wizerunek i reputację. Córka zeszła na dalszy plan. Wtedy też zaczęły się surowsze wymagania wobec Aleksandry. Niewiele rzeczy mogła robić samodzielnie, bez wiedzy lub zgody rodziców, bo "co ludzie by powiedzieli!".
 - Sęk w tym, że nie chcę. - zaczyna wolno. - Chcę, byśmy byli taką rodziną, jak choćby siedem lat temu. Zanim zaczęło się to wszystko w firmie. Bo wtedy się zmieniłaś. Przestałaś zauważać, co jest dla mnie dobre, a co złe. Kiedyś bez problemu byś to wiedziała. Teraz już chyba nie, skoro nie umiesz zrozumieć nawet tego, że nie chcę tego durnego ślubu, że chcę tu zostać, że chcę, żeby w naszej rodzinie było jak dawniej... Mamo, czasy się zmieniły. Nie jestem mała i widzę, co się dzieje. To mnie boli, tym bardziej, że to wasza wina. Przepraszam, że jestem taką córką, ale nic na to nie poradzę. - rozpłakuje się.
     Słysząc to, do oczu Barbary Gajdy napływają łzy. Wpatrzona w opinie ludzi i swoją pozycję, nie podejrzewała nawet, że aż tak krzywdzi swoje jedyne dziecko. Zrozumiała, że to ostatnia szansa od losu, by nie stracić na dobre córki. Ale najpierw powinna dać jej czas. Nic na siłę.
- Przepraszam, Olu. - szepcze i odchodzi spod drzwi, pospiesznie poprawiając szarą garsonkę i osuszając kąciki oczu wierzchem dłoni.

     Dziennikarze i fani zebrali się na spotkaniu prasowym z One Direction. Sala, choć ogromna, jest już prawie pełna. Wszyscy chcą wiedzieć, co się dzieje w zespole po wypadku, a przede wszystkim, co z Liamem i Niallem.
     Przez boczne drzwi wchodzą Zayn, Harry i Louis. Zajmują swoje miejsca, a po chwili dołączają do nich Paul i Simon Cowell. Na ich widok niektórzy zadrżeli.
- Witamy wszystkich i dziękujemy za przybycie. - zaczyna Zayn. - Mamy do przekazania kilka informacji.
- Otóż, jak wiadomo, Liam i Niall mieli wypadek. Nie bójcie się, ich życiu już nic nie zagraża. - oznajmia Harry. - Jednak, nim wrócą do zdrowia, minie dużo czasu.
- Mamy nadzieję, że to niczego nie zmieni. Dziś przez naprawdę długi czas dyskutowaliśmy na ten temat w piątkę, ale i z mnóstwem innych osób. Każdy, kto jest jakoś bliżej powiązany z zespołem, wyraził swoją opinię i musieliśmy pogodzić się ze sporą krytyką. I w końcu podjęliśmy decyzję, choć nie było łatwo. - mówi Louis. - A mnie, jako najstarszemu z grupy, przypadła ta niewdzięczna rola.
     Nikt nic nie mówi, każdy czeka na to, co na nadejść. Chłopcy, choć wypadałoby powiedzieć, że mężczyźni, wcale się nie uśmiechają. Smutno rozglądają się dookoła, patrzą na twarze wszystkich. Także Paul i Simon milczą; jest to milczenie złowrogie.
- Nie ma z nami Nialla i Liama, którzy są w szpitalu. Nasza decyzja... Mieliśmy na nią wpływ całą piątką, tylko my. To nie było zależne od naszych krewnych, bliskich. - kontynuuje Tomlinson. - Przeżyliście z naszą piątką cztery niezwykłe lata, za które dziękujemy. Dziękujemy ci, Simonie, za to, że dałeś nam szansę i za to, że dzięki tobie i innym mogliśmy się wybić. - Spogląda w stronę mężczyzny.
     Louis bierze głęboki oddech i mówi dale drżącym głosem:
- Tak, to prawda. Dorośliśmy.Zaczynamy dorosłe życie. I choć pewnie jeszcze przez długi czas będzie wokół nas szum i wszystko z tym związane... Rozwiązujemy zespół. - W jego oczach błyszczą łzy. - Wszyscy. Kto wie, może jeszcze kiedyś połączymy się w zespół. Ale dziś... To koniec One Direction. Koniec naszego zespołu. Przepraszamy wszystkich, dla których byliśmy bądź jesteśmy ważni. Przepraszamy, że nie zagramy już nigdy koncertów, które były w planach. Nie udzielimy już więcej wywiadów jako członkowie One Direction. Przepraszamy wszystkich. - kończy i chowa twarz w dłoniach. - Nie sądziłem, że to tak cholernie trudne. - szepcze sam do siebie, prawie bezgłośnie.

Cholera, przepraszam Was. Ale musiałam. Wiemy, że ten koniec kiedyś nadejdzie. Jak na razie - tylko w fikcji literackiej. Kurczę, włączyłam sobie wszystkie piosenki 1D i prawie ryczę. Było mi tak okropnie smutno, gdy pisałam zakończenie rozdziału, że nie wiem, jakim cudem ja jeszcze się nie zapłakałam... Aha, no tak. Przecież to się nie dzieje naprawdę :) Jakiś plus.
Ale przyznacie, że opisy i w ogóle niektóre dialogi były *biste :D
Wiecie... Kocham Was, moi czytelnicy. Za to, że chce Wam się to w ogóle czytać, że tu wracacie... Podziwiam ludzi, którzy, jak piszą w komentarzach, siedzą przed kompem po parę godzin z rzędu, żeby przeczytać opowiadanie od początku. To jest dla mnie naprawdę niesamowite i Wasza obecność daje mi kopa, by pisać dalej, by przepisywać rozdziały w środku nocy. Ale to i tak dla mnie coś cudownego ;***
Ale żeby nie było za słodko, zjedźcie mnie, od stóp do głów za ten rozdział. Należy mi się, co nie?? I co w ogóle o nim powiecie, hm? :) O, i mam wiadomość miesiąca! Nie chcę zapeszać, ale powstaje nowy rozdział, po prawie miesiącu blokady. Fajnie, nie? No okej, przez tą całą blokadę i brak pomysłów niemiłosiernie skrócę część, ale chyba mogę obiecać, że przed pierwszymi urodzinami bloga (24. listopada) pojawi się pierwszy rozdział trzeciej części. Oczywiście, o ile odpowiednio wcześnie wyrobię się z drugą częścią. :)

I na zakończenie taka rutynka:

10 komentarzy - następny rozdział

Damy radę? Mam nadzieję. :)

Bye ;***

13 komentarze:

My life:) pisze...

Gdy tylko dowiedziałam się, że w twoim opowiadaniu wszyscy żyją, to kamień spadł mi z serca... Ale gdy się to do mnie doszło, to byłam prawie pewną, że to za co przyjdę i cię zabije to koniec zespołu :D Oczywiście żartuje, żeby nie było :) Pisałam ci kiedyś, że ja bardzo trudno się wzruszam? To tym razem akurat ci się to udało. Na koncówce zrobiło mi się tak.... Hmm... Cholernie smutno.. Ale nie jestem na ciebie taka zła, bo wiem, że to kiedyś się stanie. Uff..Spokojnie, narazie o tym nie myślimy :) A po drugie, jak czytam większość opowiadań, to nie chodzi głównie o zespół, lecz ich życie. Więc gdybyś kogoś zabiła to dopiero.. Ale rozdział jest genialny. Dobrze, wiesz, że cię kocham? Wiesz. Ale przez Ciebie dziś cały dzień będę łaziła dobita, bo... Bo po prostu tak mam!!! Mam taką małą nadzieję, że może jeszcze kiedyś znowu będą zespołem... Narazie jest tak jak jest, trzeba żyć dalej :) Boże, dzięki, że to tylko opowiadanie :* Dobra, rozpisałam się, ale zasługiwałaś. Czekam na następny ;3

Ja Kotecek pisze...

Świetny :) Nie odwiedzałam bloga, wyjazd i te sprawy(więc dopiero teraz widzę) ale nowy wygląd bardzooooo mi przypadł do gustu :) Czekam na kolejny i jestem ciekawa jak potoczą sie dalej sprawy. Weny :>

Marciak pisze...

Eh... No kiedyś na pewno się to stanie . Na szczęście to tylko w opowiadaniu. Zobaczymy co będzie dalej . Powrót do zdrowia Liama i Nialla , i wgl. Do następnego ;)

Ewa Ewusia pisze...

Świetny rozdział. Zapraszam na mojego nowego bloga, może ci się spodoba:
i-miss-love-charlotte-1d.blogspot.com
Jest już prolog, a niedługo pojawi się pierwszy rozdział.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Super rozdział, szkoda, że to koniec zespołu. Zyczę dalszej weny

Anonimowy pisze...

ssssssssssssssuper pisz dalej i będzie spoko :)

Anonimowy pisze...

Masz cudownego bloga. Ale głupio, że rozwaliłaś One direction

Anonimowy pisze...

Pomysłowy rozdział. Pisz też nna tym drugim blogu. Plissssssss

wariatka pisze...

Supcio supcio. Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Choć prawdę powiedziawszy nie wiem co w nim będzie. Przecież zespół się rozpadł :*(

ktoś pisze...

Fajny blog. chyba najlepszy o one direction jaki czytałam. Zyczę dużo weny

Ewa Ewusia pisze...

Nominowałam cie do Liebster Award

Etsia pisze...

Twój blog został nominowany do "Versatile Blogger Award". Więcej informacji znajdziesz na: http://the-dark-side-of-one-direction.blogspot.com/ na stronie "Versatile Blogger Award".
Pozdrawiam xx

Anonimowy pisze...

Bardzo wciągające *.*

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)