środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XVIII części drugiej

Cześć, moi kochani! Jak mija ostatni miesiąc wakacji? :) Mi - średnio. Ale ja nie o tym. Dziękuję Wam za to, że tak licznie zaglądacie na tego bloga, to dla mnie naprawdę niesamowite. Niesamowite dlatego, że nigdy nie spodziewałam się, że mój blog będzie tak... Popularny?? Prędzej - lubiany. Nie podejrzewałam też, że odwiedzicie go ponad 30 tys. razy. Tak, przekroczyliście ową liczbę, a gdy to zobaczyłam, prawie popłakałam się ze szczęścia. Ta myśl, że ponad osiem miesięcy pisania opowiadania i prowadzenia bloga nie poszło na marne, jest naprawdę cudowna. Dziękuję :*****
A teraz zapraszam do czytania.

     Rozgląda się po hali przylotów. Powinni gdzieś tutaj być! Nerwowo ściska rączki wózka, w którym wiercą się siedmiomiesięczne bliźnięta. Uśmiecha się do nich i poprawia Tommy'emu kombinezon. Gdy pochyla się nad wózkiem, ktoś dotyka jej pleców. Prostuje się i wpada w objęcia Tomlinsona.
- Jula, tęskniłem. - wyznaje do jej ucha i całuje dziewczynę w usta. - A ty?
- Chyba tęskniłam mocniej. - uśmiecha się i przytula do Louisa. - Tak samo jak maluchy.
     Louis pochyla się nad bliźniakami i wyciąga Victorię. Głaszcze ją po główce, uśmiecha się i przytula małą do siebie. Przygarnia do siebie i Julię z Tommy'm na rękach. Tworzą teraz, wtuleni w siebie po długiej rozłące, iście bajkowy obrazek, którego nie przerywa reszta chłopaków wraz z dziewczynami.

- Nie no, tak długo się nie widzieli... Może by tak więcej czułości? - szepcze Harry. - Może jakieś buzi-buzi, łzy szczęścia, nie wiem, no... Ale to tylko moja sugestia. - dodaje, gdy spostrzega miny Julii i Louisa.
     Ruszają w stronę wyjścia. Louis prowadzi wózek dziecięcy i trzyma Julię za rękę. Wymieniają między sobą uwagi dotyczące rozłąki.
- Już więcej nie wyjeżdżaj na tak długo. - prosi szatynka. - Bez ciebie było gorzej.
- Jeśli się pobierzemy, nie będzie tego problemu. Albo wtedy odejdę z zespołu, albo będziecie jeździć z nami w trasy. - uśmiecha się Tomlinson.
- Wybieram drugą opcję. Ale pobierzemy się tylko wtedy, kiedy nauczysz się całkiem przyzwoicie polskiego i zrobimy wielkie polskie wesele w remizie. - zastrzega Julia. - Ja dla ciebie opanowałam angielski, zamieszkałam na stałe w Londynie i mam z tobą małe dzieci - śmieje się. - więc ja też czegoś chcę.
- Ej, to nie fair. - mamrocze. - Polski jest okropnie trudny.
- No to ślubu nie będzie. - Kończy dyskusję Polka i zapina Tommy'ego w foteliku w czarnym vanie.
     Louis robi to samo z Victorią, a następnie siada obok Julii, między fotelikami. Z przodu siedzą Niall i Sophie. Przez całą drogę wszyscy milczą, pogrążeni w rozmyślaniach.
- Louis, musimy później pogadać. - mówi Julia, wysiadając pod domem.
     Zabiera córkę i wchodzi do domu. Gdy przebiera ją w sypialni, przychodzi Louis z Tommy'm. Bez słowa zajmują się dziećmi, po czym kładą się z nimi na łóżku.
- O czym chciałaś rozmawiać? - pyta Louis po dłuższej chwili. Jest zaniepokojony; nie ma pojęcia, co chce mu przekazać narzeczona. - Jula?
- Nie denerwuj się. - uspokaja go uśmiechnięta dziewczyna. - Chodzi mi o to, że skoro jesteś, to może rozejrzymy się za rzeczami, które będą nam potrzebne w przyszłym roku do domu, jeśli chcemy tam zamieszkać.
- Uff... A już myślałem, że znów chcesz mnie zostawić. - wzdycha z ulgą. - Nad wszystkim pomyślimy. - uśmiecha się. - Jula... A co ze ślubem? Nie chcesz być moją żoną?
- Już ci mówiłam, albo nauczysz się polskiego i robimy wesele w Polsce, albo jesteśmy razem, ale bez ślubu. - wzdycha Polka.
- Mogę negocjować? - prosi.
- A czy to coś zmieni?
- Nie wiem. Ale powiem ci, że bardzo cię kocham. - Louis pochyla się nad narzeczoną i całuje ją w usta.
     Julia układa Victorię na poduszkach, obok Tommy'ego, i poprawia bluzkę odsłaniającą kawałek brzucha. Odwzajemnia pocałunki Louisa. W pewnej chwili wplata palce w jego włosy i utrzymuje twarz Tomlinsona parę centymetrów nad swoją. Ich gorące oddechy mieszają się ze sobą, ciała splatają w uścisku. Julia wpatruje się w mężczyznę, który należy do niej. A ona do niego... Przygląda się każdemu szczegółowi jego twarzy. W kącikach oczy ma drobne zmarszczki mimiczne. Jego malinowe usta są wąskie i nierówne, ma wysokie czoło, zęby nie są idealne, a oczy są małe. Ale to właśnie te niedoskonałości, defekty czynią go niepowtarzalnym. To za to, że nie jest idealny, tak go kocha. Ale to przecież tylko człowiek. Utalentowany, całkiem przystojny, ale wciąż człowiek.
- Takiego cię kocham. - szepcze i zatapia swe usta w jego.
     Dzielą się drobnymi pocałunkami, leżąc obok siebie. W końcu odsuwają się od siebie i układają między sobą bliźnięta. Victoria przytula się przez sen do Louisa.
- Wiesz co? - szepcze Tomlinson. - Mam świetny pomysł.
- Tak, znowu coś wymyśliłeś... Ciekawe, co tym razem? - na twarzy Julii maluje się coś na kształt uśmiechu i zaciekawienia.
- Bo wiesz, widziałaś się z moim dziadkiem może raz. On jeszcze nie widział na żywo smerfów, więc co ty na to, żebyśmy go odwiedzili w sobotę?
- No dobra, to faktycznie świetny pomysł. - przyznaje Julia. - Ale dlaczego jutro? Poza tym to długa droga, nawet bardzo, będziemy mogli gdzieś przenocować?
- Przenocujemy u mojego dziadka.
     Louis wzrusza ramionami, urywając temat. Wstaje i zanosi Victorię do pokoju dziecięcego.Podnosi ją i trzyma z tak niezwykłą czułością i delikatnością, jak potrafi tylko on, Louis Tomlinson. Mięknie przy dzieciach, to prawda. Aż nie dziwi fakt, że chciałby mieć liczne potomstwo
- Ale jesteś zainteresowana? - pyta Louis po powrocie.
- Tak, Lou, jestem... - wzdycha. - Ale wydaje mi się, że powinieneś odpocząć po trasie, dać trochę na wstrzymanie i...
- Gołąbeczki, może mi wytłumaczycie, co jest grane? - Do pokoju wpada Harry. - Przyszła jakaś blondynka, nawet ładna, zdjęła kurtkę i jak nie zacznie szybko mówić w innym języku i płakać. Wyszedłem do niej z kuchni, zapytałem, co się stało, a ona najpierw się zdziwiła, a potem zaczęła płakać jeszcze głośniej, szlochać, i wyleciała z domu. Ale jedno powiem, miała fajne loki.
- Ola! - Julia podrywa się na nogi.
- Kto? - Harry nie rozumie.
- Aleksandra, moja przyjaciółka, która przyjechała z Polski ponad miesiąc temu. Ma problemy z rodzicami, czasem nocowała w pokoju gościnnym. A teraz pewnie przeżywa kolejną akcję wydziedziczania przez ojca.
- Faktycznie, miała powody... - przyznaje Louis. - Więc co z nią?
- Muszę ją znaleźć. Ola nie jest w stanie wykonywać zwykłych czynności, jeśli denerwuje się lub płacze.
- Odpalić auto? - pyta Harry, a Julia przytakuje, patrząc na niego z wdzięcznością.
- Louis, zostań. - prosi chłopaka, gdy Styles wychodzi. - Z powodu dzieci. Ale też dlatego, że cię proszę. Mam nadzieję, że wyrobimy się w dwie godziny. Jeśli do tego czasu jej nie znajdziemy, wrócimy. Dobrze? - dotyka opuszkami palców jego twarzy i patrzy mu prosto w oczy.
- Julia... Dobrze. Ale niech Harry będzie ostrożny. Nie chcę, żeby doszło do jakiegoś wypadku, tym bardziej, że robi się ciemno. - obejmuje narzeczoną i całuje ją w czoło. - Idź, nie traćcie czasu.

- Nie chcę, żeby coś się jej stało. - szepcze nerwowo szatynka.
- Spokojnie, powinna się znaleźć. - uspokaja ją Harry. - Opowiesz mi trochę o niej? Chcę wiedzieć, kogo ratuję.
- Olka... Ma bogatych rodziców, właścicieli olbrzymiego koncernu kosmetycznego. Zaplanowali jej małżeństwo z synem właścicieli sieci hoteli. O nim wiem tyle, że ma trzydzieści lat. Ojciec postawił Oli warunek, że jeśli nie wyjdzie za mąż za tamtego faceta, zostanie wydziedziczona. W końcu, gdy dowiedziała się, że tutaj, w Londynie, wiodę niezłe życie, wyjechała z Polski. Studiuje dziennikarstwo, papiery złożyła już dawno, choć nie wiedziała, czy w ogóle uda jej się przyjechać. W międzyczasie narzeka na odwiedziny rodziców, którzy próbują zmusić ją do powrotu.
- Kiepsko. - stwierdza Styles. - Jaka ona jest?
- Uśmiechnięta, towarzyska, lubi pożartować. A przynajmniej taka była, zanim ich nazwisko zaczęło coś znaczyć, a ojciec zniszczył jej nastoletni świat. Chce zostać dziennikarką, jest trochę leniwa, ale świetnie gotuje. - Julia mimowolnie uśmiecha się na te słowa.
- To ona?
     Harry wskazuje po lewo na blondynkę w granatowym płaszczu, z brązową torbą przewieszoną przez ramię.
- Tak. Zatrzymaj się. - otwiera okno i wychyla głowę. - Ola! - woła. - Ola, chodź!
     Blondynka obraca się w miejscu i patrzy na przyjaciółkę. Makijaż, rozmazany przez łzy i deszcz, który niedawno zaczął padać, upiornie ozdabia bladą twarz dziewiętnastolatki.
- Zostań u nas! - prosi, wołając po polsku. - Nigdzie cię nie puszczę w takim stanie, dobrze o tym wiesz.
     Aleksandra wzrusza ramionami, przechodzi przez pasy i wsiada do auta. Szepcze coś do siebie i wyciera twarz chusteczkami.
- Ola, co się dzieje? - pyta Julia.
- To samo, co przez ostatnie półtora miesiąca. - wzdycha ciężko. - Prawnicy nie pomagają. Byłam u jednego i stwierdzam, że to był niewypał. - Rozgląda się po wnętrzu czerwonego forda. - Gdzie jedziemy?
- Do domu. - odpowiada Julia i przestawia się na angielski. - Ola, poznaj Harry'ego. Harry, to Ola.
- Nie przywitam się, bo prowadzę, ale bardzo mi miło. - uśmiecha się Harry i patrzy na dziewczynę poprzez lusterka.
- Nawzajem. - Aleksandra smutno kiwa głową.

Przepraszam, średnio mi wyszedł. Ale muszę przyznać, że to w sumie ostatni taki całkiem wesoły, pozytywny. Za następne dwa jestem gotowa ponieść męczeńską śmierć. Dlaczego? Bo jestem okropna. Nie, nikt nie umrze, choć będzie niewiele brakowało, ale jednak...
Dobra, miałam przerwę w pisaniu podsumowania rozdziału i w trakcie tej przerwy pewna dziewczyna (nie, nie czyta bloga ani nic) zniszczyła doszczętnie mój humor. No cóż, spróbuję żyć dalej, chociaż będzie to trudne, bo to sprawa natury sercowej.. Dobra, nieważne. I dziękuję Mai, że podnosi mnie w tej chwili na duchu :**
A ja mam dla Was jeszcze jedną wiadomość... Trzy wiadomości. Otóż:
1. Przez najbliższy tydzień prawie na pewni nie pojawi się żaden rozdział.
2. Prawdopodobnie blokada twórcza minęła, o czym świadczy rozdział, który udało mi się w końcu dokończyć.
3. Najprawdopodobniej zrobię w niedzielę wieczorem TwitCama! Chociaż szczegóły i tak podam z wyprzedzeniem.

A teraz komentujcie, chociażby po to, żeby Wasze komentarze podniosły mnie na duchu :) A potem zapraszam na prolog tutaj: Coś pomiędzy Piekłem a Niebem. Komentujcie, proszę!!!

10 komentarzy - następny rozdział

Bye :*

9 komentarze:

Szakalika lpsLand pisze...

No ale o ja mam ci pisać kochanie? :)
Rozdział cudny jak zwykle i coś mi motylki nad uchem brzęczą, że Hazza poczuł miętę do Oli ;D
Czy się nie mylę :) A Louis, Julia i bliźniaki są słodziutką rodzinką ^^
Serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga (jeśli znajdziesz czas) life-with-four-problems.blogspot.com
Prolog powinien pojawić się za niedługo. Jeszcze napiszę dokładnie kiedy ^^

Marciak pisze...

Na początku myślałam, że jak Lou i Julia będą mieli dzieci to opowiadanie stanie się nudne, monotonne i wgl, że nie będzie mi się chciało tego czytać. Pff... ale jak zwykle.. Julka(w sensie że TY :P) musiała coś wymyślić, żeby mnie przekonać do dalszego czytania :D Ah Ty nie dobra :P Rozdział wspaniały , jak zawsze . Weny . Do następnego Bye :*

My life:) pisze...

Sorki, że tak późno, ale ostatnio mam problem z internetem :) Rozdział super... I znowu akcja z Olą :)Louis i Julka razem.. W końcu C: Hmm..
Cieszę się, że blokada już Ci przeszła ^^ Czekam na następne dzieło :D

Anonimowy pisze...

Czekam na rozwinięcie wątku Oli :)
a tak ogólnie to pierwsza i druga część super ;)

Rose i Lena pisze...

Przeciez ja skomentowalam ten rozdzial! tylko sie pewnie konentarz nie dodal..
fajnie jak zawsze! czekam na cd!
Rose

Emma Sparks pisze...

Louis i Julka - przecudowna scena! ;) Takie to słooodkie ;)))
Nie mogę się doczekać nexta'a ;)
Wpadłam dzisiaj tutaj po raz pierwszy i na pewno będę to czytać!

P.S. http://whenever-you-kiss-him-im-breaking.blogspot.com/
Wejdziesz? Bardzo mi zależy, dopiero zaczynam ;))
Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad ;))

Anonimowy pisze...

świetne ;)

Czekamy na następny ! :)

Anonimowy pisze...

Czytam twoje opowiadanie do pewnego czasu i bardzo mi się podoba. Pisz dalej. Czekam na następne.
Ps. Masz talent dziewczyno :))

Anonimowy pisze...

superaśnie akcja się rozkręca. Kocham to.

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)