wtorek, 16 lipca 2013

Rozdział XII części drugiej

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Dotyczy każdego!

Everybody pomarańcze, ludzie wchodzą, a ja tańczę! Dlaczego? Otóż w niedzielę odwiedziliście bloga 285 razy, wczoraj AŻ 531, a dziś, jak do tej pory, 257 razy! Szkoda tylko, że tak mało komentujecie. :(
A teraz czytajcie!
PS Nie zabijcie mnie za ten rozdział. 

- Cześć, kiedy będziecie? - pyta Niall.
- Za kwadrans. Zaraz wychodzimy od rodziców Julki. - odpowiada Louis i rozłącza się.
     Odkłada telefon i patrzy na pozostałą szóstkę, która gapi się na niego jak cielę na malowane wrota.
- No co? - pyta zdziwiony. - Będą za jakieś piętnaście minut. Em... - śmieje się nerwowo, jak to ma w zwyczaju. - Dziewczyny, nie wystraszcie się jak wejdą, bo... No, nie zdziwcie się. Zresztą, komu ja to mówię...
    Liam, Harry i Zayn nie zwracają już na niego większej uwagi, pochłonięci oglądaniem meczu. Katya, z słuchawkami w uszach, pisze coś na telefonie. Natomiast Sophie i Danielle przechodzą do kuchni, by skończyć szykować obiad.
- A ja to pies? - pyta Niall i idzie za dziewczynami po swoje kanapki. - Od razu lepiej. - mamrocze.


- Panowie i panie, szykujcie się na małe powitanie. - oznajmia Horan dwadzieścia minut później, wracając z korytarza.
    Pierwszy zrywa się Harry, zaraz po nim z kuchni wychodzą dziewczyny. Tylko Katya , Zayn i Liam pozostają na swoich miejscach.
    Otwierają się ze skrzypnięciem drzwi wejściowe. Ledwo do korytarza wchodzą Julia i Louis, już Harry rzuca się na nich z uściskami.
- Ładnie to tak was zostawiać samych. - śmieje się. - Od razu ostro rozrabiacie.
    Przytula mocno Julkę i dotyka jej brzucha przez kurtkę.
- Jednak Tommo nie kłamał! Niech no ja was jeszcze uściskam. - przytula mocno oboje. - A wiecie... Bo jest taka sprawa, z którą moglibyście się już oswoić. Skoro będziecie mieli od razu dwójkę, to tak pomyślałem, że wzięlibyście mnie na chrzestnego, jeśli byłaby to dziewczynka. Co wy na to? - uśmiecha się.
- Harry, myślę, że jest jeszcze na to czas. Jakby na to nie patrzeć, zostały nam jakieś dwa miesiące. - odpowiada Louis.
- A czy ja coś mówię? Czy ja się narzucam? - śmieje się.
- Że wy... Niall, czemu ja nic nie wiem? - pyta Soph.
- Ja też nic nie wiem. - dodaje Danielle.
- Mówiłem, nie zdziwcie się. - broni się Horan.
- Jula?
     Z salonu wychodzi Katya. Natychmiast podbiega i przytula przyjaciółkę.
- Strasznie przytyłaś. - stwierdza i uważnie lustruje Julię wzrokiem. - Aha, rozumiem... Który to miesiąc?

- Czekaj, czekaj. Ty cały czas byłaś we Francji? - pyta Sophie. - Jak tam jest?
- Całkiem ładnie i ciepło. - Julia przytula się do Louisa. - Ale nie tak ładnie jak tu i w Polsce.
- Julka, ale dlaczego nie dałaś żadnego znaku, że gdzieś tam jesteś? - Katya bacznie przygląda się dziewczynie.
     Julia nie wytrzymuje i wstaje. Wyrzuca bliskim, że zachowują się jak na przesłuchaniu i wciąż wałkują ten sam temat. Zapytalibyście lepiej, jak się czuję ja, jak maluchy. 'To jest teraz ważniejsze, ale, jak widać, nie dla was', żali się i wychodzi do pokoju Louisa na piętrze.
- Wiesz, Niall, Julka powoli zamienia się w ciebie. Dużo je i strasznie się rozleniwiła. - mówi Louis, próbując rozładować sytuację.

     Danielle i Sophie wracają do kuchni, gdzie nakrywają do stołu.
- To dzieci, prawda? - pyta parę minut później Sophie i wskazuje na Liama, Harry'ego i Nialla kłócących się o pilota.
- Tak, ale są to też dorośli mężczyźni. Spójrz na takiego Louisa: jest zaręczony, lada moment zostanie ojcem. Liam mówił, że rozglądał się za domem. Przyznaj, że to naprawdę niezwykła przemiana psychiczna. - uśmiecha się Danielle. - Jedyna taka w zespole.
- Taak. - staje w drzwiach. - Obiad! - blondynka woła najgłośniej jak może.
     Niall reaguje od razu; zrywa się z kanapy, podbiega, łapie Sophie za rękę i wchodzi do kuchni. Wkrótce pomieszczenie zapełnia się grupą rozgadanych, młodych ludzi zasiadających do stołu.
- Ja was proszę, dziewczyny, czemu mnie nie zawołałyście? - pyta Harry. - Przecież bym pomógł.
- Rzucając czym popadnie? - sarka Dan. - Nie, dziękuję. Louis - zwraca się do chłopaka - a Julia?
- Śpi. Wolę jej nie przeszkadzać, to wszystko ją przytłacza, a jeszcze mieliśmy niezłą przeprawę z jej rodzicami.

     Po posiłku Harry zaczepia Louisa i prosi o rozmowę. Obaj idą do sypialni Stylesa, gdzie pada pytanie:
- Jakim cudem wciąż jesteście razem? Po tym wszystkim powinniście być osobno.
     Louis przyznaje, że od początku nie było łatwo. Zauważa, że te wszystkie gorsze chwile przybliżały ich do siebie i umacniały więzi. Dlatego tak bardzo przeżywał rozstanie, a potem zniknięcie Julii. Harry opowiada o nici zazdrości o dziewczynę, o goryczy, gdy widzi, jak bardzo się kochają.
- Czasem nie umiem na was patrzeć, to mnie przerasta. Ostatnio mówię jedno, ale myślę coś zupełnie innego. Nawet nie wiem, czy czuję jeszcze coś do Lucy... - zwiesza głowę i siada na biurku.
- Harry, martwię się o ciebie. Powiedz, co leży ci w sercu tam głęboko?
- Nie wiem, nie umiem tego określić. Ale myślę, że wszystko wyglądałoby inaczej, gdybym nie był sławny. Teraz boję się czuć coś do tej osoby, bo boję się, że ona mnie odrzuci, a reszta zmiażdży. - wyznaje. - Lou, jesteś moim najlepszym przyjacielem. Przepraszam cię za wszystko, ale uważam, że to tobie mogę bezgranicznie ufać.
- Hazz, to Julia? - Louis ledwie przełyka ślinę przez ściśnięte gardło.
- Nie, ona była kiedyś. A to... Boję się.
- Harry, proszę, powiedz. - Louis chwyta go za ramiona. - Poczujesz się lepiej, no i przed chwilą sam mówiłeś, że możesz mi bezgranicznie ufać. Więc?
- Nie mogę. To beznadziejne uczucie.
- Harry!
- Na pewno chcesz wiedzieć? - Tomlinson sztywno kiwa głową. - Ty...
- Ja? - Louis nie rozumie. Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z sensu tego słowa. - Ale jak?
- Nie wiem. - Harry wzrusza ramionami. - Po prostu... To takie jakby młodzieńcze zauroczenie. W dodatku silne. Nienawidzisz mnie? - pyta cicho.
- Och, Harry, nie. - Louis siada zrezygnowany na łóżku. - Dla mnie to między nami zawsze było żartami, wygłupami. Niczym więcej. Dalej jesteś dla mnie jak młodszy brat, to wszystko. Co do reszty, nic z tego nie będzie. Kocham Julię, wkrótce na świecie pojawią się dzieci. To z nią chcę iść przez życie i świat. Nadal się przyjaźńmy i... - zauważa łzy na policzkach przyjaciela. - Harry?
- Wiedziałem, że to bez sensu. Życie jest okrutne nawet dla takich szczęściarzy jak ja. Przepraszam, Lou. Ja... Nawet nie wiem, co czuję. - spogląda zaczerwienionymi oczami na Louisa. - To wszystko, możesz iść. Julia jest ważniejsza, czyż nie?
     Louis wychodzi bez słowa. Z nerwów boli go brzuch, zaczyna obgryzać paznokcie. Przetrawia w myślach słowa Harry'ego, aż w końcu decyduje się na powrót do Julii.
     Po cichu wchodzi do środka. Z rozczuleniem patrzy na śpiącą dziewczynę. Podchodzi bliżej, siada na łóżku i całuje ją; najpierw w szyję, potem w czoło.
- Cześć. - ziewa. - Długo spałam?
- Jakieś dwie godziny. Nie jesteś głodna?
     Julia kręci głową i powoli się przeciąga. Louis niepewnie dotyka brzucha i prawie natychmiast zabiera dłoń. 'Kopią', zauważa ze zdziwieniem. Znów wyciąga rękę, uśmiecha się szeroko i obejmuje Julię.
- Kocham cię. - mówią jednocześnie.
- Myślałaś nad imionami? - pyta Louis, wodząc palcem po szyi i ramionach dziewczyny.
- Jeśli jedno z nich będzie chłopcem, będzie miał na imię Tommy. - uśmiecha się.
- A drugi będzie miał na imię Charlie.
- James! - protestuje. - Lub Anthony.
- Harry.
- James. - śmieje się dziewczyna, gdy Lou zaczyna ją łaskotać.
- No to będą Tommy Harry i James Anthony, co? - Julia przytakuje. - A jeśli dziewczynki?
- Victoria? - proponuje.
- Antonina. Albo od razu Victioria Antonina. A druga to Rosalie.
- Rosalie Audrey.
- No, i załatwione. - uśmiecha się Louis.
- I tak zmienię zdanie. - grozi dziewczyna.
     Leżą przytuleni do siebie, ze splecionymi dłońmi i milczą. Nie ma tu miejsca na zbędne słowa.
- Harry, mogę wejść? - słyszą Liama na korytarzu. - Har... Cholera! - wydziera się.
     Louis i Julia podrywają się z miejsc i szybko przechodzą do pokoju Styles'a, gdzie jest już Zayn. Widok, który zastają, nie należy do najlepszych. Na podłodze, wśród ubrań wyrzuconych z szafek, różnych przedmiotów i książek leży Harry, wstrząsany drgawkami i blady.
- Dzwońcie po karetkę! - woła Liam i kuca przy chłopaku. Sprawdza tętno. - Jest źle.
     Louis łączy się z pogotowiem, a Zayn spostrzega kilka pustych opakowań po lekach.

Mam jeszcze szanse na przeżycie?... Jak oceniacie? Ale szczerze ma być!!
Bo wiecie, wzięłam tego Larry'ego tak jakoś... A teraz w dodatku jest to całe zamieszanie wśród Directionerek... No, nieważne. Spróbowałam wczuć się w jednego z nich, jakby to było, gdyby...
No, poza tym naprawdę Wam dziękuję. Jeszcze tylko 5 wyświetleń, i będzie okrągłe 20.000! W dodatku komentarzy jest równe 400. Kolejne rekordy, dziękuję Wam bardzo :***
Mało kto z Was wie, chyba że ci, których mam w znajomych na Facebooku, że od piątku jestem adminką na stronce: Oszczedzaj Wodę, Bierz Prysznic Z Harrym Stylesem :) Więc zapraszam do lajkowania, jeśli są chętni.
A jeśli tyczy się tej stronki, bardzo dziękuję admince Ronnie za niesamowitą reklamę bloga. Dziękuję Ci :*
Co jeszcze... Co do następnych rozdziałów mogę obiecać, że będzie troszkę spokojniej, ale też weselej. Ale Julia będzie miała też humory.
Iii... Wiecie, że pracuję nad rozdziałem o ślubie? :D Jeszcze nie doszłam w opowiadaniu do tego momentu, ale po prostu musiałam przelać pomysły na papier. I dlatego też tak ciężko mi szło z przepisywaniem rozdziału, ale obiecuję, będzie warto. :)

Jeśli jeszcze chcecie coś wiedzieć - piszcie w komentarzach lub na maila (something0more@gmail.com), ewentualnie na stronce, gdzie można mnie znaleźć pod nazwą "Julcajs" :)

Do następnego!
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
A będzie tego dużo. :) Jeśli chcesz, daj adres do swojego bloga, nie musi być o 1D. :) Zrewanżuję się.

7 komentarzy - następny rozdział

5 komentarze:

My life:) pisze...

Ale się namieszało... Kurczę :/
Nie mówię, że to źle, ale jak już wiesz, jestem fanem szczęścia itd, itp.. Ale ogółem jest dobrze, bo gdyby ciągle "świeciło słońce" nie byłoby tak ciekawie.
Choć nie jestem Larry Shippers to mi się podoba ten zwrot akcji. Coś innego. Już szczerze myślałam, że będzie coś w tym stylu, że Julia na tym ucierpi. Jednak nie umiem przewidywać tego co będzie :D
No, ale czekałam na ten rozdział, bo w końcu chciałam się dowiedzieć co nam szykujesz :)
A więc na konec- ja to ja, czyli inaczej- mam nadzieję, że wszystko niedługo się wyprostuje :D Czekam nn :)

Scatterbrained pisze...

Się porobiło... :o Yay, ja osobiście jestem Larry Shipper, więc wiesz, przykro mi. Ale z drugiej strony to gdybym była Lou, też bym wybrała Julię. Tak strasznie czekałam na ten rozdział. Ech, no cóż. Ja mam nadzieję, że nic strasznego Styles'owi nie zrobiłaś. Tego bym nie przeżyła.;< Dobra, nie rozpisuję się za bardzo, bo w sumie nie wiem co i jak, ale czekam z niecierpliwością na następny, pozdrawiam, Majka.xo

Scatterbrained pisze...

+ zapraszam na http://birds-in-a-cage.blogspot.com/
Co prawda nic jeszcze nie zamieściłam, ale pomyślałam, że skoro czytałaś poprzednie to do tego też zajrzysz. Jeśli dodasz się do obs., to będziesz na bieżąco.;D xo

Ronnie (: pisze...

7:45, co robię? Wchodzę na facebook'a w telefonie. Co widzę? Nowy rozdział. :)
Od razu go przeczytałam. :D
Fajnie, że jest taki wątek Larrego. :)
P.S.
Czekam na następny. :3
I doskonale wiesz, że nie skończyłam z reklamami twojego bloga. :D

monisia pisze...

boski :D dawaj następny i zapraszam do mnie
http://unnormalwithonedirection.blogspot.com/
http://myficdaydream.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)