sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział VIII części drugiej

Dzień dobry, drodzy czytelnicy. Jak widać wróciłam i to w całkiem niezłym humorze. :) Mam nadzieję, że i u Was wszystko w porządku. Cóż, moje 'problemy' nie skończyły się zbyt wesoło, ale to nie jest najważniejsze (może innym razem napiszę, o co chodzi).
Z tego też miejsca chciałabym Wam powiedzieć, że wesele się udało. Możliwe, że to dzięki Waszym życzeniom, ale też może dzięki moim kuzynkom Directioners: Juli, Marceli, Olce, Dominice i reszcie rodziny, która sprawiła, że ta impreza była najlepsza na świecie! Pozdrawiam Was :*
Chciałabym też podziękować dziś Majce, Marcie, Kasi, Juli i Julicie za wesołe i wspierające rozmowy na Facebooku i w mailach. Wiedzcie, że to przez Was tak się śmiałam, nie wyrabiałam z pisaniem i...Dzięki wielkie :D
A teraz czytajcie :)


- Co z nią? - pyta zdenerwowany Louis przechodzącą korytarzem młodą pielęgniarkę.
- Z kim? - dziwi się blondynka.
- Z Julią... Juliette...
- Aaa, z nią. - na twarzy kobiety pojawia się coś na kształt uśmiechu. - Już lepiej. To było mocne osłabienie organizmu, a do tego doszły lekka niewydolność płuc i przeziębienie. Niegroźne, ale w jej stanie trzeba na wszystko uważać. Zbyt mało odpoczywała, a za dużo pracowała. Jak pan mógł tak nie pilnować tej przyszłej matki? - pyta z wyrzutem.
- Ale że... Przyszłej matki? - Louis patrzy na nią z niedowierzaniem.
- Oczywiście. - prycha. - Gdzie pan był przez ostatnie pięć miesięcy?
- No ja właśnie dlatego...
- Jeśli chce ją pan zobaczyć, to albo teraz, albo dopiero jutro. - informuje.
    Louis z uśmiechem na ustach i wielkim bukietem czerwonych tulipanów, które kupił jeszcze przed spotkaniem z siostrami Marmouget, rusza do salki, w której leży dziewczyna.
- Julia? - szepcze niepewnie, stając w progu.
- Czyli to nie był sen? - pyta zmęczonym głosem. - Rzeczywiście tu jesteś?
- Czy to źle? - wchodzi do środka i siada na krześle przy jej łóżku.
- Nie.
- Więc nie pytaj, jak cię tu znalazłem. Sam tego nie wiem, ale wierzę, że to przeznaczenie. Ale powiedz, o co chodzi, no bo... Będziemy rodzicami?
- Tak. - Julia niepewnie kiwa głową. - Ale wiesz... To będą bliźnięta. Przyjdą na świat jakoś w kwietniu...
    Louis odkłada kwiaty na szafkę i mocno przytula dziewczynę.
- Co u innych? - pyta Julia.
- O innych pogadamy kiedy indziej. Teraz mi się tłumacz, dlaczego o siebie nie dbałaś.
- Ech, Louis...

- Halo, mamo? - Louis mówi do słuchawki. - Tak, to ja. Nie martw się, nic mi nie jest... Dzwonię, bo chciałem ci złożyć świąteczne życzenia...
- Louis, co ty kombinujesz? - przerywa mu matka. - Znikasz na dwa tygodnie, wcale się nie odzywasz.... Lou, martwiliśmy się o ciebie. I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, synku. A teraz opowiedz, co się stało?
- Jestem, mamo, we Francji i... Mam Julkę. - szepcze z uśmiechem.
- Och, ja... Lou... - Jay odbiera mowę. - Ale jak?
- Opowiem innym razem. Teraz... Julia jest w szpitalu.
- Lou, co z Julią? Dlaczego tam jest? - dopytuje matka.
- Mamo, wolałbym powiedzieć o tym w cztery oczy, bo tak przez telefon to mi głupio, no i w ogóle...
- Louis!
- No bo ten, no... Julia... W kwietniu zostaniemy rodzicami. - wypala chłopak. - To będą bliźnięta. - milknie, czekając na reakcję rodzicielki.
    Tymczasem po drugiej stronie słyszy śmiech i podekscytowane szepty.
- Ale ty tak serio? - pyta Lottie. - Ty ojcem? I to od razu bliźniąt?
- Tak, naprawdę. - odpowiada spokojnie. - Jak najbardziej serio.
- A, hmm... To... No, fajnie. - jąka się Charlotte. - To teraz pilnuj Julki i szybko przyjeżdżajcie do Doncaster.
- Dobrze, dobrze. Myślę, że przyjedziemy po Nowym Roku. Jeszcze mam tylko taką prośbę... Nikomu nic nie mówcie, co? Chłopakom, Paulowi... Nikomu.
- Dobrze. Trzymajcie. - żegna się matka.

- Zuza przy telefonie. Kto mówi? - odbiera trzynastolatka.
- Cześć. - mówi Julia. Nie musi długo czekać na odpowiedź.
- O kurde! Kurde, kurde, kurde! - woła zaskoczona. - Mamo!
- Co jest?
- Ty gadaj...
- Halo?
- Cześć, mamo... - szepcze dziewczyna po polsku.
- Julia? - pyta zdenerwowana.
- Tak. Ja... Przepraszam za to, co zrobiłam. To nie było mądre. Ukrywałam się, jeśli można by tak powiedzieć. Bo nie chciałam już ranić wszystkich dookoła. Nie odezwałabym się też jeszcze pewnie długo, ale Louis mnie tu znalazł i...
- Gdzie jesteś? - przerywa jej mama.
- We Francji.
- Julia... - jej głos drży. - Szukaliśmy cię przez prawie pół roku. Snułam coraz to gorsze scenariusze. Ale teraz... To nieważne. Ważne, że jesteś zdrowa.
- No, prawie. - mamrocze.
- Jak to?
- Jestem w szpitalu. No bo wiesz, powinnam ci już dawno powiedzieć, ale, jak wiadomo, nie bardzo mogłam... - Julia wierci się w łóżku.
- Julia!
- No co? - dziwi się.
- Mów konkretnie.
- Oj... Nie bardzo dbałam o siebie, do tego trochę się pochorowałam. Niby nic ważnego, ale przy dzieciach trzeba uważać... No, to miałaś wiedzieć.
- Jakie dzieci?
- No, a jakie mają być? Normalne, tylko się jeszcze nie urodziły. Zaczynają kopać, a to normalne na początku szóstego miesiąca.
- To bliźnięta?
- Rany... - Julia wzdycha. - No raczej, że tak.
- Ty nie masz nawet dziewiętnastu lat. - złości się mama.
- Ale osiemnaście to już tak. Poza tym dziewiętnastkę będę miała niedługo.
- Już dobrze, dobrze. Po prostu mnie zaskoczyłaś i to dość mocno. Ale wracajcie szybko.
- Dobra... Nikomu nic nie mów, o niczym. Poza tatą, Jaśkiem i Zuzą. Do zobaczenia. - żegna się, gdy spostrzega Louisa stojącego w drzwiach.
    Odkłada telefon na szafkę i gestem zaprasza chłopaka do środka.
- Wiesz, Jula... Chcę wam... nam zapewnić warunki do życia. Z dala od niechcianych dziennikarzy i w ogóle. Dlatego wkrótce odejdę z zespołu. To tylko rzecz przesunięta w czasie. Planowałem odejść po świętach, gdybym cię nie znalazł. - wyznaje Louis.
- Proszę cię, nie popełnij głupstwa. - Julia głaszcze go po policzku. - Omów to z chłopakami. Przemyśl wszystko. Ja tego nie zrobiłam i znasz skutki. Zrób to dla mnie, dla nas, dobrze? - prosi z nadzieją w swych zielonych oczach.


No i jak? Jak dla mnie takie jakieś... Ale niech będzie, następny będzie ciekawszy. No i... Kurczę, wiem, że nie powinnam, ale mam dla Was zapowiedź jednego z dalszych rozdziałów, konkretnie króciutki fragmencik, żebyście zasmakowali :) A więc:

- Lou! Tu są takie fajne traktorki na których można jeździć! - woła Harry zza regału. - Pościgamy się? - wychodzi i rumieni się na widok Polki. - O, Julia. Hmm, no to może sobie darujemy...

Co powiecie? Po prostu uwielbiam ten tekst i zastanawiam się, jakim cudem on powstał. :D
Iii... No cóż, zbliża się koniec roku szkolnego. Będę więc mieć więcej czasu na bloga. <yeah! - krzyknęli czytelnicy> xD
Tak więc już kończę, myślę, że następny rozdział za tydzień. O!, i pochwalę się, że jutro i w piątek występuję z kabaretem. Mam nadzieję, że będzie dobrze. :) A w poniedziałek mam egzamin w szkole muzycznej. :P

Dobra, nie zamulam. Do następnego (6 komentarzy - następny rozdział) :*

PS Zainteresowanym mogę podrzucić w mailu lub na FB moje opowiadanie na konkurs, żeby było co przeczytać i skomentować :)

5 komentarze:

Marciak pisze...

Co tu dużo mowic: słodziutko ;* Tak długo czekałam na ten rozdział *,* i się doczekałam. Mam nadzieję że wszystko będzie okej ;p Do następnego

Ja Kotecek pisze...

No mega <3 Już nie mogę się doczekać tego całego porodu, Lou jako ojca ;D Kurde noo tak fajnie piszesz, mam nadzieje na twoją książkę kiedyś ;3 Egzemplarz z autografem dla mnie! :D Weny ;))

My life:) pisze...

Haha :* Nie no rozawalił mnie ten krótki frament. Cieszę się, że w końcu jest ten rozdział. Jest fantastyczny! Tylko jedno... Lou nie odejdzie z zespołu, prawda?
Już się nie doczekam rozdziału jak Julka wróci do Anglii :)
Występ kabarteu.. No fajnie :) Baw się dobrze :P

Łucja Domieszkiwicz pisze...

Hehe
Świetny ten fragment :D
Normalnie śmiałam sie i śmiałam a ze akurat byłam w Manu to ludzie patrzyli na mnie z miną typu "wariatka" ale spoko :D.
Bardzo cieszę sie ze dodałaś rozdział no i czekam na nn :)

Szakalika lpsLand pisze...

Kochana, zyskałaś nową czytelniczkę ^^ Czytam twojego bloga od wczoraj i muszę ci powiedzieć, to co teraz powiem jest na prawdę szczere :D Twój blog jest najlepszym jaki w zżyciu czytałam! :) Z każdym nowym rozdziałem czytam coraz bardziej zachłannie. Przez ciebie od wczoraj tylko ryczę, albo śmieję się na przemian do laptopa xD Aż rodzice przyszli zobaczyć, co się ze mną dzieje xD Ze zniecierpliwieniem czekam na następny rozdział ^^
I oczywiście nie obyło by się bez spama xP
Serdecznie zapraszam na mój blog. Tak że jest o one direction :D
http://love-life1d.blogspot.com/
Na prawdę kocham twojego bloga, jak i samą ciebie ^^

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)