niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział VII części drugiej

Witam Was bardzo gorąco. :) Przychodzę do Was z rozdziałem, na który czekało wielu. Co tu dużo pisać... Czytajcie!


- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, panie Tomlinson. - Martin Frooze składa życzenia parę minut po północy.
    Jadą autostradą z Paryża w kierunku północnym o lekkim zakrzywieniu na wschód.
- Dziękuję. I wesołych świąt. - odpowiada Louis wpatrujący się we francuskie niebo. "Czy Julia też je widzi?", zadaje sobie pytanie.
- Tak, wesołych świąt. I żebyś znalazł Julię.
- Chciałbym... - Louis podpiera brodę dłonią. - Gdzie jedziemy?
- A gdzie chcesz?
- Gdziekolwiek. Niech to będzie niespodzianka.
    Opiera głowę o zagłówek i zamyka oczy. "Znajdę ją dziś albo wcale. W obu przypadkach wrócę do Londynu. Ale czy z Julią? Oby".
    Louis zasypia z nadzieją, że dzień jego dwudziestych drugich urodzin przyniesie to, na co czekał od dawna.

- Gdzie jesteśmy? - Louis otwiera oczy, które zaczyna razić ostre słońce.
- Witaj w Amiens. - uśmiecha się blondyn. - Chodź na śniadanie.
    Wychodzą na parking przy małym zajeździe. W budynku znajdują wolny stolik, składają zamówienie i siadają na miejscach.
- Będzie tutaj? - pyta Tomlinson i wyciąga z kieszeni bluzy telefon.
- Odpowiedz sobie sam. Miejmy nadzieję, że tak.
    Louis włącza internet w telefonie i sprawdza pocztę. Tam czeka na niego wiadomość od dwóch sióstr.
"Do Williama:
Jutro są święta. Jeśli chcesz sprawdzić, czy to twoja prawdziwa Julia, przyjedź do Amiens w ciągu trzech dni. Później wyjeżdża. Gdzie indziej i na zawsze.
Jeanette i Ann-Marie"
    Z uśmiechem kryjącym zdumienie szybko odpowiada na wiadomość sprzed pięciu minut.
"Dziewczyny, czy możemy się dziś spotkać? Jakimś cudem, uważam to za przeznaczenie, jestem teraz tu, w Amiens. Albo podajcie mi jakieś namiary...
W. T."
    Nie zauważa postawionego przed nim talerza z gorącymi tostami.
- Jedz. - mówi Frooze. - Chyba chcesz mieć siłę...
- Gdzie i jak spędzimy Wigilię? - przerywa mu Louis.
- Wigilia jest tutaj jutro. Więc po prostu dziś zjemy jakąś kolację.
- Aha.

- Mamo, trzeba coś kupić? - Jeanette wchodzi do kuchni.
- Nie, nie. Wszystko jest.
- A mogę iść z Ann na spacer? - pyta.
- Czemu?
- Stół do kolacji naszykowany, jest posprzątane.
- No... - pani Marmouget zerka na zegar na ścianie. - Jest siedemnasta. Kolacja o dziewiętnastej. Macie półtora godziny. - wyciąga brytfankę z piecyka i patrzy na córkę. - No co tak stoisz? Możecie iść.

- Ej, a jeśli to nie on? Albo to jakiś psychiczny facet, który się nad nią znęcał? - w miarę jak zbliżają się do umówionego miejsca przy wejściu do parku, Ann-Marie udziela się przerażenie.
- Sama tego chciałaś, więc nie marudź. - siostra bierze ją za rękę.
    Po chwili są już na miejscu. Nikogo nie ma w pobliżu, więc siadają na ławce.
- Która godzina? - pyta czternastolatka.
- Siedemnasta trzydzieści dwa, jeśli mam być dokładna. - odpowiada Jeanette po zerknięciu na przegub lewej dłoni. - Ann...
    Urywa, gdy słyszy kroki za plecami. Słyszy je także Ann-Marie..  Sparaliżowane strachem boją się odwrócić głowy. Rzucają jedynie nerwowe spojrzenia na boki, Ich pulsy przyspieszają, jedno serce bije szybciej od drugiego. Tym bardziej, że słyszą teraz wyraźnie kroki dwóch osób.
- Nie krzyczcie, dobrze? - prosi głęboki, miły głos. - Dobrze? - powtarza pytanie.
    Dziewczęta nerwowo, szybko potrząsają głowami na znak zgody. Boją się powiedzieć cokolwiek.
- Możecie się odwrócić, ale nie krzyczcie.
    Posłusznie, najwolniej jak to możliwe, odwracają się za siebie. Nikogo nie dostrzegają, lecz nim zdążą odetchnąć z ulgą, zza drzew wyłania się dwóch mężczyzn.
- Ann-Marie? Jeanette? - zwraca się do nich drugi głos. Jest on jeszcze milszy od poprzedniego, ale mimo wszystko ma w sobie coś drażniącego, dziecięcego.
- Tak, to my. - szesnastolatka zbiera się na odwagę.
    "Zaraz, moment", przebiega przez głowę Ann-Marie. Przecież zna ten głos. "Czyżby..?".
    Nie kończy myśli, gdyż w świetle zmierzchającego słońca i zapalonych lamp ulicznych w pełni ukazują się twarze mężczyzn. Dziewczyna nabiera powietrza w płuca i otwiera usta, gdy zatyka je jej dłonią Jeanette. Z rozpędu gryzie siostrę w rękę, co ta kwituje cichym jękiem.
- Ogarnij się, Ann. - prosi ją Jeanette.
- Ae o... - sepleni czternastolatka. Siostra zabiera dłoń, więc kontynuuje. - To Louis Tomlinson z One Direction!
- O czym mówicie? Możecie po angielsku? - prosi Louis.
- Bo... To dla Ann szok, że jesteś... To ty jesteś Williamem?
- Tak, to moje drugie imię. Ach, ta Julia... - wzdycha. - Zaprowadzicie mnie do niej?
    Dziewczyny wymieniają spojrzenia, wstają z ławki i prowadzą mężczyzn wąskimi uliczkami.
- Gdzie idziemy? - pyta Tomlinson po dziesięciu minutach marszu.
- Do domu jej ucznia, to tu niedaleko. Powinna jeszcze być. - odpowiada nerwowo Ann-Marie.
- Opowiedzcie mi o niej. Jaka jest tu? - prosi chłopak.
- Cicha, spokojna... I smutna. Rzadko się uśmiecha. - mówi Jeanette.
- To ona? - Martin Frooze wskazuje na ciemną postać w białym szalu, wychodzącą z jednego z pobliskich domów. Rude włosy połyskują w świetle latarni.
- Tak. - przytakuje szesnastolatka. - Ann, pójdź do niej. Coś czuję, że ty - zwraca się do Louisa - byłbyś dla niej zbyt dużym zaskoczeniem.
   Gdy nastolatka odchodzi, Jeanette kontynuuje:
- Teraz idziemy za nimi. Znając Juliette, pójdzie prosto do domu. Ewentualnie zajrzy do sklepu. Ostatnio ciągle jest głodna. Nie dziwię jej się.

- Jak tam lekcje? - pyta Ann-Marie. - Marcus robi postępy?
- Ech, szkoda gadać. Nie odrabia zadań, nie słucha mnie... Chyba w końcu zrezygnuję z udzielania mu korepetycji. To mnie wykańcza.
- Daj sobie spokój. Teraz powinnaś siedzieć w domu i odpoczywać.
- Tak, a pieniądze zarobią się same. - wzdycha Julia. - Poza tym: po co mi? Później odpocznę. Gdy mam za dużo wolnego czasu, to myślę o rzeczach, o których nie powinnam myśleć. - głaszcze swój brzuch. - Czemu po mnie przyszłaś?
- Bo mi się nudziło. No i zawsze wracasz sama, to chciałam ci dziś towarzyszyć. - odpowiada niepewnie. - Jutro Wigilia... Spędzisz ją z nami, prawda?
- Ja... Nie wiem. Nie chcę wam przeszkadzać.
- A ty znów to samo... - Ann-Marie przewraca oczami. - Albo z nami jutro zasiądziesz do kolacji, albo z tobą nie gadam.
    Dochodzą do domu i zatrzymują się przy wejściu.
- Co się dzieje? - pyta zaskoczona czternastolatka, gdy Julia opiera się nagle o ścianę i zaczyna ciężko oddychać.
- Zawołaj... pomoc... - szepcze po polsku. Jej oddech jest urywany. - Po-pomoc... - powtarza po francusku.
- Chodźcie! Jeanette! - krzyczy przerażona Ann-Marie. Zaczyna płakać. - Chodźcie...
    Podbiega szesnastolatka. Stoi jak zaklęta, dopóki nie wpada na nią Louis.
- Co się dzieje? - pyta zdezorientowany. Zauważa Julię leżącą na ziemi i przypada do niej. - Julia, będzie dobrze, ja tu jestem...
- Czy tak wygląda niebo? - pyta głosem przepełnionym udręką. Mowa przychodzi jej z trudem, walczy o każdy oddech.
- Nie, Julia. Na niebo jeszcze za wcześnie. Wytrzymaj. - szepcze Louis. W jego oczach błyszczą łzy. - Dzwonicie czy nie? - woła do reszty.
- Już jadą! - odkrzykuje Ann-Marie.
    Chłopak przytrzymuje dziewczynę i opiera jej głowę na swoich kolanach.
- Daj rę... rękę. - mówi Julia.
    Podaje jej swoją dłoń, a Polka przesuwa ją ostatkiem sił na swój brzuch i zamyka oczy. W oddali słychać tylko syrenę karetki.


Tak, wiem, jestem okropna, kończąc rozdział w takim momencie. W ogóle, kończąc tak rozdział. Ale nie umiałam inaczej. Tak musi być. Jak myślicie, będzie dobrze? Będzie forever together?
Dalej... Ten rozdział pojawiłby się wczoraj, ale nie było odpowiedniej ilości komentarzy. Więc jest dziś. I mam nadzieję, że się podoba.
Mam też dla Was wiadomość: prawdopodobnie następny rozdział pojawi się dopiero za dwa tygodnie. Dlaczego? Otóż w następny weekend będę się bawić na weselu (swoją drogą, pewnie znowu złapię bukiet panny młodej). I to, czy dodam będzie zależeć od czasu. Bo tego może być mało.
Już kończę. :) Jeśli chcecie podnieść mnie na duchu i chcecie szybciej rozdział, niech WSZYSCY komentują! Musi być chociaż 8 komentarzy!, ale wiem, że stać Was na dużo więcej. Więc... DO DZIEŁA!!!

9 komentarze:

My life:) pisze...

Aaaa!! Louis, Julia, Louis, Julia... Nie no wreszcie! Tak długo czekałam na ten niezwykły rozdział i jest^^ w końcu :) ale czuje, że jeszcze wszystko nie będzie takie kolorowe, bo ta sytuacja pod koniec... Ale grunt, że Lou ją znalazł :) Kocham i ubóstwiam ten rozdział :D
Już się nidoczekam następnego :)
PS Dobrej zabawy na weselu :*

Łucja Domieszkiwicz pisze...

Wreszcie Julia i Louis!
Banan nie schodzi mi z mordki :D
Dobra teraz sie ciebie pytam DLACZEGO PRZERWAŁAŚ W TAKIM MOMENCIE?!
Myślisz że wytrzymam te dwa tygodnie?
Mylisz się...
A tylko spróbuj cos zrobić Julii to... Nie ręcze za siebie.
Swoją droga mam nadzieje że bedzie "Happy forever^^"
P.S. Udanej zabawy na weselu :)

Horanky pisze...

Nominuje cie do Liebster Award :D więcej info. tutaj:http://i-can-t-love-you-more-than-this.blogspot.com/2013/06/liebster-award.html

Majka. pisze...

WREEEESZCIE ♥
No, ale... Co ty jej do cholery zrobiłaś?! Ja się martwię... Cholera. No, ale najważniejsze jest to, że znów... są razem? No wiesz. Obok siebie. W sensię ,ze ją znalazł.:)
Dopiero teraz komentuję, gdyż nie miałam internetu. No, ale wspaniały rozdział.xx

Ja Kotecek pisze...

NOOOO! ;3 Cudownie ,że Lou ją odnalazł <3 Biedna Julia, oby z dziećmi wszystko było okej ;) Liczę ,że szybko dasz nowy rozdział, nie mogę się doczekać <3 Weny ;*

Marciak pisze...

ojej *,* nareszcie ;*** Love it <3 Jestem tylko ciekawa co z Julką? Mam nadzieję że wszystko będzie w porządku ;) Do następnego ;***

Julia Murawiak pisze...

Super dawaj nexta :* :)

Zuziaaa...xD pisze...

Aaa...jestem 8 !!! Tak wogóle to mam na cb focha forevera z przytupem melodyjką i fanfarami !!! Jak mogłaś zakończyć rodział w takim momencie ;( Niszczym tym marzenia małej słodkiej dzeiwczynki (czytaj mnie) która nic nie zrobiła a ty brutalu bezkarnie jaą zraniłaś.Powinnaś się wstydzić PS.czytasz ten komentarz na własną odpowiedzialność.Za zniszcenie psychiki nie odpowiadam xDeee

Anonimowy pisze...

Zrobiła tak bo to jeden z niewinnych trików pisarzy, pisarek i (tak jak tu) osób piszących blogi. Wykorzystuje się go aby utrzymać napięcie (a z resztą nie wiem czy użyła tego umyślnie czy podświadomie) ŚWIETNY BLOG!!!!

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)