niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział X części drugiej

- Liam? Zwołuję zebranie. - mówi Paul. - Ma to związek z Louisem, zespołem i resztą. Bądź przed południem i zbierz resztę.
- Dobra. - odpowiada chłopak i rozłącza się.
- Co tam? - do pokoju wchodzi Danielle z gośćmi: Niallem, Harry'm i Zaynem.
- Paul ogłosił zebranie. Dla całej bandy, ale Louisa chyba nie będzie.
- No to się zbieramy. - uśmiecha się Niall. - Mam nadzieję, że ma coś do jedzenia.
    Czterdzieści minut później chłopcy wchodzą do małego domu, w którym mieszka ich menadżer. Zajmują miejsca na kanapie w salonie i czekają, aż Paul zacznie mówić.
- Dobra, chciałbym powitać was na dzisiejszym spotkaniu. Ktoś ma coś do ogłoszenia? Ostrzegam, Tomlinsona nie przebijecie. - uśmiecha się i sięga po telefon.
    Chłopcy patrzą po sobie niepewnie. Harry strzela palcami, a Niall pożera wzrokiem kanapki, które leżą na tacce na stoliku.
- No, więc ja oświadczyłem się Dan. - odzywa się Liam.
    Zayn uśmiecha się i mówi "moja krew", Harry klepie go po plecach, a Niall sięga po kanapkę z pomidorem.
- Ktoś jeszcze? - pyta Paul, a chłopcy kręcą głowami. - Więc przechodzę do sprawy naszego pasiastego. Jak wiadomo, wyruszył na poszukiwania Julii. Otóż trafił do Francji i znalazł Julię.
- Poważnie?! - wyrywa się Styles'owi.
- Tak. Chcecie zdziwić się jeszcze bardziej? - przytakują. - Tak więc nasza parka spodziewa się potomka... W liczbie mnogiej, jeśli mam być konkretny. - kończy.
    Tymczasem Niall krztusi się kanapką, Harry otwiera szeroko usta i patrzy zdziwiony na wszystkich. Liam i Zayn ratują blondyna.
- Ale ty tak serio? - pyta Payne.
- Tak. Poza tym zaraz pogadamy z Louisem.
- Gdzie są?
- W Doncaster.
    Podnosi telefon i wykręca numer. Ustawia na tryb głośnomówiący i czeka.
- Cześć, chłopaki są? - Louis odbiera i mówi szeptem.
- Tak, właśnie się z tobą witamy. - odpowiada Harry. - No, staruszku, co jest grane?
- Siedzę na strychu. Jula wciąż się złości, że ją okłamałem o wczoraj.
- Ale że jak? - Zayn nie rozumie powodu złości dziewczyny.
- Powiedziałem jej, że jadę do Londynu na spotkanie z ewami. To było wczoraj.
- No to gdzie ty byłeś? - pyta Niall.
- Właśnie... Rozglądałem się po okolicy, między Doncaster a Londynem, za domem. Znalazłem parę ofert i chciałem je obejrzeć.
- To czemu nic jej nie powiedziałeś?
- To ma być niespodzianka. Aha, a w Londynie będziemy koło środy... Już idę! - woła. - Okej, kończę, bo wybieramy się do mojej starej szkoły.

- Daj torbę. Poniosę. - Louis otwiera drzwi auta i pomaga Julii wysiąść.
- Dam sobie radę. - odpowiada i rusza w stronę bramy.
- Nie złość się, proszę. - biegnie za nią. - Powiedziałbym ci już teraz, ale nie mogę. - odwraca ją ku sobie i łapie za ramiona. - Spróbujesz mi uwierzyć, że to ma związek z nami? - patrzy na nią ciepło.
- Ech... - wzdycha. - Dobrze, spróbuję uwierzyć. Ale mogłeś użyć lepszego kłamstwa. - potrząsa ramionami. - Idziemy?
- Mhm. Ale zajrzyjmy do przedszkolaków, co?
- Jeśli chcesz.
    Idą spokojnym krokiem wzdłuż wysypanego żwirem Wchodzą głównym wejściem i ruszają pustym korytarzem. Louis opowiada jej o różnych zakątkach budynku, wracają wspomnienia. Docierają do kolorowych drzwi.
- Chodź, tu są maluchy.. - uśmiecha się i popycha drzwi.
    Ich oczom ukazuje się duża żółta sala, na której ścianach wiszą kolorowe rysunki.
- Tak? - pyta młoda, wysoka kobieta, najwidoczniej przedszkolanka, na widok Julii, która pierwsza wchodzi do klasy.
- Dzień dobry. - wita się Louis i zamyka za sobą drzwi. - Możemy posiedzieć trochę z maluchami?
- Ja... Pewnie. - zgadza się. - Dzieci, uwaga! - zwraca się do wychowanków. - Mamy gości. Przywitajcie się ładnie.

- No i jak? - pyta Louis pół godziny później, gdy pożegnali się z dziećmi.
- Bardzo fajnie. - uśmiecha się Julia. - To gdzie teraz?
- Za dziesięć minut jest dzwonek na przerwę, ale do tego czasu możemy odwiedzić jeszcze jakąś klasę. - na jego twarzy maluje się chytry uśmiech. - Chodź.
    Chwyta dziewczynę za rękę i ciągnie ją w stronę pobliskich drzwi. Louis puka, otwiera drzwi i wsuwa głowę do sali.
- Dzień dobry. - śmieje się i zamyka drzwi. - No i jak, która teraz sala?
    Julia nie odpowiada  przez dłuższą chwilę, próbując powstrzymać śmiech. Z natury śmieszka, więc większość sprawia, że na jej twarzy pojawia się uśmiech.
-Albo wiesz, po przerwie odwiedzimy pewną osobę. - uśmiecha się. - Jędza wciąż uczy, a zaraz będzie miała lekcję z klasą Lottie. To co, zajrzymy do kochanej pani Parks? - pyta wesoło, a Julia niepewnie przytakuje.
    Przerwę spędzają w klasie od muzyki. Rozmawiają z nauczycielką przedmiotu, a Louis gra na pianinie. Po dzwonku ruszają na drugie piętro. Mijają kolejne identyczne drzwi w kolorze wiśni. Docierają do tych ostatnich. Louis kładzie palec na ustach i puka. Otwiera, wsuwa głowę do klasy i ze śmiechem woła:
- Dzień dobry! Lottie, na obiad będzie bigos!
   Już ma zamknąć drzwi, ale ktoś go powstrzymuje.
- Panie Tomlinson! - woła władczo damski głos. - Panie Louisie Williamie Tomlinson... Może i nie jest pan już uczniem tej szkoły, ale jakieś zasady pana obowiązują!
    Drzwi otwierają się szeroko i oczom Julii ukazuje się starsza kobieta średniego wzrostu. Mierzy dziewczynę i chłopaka chłodnym spojrzeniem.
- Proszę pana, ja prowadzę lekcję. Więc przez pana klasa zostanie na przerwie, jeśli nie starczy mi czasu. O ile mi wiadomo, nikt by tego nie chciał. A może poprowadzi pan lekcję biologii za mnie? - pyta.
- Nie, proszę pani. - Louis pokornieje. - Przepraszam, proszę pani. - zamyka drzwi.
- Ona tak zawsze? - pyta Julia, gdy schodzą na dół.
- Niestety. Nie ma poczucia humoru i nigdy mnie nie lubiła. - wzdycha. - Mam nadzieję, że do emerytury zostało jej niewiele. - zatrzymuje się. - Wiesz... Właśnie zdałem sobie sprawę, że chyba narobiłem Charlotte kłopotów.
- Nie przejmuj się, chyba nie jest aż tak źle. - Julia łapie go za ramię i wychodzą ze szkoły.


Hej! A jednak! Jest rozdział. :) Bardzo wcześnie, ale to dlatego, że wczoraj zaczęłam, a dzisiaj skończyłam przepisywać. Wstałam wcześnie i nie mogłam usnąć, więc proszę. :D
Wczoraj byłam na koncercie Lata z Radiem w Uniejowie, czego mam dowód:

Tak, ja to ta dziewczyna w paskach, stoję obok kolesia w czapce i zielonej koszulce - mojego brata. :P
Mam też nagranie ze studia, ale mimo moich usilnych starań, nie mogę go wrzucić. A szkoda. Ale mogę przytoczyć rozmowę.
"- Mam na imię Julia i mam czternaście lat.
- Dziewiąty raz w studiu plenerowym?
- Tak.
- I dziewiąty raz na koncercie Lata z Radiem?
- Dokładnie.
(...)
- Powiedz mi, co robisz na co dzień?
- Na co dzień gram na waltorni, chodzę do pierwszej klasy gimnazjum i prowadzę bloga.
- A jakiego bloga?
- Z opowiadaniem.
- Piszesz opowiadania na blogu?
- Tak, tak. Staram się rozwijać moje umiejętności pisarskie.
- A jak często publikujesz opowiadania na blogu?
- Co tydzień.
- Jedno opowiadanie na tydzień...
- Rozdział.
- Jeden cały rozdział. To naprawdę imponujące.
- Tak, ma blisko sześćdziesiąt rozdziałów.
- To myślę, że pięć książek...
- Druga część.
- Druga część... No dobra, to opowiadaj historię swojej książki. Co to jest za historia?
- Jest to tak zwany fanfiction, czyli opowiadanie, w które wpleceni są znani ludzie, w moim przypadku zespół One Direction, którego jestem fanką. <zapomniałam, że jestem Directioner xD>
-  A możesz przypomnieć tym, którzy czekają, jaki jest ich ostatnio najbardziej znany hit?
- "One Way or Another".
- A kto to wcześniej śpiewał?
- Blondie.
- To jest bardzo dobra odpowiedź.
(...)
- Czy twoja doba ma czterdzieści osiem godzin? <uwielbiam to pytanie>
(...)
- Chciałabym pozdrowić całą rodzinę, przyjaciółki i czytelników bloga.
- Pozdrawiamy gorąco czytelników bloga... Brawa dla dziewczyny, która ma tyle czasu i zainteresowań. Jestem pod wrażeniem, naprawdę."

Heheh, to niecała rozmowa, ale jej część. Nagranie jest fajniejsze, ale faktem jest, że... Przesyłam Wam pozdrowienia! :D :D
A jak rozdział, że się zapytam? :)
Jedna czytelniczka napisała, że już wyobraża sobie Louisa w roli ojca. :) No cóż, a czy wyobrażacie sobie Styles'a jako wujka? xD
Aha, póki pamiętam: od wczoraj jest dostępna nowa ankieta. Głosujcie, ciekawe, czy zgadniecie.
Dobra, ja już kończę. MOŻE, ale nie na pewno pojawi się jeszcze jeden rozdział w tygodniu. Jakby co, to piszcie.

5 komentarzy - kolejny rozdział

Bye :*

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział IX części drugiej

Witam Was wszystkich bardzo gorąco! :) Mam nadzieję, że planujecie już wakacje, które zaczną się za tydzień. Ja na przykład w następną sobotę wyjeżdżam do Zakopanego na dwa tygodnie. Tak, nie będzie wtedy rozdziałów. Ale o tym później.
Czytajcie!


- No dobra, wchodź. - Louis otwiera drzwi do domu. - Nikogo nie ma, poszli do kina. Więc zrobimy im niespodziankę. - uśmiecha się.
    Wchodzą do kremowego korytarza skąpanego w półmroku. Louis wnosi bagaże.
- Poinformowałeś ich chociaż, że przyjeżdżamy? - pyta Julia i zdejmuje kurtkę.
- Żeby wszystko zepsuć? Chyba żartujesz. - parska śmiechem. - Chcesz coś do picia?
- Herbatę.
- To ty idź do salonu, a ja zajmę się resztą.
    Idzie do kuchni, podczas gdy Julia zagląda do salonu. Zapala lampkę na stoliku i rozgląda się po brązowym pokoju. Jest w tym domu po raz pierwszy. Podchodzi do dębowej komody przy ścianie oddzielającej salon od kuchni. Przygląda się zdjęciom w ramkach. Jedno z nich bierze do ręki i patrzy ze wzruszeniem na małego, na oko dziesięcioletniego, Louisa.
- Co tam masz? - pyta Lou, podchodząc do dziewczyny i obejmując ją w pasie. Głowę opiera na jej ramieniu.
- Twoje zdjęcie. Wyszedłeś tu naprawdę słodko. - odpowiada i całuje go w policzek.
- Weź to... - prosi. - Wyszedłem jak baran.
- To nieprawda. - sprzeciwia się Julia.
- Tak? No to niech ci będzie. Ale dziewczyny mówią co innego i zawsze nabijają się ze mnie i z tego zdjęcia. - puszcza dziewczynę. - To jaka ma być ta herbata?

- Lottie, gasiłaś światło w salonie? - pyta Jay, otwierając drzwi do domu.
- No tak, a co?
- No bo jakimś cudem wciąż się pali. - odpowiada Fizzy.
    Wszyscy wchodzą do domu i rozbierają się.
- Mamo, chowałaś wszystkie buty Louisa? - pyta Phoebe.
- Czemu pytasz?
- Bo są tu jego buty. - odpowiada.
- Ale że... Nie, nie, nie... - matka śmieje się nerwowo. - Zaczekajcie chwilę.
    Przechodzi do salonu i patrzy z niedowierzaniem na dwie postaci na kanapie. Jedna z nich, rudowłosa i okryta kocem, leży i opiera głowę na kolanach drugiej osoby. Ta z kolei ma dość potargane włosy, w jednej dłoni trzyma gazetę, drugą głaszcze rudowłose stworzenie.
- Cześć, mamo. Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale chcieliśmy zrobić wam niespodziankę. - uśmiecha się Louis. - Nie wstanę, żeby cię przywitać, bo Jula usnęła.
 - Och... - Jay spogląda to na syna, to na przyszłą synową. W końcu podchodzi do nich i przytula Louisa. - Dobrze, że wróciliście. Martwiłam się o was. - całuje Julię w czoło i odsuwa się od nich. - Długo zostaniecie?
- Louis! - do pokoju wbiegają siostry.
- Cii!  - ucisza je i wskazuje na Julię. - Zostaniemy tak gdzieś do środy. Potem wrócimy do Londynu.
- Braciszku, a ty o czymś nie zapomniałeś? - pyta Charlotte. - Bo wiesz, dzisiaj czwarty stycznia. Pamiętałeś o urodzinach?
- Chol... - urywa i patrzy na narzeczoną. - Cudownie. No po prostu cudownie. - mamrocze. - Dzięki, Lotts.
- Nie ma za co. - wzrusza ramionami. - To ja idę do siebie.
- Mhm... - Julia przeciąga się i mruga powiekami. - Lou?
    Podnosi głowę i spostrzega Johannah i dziewczyny.
- Dobry wieczór. - mówi i siada na kanapie.

- Jula... - ktoś szepcze do ucha rudowłosej dziewczyny.
- Mmm? - obraca się na drugi bok i wyciąga dłoń w stronę Louisa, jednak jego część łóżka jest pusta. Uchyla powieki.
- Chodź na śniadanie albo śniadanie przyjdzie do ciebie. - chichocze Daisy.
- Już wstaję. - podnosi się i patrzy na bliźniaczki.
- To prawda, że będziecie mieć bliźniaki? - Phoebe wesoło podskakuje. - Bo Lottie chyba żartowała.
- To wy będziecie mieć dzieci? - dziwi się Daisy.
- Taak. - Juli śmieje się i idzie do łazienki.
- Co na śniadanie? - pyta Felicity, zaglądając do pokoju.
- Omlety! - wołają siostry.
- Nie krzyczcie, proszę. Moje uszy są z rana bardzo wrażliwe. - prosi. - Gdzie Julka?
- Ubiera się.
- Aha. A Louisa nie ma? - dziwi się.
- Pojechał do Londynu. - odpowiada Daisy. - Wróci na wieczór.
- Mhm... - Fizzy przeciera zaspane oczy.
- Spotykasz się dzisiaj z Anthony'm? - pyta wesoło Phoebe.
- Nie, jedzie do dziadków. Idę jeść. A wy?
-Czekamy na Julę. - uśmiecha się Daisy. - A wiesz, że będzie miała z Lou bliźnięta? Takie jak my. - szepcze tajemniczo.
- No co ty nie powiesz. Ale jeśli będą takie jak wy, to ja współczuję. - chichocze. - Ja spadam.

- No odbierz! - Julia mówi do słuchawki.
    Od pół godziny bezskutecznie próbuje dodzwonić się do Louisa, ten jednak nie odbiera. W końcu wybiera jedyny numer, który może jej pomóc.
- Halo, kto mówi? - pyta męski głos.
    Julia oddycha z ulgą.
- Paul, jest u ciebie Louis? Mówił, że macie jakieś spotkanie zespołu i...
- Julia?! - Paul jest zaskoczony. - Kobieto, my się tu o ciebie prawie pół roku zamartwiamy, a ty dzwonisz i pytasz o Louisa. Ten nie kontaktował się ze mną od Wigilii! Więc co ja mogę wiedzieć? I nie, na żadne spotkanie się nie umawialiśmy! - denerwuje się. - A my, młoda damo, umawialiśmy się, że będziesz się ze mną kontaktować. Dla Louisa!
- Paul... - Julia nabiera powietrza. - Po pierwsze, to kobiety w ciąży się nie denerwuje. Po drugie, to z Louisem wszystko sobie wyjaśniliśmy, bo znalazł mnie we Francji. Po trzecie, wczoraj przyjechaliśmy do Doncaster. I wreszcie, po czwarte, to on mi mówił, że na dziś umówiliście się całą ekipą na jakieś spotkanie.A teraz nie odbiera telefonów.
- Ee... - milknie mężczyzna. - No dobra, zbiłaś mnie z tropu. Więc mówisz że... Szczerze, to ciężko mi będzie uwierzyć, że będziecie mieć dziecko.
- Dzieci. - poprawia go z lekkim uśmiechem. - Dwójka.
- No, jeszcze lepiej. - śmieje się Paul. - Dobrze, że już jesteś. Ale co do Louisa, to naprawdę nie wiem, co się z nim dzieje. Jak będę coś wiedział, to zadzwonię. I na odwrót, okej?
- Okej.


Według mnie ten rozdział jest przekombinowany i w ogóle, więc niezbyt mi się podoba. Ale decyzja należy do Was.
Wiecie, ten wątek z wyjazdem Juli, tym, że będzie miała dzieci i w ogóle... Zainspirował mnie do tego imagin Majki (Z Harry'm). Wiadomo, pozmieniałam sporo, ale to nie zmienia faktu, że to była inspiracja. Dzięki, Majka :*

No cóż, pora na wiadomości z moich włości. xD
1. Zagląda Was mnóstwo, ale praktycznie nie komentujecie. Smutno mi... Nieważne. Ale gdybyście się wysilili i napisali coś od siebie, byłoby mi naprawdę miło. Bo przez prawie tydzień zajrzeliście tu mniej więcej 400 razy, a skomentowaliście... Raz.
2. Możliwe, że nie uda mi się w przyszłym tygodniu dodać już nic nowego. Wiadomo, niby więcej czasu, bo koniec roku, ale mam zakończenie roku w szkole muzycznej i w gimnazjum. Poza tym w środę mam wycieczkę, a we wtorek i czwartek będę czuwać na kiermaszu podręczników. I próby na koniec roku (dwa dni po dwie godziny na hali, gdzie temperatura dochodzi ostatnio do trzydziestu stopni!). I muszę się pakować na kolonie, które już za tydzień. Dobra, spróbuję tak ogarnąć czas, żeby coś dodać, ale wiadomo jak to jest. Czyli spodziewajcie się rozdziału za jakieś trzy tygodnie.
3. Jeśli ktoś będzie w Zakopanem między 29.06 a 11.07, to niech wie, że ja też tam będę. :P A jeśli chciałby się spotkać (w co szczerze wątpię, ale okej), niech kontaktuje się mailowo (something0more@gmail.com). Heheh, nie wiem, co chcę przez to osiągnąć, ale podejrzewam, że będę się trochę nudzić na tych koloniach i... Fajnie byłoby poznać kogoś, kto mnie tu czyta tak w realu xD
4. Jutro będę na koncercie Lata z Radiem w Uniejowie i... Spodziewajcie się przy następnej mojej aktywności nagrania. :P
5. Przepraszam wszystkich, których blogi czytam, że ostatnio nie komentuję albo i nie czytam, ale niezbyt mam czas, a i dodawanie komentarzy przez telefon mi szwankuje. Spokojnie jednak, postaram się wkrótce to nadrobić :)
6. I na koniec informacja: chociaż nie będę dodawać rozdziałów i tego wszystkiego, w przyszłym tygodniu i na koloniach będę dostępna od czasu do czasu na Facebooku (to informacja dla tych, którzy mają mnie w znajomych) i często na mailu, więc możecie pisać.

I żeby dłużej nie przedłużać: następny rozdział - 6 komentarzy

Wierzę, że po powrocie z kolonii będzie ich więcej no i... Cześć!

Mam nadzieję, że Wasze wakacje będą udane, a być może nawet się gdzieś kiedyś spotkamy (xD xD). No, to już kończę, bo robi się nudno, a ja głupieję...

Paa :*

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział VIII części drugiej

Dzień dobry, drodzy czytelnicy. Jak widać wróciłam i to w całkiem niezłym humorze. :) Mam nadzieję, że i u Was wszystko w porządku. Cóż, moje 'problemy' nie skończyły się zbyt wesoło, ale to nie jest najważniejsze (może innym razem napiszę, o co chodzi).
Z tego też miejsca chciałabym Wam powiedzieć, że wesele się udało. Możliwe, że to dzięki Waszym życzeniom, ale też może dzięki moim kuzynkom Directioners: Juli, Marceli, Olce, Dominice i reszcie rodziny, która sprawiła, że ta impreza była najlepsza na świecie! Pozdrawiam Was :*
Chciałabym też podziękować dziś Majce, Marcie, Kasi, Juli i Julicie za wesołe i wspierające rozmowy na Facebooku i w mailach. Wiedzcie, że to przez Was tak się śmiałam, nie wyrabiałam z pisaniem i...Dzięki wielkie :D
A teraz czytajcie :)


- Co z nią? - pyta zdenerwowany Louis przechodzącą korytarzem młodą pielęgniarkę.
- Z kim? - dziwi się blondynka.
- Z Julią... Juliette...
- Aaa, z nią. - na twarzy kobiety pojawia się coś na kształt uśmiechu. - Już lepiej. To było mocne osłabienie organizmu, a do tego doszły lekka niewydolność płuc i przeziębienie. Niegroźne, ale w jej stanie trzeba na wszystko uważać. Zbyt mało odpoczywała, a za dużo pracowała. Jak pan mógł tak nie pilnować tej przyszłej matki? - pyta z wyrzutem.
- Ale że... Przyszłej matki? - Louis patrzy na nią z niedowierzaniem.
- Oczywiście. - prycha. - Gdzie pan był przez ostatnie pięć miesięcy?
- No ja właśnie dlatego...
- Jeśli chce ją pan zobaczyć, to albo teraz, albo dopiero jutro. - informuje.
    Louis z uśmiechem na ustach i wielkim bukietem czerwonych tulipanów, które kupił jeszcze przed spotkaniem z siostrami Marmouget, rusza do salki, w której leży dziewczyna.
- Julia? - szepcze niepewnie, stając w progu.
- Czyli to nie był sen? - pyta zmęczonym głosem. - Rzeczywiście tu jesteś?
- Czy to źle? - wchodzi do środka i siada na krześle przy jej łóżku.
- Nie.
- Więc nie pytaj, jak cię tu znalazłem. Sam tego nie wiem, ale wierzę, że to przeznaczenie. Ale powiedz, o co chodzi, no bo... Będziemy rodzicami?
- Tak. - Julia niepewnie kiwa głową. - Ale wiesz... To będą bliźnięta. Przyjdą na świat jakoś w kwietniu...
    Louis odkłada kwiaty na szafkę i mocno przytula dziewczynę.
- Co u innych? - pyta Julia.
- O innych pogadamy kiedy indziej. Teraz mi się tłumacz, dlaczego o siebie nie dbałaś.
- Ech, Louis...

- Halo, mamo? - Louis mówi do słuchawki. - Tak, to ja. Nie martw się, nic mi nie jest... Dzwonię, bo chciałem ci złożyć świąteczne życzenia...
- Louis, co ty kombinujesz? - przerywa mu matka. - Znikasz na dwa tygodnie, wcale się nie odzywasz.... Lou, martwiliśmy się o ciebie. I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, synku. A teraz opowiedz, co się stało?
- Jestem, mamo, we Francji i... Mam Julkę. - szepcze z uśmiechem.
- Och, ja... Lou... - Jay odbiera mowę. - Ale jak?
- Opowiem innym razem. Teraz... Julia jest w szpitalu.
- Lou, co z Julią? Dlaczego tam jest? - dopytuje matka.
- Mamo, wolałbym powiedzieć o tym w cztery oczy, bo tak przez telefon to mi głupio, no i w ogóle...
- Louis!
- No bo ten, no... Julia... W kwietniu zostaniemy rodzicami. - wypala chłopak. - To będą bliźnięta. - milknie, czekając na reakcję rodzicielki.
    Tymczasem po drugiej stronie słyszy śmiech i podekscytowane szepty.
- Ale ty tak serio? - pyta Lottie. - Ty ojcem? I to od razu bliźniąt?
- Tak, naprawdę. - odpowiada spokojnie. - Jak najbardziej serio.
- A, hmm... To... No, fajnie. - jąka się Charlotte. - To teraz pilnuj Julki i szybko przyjeżdżajcie do Doncaster.
- Dobrze, dobrze. Myślę, że przyjedziemy po Nowym Roku. Jeszcze mam tylko taką prośbę... Nikomu nic nie mówcie, co? Chłopakom, Paulowi... Nikomu.
- Dobrze. Trzymajcie. - żegna się matka.

- Zuza przy telefonie. Kto mówi? - odbiera trzynastolatka.
- Cześć. - mówi Julia. Nie musi długo czekać na odpowiedź.
- O kurde! Kurde, kurde, kurde! - woła zaskoczona. - Mamo!
- Co jest?
- Ty gadaj...
- Halo?
- Cześć, mamo... - szepcze dziewczyna po polsku.
- Julia? - pyta zdenerwowana.
- Tak. Ja... Przepraszam za to, co zrobiłam. To nie było mądre. Ukrywałam się, jeśli można by tak powiedzieć. Bo nie chciałam już ranić wszystkich dookoła. Nie odezwałabym się też jeszcze pewnie długo, ale Louis mnie tu znalazł i...
- Gdzie jesteś? - przerywa jej mama.
- We Francji.
- Julia... - jej głos drży. - Szukaliśmy cię przez prawie pół roku. Snułam coraz to gorsze scenariusze. Ale teraz... To nieważne. Ważne, że jesteś zdrowa.
- No, prawie. - mamrocze.
- Jak to?
- Jestem w szpitalu. No bo wiesz, powinnam ci już dawno powiedzieć, ale, jak wiadomo, nie bardzo mogłam... - Julia wierci się w łóżku.
- Julia!
- No co? - dziwi się.
- Mów konkretnie.
- Oj... Nie bardzo dbałam o siebie, do tego trochę się pochorowałam. Niby nic ważnego, ale przy dzieciach trzeba uważać... No, to miałaś wiedzieć.
- Jakie dzieci?
- No, a jakie mają być? Normalne, tylko się jeszcze nie urodziły. Zaczynają kopać, a to normalne na początku szóstego miesiąca.
- To bliźnięta?
- Rany... - Julia wzdycha. - No raczej, że tak.
- Ty nie masz nawet dziewiętnastu lat. - złości się mama.
- Ale osiemnaście to już tak. Poza tym dziewiętnastkę będę miała niedługo.
- Już dobrze, dobrze. Po prostu mnie zaskoczyłaś i to dość mocno. Ale wracajcie szybko.
- Dobra... Nikomu nic nie mów, o niczym. Poza tatą, Jaśkiem i Zuzą. Do zobaczenia. - żegna się, gdy spostrzega Louisa stojącego w drzwiach.
    Odkłada telefon na szafkę i gestem zaprasza chłopaka do środka.
- Wiesz, Jula... Chcę wam... nam zapewnić warunki do życia. Z dala od niechcianych dziennikarzy i w ogóle. Dlatego wkrótce odejdę z zespołu. To tylko rzecz przesunięta w czasie. Planowałem odejść po świętach, gdybym cię nie znalazł. - wyznaje Louis.
- Proszę cię, nie popełnij głupstwa. - Julia głaszcze go po policzku. - Omów to z chłopakami. Przemyśl wszystko. Ja tego nie zrobiłam i znasz skutki. Zrób to dla mnie, dla nas, dobrze? - prosi z nadzieją w swych zielonych oczach.


No i jak? Jak dla mnie takie jakieś... Ale niech będzie, następny będzie ciekawszy. No i... Kurczę, wiem, że nie powinnam, ale mam dla Was zapowiedź jednego z dalszych rozdziałów, konkretnie króciutki fragmencik, żebyście zasmakowali :) A więc:

- Lou! Tu są takie fajne traktorki na których można jeździć! - woła Harry zza regału. - Pościgamy się? - wychodzi i rumieni się na widok Polki. - O, Julia. Hmm, no to może sobie darujemy...

Co powiecie? Po prostu uwielbiam ten tekst i zastanawiam się, jakim cudem on powstał. :D
Iii... No cóż, zbliża się koniec roku szkolnego. Będę więc mieć więcej czasu na bloga. <yeah! - krzyknęli czytelnicy> xD
Tak więc już kończę, myślę, że następny rozdział za tydzień. O!, i pochwalę się, że jutro i w piątek występuję z kabaretem. Mam nadzieję, że będzie dobrze. :) A w poniedziałek mam egzamin w szkole muzycznej. :P

Dobra, nie zamulam. Do następnego (6 komentarzy - następny rozdział) :*

PS Zainteresowanym mogę podrzucić w mailu lub na FB moje opowiadanie na konkurs, żeby było co przeczytać i skomentować :)

czwartek, 6 czerwca 2013

KOMUNIKATY DUSZPASTERSKIE!

Hej! Witam Was w środku tygodnia, kiedy to bliżej do weekendu. Otóż, jak można wnioskować po tytule, mam dla Was parę informacji. Tych dobrych i tych złych. Tak więc zacznę od tej złej. Przez dłuższy czas (nie wiem, do kiedy konkretnie) nie pojawi się żaden rozdział. Jest to spowodowane sprawami rodzinnymi, które są dla mnie trudne i przez które nie mam głowy do prowadzenia bloga. Możecie się spodziewać, że MOŻE dodam coś za jakiś tydzień albo i dwa. 
Bardzo fajnie, że zaglądacie na bloga. Szkoda tylko, że nie komentujecie. To trochę przez to nie ma rozdziału. Po drugie - nie mam do tego głowy.
Mam i dobrą nowinę! Mój aparat wkrótce będzie działał jak dawniej i będę mogła nagrać filmik! :D Piszcie propozycje o czym mam tam gadać, bo możliwe, że do wakacji odzyskam aparat! (tak na marginesie - czekam na to od września).
Co jeszcze... O wszystko możecie pytać w komentarzach, ale i w mailach (something0more@gmail.com). A może chcesz coś zaproponować? Zapraszam! Jeśli będziecie tego chcieli, podam swoje namiary na FB :p Heheh.
No, więc jeśli chcecie do końca miesiąca jakiś rozdział - niech WSZYSCY KOMENTUJĄ! Dobrze? Bardzo Was o to proszę... <słodkie oczy autorki tego bloga>.

A więc - do napisania. Na bieżąco będę odpisywać na maile i komentarze, więc w sumie będzie okej.

PISZCIE WSZYSCY, KTÓRZY TO CZYTACIE, ALBOWIEM INACZEJ ZAWIESZĘ OPOWIADANIE! <hyhy, groźba jak z Biblii mi wyszła. Ale piszę na poważnie>

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział VII części drugiej

Witam Was bardzo gorąco. :) Przychodzę do Was z rozdziałem, na który czekało wielu. Co tu dużo pisać... Czytajcie!


- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, panie Tomlinson. - Martin Frooze składa życzenia parę minut po północy.
    Jadą autostradą z Paryża w kierunku północnym o lekkim zakrzywieniu na wschód.
- Dziękuję. I wesołych świąt. - odpowiada Louis wpatrujący się we francuskie niebo. "Czy Julia też je widzi?", zadaje sobie pytanie.
- Tak, wesołych świąt. I żebyś znalazł Julię.
- Chciałbym... - Louis podpiera brodę dłonią. - Gdzie jedziemy?
- A gdzie chcesz?
- Gdziekolwiek. Niech to będzie niespodzianka.
    Opiera głowę o zagłówek i zamyka oczy. "Znajdę ją dziś albo wcale. W obu przypadkach wrócę do Londynu. Ale czy z Julią? Oby".
    Louis zasypia z nadzieją, że dzień jego dwudziestych drugich urodzin przyniesie to, na co czekał od dawna.

- Gdzie jesteśmy? - Louis otwiera oczy, które zaczyna razić ostre słońce.
- Witaj w Amiens. - uśmiecha się blondyn. - Chodź na śniadanie.
    Wychodzą na parking przy małym zajeździe. W budynku znajdują wolny stolik, składają zamówienie i siadają na miejscach.
- Będzie tutaj? - pyta Tomlinson i wyciąga z kieszeni bluzy telefon.
- Odpowiedz sobie sam. Miejmy nadzieję, że tak.
    Louis włącza internet w telefonie i sprawdza pocztę. Tam czeka na niego wiadomość od dwóch sióstr.
"Do Williama:
Jutro są święta. Jeśli chcesz sprawdzić, czy to twoja prawdziwa Julia, przyjedź do Amiens w ciągu trzech dni. Później wyjeżdża. Gdzie indziej i na zawsze.
Jeanette i Ann-Marie"
    Z uśmiechem kryjącym zdumienie szybko odpowiada na wiadomość sprzed pięciu minut.
"Dziewczyny, czy możemy się dziś spotkać? Jakimś cudem, uważam to za przeznaczenie, jestem teraz tu, w Amiens. Albo podajcie mi jakieś namiary...
W. T."
    Nie zauważa postawionego przed nim talerza z gorącymi tostami.
- Jedz. - mówi Frooze. - Chyba chcesz mieć siłę...
- Gdzie i jak spędzimy Wigilię? - przerywa mu Louis.
- Wigilia jest tutaj jutro. Więc po prostu dziś zjemy jakąś kolację.
- Aha.

- Mamo, trzeba coś kupić? - Jeanette wchodzi do kuchni.
- Nie, nie. Wszystko jest.
- A mogę iść z Ann na spacer? - pyta.
- Czemu?
- Stół do kolacji naszykowany, jest posprzątane.
- No... - pani Marmouget zerka na zegar na ścianie. - Jest siedemnasta. Kolacja o dziewiętnastej. Macie półtora godziny. - wyciąga brytfankę z piecyka i patrzy na córkę. - No co tak stoisz? Możecie iść.

- Ej, a jeśli to nie on? Albo to jakiś psychiczny facet, który się nad nią znęcał? - w miarę jak zbliżają się do umówionego miejsca przy wejściu do parku, Ann-Marie udziela się przerażenie.
- Sama tego chciałaś, więc nie marudź. - siostra bierze ją za rękę.
    Po chwili są już na miejscu. Nikogo nie ma w pobliżu, więc siadają na ławce.
- Która godzina? - pyta czternastolatka.
- Siedemnasta trzydzieści dwa, jeśli mam być dokładna. - odpowiada Jeanette po zerknięciu na przegub lewej dłoni. - Ann...
    Urywa, gdy słyszy kroki za plecami. Słyszy je także Ann-Marie..  Sparaliżowane strachem boją się odwrócić głowy. Rzucają jedynie nerwowe spojrzenia na boki, Ich pulsy przyspieszają, jedno serce bije szybciej od drugiego. Tym bardziej, że słyszą teraz wyraźnie kroki dwóch osób.
- Nie krzyczcie, dobrze? - prosi głęboki, miły głos. - Dobrze? - powtarza pytanie.
    Dziewczęta nerwowo, szybko potrząsają głowami na znak zgody. Boją się powiedzieć cokolwiek.
- Możecie się odwrócić, ale nie krzyczcie.
    Posłusznie, najwolniej jak to możliwe, odwracają się za siebie. Nikogo nie dostrzegają, lecz nim zdążą odetchnąć z ulgą, zza drzew wyłania się dwóch mężczyzn.
- Ann-Marie? Jeanette? - zwraca się do nich drugi głos. Jest on jeszcze milszy od poprzedniego, ale mimo wszystko ma w sobie coś drażniącego, dziecięcego.
- Tak, to my. - szesnastolatka zbiera się na odwagę.
    "Zaraz, moment", przebiega przez głowę Ann-Marie. Przecież zna ten głos. "Czyżby..?".
    Nie kończy myśli, gdyż w świetle zmierzchającego słońca i zapalonych lamp ulicznych w pełni ukazują się twarze mężczyzn. Dziewczyna nabiera powietrza w płuca i otwiera usta, gdy zatyka je jej dłonią Jeanette. Z rozpędu gryzie siostrę w rękę, co ta kwituje cichym jękiem.
- Ogarnij się, Ann. - prosi ją Jeanette.
- Ae o... - sepleni czternastolatka. Siostra zabiera dłoń, więc kontynuuje. - To Louis Tomlinson z One Direction!
- O czym mówicie? Możecie po angielsku? - prosi Louis.
- Bo... To dla Ann szok, że jesteś... To ty jesteś Williamem?
- Tak, to moje drugie imię. Ach, ta Julia... - wzdycha. - Zaprowadzicie mnie do niej?
    Dziewczyny wymieniają spojrzenia, wstają z ławki i prowadzą mężczyzn wąskimi uliczkami.
- Gdzie idziemy? - pyta Tomlinson po dziesięciu minutach marszu.
- Do domu jej ucznia, to tu niedaleko. Powinna jeszcze być. - odpowiada nerwowo Ann-Marie.
- Opowiedzcie mi o niej. Jaka jest tu? - prosi chłopak.
- Cicha, spokojna... I smutna. Rzadko się uśmiecha. - mówi Jeanette.
- To ona? - Martin Frooze wskazuje na ciemną postać w białym szalu, wychodzącą z jednego z pobliskich domów. Rude włosy połyskują w świetle latarni.
- Tak. - przytakuje szesnastolatka. - Ann, pójdź do niej. Coś czuję, że ty - zwraca się do Louisa - byłbyś dla niej zbyt dużym zaskoczeniem.
   Gdy nastolatka odchodzi, Jeanette kontynuuje:
- Teraz idziemy za nimi. Znając Juliette, pójdzie prosto do domu. Ewentualnie zajrzy do sklepu. Ostatnio ciągle jest głodna. Nie dziwię jej się.

- Jak tam lekcje? - pyta Ann-Marie. - Marcus robi postępy?
- Ech, szkoda gadać. Nie odrabia zadań, nie słucha mnie... Chyba w końcu zrezygnuję z udzielania mu korepetycji. To mnie wykańcza.
- Daj sobie spokój. Teraz powinnaś siedzieć w domu i odpoczywać.
- Tak, a pieniądze zarobią się same. - wzdycha Julia. - Poza tym: po co mi? Później odpocznę. Gdy mam za dużo wolnego czasu, to myślę o rzeczach, o których nie powinnam myśleć. - głaszcze swój brzuch. - Czemu po mnie przyszłaś?
- Bo mi się nudziło. No i zawsze wracasz sama, to chciałam ci dziś towarzyszyć. - odpowiada niepewnie. - Jutro Wigilia... Spędzisz ją z nami, prawda?
- Ja... Nie wiem. Nie chcę wam przeszkadzać.
- A ty znów to samo... - Ann-Marie przewraca oczami. - Albo z nami jutro zasiądziesz do kolacji, albo z tobą nie gadam.
    Dochodzą do domu i zatrzymują się przy wejściu.
- Co się dzieje? - pyta zaskoczona czternastolatka, gdy Julia opiera się nagle o ścianę i zaczyna ciężko oddychać.
- Zawołaj... pomoc... - szepcze po polsku. Jej oddech jest urywany. - Po-pomoc... - powtarza po francusku.
- Chodźcie! Jeanette! - krzyczy przerażona Ann-Marie. Zaczyna płakać. - Chodźcie...
    Podbiega szesnastolatka. Stoi jak zaklęta, dopóki nie wpada na nią Louis.
- Co się dzieje? - pyta zdezorientowany. Zauważa Julię leżącą na ziemi i przypada do niej. - Julia, będzie dobrze, ja tu jestem...
- Czy tak wygląda niebo? - pyta głosem przepełnionym udręką. Mowa przychodzi jej z trudem, walczy o każdy oddech.
- Nie, Julia. Na niebo jeszcze za wcześnie. Wytrzymaj. - szepcze Louis. W jego oczach błyszczą łzy. - Dzwonicie czy nie? - woła do reszty.
- Już jadą! - odkrzykuje Ann-Marie.
    Chłopak przytrzymuje dziewczynę i opiera jej głowę na swoich kolanach.
- Daj rę... rękę. - mówi Julia.
    Podaje jej swoją dłoń, a Polka przesuwa ją ostatkiem sił na swój brzuch i zamyka oczy. W oddali słychać tylko syrenę karetki.


Tak, wiem, jestem okropna, kończąc rozdział w takim momencie. W ogóle, kończąc tak rozdział. Ale nie umiałam inaczej. Tak musi być. Jak myślicie, będzie dobrze? Będzie forever together?
Dalej... Ten rozdział pojawiłby się wczoraj, ale nie było odpowiedniej ilości komentarzy. Więc jest dziś. I mam nadzieję, że się podoba.
Mam też dla Was wiadomość: prawdopodobnie następny rozdział pojawi się dopiero za dwa tygodnie. Dlaczego? Otóż w następny weekend będę się bawić na weselu (swoją drogą, pewnie znowu złapię bukiet panny młodej). I to, czy dodam będzie zależeć od czasu. Bo tego może być mało.
Już kończę. :) Jeśli chcecie podnieść mnie na duchu i chcecie szybciej rozdział, niech WSZYSCY komentują! Musi być chociaż 8 komentarzy!, ale wiem, że stać Was na dużo więcej. Więc... DO DZIEŁA!!!