piątek, 31 maja 2013

Rozdział VI części drugiej

Hej! Przepraszam, jeśli ktoś nie doczekał się wczoraj rozdziału. Spowodowane to było pewną sprawą rodzinną. Dobra, ale teraz mam dla Was rozdział! Czytajcie, komentujcie. :)
PS Nie ma dziś Louisa i Julii...


- Cześć, Harry. - Lucy uśmiecha się do kamerki.
   Na ekranie laptopa pojawia się burza loków, a wraz z nią uśmiechnięta twarz chłopaka.
- Hej, Luc. Jak idzie pakowanie? - pyta.
- Już prawie koniec. Jutro lecimy do Polski. - wzdycha.
- Ej, nie cieszysz się?
- Może trochę. Harry, ja nie byłam w Polsce od ponad dziesięciu lat. Z językiem jest krucho. Może i mam tam rodzinę, ale znam ją tylko ze zdjęć i opowieści. Jedyne, co mnie trzyma, to fakt, że na studia wyjeżdżam do Anglii. - uśmiecha się. - Tak więc w Polsce spędzę jakieś pół roku, a potem przybywam do Londynu.
- Luc, po co? - Harry potrząsa głową.
- No jak to? Po pierwsze: na studia. A tak po drodze, to i do ciebie. Jeśli chcesz...
- Chcę, chcę! Po prostu trochę mnie zaskoczyłaś. Co powiesz na... Moją wizytę?
- No chyba cię pogrzało! - woła. - Nie no, jak chcesz, ale... Nie musisz.
- Jeśli ty chcesz studiować w Anglii, żeby być bliżej mnie, to ja chcę do ciebie przyjechać.
- A kiedy? Za trzy dni Wigilia, więc może po świętach? - Harry kiwa głową. - A jak tam chłopcy i dziewczyny?
- Co by ci tu dużo opowiadać... Niall zastanawia się nad zostaniem tancerzem lub modelem. Wiesz, za dużo Sophie. - uśmiecha się. - Liam z Danielle w końcu wynieśli się do swojego gniazdka. Zayn i Katya też znaleźli coś dla siebie, ale to o nich martwimy się bardziej. Kto wie, co zrobi mu Katya...
- A Louis? - pyta dziewczyna.
- Eech, z nim jest gorzej.
- To znaczy? - pyta zmartwiona.
- A to znaczy, że nie ma go w kraju. Powiedział, że spróbuje wrócić na święta i tego się trzymamy.

- Zayn, jesteś pewien, że niczego nie schrzanię? - pyta cicho Katya i łapie chłopaka za rękaw puchowej kurtki.
    Idą zaśnieżonym chodnikiem w stronę sporego ceglanego domu o trzech kondygnacjach.
- Katya, niczego nie schrzanisz. - uśmiecha się. - Moi rodzice są naprawdę fajni. Posiedzimy te parę dni w Bradford i będzie dobrze.
    Kółka prowadzonych przez nich dwóch walizek furkoczą cicho na opustoszałym chodniku. Raz na jakiś czas ulicą przejeżdża pojedyncze auto.
- Gotowa? - pyta Zayn.
- Chyba tak.
    Stają na ganku przed drzwiami domu. Zayn naciska dzwonek i szybko chowa zmarzniętą dłoń do kieszeni. Nie czekają długo - po chwili drzwi otwiera pan domu.
- Cześć, tato. Poznaj Katyę. - uśmiecha się. - Chociaż... Już ją poznałeś.
- Witajcie. - odpowiada mężczyzna z lekkim uśmiechem. - Wchodźcie do środka.
    W korytarzu czekają już Waliyha, Doniya i Safaa. Z piskiem rzucają się na parę i nie puszczają ich, dopóki z kuchni nie wychodzi mama całej czwórki.
- Cześć, dzieci. - całuje syna w policzek i mocno przytula Katyę. - Jak podróż?
- Do zniesienia. - odpowiada Zayn i pomaga Katyi zdjąć kurtkę. - Gdyby nie oblodzony asfalt, to byłoby naprawdę fajnie.
    Odwiesza kurtki na haczyk i po chwili cała rodzina rozsiada się w salonie. Jednak nikt nic nie mówi. Nikt nie wie, co powiedzieć.
- To prawda, że Louis wyjechał? - odzywa się w końcu Waliyha.
    "A wy wszyscy tylko o nim", myśli Zayn i uśmiecha się na te słowa.
- Tak. - odpowiada. - Wiemy tylko, że jest we Francji. Szuka Julii.
- Znalazł ją? - pyta Doniya.
- Raczej nie, poinformowałby nas. Ma wrócić do świąt, prawda, Ka... - urywa, widząc śpiącą na jego ramieniu dziewczynę. - To ja ją zaniosę do pokoju.

- I co? Taki ten samolot straszny? - śmieje się Niall, prowadząc bladą Sophie za rękę ku hali przylotów.
- Może... - urywa. - Niall, ty się nie śmiej, proszę. To, że zgodziłam się przylecieć z tobą na święta do Mullingar, to naprawdę coś. Ja się boję samolotów jak diabeł wody święconej.
- Oj, Soph. - uśmiecha się ciepło blondyn. - Bardzo ci za to dziękuję. - całuje ją w policzek. - Chodź.
    Idą po bagaże, a następnie podchodzą do czekających na nich Grega i Bobby'ego Horanów.
- Cześć, tato. Cześć, Greg. - wita się Niall. - Poznajcie Sophie...
- Twoją dziewczynę. - kończy z uśmiechem ojciec. - Witaj, Sophie, w Irlandii. - wyciąga do niej rękę.
    Dziewczyna jest speszona, ale ściska dłoń Horana seniora. Ruszają na parking i tam wsiadają do czerwonego opla.
- Sophie, co jest? - Niall ściska dłoń dziewczyny.
- Nic. -szepcze wymijająco, choć wyraźnie się trzęsie.
    Jadą w stronę Mullingar. Sophie zastanawia się nad słusznością wyrażonej przez siebie zgody na święta w towarzystwie rodziny Horanów.
- Przecież widzę. - mówi chłopak.
- Boję się. - wyznaje. - To takie nieokreślone uczucie, że komuś coś się stanie...
    Niall przytula mocno swoją dziewczynę i tak spędzają resztę drogi.

- Liam! - woła Danielle. - Wyłaź z tej łazienki! Co ty tam robisz tyle czasu?
    Opiera się o ścianę i głośno wzdycha. W dłoniach miętosi ciuchy, w które chce się przebrać.
- Już, skarbie, już. - Liam wychodzi uśmiechnięty i całuje dziewczynę w usta. - Możesz wejść.
    Dan zamyka się w łazience. Tymczasem Payne zabiera torby z salonu i zanosi je do samochodu.
- I will drive past your house... - nuci z uśmiechem.
    Odkąd wstał jest w świetnym humorze. Nie zepsuje tego nawet taki jeden Tomlinson, o którego się martwi. Bo te święta spędzi z Danielle i ich rodzinami. Wszyscy spotkają się przy stole w domu państwa Peazerów i wtedy... Danielle nie zapomni tych świąt, bo, jeśli się zgodzi, zostanie jego narzeczoną.
- Może Louisa w życiu nie przebiję - mówi do siebie. - Ale nie tylko to się liczy.
    Kwadrans później wyjeżdżają spod domu i ruszają za miasto. Tylko jeden Harry zostaje w Londynie. Nie wie, co zrobić. Chociaż... Tak, jutro pojedzie do Holmes Chapel. A Sylwestra spędzi z Lucy. W Polsce.


No i jak? Jakie są Wasze podejrzenia do obaw Sophie? Podobało się?
Wiem, że jest krótko, ale następne dwa rozdziały wiele Wam wynagrodzą. :D
Dziękuję paulli i Sophie96 za nominacje do Liebster Award. Spróbuję je jakoś ogarnąć, jednak nie wiem, kiedy to nastąpi. Mam też gdzieś jakąś nominację sprzed paru miesięcy, więc...
No dobra, a teraz dedykacja pewnej czytelniczki:

Pisałam też o dwóch "reklamach" blogów. A więc zapraszam Was na początkujące blogi:
przygodawlondynie.blogspot.com
niall-story-johny-life.blogspot.com

Taak, a teraz chciałabym Was poinformować, że dziś już prawie na pewno nie będzie rozdziału. Po prostu. Za to możecie się spodziewać jakiegoś jutro.

Noo, to chyba na tyle. Jeśli chcecie o coś zapytać, czegoś się dowiedzieć, piszcie na maila (something0more@gmail.com). Jestem na poczcie prawie ciągle, kiedy tylko mogę, więc spodziewajcie się szybkich odpowiedzi. :D
A teraz piszcie opinie, takie szczere.
Do następnego!

6 komentarzy - następny rozdział!

5 komentarze:

Majka. pisze...

Pierwsza? :D Hahahaha. Nie no... Rozdział fantastyczny, naprawdę. Ale wiesz, że ja to powtarzam za każdym razem. Ile jeszcze do odnalezienia Julki?^^ Mam nadzieję, że jeden, góra dwa. Hahahaha. Czekam na następny z niecierpliwością. Pozdrawiam, Majka.:D xoxo

My life:) pisze...

Czekałam na ten rozdział i cieszę się jak dziecko, że jest. Wszyscy wyjeżdżają, Liam ma zamiar się oświadczyc, Sophie ma jakieś dziwne przeczucie (ciekawe czy faktycznie się sprawdza, ale mam cicha nadziej, że to tylko przeczucia), a Harry wybiera się do Polski.. No i jeszcze Zayn i Katya. Rozdział jest super. Już się nie doczekam jak Lou znajdzie Julke.
Do następnego ^^

TheDopelin pisze...

Dziekuje za polecenie! Dzieki tobie dzis juz 11 wyswietlen :)
DZIEKUJE
A rozdział pisany z perspektywy wszystkich chłopakow. super :P
Do jutra!

Marciak pisze...

Hehe:) No normalnie wszyscy się gdzieś wybierają :)A ja zapytam jeszcze raz : KIEDY LOUIS ODNAJDZIE JULIĘ ??? xD Do następnego :*

Ja Kotecek pisze...

Dziękuje ,że polecasz mój blog ;* Cieszę się na ich wspólne święta i licze ,że Lou za niedługo odnajdzie Julię. Weny, czekam na następny ;3

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)