środa, 29 maja 2013

Rozdział V części drugiej

Hej! Powiem tylko tyle, że Was uwielbiam! A teraz czytajcie!


- Halo? Lottie? - pyta do słuchawki wysoka blondynka. - Cześć, z tej strony Sophie Jones. Mam do ciebie pytanie...
    Siada na wysokim krześle e kuchni i gryzie jabłko.
- Bo wiesz, niedługo święta i urodziny Louisa. Zastanawialiśmy się, my wszyscy, nad prezentem dla niego i... Klapa.
- Aaa, rozumiem. Potrzebna wam pomoc? - pyta Charlotte.
- Dokładnie. Co proponujesz?
- Wiesz, dla niego idealnym prezentem byłoby to samo, co rok temu.
- Czyli?
- Powrót Julii. To jednak wydaje się ciut nieosiągalne. - Lottie wzdycha ciężko. - Sophie, to jedyne, co przychodzi mi do głowy. Bo wiem, że tylko to go uszczęśliwi.
- Ech, no trudno. - mówi Sophie. - Dzięki za rozmowę. - rozłącza się.
- Cześć! - słyszy męski głos w korytarzu. - Co słychać, Soph?
- Nieźle, Niall, nieźle. - odpowiada z uśmiechem i biegnie powitać chłopaka. - Rozmawiałam z Lottie na temat prezentu.
- I co ci powiedziała? - Niall całuje dziewczynę w czoło.
- Ogółem to powiem ci, że to jest awykonalne. Bo chodzi o Julkę.
- Ech... - kręci głową. - Dobra, a teraz się szykuj. Idziemy na pizzę, co ty na to?
- Hmm, w zeszłym tygodniu impreza, dzisiaj pizza... Co ty chcesz mi zasugerować? - pyta Sophie, mrużąc zabawnie oczy.
-Nic. Po prostu jesteśmy razem już pół roku. - blondyn szczerzy swoje proste zęby w uśmiechu.
- Ojej, ale to zleciało  - wzdycha dziewczyna z uśmiechem. - To ja idę się przebrać. Poczekaj chwilę.

- Louis, wybierasz się gdzieś dzisiaj? - do pokoju zaglądają Danielle i Liam.
- Możliwe, a co? - odpowiada beznamiętnie.
- Chcieliśmy cię zabrać na miasto. Pomyśleliśmy, że tak sobie tylko tu siedzisz, nic nie robisz... - tłumaczy dziewczyna.
- Dzięki, ale nie skorzystam. - mamrocze Louis i zakopuje się pod pościelą.
- Nie bądź taki, Louis. Trzeba żyć dalej. - namawia Liam.
- Nie bez Julii. Poza tym - zapomniałeś o telefonie? Wszędzie poznam jej głos. I nie mam wątpliwości, że to była Julia.
    Danielle kręci głową, Liam patrzy na przyjaciela zrezygnowany.
- Louis... - zaczyna.
- Znowu zaczynasz? Proszę cię, to nie jest takie łatwe. Nawet gdybym próbował, to nie zacznę żyć bez niej. - Louis wstaje, zbiera ubrania z krzesła i zamyka się w łazience. - Tak, wychodzę! I niech was to nie obchodzi! - woła zza drzwi.
- Chodź, Liam - szepcze Dan i chwyta chłopaka za rękę. - Dajmy mu spokój. Trochę za dużo od niego żądacie. Jak ty byś się zachował na jego miejscu?
    Schodzą na dół. Liam pzegląda dzisiejszą gazetę, Danielle sprawdza wiadomości w telefonie.
- Ja już mam tego dosyć. - wzdycha chłopak. - Louis i jego humory niszczą atmosferę w zespole. Nic, tylko ciągle się kłócimy. Mogłaby się ta Julia się pojawić albo zespół się rozpadnie.
- Och, Liam. Nie martw się. - Dan przytula Payne'a. - Może jeszcze jakoś to będzie.
- Mam nadzieję. Bo ten baran...
- Przeprasza za swoje zachowanie. - przerywa mu Louis.
    Para patrzy na niego bez słowa. A on stoi w drzwiach, z potarganymi włosami i w krzywo zapiętej koszuli.
- Wiem, że ostatnio ciągle zachowuję się jak baran. Ale, niestety, nic nie poradzę na to, że taki jestem. Tylko jej powrót coś zmieni... - strzepuje niewidzialne pyłki z koszuli i lekko się uśmiecha. - Wychodzę. Nie wiem, kiedy wrócę. Aha... Taki szczegół: może mnie nie być nawet do świąt. Paul o wszystkim wie.
- Ale... Jak to? - dziwi się Liam. - Co będziesz robił?
- Ja... Nieważne. Po prostu muszę gdzieś jechać. - podnosi z podłogi torbę podróżną. - Nie wiem, czy będę się odzywać. Nic nie wiem. Ale jeśli się czegoś dowiecie o Julii - dzwońcie o każdej porze dnia i nocy.
    Zakłada kurtkę, do kieszeni wkłada wełniane rękawice Julii, które znalazł niedawno w swoim pokoju.
Bierze torbę i woła:
- Cześć! Do zobaczenia kiedyś tam. - i wychodzi.
    Twarz ma spokojną. Wszystkie myśli skupia na Niej. Na dziewczynie, która sprawiła, że jego życie się zmieniło. Serce już od ponad roku bije ten sam rytm. Czy zmieni kiedyś melodię? Czy serce zagra jeszcze kiedyś inną piosenkę innej dziewczynie?
    Dochodzi boczną uliczką do małego, czarnego auta. Siada z tyłu, kładzie torbę na siedzeniu obok i zapina pasy. Samochód rusza.
- Witam, panie Tomlinson. - mówi głęboki męski głos z przodu. - Widzę, że się zdecydowałeś.
- Przecież to oczywiste. - mamrocze do siebie Louis i wygląda przez okno. - To gdzie teraz jedziemy, panie Frooze?
- Do Dover. Julia tam pojechała. A my podążamy jej śladem. - tłumaczy mężczyzna.
- Ale czy na pewno jest we Francji? - pyta Louis.
- Oczywiście. Gdybym nie miał pewności. to bym cię tu nie ciągnął.
- W którym mieście mieszka? Wiesz może? - chłopaka denerwuje zachowanie i przemądrzałość dziennikarza.
- No... Nie. - przyznaje.
    Rozmowa umiera śmiercią naturalną. Louis zasypia. Śni o wielkim, drewnianym domu na wsi. A w domu on...

~*~

- Jest tu ktoś? - pyta.
    Siedzi w fotelu w przytulnym salonie pomalowanym na brązowo. Powoli wstaje i przechodzi do kuchni. Tam, przy długim dębowym stole, stoi wysoka kobieta o kasztanowych włosach sięgających za pośladki. Coś miesza, podśpiewując przy tym pod nosem; po dłuższym wsłuchiwaniu się stwierdza, że jest to "Everything I do".
- Victoria, jesteś tu? - pyta szatynka, a Louis doznaje szoku.
- Jula, to ty? - odzywa się cicho.
- Lou, możesz tu podejść? - woła kobieta.
    Chłopak przysuwa się bliżej, ale jakby dla niej nie istnieje. W zamian za to do kuchni wchodzi postawny mężczyzna. Podchodzi do Julii, obejmuje ją w pasie i przytula. Dopiero po chwili Louis spostrzega brązową potarganych włosów swojego imienia, parę znajomych tatuaży na prawym przedramieniu i koszulkę w paski. Poznaje w nim siebie, starszego o kilka lat. Także Julia nie wygląda już młodo. Jest poważniejsza, dojrzalsza. Inna niż ''młodsza'' Julia.
- Co tam, Mała? - szepcze jego starsza wersja do jej ucha.
- Pomóż mi szykować kolację, dobrze? - odpowiada Julia. - Co roku mam z wami ten sam problem. - wzdycha. - Zbierz naszą bandę sześciu wspaniałych, zawołaj do mnie Vicky, a ty z chłopcami nakryjcie do stołu. Zaraz będą się zjeżdżać goście, a my jak zwykle jesteśmy w rozsypce.
- Ej, Jula, nie złość się. - prosi "stary" Lou. - Nie możesz się denerwować, kobieto. Poza tym dlaczego to zawsze my organizujemy Wigilię?
- Bo przegrałeś zakład ze Styles'em. - mówi. - Mówiłam, że przegrasz, ale ty nie!, uparłeś się, że na bank to będą tym razem dziewczynki. To twoja wina, że jak na razie mamy piątkę synów i tylko jedną córkę. I wątpię, żebym i tym razem doczekała się córek... Kto to widział, żeby czwarty raz z rzędu mieć bliźniaki. - wznosi oczy ku niebu i odwraca się do obu mężczyzn. - Może zrobimy nasze One Direction? Mamy pięciu chłopców...
- Taa, a reszta staruszków będzie się złościć, że nie chcemy wkręcić w interes ich potomków. - śmieje się.
- Wiesz co? Trzeba nie było kończyć z zespołem. - mówi Julia.
- Mała, spędziliśmy tam wiele wspaniałych lat. To była wspólna decyzja. Przecież mamy rodziny, chcemy wam poświęcać jak najwięcej czasu. Nie pamiętasz, jak to było po narodzinach naszych pierworodnych?
- Mhm... - Julia obraca się w stronę tego 'prawdziwego' Louisa. Patrzy mu w oczy i mówi:
- Bądź tam. W Wigilię będziesz jej potrzebny. Przybądź do Am... - urywa.

~*~

- Obudź się, jesteśmy na miejscu. - coś szturcha Louisa w ramię.
    Otwiera oczy i widzi Martina Frooze wysiadającego z auta. Wygląda przez okno i odpina pas bezpieczeństwa. Są w porcie w Dover.
- Co teraz? - pyta dziennikarza po opuszczeniu samochodu.
- Czekamy kwadrans na prom. Chcesz bułkę? - wyciąga w jego stronę torebkę z pieczywem.
    Louis bierze bułkę i dopiero wtedy uświadamia sobie, jak bardzo był głodny.
- Czy gdzieś w twoich teoretycznych miejscach pobytu Julii jest takie, które zaczyna się od "am"? - pyta.
- Czemu pytasz?
- Tak tylko... Ale jest?
- Jest, jest. 
- Ale sprawdzimy je?
- Oczywiście.


No i jak? Podobało się? Mam nadzieję. Jeszcze w ten weekend Lou znajdzie Julkę. Piszę o tym, bo ciągle pytacie.
"Summer Love" które wcześniej umieściłam jest mojego autorstwa. xD
Co jeszcze... Nie wiem. Następny rozdział raczej jutro.
Bardzo Wam dziękuję za fantastyczne komentarze. Jesteście niesamowici! :)
+ jutro parę reklam blogów! I dedykacja, o którą prosiła jedna z czytelniczek. Przepraszam stąd, że tak długo czekasz, ale jutro powinna być. :)
A jeśli macie jakieś pytania, piszcie na maila: something0more@gmail.com

6 komentarzy - następny rozdział

8 komentarze:

Majka. pisze...

Jeju jeju jeju . : D Hehe. Fantastyczny rozdział. Czekam na następny, ale to już wiesz i mam nadzieję, że wszystko się w końcu ułoży.:) xoxo

My life:) pisze...

No, no.. Robi si naprawdę ciekawie. Rany :) Boję się co wymyślisz. Ale rozwaliła mnie tą akcja z snem :* Kurcze, no... Mogłabym to czytać dniami i nocami, wiesz? ^^

Łucja Domieszkiwicz pisze...

Niech on znajdzie juz ta Julke!!!
Nie moge sie doczekać następnego rozdziału :D

Anonimowy pisze...

Hehe ten sen był zajebisty ;DD Czekam na nexta !! :)

Anonimowy pisze...

Mam nadzieje że sie wszystko ułoży ;) Bardzo mi sie ten rozdział podoba ;D
Czekam na następny :)

Anonimowy pisze...

Zajefajny rozdział ! :D
Czekam na następny :**

TheDopelin pisze...

Dotrzymałaś słowa! Naprawdę się znajdą! :D
Rozdział super! Czekam na kontynuację :P
Do dzisiaj!

paulla pisze...

zajebisty rozdział i chciałam cię poinformować, że zostałaś nominowana do Libster Award więcej informacji i pytania znajdziesz u mnie
http://wiara-zaufanie-i-magiczny-pyl.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)