sobota, 11 maja 2013

Rozdział I drugiej części

Hej! Witam Was z pierwszym rozdziałem drugiej części. Miałam go dodać w przyszłym tygodniu, ale jestem okropnie niecierpliwa ;>
Dobra, powiem tylko tyle, że pisałam ten rozdział w święta wielkanocne i... Dobra, napiszę na dole.
A teraz czytajcie rozdział, w którym przenosimy się o cztery tygodnie do przodu ;>

Just give me a reason,
Just a little bit’s enough
Just a second, we’re not broken
Just bent and we can learn to love again.
Oh, it’s in the stars,
It’s been written in the scars on our hearts
We’re not broken
Just bent and we can learn to love again. - Pink & Nate Ruess "Just gime a reason"


    Budzi się w jasnym pomieszczeniu. Wstaje z miękkiego łóżka okrytego czerwoną pościelą i białą, wełnianą narzutą. Siada na brzegu łóżka i przeciąga się leniwie.
    Rozgląda się po przestronnym pokoju z biało-czarnymi ścianami. Naprzeciw łóżka znajdują się niepozorne wiśniowe drzwi.
    Podnosi się i zatapia stopy w puszystym, kremowym dywanie. Ostrożnie podchodzi do dużego lustra. Widzi w nim rozczochraną burzę długich rudych włosów, szaro-zielone oczy i smutny uśmiech. To wszystko należy do niespełna dziewiętnastoletniej dziewczyny, ubranej aktualnie w luźną koszulę nocną.
- Juliette, wstałaś już? - spod drzwi dobiega głos pani Marmouget.
- Tak, proszę pani. - odpowiada Juliette Louis Aragon.
- To chodź, dziecko, na śniadanie.
- Dobrze, tylko się ubiorę.

    Madame Brigitte Marmouget schodzi na parter, a rudowłosa dziewczyna smutnieje jeszcze bardziej. Podchodzi do białej szafy obok łóżka i przegląda jej zawartość. Wybiera fioletową bokserkę, czarne rurki i szary sweterek.
    Wygląda przez spore okno przy łóżku. Zapowiada się ciepły sierpniowy dzień. Ulicą przejeżdża samochód osobowy.
    Ubiera się i rozmyśla.
- To już cztery tygodnie - mówi do siebie. - A on...
    Nie kończy. Nie może jej to przejść przez gardło. Codziennie przegląda wiadomości, te brytyjskie, i codziennie widzi to samo: "Co się stało z Julią?", "Louis Tomlinson nie ustaje w poszukiwaniu zaginionej narzeczonej", "Julia ofiarą psychofanek One Direction?", " Czy Julia jeszcze żyje?", "Kto odpowiada za zniknięcie Julii?". Tak bardzo chciałaby pokazać się im wszystkim i zawołać: "To ja! Żyję i mam się dobrze. Nie chciałam ranić Louisa, dlatego zniknęłam. To jednak mi nie wyszło...".
    Ale nie może. Już za późno. To zniknięcie wymyśliła pod wpływem impulsu. Bo okazała wobec Louisa coś, czego nie powinna, tym samym pewnie robiąc mu nadzieję. Dlatego odebrała walizki z najpotrzebniejszymi rzeczami z piwniczki w swoim, dawnym już, bloku i wyruszyła w podróż do Dover. Była już w innych i miała mocny makijaż, dzięki któremu była choć trochę mniej rozpoznawalna. Po dotarciu do miejscowości po ponad trzech godzinach jazdy wsiadła na prom i przedostała się do Calais we Francji. Spędziła tam sześć dni załatwiając różne formalności. Przefarbowała również włosy i zmieniła swoje imię i nazwisko z polskich na francuskie. I tak oto już ponad trzy tygodnie nazywa się Juliette Louis Aragon. Później dużo podróżowała po kraju i osiadła na stałe w Amiens u państwa Marmouget i ich dzieci.
- Juliette! - woła ze schodów sześcioletnia Evelyne.
    Dziewczyna wychodzi z pokoju i, ponaglana przez Evelyne oraz pięcioletniego Michela, kieruje się do jadalni. Tam, przy dużym, prostokątnym stole siedzą monsieur Pierre Marmouget i trójka z szóstki potomków; szesnastoletnia Jeanette, czternastoletnia Ann-Marie i siedemnastoletni Christian. Evelyne, Michel i Julia zajmują swoje miejsca. Brakuje tylko pani Brigitte, która krząta się w kuchni, oraz najstarszego - dwudziestoletniego - Adriena, który jest w Paryżu u przyjaciela.
- Dzień dobry - wita się Polka.
    Wchodzi pani Marmouget z koszykiem pieczywa.
- Adrien wraca w weekend. - informuje z uśmiechem i siada. - Juliette, kawy?
    Julia przytakuje. Smaruje bagietkę masłem i odgryza kawałek. Następnie sięga po filiżankę z kofeinowym napojem i prawie natychmiast ją odkłada.
- Coś nie tak? - pyta zaniepokojony pan Pierre.
- Nie, nic, po prostu... Niedobrze mi.
- Może jesteś chora. - sugeruje pani Brigitte, na co Julia wzrusza ramionami.

    Reszta śniadania przebiega już spokojnie. Julia pomaga posprzątać po posiłku. Zostaje sam na sam z gospodynią w jadalni.
- Juliette, porozmawiamy? - pyta kobieta. - Tak mało cię znam.
- Dobrze, proszę pani.
- Dlaczego przyjechałaś do Francji?
- Chciałam zacząć nowe życie i padło na ten kraj.
- Ale dlaczego? Wybacz za ciekawość, ale...
- Rozumiem. - odpowiada dziewczyna i zbiera talerze. - Ja... Wyjechałam, bo nie chciałam dłużej ranić bliskiej mi osoby. Ale przez to skrzywdziłam go jeszcze bardziej... - Julia ociera łzę z policzka.
- Kim on dla ciebie był? To twój chłopak?
- Narzeczony.
- Ale... Co się stało? - pyta zdumiona gospodyni.
- Przestałam go kochać. Nie całkowicie, ale... To już nie było to.

    Wynosi brudne naczynia do kuchni. W tym czasie Brigitte układa sobie w głowie wszystko to, co usłyszała. Jest zaskoczona.
- Rozmawiałaś z nim o tym? - pyta, gdy dziewczyna wraca.
- Tak. Wiedział o wszystkim od początku czerwca.
- To smutne.
- Bardzo... Ale jest jeszcze gorzej.
- Co takiego, kochana? - pani Marmouget zaczyna się denerwować.
- Parę dni temu byłam u lekarza... - Julia mówi powoli.
- Tak, pamiętam. Musiałaś założyć kartę.
- I przy okazji się przebadałam, bo takie zachowania jak dziś przy śniadaniu trzymają się mnie od paru dni. Chciałam się dowiedzieć, czy to nie jakaś grypa.
- No i co ci powiedział? - pyta gospodyni pełna obaw.
- Prawie na pewno noszę w sobie jego dziecko - Julia zaczyna płakać.
    Siada na krześle. Pani Brigitte próbuje ją pocieszać, jednak na próżno.
- Nie martw się, będzie dobrze - szepcze dziewczynie. Przytula ją mocno.
- Nie będzie dobrze. -chlipie. - Chciałam o nim zapomnieć. Chciałam, żeby on o mnie zapomniał. Nic mi nie wyszło.
- A rodzina?
- Nie... Ja im nie powiedziałam. Nikt nic nie wie. Miałam wyjechać na początku sierpnia... I co teraz będzie?
- Skarbie, możesz zostać u nas.
- Będę płacić za pokój. - obiecuje.
- To nie jest teraz ważne. Jesteś młoda, znajdziesz jeszcze sobie mężczyznę.
- Wciąż jestem zaręczona - Julia kręci głową. - z Lou... Z Williamem.
- Och. Nieważne. Ważna jesteś ty i twoje dziecko. Co z nim zrobisz?
- Wychowam je. - ociera łzy i próbuje się uspokoić.
- Który to może być tydzień? - pyta pani Marmouget.
- Czwarty.
- Dobrze... Nie przemęczaj się. Idź do siebie. Ja tu skończę, a potem przyniosę ci herbatę.
- Dziękuję bardzo - Julia przytula mocno kobietę i wstaje.
    Polka zamyka się w swoim pokoju i opada na wciąż niezaścielone łóżko.
- Oj, Lou... Prawdopodobnie spełniło się twoje marzenie. Będziesz ojcem, ale nawet o tym nie wiesz. - szepcze w poduszkę. - Nie chcę jeszcze być matką. Ale wychowam je. Dla ciebie... Nie wybaczyłbyś mi, gdybym zrobiła inaczej... Dlaczego to życie musi być takie trudne? Jak nazwałbyś swojego potomka? Chciałbyś syna czy córkę? Chyba syna; bab masz aż za dużo. - uśmiecha się przez łzy. - Chciałbyś mnie jeszcze znać? Przecież cię zostawiłam... Och, Lou... Przepraszam.
    Dziewczyna zasypia. W tym samym czasie Jeanette, Evelyne i Ann-Marie siedzą w pokoju najstarszej z sióstr.
- Czemu płakała? - pyta sześciolatka.
- Chyba jest w ciąży. - tłumaczy Ann-Marie.
- To źle? - drąży temat Evelyne.
- Tak, jeśli nie masz faceta, który by ci pomógł wychować dzieciaka. - odzywa się Jeanette.
- To znajdziemy jej kogoś? - pyta mała.
- Nie, musimy znaleźć jej narzeczonego. Wiecie, tego, którego zostawiła. - proponuje szesnastolatka. - Same słyszałyście, że on ją kocha. Wystarczy go znaleźć i...
- Powiedz mi, jak on się nazywa i gdzie mieszka, to zaczynamy poszukiwania. - gasi ją Ann-Marie.
- No, faktycznie. Ale wiemy, że ma na imię William. A potem... - uśmiecha się chytrze.
- Nie, ja nie grzebię w jej rzeczach. Spadaj! - buntuje się Ann-Marie i wstaje.
    Wychodzi na korytarz i kieruje się w stronę drzwi na wprost tych do pokoju Julii. Zatrzaskuje je po wejściu do swojej sypialni. Spogląda na łóżko przy oknie, a potem na czerwone ściany. Długo toczyła z mamą boje o możliwość przyklejenia plakatów. Dlatego teraz większość miejsca zajmują fotosy z gazet i wydrukowane zdjęcia.
- Shut the door, turn the light off. I wanna be with you, I wanna feel your love... - nuci pod nosem i patrzy na plakat Louisa Tomlinsona, najfajniejszego chłopaka z One Direction. Louis jest jej ideałem.
    Włącza laptopa i sprawdza newsy. Coś o 1D?
- Ech, Julia, znajdź się w końcu, proszę. - szepcze z nadzieją, że jej prośba się spełni. - Shut the door, turn the light off. I wanna be with you, I wanna feel your love... - zaczyna nucić od nowa.



- I wanna lay beside you, I can not hide this... - nuci Louis William Tomlinson.
    Siedzi na łóżku w tourbusie i rozmyśla. Powoli traci już nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie Julię. "Gdzie ty jesteś?", zadaje wciąż to samo pytanie.
- Cztery tygodnie. To już cztery tygodnie...
- Można? - w przejściu staje Zayn.
- Jeśli chcesz siedzieć z marudą...
- Co się dzieje? Znowu o niej myślisz? - chłopak przytakuje. - Daj trochę na luz, co?
- Nie umiem. To nie takie łatwe.
- Ja cię rozumiem, ale...
- Chłopaki! - wrzeszczy Liam. - Jest mail!
    Louis i Zayn biegną na złamanie karku do Payne'a.
- Co jest? - pyta zdenerwowany Tomlinson.
- Dostałem maila na pocztę o Julii.
- Od kogo?
- Od jakiejś 'Czarnej Perły'. Przeczytać? - chłopcy przytakują. - "To bardzo boli, wiem. Ale, Louis, spróbuj żyć dalej. Nie wiadomo, czy jeszcze się spotkacie. To zależy od niej. Nie martw się, Julia żyje. Spróbuj zapomnieć...". I co o tym myślisz, Lou?
    Patrzy na chłopaka. Louis siedzi na sofie i ukrywa twarz w dłoniach.

- Louis? - pyta ostrożnie Liam. - To może być podpucha. Ktoś sobie żartuje...
- Wolałbyś, żeby to był żart?! - wybucha Tomlinson. - Żeby ona nie żyła, co?
- Nie, to nie...
- Nieważne. Wiem swoje. Ona gdzieś tam jest i sobie żyje. Ale nie jest szczęśliwa... Da radę sprawdzić, skąd wysłano maila?
- Nie wiem, ale zrobię co w mojej mocy. - odpowiada Payne.



    Julia czeka na swoją kolej w poczekalni. Od ponad dwóch tygodni żyje w niepewności, ale objawy jakby mówią same za siebie.
- Mademoiselle Juliette Louis Aragon, proszę do gabinetu. - w drzwiach pojawia się młoda, niska lekarka.
    Dziewczyna idzie za nią pełna obaw.

- Co chciałabyś usłyszeć? - pyta Adrienne Moumus, lekarka.
    Julia leży na kozetce. Zaciska palce na oparciach. "Proszę, nie teraz. Może w przyszłości, ale nie teraz", modli się w duchu.
- Że moje podejrzenia się nie sprawdziły - mamrocze.
- No cóż, Juliette... Rozumiem, że ojca dzieci nie ma, ale...
- Dzieci?! - woła przerażona Julia, a lekarka przytakuje.




No i jak? Na swoją obronę z tą ciążą mam fakt, że gdy to pisałam, przez trzy dni z rzędu widziałam się z ciężarną ciocią i to dlatego :p
No... Chyba z opowiadaniem nie jest źle, skoro nowy adres przesłałam w sumie jedenastu osobom. :D
Planowałam zrobić zwiastun - filmik, ale chyba nic z tego. Jeśli już, to dałabym go za tydzień.
Wiecie, miałam całkiem ciekawy tydzień. W środę na przykład popisałam się swoją kondycją, bo zaraz po historii, zanim się spakowałam, musiałam ścigać po szkole kolegę, który zabrał mi zeszyt z opowiadaniem. -,- A wczoraj grałam w trzyosobowej drużynie w siatkę na wf-ie przeciwko piątce dziewczyn. W zespole byłam z dwójką chłopaków z mojej klasy xD I wychodzi mi na koniec roku jak na razie 2 z niemca. ;>
Dobra, już nie truję. Mam nadzieję, że się podobało. W każdym razie wyraźcie szczerą opinię w komentarzach, których ma być 5, JEŚLI CHCECIE NASTĘPNY ROZDZIAŁ!

Do następnego :*

something0more@gmail.com

6 komentarze:

Ja Kotecek pisze...

Aaaa! Czekam na kolejny *.* Aż już się nie moge doczekać! Ludzie, zaskoczyłaś mnie na wielki, ogromny +. Kocham tą część <3 Mam wielką nadzieje ,że Lou ją odnajdzie. Weny *.*

My life:) pisze...

No właśnie. Jestem mega zaskoczona i to poważnie :) Kurcze.. Dziecko Lou? Nie spodziewałam się. Ale to miła niespodzianka :* Mam nadzieję, że Louis będzie walczył o Julke i o tego małego malucha, ktoey się urodzi :D Czekam na kolejny :)

Fruśka.xoxo pisze...

Cholera, cholera, cholera. To jest.. boskie. Naprawdę. Zabrakło mi słów. Jestem mile zaskoczona, no i cieszę się, że nasza Dżulia żyję. Ale ciąża? Tego się nie spodziewałam. Szok... No i jeszcze dwójka, lub trójka (cholera wie)... Ja mam nadzieję, że ona donosi tą ciąże do końca, a Louis ją znajdzie i zaopiekuję się NIMI. Czekam na następny.xoxo

Marciak pisze...

No to Lou ma problem ;3 Może nie problem ale jego marzenie się spełni ;3 Mam ogromną nadzieję że wkrótce dowie się że zostanie ojcem i zawalczy o Julię cały sercem ;* O tak na romantyzm mi się rzuciło ;) Pozdrawiam do następnego ;3

wiewiórka. pisze...

Mój pierwszy rozdział z Twojego opowiadania, na początku wydawało mi się, że przeleci bez żadnych konkretnych faktów i mi się znudzi, jak to często na blogach z opowiadaniami bywa, a tu w połowie - miłe zaskoczenie, wciągnęłam się i chyba wrócę do poprzednich rozdziałów. No i czekam na następny. ;)
Obserwuję, pozdrawiam, zapraszam do mnie. ;3 http://sugoi-sekai.blogspot.com/

Sophie96 pisze...

Świetny! Czekam nn i zapraszam do mnie na epilog:
real-life-sophie.blogspot.com

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)