środa, 1 maja 2013

Epilog części pierwszej, prolog części drugiej

Hej, mam dla Was epilog-prolog. Pierwsza część jest weselsza od drugiej... W każdym razie - czytajcie!
KAŻDY CZYTAJĄCY ZOBOWIĄZANY JEST DO SKOMENTOWANIA! Dla Was to chwila, by napisać, dla mnie to znak, że czytacie. Mogą być hejty - ale piszcie, proszę!


     W tym samym czasie Katya, poruszona rozmową z Zaynem, jedzie do domu chłopaków po swoje rzeczy. Zayn nie zrozumiał jej sytuacji, położenia, dlatego wyszła. Jakkolwiek by się tłumaczył - Malik jej nie przekona.
- To tutaj? - pyta kierowca taksówki.
- Tak. Proszę nie czekać... - wręcza mu banknot i rusza w stronę domu.
     W budynku panuje cisza przerywana jedynie tykaniem zegara, który niedawno wybił północ. Katya bezszelestnie wchodzi na piętro do pokoju, który Zayn odstąpił na czas pobytu dziewczyny w Londynie.
- Nie ma, że boli! - mruczy do siebie. - Nie zostanę! Jeszcze czego! Już wolę krowy, parasolki, Valentina i psa. Nie, panie Malik... Nie będzie drugiej szansy.
     Wyciąga torbę i  wrzuca ubrania. Nie patrzy na nic, liczy się czas. Kto wie, jak szybko się zorientują, że jej nie ma na przyjęciu, a jest tutaj?
     Dla uspokojenia się zaczyna śpiewać "Katiuszę". Tak, śpiew, muzyka i taniec często pomagają na smutki.
     Po upewnieniu się, że ma już wszystko schodzi na dół. Bagaż zostawia w korytarzu i idzie do kuchni zadzwonić po taksówkę. Podnosi słuchawkę telefonu stacjonarnego i po dłuższym oczekiwaniu orientuje się, że nie ma sygnału.
- Co, do licha? - pyta zdenerwowana.
     Szybko wraca do korytarza i próbuje otworzyć drzwi wejściowe. Te jednak ani rusz! A przecież ich nie zamykała.
- Co się... - urywa.
     Na okna zsuwają się rolety antywłamaniowe. Zapalają się wszystkie światła na parterze, a z wieży zaczyna grać "Katiusza".
- Kto tu jest? - pyta Rosjanka.
     Podejrzane odgłosy dochodzą zza drzwi prowadzących do garażu. Nagle wyskakuje stamtąd dwóch osobników w kominiarkach. Chwytają ją za ramiona i prowadzą do salonu nic przy tym nie mówiąc.
- Kim jesteście? - szepcze zdenerwowana.
     Odpowiada jej milczenie. Ktoś wchodzi na górę.
- Co z chłopakami?
     Znów brak odzewu. Zamaskowani... No właśnie, kto? Kim oni są? Porywaczami? Włamywaczami? Mordercami? A może... Nieważne. Nie zmienia to faktu, że pozwalają Katyi na poruszanie się po całym salonie. Jedynym ograniczeniem są drzwi, których strzegą.
     Znudzona i zmęczona zwija się na kanapie w kłębek i próbuje zasnąć. Jednak coś jej na to nie pozwala.
- Katya! Katarinko! Gdzie jesteś?
     Dziewczyna natychmiast się podrywa z miejsca i nasłuchuje.
- Katya!
     Nie, to jej się tylko tak wydaje. Jest zmęczona, zdenerwowana i...
- Katiusza!
     Cholera! To on!
     Pilnujący jej faceci w kominiarkach wyglądają ze swoich stanowisk na korytarz w poszukiwaniu intruza.
- Kat... To za Katyę. - szepcze chłopak powalając na ziemię ''strażników''.
- Zayn, co tu się dzieje? - pyta Rosjanka.
- Cii, pogadamy za chwilę. Musimy iść.
- Skąd wiedziałeś...
- Czy to ważne? - przerywa jej.
     Idą na piętro, do pokoju Zayna. Podłoga na korytarzu wysypana jest... Płatkami róż?!
- Co, do cho..! - urywa dziewczyna.
- Chodź, dobrze? Ale... - zawiązuje na jej oczach jakąś chustkę. - Wytrzymaj chwilę. Zaraz zdejmiesz.
     Katya słyszy skrzypienie drzwi. Powoli i ostrożnie, prowadzona przez Zayna, stawia krok za krokiem.
- Stój. - zatrzymuje ją.
     Posłusznie stoi w miejscu, podczas gdy chłopak krząta się po pokoju. I wtedy słyszy kroki jeszcze jednej osoby.
- Zayn, kto tu jest? - pyta dziewczyna.
- Cii, to nikt taki.
     Po paru minutach dłużących się niczym wieczność oślepia ją mocne światło lamp. Przed nią stoi Malik. "To kto zdjął mi chustkę?", myśli. Odwraca się i widzi dwóch facetów w kominiarkach.
- Zayn... - jest wystraszona. - Co oni...
- Cześć, Katya! - słyszy Liama i Harry'ego.
     Faceci zdejmują kominiarki i jej oczom ukazują się loki Harolda i szeroki uśmiech Payne'a. Wskazują na Zayna.
     Niepewnie się odwraca, w międzyczasie rejestrując wzrokiem ogromny bukiet czerwonych róż. A Zayn?
- Droga Ekaterino Dmitriewo, wiem, że się za bardzo nie popisałem, tak ogólnie... A to, co tutaj się wydarzyło, to... No, chciałem ci pokazać, że potrafię walczyć o to, co jest dla mnie ważne. Tak więc wiesz, no... - drapie się po brodzie i klęka. - Panno z Rosji, może mnie nie cierpisz, ale zapytać nie zaszkodzi i ... Wyjdziesz za mnie? - wyciąga z kieszeni marynarki małe pudełeczko.
     Dziewczyna stoi zaskoczona. Wreszcie przełyka ślinę i pyta:
- Ty sobie ze mnie jaja robisz?
     Harry i Liam parskają śmiechem.
- Nie no, Liam... Ona jest świetna - chichocze Harry. - Niech Niall żałuje, że wolał zostać z Sophie.
- Nie, nie żartuję. - odpowiada mulat zachowując powagę. - Po prostu pytam: czy za mnie wyjdziesz?
- Muszę się zgodzić? - Katya gra na zwłokę.
- Jeśli chcesz...
- Skąd ja wiedziałem, że łatwo nie będzie? - szepcze Payne do towarzysza. - Ja ci mówię, Zayn będzie przy niej spokojny jak baranek.
- No to... Niech ci będzie. - Katya przytula się do Zayna.

***

     Louis Tomlinson obudził się po godzinie ósmej w rześki niedzielny poranek.
- Julka, śniłaś mi się, wiesz? - uśmiecha się i wyciąga rękę w stronę dziewczyny. - Julia?
     Dziewczyny nie ma ani w łóżku, ani w ogóle w pokoju. "Pewnie wstała", myśli chłopak. Wstaje i zaczyna szykować się do wyjścia. Gdy jest na środku pokoju, zauważa kartkę na stoliku. Bierze świstek do ręki i zaczyna czytać:
"Lou, jeśli mnie nie znalazłeś - nie martw się. Wstałam wcześniej i zaraz jadę do siebie. Muszę zabrać parę rzeczy z mieszkania przed południem. Potem będziesz mógł mnie znaleźć u moich rodziców. W razie czego dzwoń.
Julia"

     Wychodzi z pokoju, zamyka drzwi i idzie do recepcji. Oddaje tam klucz i pyta:
- Jak dawno Julia opuściła to miejsce?
- Nie jestem zobowiązany do udzielania takich informacji. - odpowiada Jake Rose pełniący dyżur w recepcji.
- Proszę tylko o godzinę wyjścia Julii.
- Przykro mi, ale nie mogę.
- Jesteś tak głupi, że nie umiesz odpowiedzieć na moje pytanie? - Louis uderza pięścią w blat kontuaru.
- Julia wyszła parę minut po siódmej. Zamówiła taksówkę.

- Julia? Otwórz! - Louis wali do drzwi mieszkania dziewczyny.
     Cisza. Nie otwiera. A przecież ktoś w mieszkaniu jest!
- Pan nie krzyczy. - mówi starsza pani stojąca na schodach piętro niżej. - Kogo szuka?
- Nie było dzisiaj tutaj wysokiej szatynki, osiemnaście lat, długie włosy? - pyta nerwowo.
- Aaa... To nie. Był jakiś chłopak, ale takiej dziołchy to nie.
- Czemu pan do drzwi nam wali? - w wejściu staje barczysty mężczyzna o marsowej twarzy.
- Szukam swojej narzeczonej.
- Już tu nie mieszka. My kupiliśmy to mieszkanie, więc...
- A od rana jej nie było? - przerywa mu Louis. - Miała coś zabrać przed oddaniem kluczy.
- Proszę pana, dostaliśmy klucze już wczoraj po południu. Nie rozumiem pana...
- Jak to? - Louis blednie.
- Tak to. A teraz przepraszam i do widzenia. - zatrzaskuje drzwi.
     Louis siada zrezygnowany na schodach. Wyciąga telefon i po raz enty próbuje się dodzwonić do Julii.
- Tutaj Julia, nie mogę teraz rozmawiać. Zostaw wiadomość albo zadzwoń później. pii!
- Przecież próbuję. - szepcze gorączkowo i wybiera następny numer. - Halo, Zuza? Jest u was Julia?
- Po co miałaby być? - dziwi się młodsza siostra dziewczyny.
- Zostawiła mi wiadomość, że będzie u was w domu.
- Coś ty! Nam napisała, że wybiera się do was.
- Dobra, dzięki...

- Co się stało? - pyta Liam. - Co z Julią?
     Zebrali się na naradę w kuchni w domu chłopaków. W tej chwili tylko Harry i Louis nie mają pary. Liam siedzi z Danielle, Zayn z Katyą, a Niall z Sophie.
- Julia zniknęła. Jake i tamten kierowca widzieli ją chyba ostatni. Nie odbiera telefonów, nie była w mieszkaniu, nie ma jej u swoich rodziców... - Louis, krążący do tej pory po pomieszczeniu, siada. - Powiedzcie, gdzie ona może być?
- Co powiedział ten kierowca? - pyta Niall.
- Że zawiózł ją pod blok i widział, jak wchodzi do środka. Potem odjechał.
- A potem już nikt nic? - docieka Sophie.
- A potem już nikt nic. - Louis przytakuje.
     Po długich obradach i telefonicznym sprawdzeniu miejsc ewentualnego pobytu Julii cała grupa jedzie w jedyne miejsce, w którym mogą im pomóc. Jadą na policję.

     Po upływie czterech dni od zniknięcia dziewczyny nadal nie pojawiły się żadne ślady. Policja nic nie zrobiła, olewając zgłoszoną sprawę. Dlatego Louis William Tomlinson zdecydował się na krok, który być może wreszcie przyniesie efekty.
- Lou, jesteś gotowy? - pyta niski mężczyzna.
- Tak, chyba tak.
- Dobrze, zaraz wchodzisz.
- Dzień dobry w "Londyńskim poranku". Dzisiaj o wszystkim tym, co jest ważne. Jak zawsze zresztą. - mówi blond włosa młoda prezenterka. Obok niej stoi starszy, siwy mężczyzna. - Erin McDuff...
- I Thomas Caine. - przedstawia się mężczyzna.
     Przechodzą w stronę kanapy.
- Jednak zamiast od przeglądu gazet, zaczniemy dziś od czegoś równie ważnego. - oznajmia Erin. - Julia ma osiemnaście lat. Pochodzi z Polski, a od półtora roku mieszka w Wielkiej Brytanii. Ta uzdolniona dziewczyna miała w miniony weekend swój debiutancki pokaz mody. A jeśli ktoś nie wie - jest narzeczoną Louisa Tomlinsona. Resztę opowie sam Louis.
     Chłopak wychodzi zza kulis. Wita się z prowadzącymi, kiwa w stronę kamery.
- W godzinach porannych dwudziestego pierwszego lipca, dzień po swym pokazie, zaginęła Julia. - zaczyna trzęsącym się głosem. - Ostatni raz widziana była koło godziny ósmej na Coconut Street przy wejściu do swojego bloku. Ubrana była w czerwone spodnie, czarną marynarkę i luźną koszulkę w czarno-białe paski. Włosy miała związane w kitkę. Miała przy sobie dużą czerwoną torbę, czarny futerał i brązową torebkę. Jeśli ktoś ją później widział, proszę o kontakt na e-mail podany na dole ekranu. - w tej chwili wyświetla się "szukam.julii@gmail.com". - To ważne i wszystkich, którzy coś wiedzą proszę o wiadomość. - Louis kończy z desperacją w głosie.
     W tym samym czasie wielu fanów One Direction, oglądających program w różnych zakątkach świata, jęknęło z przerażenia i pomyślało podobnie. Nie przeraziłoby ich zbytnio rozstanie któregoś z chłopców ze swoją dziewczyną, ale właśnie rozpad zespołu czy zniknięcie bliskich im osób.
     A jeśli stoi za tym jakiś zdesperowany fan? Jeżeli Julii grozi śmiertelne niebezpieczeństwo? Directioners zrozumieli, że nastał ciężki czas dla zespołu i fanów. Należy nieść im troskę i zrozumienie. Chłopcy zrobili wiele dla fanów, którzy ich kochają i uwielbiają. Teraz wypadałoby się odwdzięczyć.

***

     Nigdy nie wiesz, co czeka Ciebie i Twych bliskich. Korzystaj z możliwości i dbaj. Bo nie wiadomo, jaką cenę przyjdzie zapłacić za głupi błąd.


!Koniec części pierwszej opowiadania o Julii i Louisie!



I to by było na tyle. Podsumowanie:
Przez 128 dni (4 miesiące i 8 dni) powstało 46 rozdziałów. Zapisano 2,5 zeszytu o 445 stron.

Tak, to koniec. Koniec części pierwszej. Płakać mi się chce, gdy to piszę. No... Piszcie, jak Wam się podobało. Jak myślicie, co się stało z Julią? Czy będzie dobrze? Cieszycie się z Katyi i Zayna? Jakie chcecie bonusy w trakcie dwutygodniowej przerwy?
Ahaha, dzięki wielkie za 225 wyświetleń w niedzielę :* I ogółem 273 komentarze. I łącznie jak na razie 11972 wyświetlenia. :*****
Pierwszy bonus już mam. Moje zdjęcie, jak ktoś prosił. Jak oceniacie? :P
Taa, jestem żoną Louisa xD Okulary i paski... Tylko marchewki i Kevina brak.

Do napisania :)

7 komentarzy - bonus nr 1 (ciekawostki o opowiadaniu lub o mnie... -,-)

7 komentarze:

My life:) pisze...

OMG! Nie no... Poczekaj, muszę się przygotować do tego co mam napisać...
Tak, koniec jest smutno-wesoły i zaskakujący. Jej! Boję się! Przez ciebie w nocy nie będę dała rady spać :D Poważnie, to mi się tą końcówka bardzo, bardzo podoba. Masz wielki talent dziewczyno!
Tyle przeczytanych rozdziałów, tyle czasu gapienia się w telefon i wiesz co wnioskuje? Było warto :) Napewno dało mi to coś do myślenia i zapewne z drugą cześcią będzie tak samo.
Nadal nie wierzę, że to epilog tej części... Tak to szybko minęło. Pamiętam pierwsze przeczytane rozdziały i potem wchodzenie parę razy dziennie z nadzieją, że coś dodałaś. Tak samo czekałam na tą końcówkę :* Było warto :)
Ostatnie co chcę napisać w tym długim komentarzu to, to co chciałam napisać na sam koniec tej części i zamierzałam to od jakiegoś tygodnia dodać.
A więc, chciałam Ci podziękować za cały wysiłek i pisanie, nawet czasem o północy. Mówie to po raz któryś, ale powiem jeszcze raz- JESTEŚ WIELKA :)
No i chyba wszystko. Będę tęsknić przez te dwa tygodnie, ale mam nadzieję, że dasz jakieś bonusy. Coś o bohaterach.. Co wysmyślisz :)
Czekam na pierwszy rozdział cześci II :)
~My life

Fruśka.xoxo pisze...

Teraz jestem na telefonie i się nie rozpiszę, ale jak tylko tata naprawi komputer to czekaj na dłuuuugie wypracowanie. Określę to jednym słowem: fenomenalne. Nie mogę uwierzyć, że to koniec. Przecież to jest... No nie umiem wyrazić tego słowami. I coś ty do cholery z Dżulią zrobiłaś?!:c dobra. Czekam aż rozpoczniesz drugą część. Z niecierpliwością. Pozdrawiam:/
+ ty śliczna jesteś *_* mam wrażenie, że skadś cię znam.

Julia Avis pisze...

Jedno mogę powiedzieć - w opowiadaniu będzie wkrótce znów dobrze i spokojnie. Jednak to była dopiero cisza przed burzą...
I dziękuję :* Hmm... A skąd możesz mnie kojarzyć? Tak z reala czy przez internet?

Fruśka.xoxo pisze...

O rany! Wreszcie komputer naprawiony! Ja tam ci już pisałam na fejsie co sądzę o twoim opowiadaniu, ale teraz pozwól, że to powtórzę. Jest genialne, fenomenalne, fantastyczne, wspaniałe, cudowne, świetne i nie wiadomo jakie!
Ja nie wierzę, że to koniec pierwszej części, ale grunt, że będzie druga (i to już niedługo, true? xx).
Skąd ja cie mogę kojarzyć? Nie wiem. Ale jednak kogoś mi przypominasz...

Ania Kowalewska pisze...

Pierwsze pytanie:kiedy pierwszy rozdział części drugiej?Drugie pytanie: Dlaczego taki krótki? Ale tak na serio...historia niesamowicie wciągająca i chciałabym poznać jej dalszy ciąg, czekam na nn

Unbroken Girl pisze...

http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/ zapraszam cię serdecznie na nowy rozdział!

Onedirection pisze...

Domyślam się, gdzie Julia jest... ale zobaczymy, czy moje przypuszczenia się sprawdzą po przeczytaniu rozdziału.
No więc, rozdział świetny.

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)