piątek, 31 maja 2013

Rozdział VI części drugiej

Hej! Przepraszam, jeśli ktoś nie doczekał się wczoraj rozdziału. Spowodowane to było pewną sprawą rodzinną. Dobra, ale teraz mam dla Was rozdział! Czytajcie, komentujcie. :)
PS Nie ma dziś Louisa i Julii...


- Cześć, Harry. - Lucy uśmiecha się do kamerki.
   Na ekranie laptopa pojawia się burza loków, a wraz z nią uśmiechnięta twarz chłopaka.
- Hej, Luc. Jak idzie pakowanie? - pyta.
- Już prawie koniec. Jutro lecimy do Polski. - wzdycha.
- Ej, nie cieszysz się?
- Może trochę. Harry, ja nie byłam w Polsce od ponad dziesięciu lat. Z językiem jest krucho. Może i mam tam rodzinę, ale znam ją tylko ze zdjęć i opowieści. Jedyne, co mnie trzyma, to fakt, że na studia wyjeżdżam do Anglii. - uśmiecha się. - Tak więc w Polsce spędzę jakieś pół roku, a potem przybywam do Londynu.
- Luc, po co? - Harry potrząsa głową.
- No jak to? Po pierwsze: na studia. A tak po drodze, to i do ciebie. Jeśli chcesz...
- Chcę, chcę! Po prostu trochę mnie zaskoczyłaś. Co powiesz na... Moją wizytę?
- No chyba cię pogrzało! - woła. - Nie no, jak chcesz, ale... Nie musisz.
- Jeśli ty chcesz studiować w Anglii, żeby być bliżej mnie, to ja chcę do ciebie przyjechać.
- A kiedy? Za trzy dni Wigilia, więc może po świętach? - Harry kiwa głową. - A jak tam chłopcy i dziewczyny?
- Co by ci tu dużo opowiadać... Niall zastanawia się nad zostaniem tancerzem lub modelem. Wiesz, za dużo Sophie. - uśmiecha się. - Liam z Danielle w końcu wynieśli się do swojego gniazdka. Zayn i Katya też znaleźli coś dla siebie, ale to o nich martwimy się bardziej. Kto wie, co zrobi mu Katya...
- A Louis? - pyta dziewczyna.
- Eech, z nim jest gorzej.
- To znaczy? - pyta zmartwiona.
- A to znaczy, że nie ma go w kraju. Powiedział, że spróbuje wrócić na święta i tego się trzymamy.

- Zayn, jesteś pewien, że niczego nie schrzanię? - pyta cicho Katya i łapie chłopaka za rękaw puchowej kurtki.
    Idą zaśnieżonym chodnikiem w stronę sporego ceglanego domu o trzech kondygnacjach.
- Katya, niczego nie schrzanisz. - uśmiecha się. - Moi rodzice są naprawdę fajni. Posiedzimy te parę dni w Bradford i będzie dobrze.
    Kółka prowadzonych przez nich dwóch walizek furkoczą cicho na opustoszałym chodniku. Raz na jakiś czas ulicą przejeżdża pojedyncze auto.
- Gotowa? - pyta Zayn.
- Chyba tak.
    Stają na ganku przed drzwiami domu. Zayn naciska dzwonek i szybko chowa zmarzniętą dłoń do kieszeni. Nie czekają długo - po chwili drzwi otwiera pan domu.
- Cześć, tato. Poznaj Katyę. - uśmiecha się. - Chociaż... Już ją poznałeś.
- Witajcie. - odpowiada mężczyzna z lekkim uśmiechem. - Wchodźcie do środka.
    W korytarzu czekają już Waliyha, Doniya i Safaa. Z piskiem rzucają się na parę i nie puszczają ich, dopóki z kuchni nie wychodzi mama całej czwórki.
- Cześć, dzieci. - całuje syna w policzek i mocno przytula Katyę. - Jak podróż?
- Do zniesienia. - odpowiada Zayn i pomaga Katyi zdjąć kurtkę. - Gdyby nie oblodzony asfalt, to byłoby naprawdę fajnie.
    Odwiesza kurtki na haczyk i po chwili cała rodzina rozsiada się w salonie. Jednak nikt nic nie mówi. Nikt nie wie, co powiedzieć.
- To prawda, że Louis wyjechał? - odzywa się w końcu Waliyha.
    "A wy wszyscy tylko o nim", myśli Zayn i uśmiecha się na te słowa.
- Tak. - odpowiada. - Wiemy tylko, że jest we Francji. Szuka Julii.
- Znalazł ją? - pyta Doniya.
- Raczej nie, poinformowałby nas. Ma wrócić do świąt, prawda, Ka... - urywa, widząc śpiącą na jego ramieniu dziewczynę. - To ja ją zaniosę do pokoju.

- I co? Taki ten samolot straszny? - śmieje się Niall, prowadząc bladą Sophie za rękę ku hali przylotów.
- Może... - urywa. - Niall, ty się nie śmiej, proszę. To, że zgodziłam się przylecieć z tobą na święta do Mullingar, to naprawdę coś. Ja się boję samolotów jak diabeł wody święconej.
- Oj, Soph. - uśmiecha się ciepło blondyn. - Bardzo ci za to dziękuję. - całuje ją w policzek. - Chodź.
    Idą po bagaże, a następnie podchodzą do czekających na nich Grega i Bobby'ego Horanów.
- Cześć, tato. Cześć, Greg. - wita się Niall. - Poznajcie Sophie...
- Twoją dziewczynę. - kończy z uśmiechem ojciec. - Witaj, Sophie, w Irlandii. - wyciąga do niej rękę.
    Dziewczyna jest speszona, ale ściska dłoń Horana seniora. Ruszają na parking i tam wsiadają do czerwonego opla.
- Sophie, co jest? - Niall ściska dłoń dziewczyny.
- Nic. -szepcze wymijająco, choć wyraźnie się trzęsie.
    Jadą w stronę Mullingar. Sophie zastanawia się nad słusznością wyrażonej przez siebie zgody na święta w towarzystwie rodziny Horanów.
- Przecież widzę. - mówi chłopak.
- Boję się. - wyznaje. - To takie nieokreślone uczucie, że komuś coś się stanie...
    Niall przytula mocno swoją dziewczynę i tak spędzają resztę drogi.

- Liam! - woła Danielle. - Wyłaź z tej łazienki! Co ty tam robisz tyle czasu?
    Opiera się o ścianę i głośno wzdycha. W dłoniach miętosi ciuchy, w które chce się przebrać.
- Już, skarbie, już. - Liam wychodzi uśmiechnięty i całuje dziewczynę w usta. - Możesz wejść.
    Dan zamyka się w łazience. Tymczasem Payne zabiera torby z salonu i zanosi je do samochodu.
- I will drive past your house... - nuci z uśmiechem.
    Odkąd wstał jest w świetnym humorze. Nie zepsuje tego nawet taki jeden Tomlinson, o którego się martwi. Bo te święta spędzi z Danielle i ich rodzinami. Wszyscy spotkają się przy stole w domu państwa Peazerów i wtedy... Danielle nie zapomni tych świąt, bo, jeśli się zgodzi, zostanie jego narzeczoną.
- Może Louisa w życiu nie przebiję - mówi do siebie. - Ale nie tylko to się liczy.
    Kwadrans później wyjeżdżają spod domu i ruszają za miasto. Tylko jeden Harry zostaje w Londynie. Nie wie, co zrobić. Chociaż... Tak, jutro pojedzie do Holmes Chapel. A Sylwestra spędzi z Lucy. W Polsce.


No i jak? Jakie są Wasze podejrzenia do obaw Sophie? Podobało się?
Wiem, że jest krótko, ale następne dwa rozdziały wiele Wam wynagrodzą. :D
Dziękuję paulli i Sophie96 za nominacje do Liebster Award. Spróbuję je jakoś ogarnąć, jednak nie wiem, kiedy to nastąpi. Mam też gdzieś jakąś nominację sprzed paru miesięcy, więc...
No dobra, a teraz dedykacja pewnej czytelniczki:

Pisałam też o dwóch "reklamach" blogów. A więc zapraszam Was na początkujące blogi:
przygodawlondynie.blogspot.com
niall-story-johny-life.blogspot.com

Taak, a teraz chciałabym Was poinformować, że dziś już prawie na pewno nie będzie rozdziału. Po prostu. Za to możecie się spodziewać jakiegoś jutro.

Noo, to chyba na tyle. Jeśli chcecie o coś zapytać, czegoś się dowiedzieć, piszcie na maila (something0more@gmail.com). Jestem na poczcie prawie ciągle, kiedy tylko mogę, więc spodziewajcie się szybkich odpowiedzi. :D
A teraz piszcie opinie, takie szczere.
Do następnego!

6 komentarzy - następny rozdział!

środa, 29 maja 2013

Rozdział V części drugiej

Hej! Powiem tylko tyle, że Was uwielbiam! A teraz czytajcie!


- Halo? Lottie? - pyta do słuchawki wysoka blondynka. - Cześć, z tej strony Sophie Jones. Mam do ciebie pytanie...
    Siada na wysokim krześle e kuchni i gryzie jabłko.
- Bo wiesz, niedługo święta i urodziny Louisa. Zastanawialiśmy się, my wszyscy, nad prezentem dla niego i... Klapa.
- Aaa, rozumiem. Potrzebna wam pomoc? - pyta Charlotte.
- Dokładnie. Co proponujesz?
- Wiesz, dla niego idealnym prezentem byłoby to samo, co rok temu.
- Czyli?
- Powrót Julii. To jednak wydaje się ciut nieosiągalne. - Lottie wzdycha ciężko. - Sophie, to jedyne, co przychodzi mi do głowy. Bo wiem, że tylko to go uszczęśliwi.
- Ech, no trudno. - mówi Sophie. - Dzięki za rozmowę. - rozłącza się.
- Cześć! - słyszy męski głos w korytarzu. - Co słychać, Soph?
- Nieźle, Niall, nieźle. - odpowiada z uśmiechem i biegnie powitać chłopaka. - Rozmawiałam z Lottie na temat prezentu.
- I co ci powiedziała? - Niall całuje dziewczynę w czoło.
- Ogółem to powiem ci, że to jest awykonalne. Bo chodzi o Julkę.
- Ech... - kręci głową. - Dobra, a teraz się szykuj. Idziemy na pizzę, co ty na to?
- Hmm, w zeszłym tygodniu impreza, dzisiaj pizza... Co ty chcesz mi zasugerować? - pyta Sophie, mrużąc zabawnie oczy.
-Nic. Po prostu jesteśmy razem już pół roku. - blondyn szczerzy swoje proste zęby w uśmiechu.
- Ojej, ale to zleciało  - wzdycha dziewczyna z uśmiechem. - To ja idę się przebrać. Poczekaj chwilę.

- Louis, wybierasz się gdzieś dzisiaj? - do pokoju zaglądają Danielle i Liam.
- Możliwe, a co? - odpowiada beznamiętnie.
- Chcieliśmy cię zabrać na miasto. Pomyśleliśmy, że tak sobie tylko tu siedzisz, nic nie robisz... - tłumaczy dziewczyna.
- Dzięki, ale nie skorzystam. - mamrocze Louis i zakopuje się pod pościelą.
- Nie bądź taki, Louis. Trzeba żyć dalej. - namawia Liam.
- Nie bez Julii. Poza tym - zapomniałeś o telefonie? Wszędzie poznam jej głos. I nie mam wątpliwości, że to była Julia.
    Danielle kręci głową, Liam patrzy na przyjaciela zrezygnowany.
- Louis... - zaczyna.
- Znowu zaczynasz? Proszę cię, to nie jest takie łatwe. Nawet gdybym próbował, to nie zacznę żyć bez niej. - Louis wstaje, zbiera ubrania z krzesła i zamyka się w łazience. - Tak, wychodzę! I niech was to nie obchodzi! - woła zza drzwi.
- Chodź, Liam - szepcze Dan i chwyta chłopaka za rękę. - Dajmy mu spokój. Trochę za dużo od niego żądacie. Jak ty byś się zachował na jego miejscu?
    Schodzą na dół. Liam pzegląda dzisiejszą gazetę, Danielle sprawdza wiadomości w telefonie.
- Ja już mam tego dosyć. - wzdycha chłopak. - Louis i jego humory niszczą atmosferę w zespole. Nic, tylko ciągle się kłócimy. Mogłaby się ta Julia się pojawić albo zespół się rozpadnie.
- Och, Liam. Nie martw się. - Dan przytula Payne'a. - Może jeszcze jakoś to będzie.
- Mam nadzieję. Bo ten baran...
- Przeprasza za swoje zachowanie. - przerywa mu Louis.
    Para patrzy na niego bez słowa. A on stoi w drzwiach, z potarganymi włosami i w krzywo zapiętej koszuli.
- Wiem, że ostatnio ciągle zachowuję się jak baran. Ale, niestety, nic nie poradzę na to, że taki jestem. Tylko jej powrót coś zmieni... - strzepuje niewidzialne pyłki z koszuli i lekko się uśmiecha. - Wychodzę. Nie wiem, kiedy wrócę. Aha... Taki szczegół: może mnie nie być nawet do świąt. Paul o wszystkim wie.
- Ale... Jak to? - dziwi się Liam. - Co będziesz robił?
- Ja... Nieważne. Po prostu muszę gdzieś jechać. - podnosi z podłogi torbę podróżną. - Nie wiem, czy będę się odzywać. Nic nie wiem. Ale jeśli się czegoś dowiecie o Julii - dzwońcie o każdej porze dnia i nocy.
    Zakłada kurtkę, do kieszeni wkłada wełniane rękawice Julii, które znalazł niedawno w swoim pokoju.
Bierze torbę i woła:
- Cześć! Do zobaczenia kiedyś tam. - i wychodzi.
    Twarz ma spokojną. Wszystkie myśli skupia na Niej. Na dziewczynie, która sprawiła, że jego życie się zmieniło. Serce już od ponad roku bije ten sam rytm. Czy zmieni kiedyś melodię? Czy serce zagra jeszcze kiedyś inną piosenkę innej dziewczynie?
    Dochodzi boczną uliczką do małego, czarnego auta. Siada z tyłu, kładzie torbę na siedzeniu obok i zapina pasy. Samochód rusza.
- Witam, panie Tomlinson. - mówi głęboki męski głos z przodu. - Widzę, że się zdecydowałeś.
- Przecież to oczywiste. - mamrocze do siebie Louis i wygląda przez okno. - To gdzie teraz jedziemy, panie Frooze?
- Do Dover. Julia tam pojechała. A my podążamy jej śladem. - tłumaczy mężczyzna.
- Ale czy na pewno jest we Francji? - pyta Louis.
- Oczywiście. Gdybym nie miał pewności. to bym cię tu nie ciągnął.
- W którym mieście mieszka? Wiesz może? - chłopaka denerwuje zachowanie i przemądrzałość dziennikarza.
- No... Nie. - przyznaje.
    Rozmowa umiera śmiercią naturalną. Louis zasypia. Śni o wielkim, drewnianym domu na wsi. A w domu on...

~*~

- Jest tu ktoś? - pyta.
    Siedzi w fotelu w przytulnym salonie pomalowanym na brązowo. Powoli wstaje i przechodzi do kuchni. Tam, przy długim dębowym stole, stoi wysoka kobieta o kasztanowych włosach sięgających za pośladki. Coś miesza, podśpiewując przy tym pod nosem; po dłuższym wsłuchiwaniu się stwierdza, że jest to "Everything I do".
- Victoria, jesteś tu? - pyta szatynka, a Louis doznaje szoku.
- Jula, to ty? - odzywa się cicho.
- Lou, możesz tu podejść? - woła kobieta.
    Chłopak przysuwa się bliżej, ale jakby dla niej nie istnieje. W zamian za to do kuchni wchodzi postawny mężczyzna. Podchodzi do Julii, obejmuje ją w pasie i przytula. Dopiero po chwili Louis spostrzega brązową potarganych włosów swojego imienia, parę znajomych tatuaży na prawym przedramieniu i koszulkę w paski. Poznaje w nim siebie, starszego o kilka lat. Także Julia nie wygląda już młodo. Jest poważniejsza, dojrzalsza. Inna niż ''młodsza'' Julia.
- Co tam, Mała? - szepcze jego starsza wersja do jej ucha.
- Pomóż mi szykować kolację, dobrze? - odpowiada Julia. - Co roku mam z wami ten sam problem. - wzdycha. - Zbierz naszą bandę sześciu wspaniałych, zawołaj do mnie Vicky, a ty z chłopcami nakryjcie do stołu. Zaraz będą się zjeżdżać goście, a my jak zwykle jesteśmy w rozsypce.
- Ej, Jula, nie złość się. - prosi "stary" Lou. - Nie możesz się denerwować, kobieto. Poza tym dlaczego to zawsze my organizujemy Wigilię?
- Bo przegrałeś zakład ze Styles'em. - mówi. - Mówiłam, że przegrasz, ale ty nie!, uparłeś się, że na bank to będą tym razem dziewczynki. To twoja wina, że jak na razie mamy piątkę synów i tylko jedną córkę. I wątpię, żebym i tym razem doczekała się córek... Kto to widział, żeby czwarty raz z rzędu mieć bliźniaki. - wznosi oczy ku niebu i odwraca się do obu mężczyzn. - Może zrobimy nasze One Direction? Mamy pięciu chłopców...
- Taa, a reszta staruszków będzie się złościć, że nie chcemy wkręcić w interes ich potomków. - śmieje się.
- Wiesz co? Trzeba nie było kończyć z zespołem. - mówi Julia.
- Mała, spędziliśmy tam wiele wspaniałych lat. To była wspólna decyzja. Przecież mamy rodziny, chcemy wam poświęcać jak najwięcej czasu. Nie pamiętasz, jak to było po narodzinach naszych pierworodnych?
- Mhm... - Julia obraca się w stronę tego 'prawdziwego' Louisa. Patrzy mu w oczy i mówi:
- Bądź tam. W Wigilię będziesz jej potrzebny. Przybądź do Am... - urywa.

~*~

- Obudź się, jesteśmy na miejscu. - coś szturcha Louisa w ramię.
    Otwiera oczy i widzi Martina Frooze wysiadającego z auta. Wygląda przez okno i odpina pas bezpieczeństwa. Są w porcie w Dover.
- Co teraz? - pyta dziennikarza po opuszczeniu samochodu.
- Czekamy kwadrans na prom. Chcesz bułkę? - wyciąga w jego stronę torebkę z pieczywem.
    Louis bierze bułkę i dopiero wtedy uświadamia sobie, jak bardzo był głodny.
- Czy gdzieś w twoich teoretycznych miejscach pobytu Julii jest takie, które zaczyna się od "am"? - pyta.
- Czemu pytasz?
- Tak tylko... Ale jest?
- Jest, jest. 
- Ale sprawdzimy je?
- Oczywiście.


No i jak? Podobało się? Mam nadzieję. Jeszcze w ten weekend Lou znajdzie Julkę. Piszę o tym, bo ciągle pytacie.
"Summer Love" które wcześniej umieściłam jest mojego autorstwa. xD
Co jeszcze... Nie wiem. Następny rozdział raczej jutro.
Bardzo Wam dziękuję za fantastyczne komentarze. Jesteście niesamowici! :)
+ jutro parę reklam blogów! I dedykacja, o którą prosiła jedna z czytelniczek. Przepraszam stąd, że tak długo czekasz, ale jutro powinna być. :)
A jeśli macie jakieś pytania, piszcie na maila: something0more@gmail.com

6 komentarzy - następny rozdział

Takie jakieś coś... "Summer Love"

Hej, mam dla Was coś, co wygrzebałam w śmietniku zwanym Internetem. Oceńcie szczerze, a później podrzucę Wam rozdział i być może moje opowiadanie na regionalny. konkurs (jest jeszcze niedokończone). Dobra, czytajcie, włączcie sobie piosenkę "Summer Love" 1D, bo do tej piosenki to napisano.


    Stoję w drzwiach do jasnego, małego pokoju, który jeszcze przez chwilę
należy do Ciebie. Opieram się o framugę i patrzę jak pakujesz ubrania do
walizek. Starasz się nie odwracać w moją stronę, ale ja i tak wiem, że
płaczesz. To za trudne, by nie płakać. Ja... Ja sam mam problem z
zachowaniem spokoju. Gdyby tak łatwo można się było odkochać...
- Napiszę, obiecuję. - mówisz po dłuższej chwili. Wciąż się do mnie nie
odwracasz.
- Nie, nie obiecuj. Co, jeśli to obietnica bez pokrycia? - odpowiadam
smutno.
- Będę dzwonić. - kontynuujesz. - Dobrze?
- Nie obiecuj tego, proszę. - szepczę ze ściśniętym gardłem. - Proszę tylko
o jedno...
- O co? - odwracasz głowę w moją stronę.
- Obiecaj, że nie zapomnisz... O nas, o tym, co było... O tym, co
mieliśmy...
    Wybiegam na dwór. Nie mogę patrzeć na Twoje cierpienie. Zbyt dobrze
wiedzieliśmy, że to nie ma sensu, ale zaryzykowaliśmy. Wiedzieliśmy, że to uczucie nie będzie miało ani przyszłości, ani szczęśliwego zakończenia. A teraz odczuwamy skutki naszej miłości. To co nas łączyło, wciąż łączy, jest zbyt piękne, by mogło trwać wiecznie.
    Idę na łąkę. To jedyne miejsce, które nie kojarzy mi się z Tobą. Te
dwa miesiące... To było coś więcej, niż przyjaźń, dużo więcej. Nie wierzę
tym, którzy twierdzą, że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje.
    Stoję pośrodku zielonego morza roślinności.Moje serce wyrywa się do
nieba. Bo wie, że to koniec. Nie będzie happy andu. Nie w tym przypadku.
    To wydaje się takie nierealne. Ale to prawda. Już nigdy się nie
zobaczymy. Dopiero po śmierci. Ale teraz... Choćbyśmy chcieli, to się nie
uda.
     Tej pustki po Tobie nic nie zmieni. Nic nie zmieni faktu, że byłaś,
jesteś i będziesz mą letnią miłością.
     Och, jak bardzo bym chciał, byśmy się gdzieś ukryli. Gdzieś, gdzie
nie płynie czas. Żebyśmy mogli być wiecznie i bez obaw o chorobę czy śmierć. Albo gdybyśmy mieli magiczny przycisk, dzięki któremu przeżyjemy od nowa. Chciałbym, żeby nasz ostatni pocałunek był jak pierwszy. Żeby to, co ostatnie, było jak pierwsze.
     Proszę, nie mów nic, a zwłaszcza tego najgorszego: "żegnaj". To nie
tak miało być. To nie Twoja wina. To nie moja wina. To wina przeklętego
losu. To on nas połączył, a teraz rozdziela. Jaki miał w tym cel? Chyba
żaden.
     Proszę, dlaczego tak patrzysz? Przecież tam, gdzie jedziesz, będzie
 Ci o wiele lepiej. Tam się może kiedyś spotkamy. Czy wiesz, że w moim sercu jest miejsce tylko dla jednej osoby? Dla Ciebie. Więc nie martw się mną. Ja nie zapomnę. Więc i Ty pamiętaj. Chcę czuć choćby przez chwilę, że jestem dla kogoś ważny. Nawet jeśli nie będziesz mnie już kochać - pamiętaj. Tylko tyle chcę. Tyle żądam. Tyle proszę.
     Wracam do Ciebie. Stoisz w kuchni z walizkami. Nie, nie odwiozę
Cię na peron. To zbyt trudne. Tak trudne jak nasza miłość. Ja wiem i nic
nie poradzę, że za bardzo mi zależy.
     Kochanie, chodźmy ostatni raz zatańczyć przy blasku księżyca.
Zobaczymy dawnych nas. Cofnijmy się pamięcią w tamte dni, gdy wszystko było takie łatwe. Pokażmy gwiazdom swój blask. Nasza letnia miłość to coś, co będzie wiecznie trwać.
     Nie, nie odprowadzę Cię. Jedź już. Nie smuć się. Żyj dalej.
Rozpamiętywanie będzie wszystko utrudniać, więc tylko i wyłącznie pamiętaj.
Dobrze? Nie, nie jest dobrze. Ja chcę być z Tobą. Zawsze i bez przeszkód.

 Boże, dlaczego mi to robisz? Nie widzisz, jak nas krzywdzisz?
    Łapię kluczyki i biegnę do garażu. Jednak auto nie chce odpalić.
Czyżby i ono było przeciw nam? Proszę, odpal! Kochanie, zaczekaj na mnie!
Tak! Już do Ciebie jadę! Wytrzymaj, proszę!
     Nie, nie jadę! W połowie zawracam. Dlaczego?, zapytasz. Bo nie
chcę już nic zmieniać. To już koniec. Nie umiałbym znów patrzeć, jak
odchodzisz. Niech tak zostanie, dobrze?
     Co się ze mną dzieje? Jaki urok na mnie rzuciłaś? Byłaś moja przez lato, czy to wystarczy?
     Co mogę zrobić? Chyba tylko życzyć Ci powodzenia i ducha walki. Tego potrzebujesz. 

*kilka miesięcy później*

    Zawsze będziesz w moim sercu. Jest ze mną źle. Ale nie tak, jak z Tobą. Mam nadzieję, że to niczego nie zmieni...
    Dzisiaj dostałem list, wiesz? Ale nie taki zwykły, nie. Był zapakowany w czarną kopertę. To on sprawił, że teraz płaczę. Bo stało się to, o czym mi mówiłaś wtedy, na początku. Ona wróciła. Pokonała Cię. Zrobiła to specjalnie, ale Ty i tak będziesz moją miłością.
    Ale jest jeszcze coś. Coś, co podnosi mnie na duchu. Jestem gotowy. Śmierć tym razem nie wygrała. Nie poddam się. Nie tym razem. Tylko jeszcze trochę wytrzymaj, moja letnia gwiazdo.
     Idę na łąkę. Tak jak wtedy. Ale mam ze sobą coś, co pomoże nam być razem. Wiem, jestem głupi. Wystarczą tabletki...
     Wkrótce umrę. Znów będziemy latem biegać nad jezioro. Znów będzie należał do Ciebie mój pokój. Wszystko będzie jak wtedy. Ale tam lato nigdy nie minie, a rak i śmierć już mi Cię nie zabiorą. Już zawsze będziesz moją letnią wieczną miłością. Tylko ty... Jeszcze chwila...

niedziela, 26 maja 2013

Rozdział IV części drugiej

- Louis, jakie masz plany na mikołajki? - do pokoju Tomlinsona zagląda Harry.
- Odpoczywam po trasie. Tak długo nie miałem porządnego odpoczynku, że teraz będę korzystał w nadmiarze. - wzdycha chłopak. - A wy?
- Liam, Dan, Niall i Sophie idą na imprezę. Zayn i Katya wybierają się z jakiejś okazji na kolację. A ja... Umówiłem się z Lucy, że pogadamy przez Skype'a. - Harry czerwienieje na twarzy.
- Widzę, że cię nieźle wzięło. - uśmiecha się Louis, jednak uśmiech ten nie sięga oczu.
- Mhm... To ja idę. - mówi Harry i wychodzi.
    Louis otwiera laptopa, sadowi się wygodnie na łóżku i przegląda internet. Zagląda na pocztę, na której po raz pierwszy od dłuższego czasu znajdują się jakieś konkretne wiadomości.
"Dzień dobry, nazywam się Martin Frooze, jestem dziennikarzem. Mam informacje na temat Julii. Przekażę je Panu w terminie i miejscu wyznaczonym przez Pana. Proszę również o kontakt.
Z poważaniem, Martin Frooze"

    Odpowiada mężczyźnie i zagląda na swoją prywatną pocztę. Znajduje tam dziwną wiadomość, a im dłużej ją czyta, tym bardziej się uśmiecha.
"Do Williama, narzeczonego Juliette Louis Aragon
Od ponad czterech miesięcy mieszka u nas pewna dziewczyna. Jest Polką, ma długie włosy, które farbuje na rudo. Aktualnie zajmuje się nauczaniem polskiego i angielskiego w naszym mieście. Nazywa się ona Juliette Louis Aragon.
Mówiła, że jej narzeczony ma na imię William. To ty. Mamy twój adres mailowy, bo... Znalazłyśmy go w jej pokoju na biurku.
Dlaczego piszemy? Juliette mówiła, że wyjechała, bo nie chciała cię ranić. Że to się jej nie udało. Ale że wciąż cię kocha. Jest z nami, we Francji, ale jest samotna. Nie chcemy, by była smutna. Dlatego zwracamy się do ciebie...
Ann-Marie i Jeanette"

- O cholera! - wyrywa się Louisowi. - Cholera! Harry!
- Co jest? - Do pokoju wpada cała banda.
- Przeczytajcie to. - mówi i obraca ku nim laptopa.
- Ty sobie żartujesz? - pyta Zayn parę minut później. - Przecież to może być oszustwo.
- Wiesz co? Wielkie dzięki, panie Malik. - Louis zabiera laptopa i pisze odpowiedź. - Poza tym skąd ktoś znałby mój adres mailowy?
"Ann-Marie i Jeanette,
dziękuję Wam za wiadomość, to wiele dla mnie znaczy. Co możecie mi o niej napisać? Czy możecie przesłać mi jej zdjęcie?
William"


- Juliette, jesteś fajną nauczycielką, wiesz? - uśmiecha się Ann-Marie.
    Wychodzi ze szkoły razem z Julią i kierują się do domu.
- Eee, tam. - wzdycha Julia, lekko unosząc kąciki ust do góry.
- Ale poważnie. Jakbyś nie była dobra, to by na te zajęcia nie przychodzili.
- Może, może - śmieje się Polka i gładzi swój, widoczny już, brzuch.
- To naprawdę będą bliźniaki? Ja się nie znam, ale jak dla mnie to mogą być i trojaczki. - stwierdza czternastolatka.
- Proszę cię, nie strasz mnie. Nie wiem, jak poradzę sobie z dwójką. Chociaż, nie powiem, brzuch jest duży jak na połowę ciąży.
- Kto będzie chrzestnymi?
- Nie wiem, nie chcę o tym myśleć. Przecież jeszcze jest czas.
    Docierają domu, gdzie od progu czekają na nie Evelyne i Jeanette.
- Jeszcze się nie przyzwyczaiłam do takich temperatur zimą. - mamrocze Julia.
- Jest odpowiedź! - szepcze podekscytowana szesnastolatka do ucha Ann-Marie.
- Już jesteście? - z kuchni wychyla się pani Marmouget. - Myjcie ręce i siadajcie do stołu.

    Po obiedzie Julia zamyka się w swoim pokoju. Próbuje rysować, czego nie robiła od dawna, nie może się jednak skupić.
    Pod wpływem uczuć, przede wszystkim tęsknoty i samotności, sięga po telefon i wybiera numer, który zna na pamięć. Przykłada komórkę do ucha i czeka.
- Halo? Kto mówi? - pyta Louis, a Julia zaczyna płakać i szeptać po polsku. - Julia?! Halo, Julia?!
    Rozłącza się. Wtula twarz w poduszkę i płacze. Co ja zrobiłam?, myśli, Zmieniłam numer, jednak on i tak poznał... Dobrze chociaż, że zastrzegłam numer.
    Powoli się uspokaja. Wraca pamięcią do dnia, w którym poznała Louisa.



~*~

- Witamy w naszej szkole, panno Julio. - uśmiecha się dyrektor Adams, prowadząc dziewczynę szkolnym korytarzem.
    Docierają pod jasnobrązowe drzwi. Dyrektor puka i wchodzi do sali. Julia czeka na jego znak.
- Dzień dobry, moi drodzy. Za parę chwil dołączy do was nowa uczennica. - przez klasę przebiega szmer zdziwienia. - Julio, zapraszam.
    Do sali wchodzi brązowowłosa, wysoka dziewczyna w okularach. Porusza się niepewnie, prawie nie patrzy na otoczenie.
- Opowiedz coś o sobie. - prosi dyrektor.
    Julia patrzy to na niego, to na niską blondynkę, która wydaje się być wychowawczynią tej klasy. Wreszcie spogląda na ludzi, z którymi zaraz będzie chodzić do klasy. Wzrok wbija w wysokiego szatyna w okularach podobnych do jej własnych i w koszulce w paski. Przemawia:
- Mam na imię Julia i przyjechałam z Polski. Nie lubię fizyki i biologii. Słucham One Direction. - ostatnie zdanie wypowiada już trochę ciszej. Szatyn w okularach uśmiecha się sympatycznie. -  I słabo mówię po angielsku.
- Nazywam się Sarah Hale i będę twoją wychowawczynią. A teraz... - ogarnia salę wzrokiem. - Usiądź między Harry'm a Louisem.
    Szatyn uśmiecha się jeszcze szerzej i wskazuje na krzesło obok siebie. Julia rusza w stronę swojego miejsca. Siada ciężko i wbija wzrok w blat ławki.
- Cześć, jestem Louis. - słyszy głos, który słyszała choćby kwadrans wcześniej, gdy w radiu leciało "One Thing". - Z One Direction.
- A jestem Harry. Też z One Direction. - szczerzy się chłopak z lokami, siedzący po jej lewej stronie.
- Czemu milczysz? - pyta Tomlinson.
- Nie znam dobrze angielskiego. - odpowiada i zajmuje się rysowaniem.
- Czemu się obraziłaś? - nie daje za wygraną Harry.
- A czemu ty jesteś upierdliwy? - nie wytrzymuje dziewczyna i w tej właśnie chwili przestaje jakkolwiek lubić Styles'a. W zamian za to już wtedy czuje coś do Louisa.

~*~

    Uśmiecha się przez łzy na wspomnienie tamtego dnia. Jeśli dobrze pamięta, były to chyba nawet walentynki. "To było nam pisane", wzdycha. Dopiero teraz dociera do niej w pełni świadomie, jak wielką głupotę popełniła.
- Louis, czy ty mi kiedyś wybaczysz? - pyta cicho.


Z racji tego, że rozdział krótki (a następne będą krótsze), udało mi się przepisać.
Dziękuję za komentarze, mam nadzieję, że się podobało i czekajcie do środy. :)
PS Nie martwcie się, Louis KIEDYŚ znajdzie Julię. To mogę Wam przyrzec. :)

5 komentarzy - następny rozdział

sobota, 25 maja 2013

Rozdział III części drugiej

Hej!!! Witam Was w trzecim rozdziale. Będzie się działo, ale następne będą jeszcze ciekawsze. Dziękuję za te pół roku, jak już mówiłam o tym w filmiku :) Więcej na dole.
Czytajcie!


- Louis, mówię ci, że to głupi pomysł. - mówi Harry.
- A ja ci mówię, że głupich pomysłów nie ma. A to muszę sprawdzić. Może Julia jest gdzieś tu? - odpowiada szatyn.
- Na mózg ci chyba padło - Styles kręci głową.
    Louis uśmiecha się pod nosem i idzie dalej. Mijają kolejne budynki, aż docierają do tego konkretnego, pomalowanego na żółto. Stają w drzwiach.
- Jesteś tego pewien? - upewnia się Harry.
- Oczywiście.
    Wchodzą do wąskiego korytarza, pustego w tej chwili, i przechodzą do wiśniowej sali. Przy jednym z komputerów siedzi bardzo niska dziewczyna z kręconymi włosami.
- Przepraszam... Ekhem... - Lou zwraca na siebie szatynki.
- Tak? - dziewczyna spogląda na chłopców z ukosa.
    W oczach Lucy pojawia się wielkie zaskoczenie, które udaje jej się zamaskować. Z głośno bijącym sercem podchodzi do Louisa i Harry'ego i wyciąga rękę.
- Lucy Pawlik, w czym mogę pomóc?
    Chłopcy ściskają jej dłoń.
- Louis Tomlinson, szukam informacji o mojej narzeczonej.
- Ale jak to? - Lucy jest zdezorientowana. - Julia tu jest?
- Nie wiem. Po prostu... Dostaliśmy maila na jej temat. Po namierzeniu adresu IP wyszło, że wiadomość wysłano stąd.
- Cz-czy moglibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej? - odzywa się Styles. Jego policzki palą się szkarłatem.
- Nie wiem, nie znam się na tym. Ale pójdę po Tylera, naszego speca. Chcecie coś do picia?
    Kręcą głowami. Lucy przechodzi do sali obok. W tym samym czasie Louis przygląda się zmęczonymi oczami Harry'emu, który nerwowo przestępuje z nogi na nogę.
- Haroldzie Styles? - pyta z cieniem uśmiechu.
- C-co? - chłopak potrząsa głową.- Czym się stresujesz?
- N-niczym...
- To czemu się jąkasz? - na twarzy Louisa maluje się rozbawienie.
- A c-co? - Harry przełyka ślinę.
- Nie, niic - Louis intensywnie wpatruje się w przyjaciela i coraz szerzej się uśmiecha. I wciąż widzi TO w jego oczach.
- Louis, c-co jest grane?
    Chłopak podchodzi bliżej i obejmuje Styles'a "na niedźwiedzia".
- Nie no, nasi koledzy padną. - śmieje się Louis i puszcza przyjaciela. - Ty, Harry Styles, urodzony drugiego lutego dziewięćdziesiątego czwartego, wychowany w Holmes Chapel... Po raz pierwszy w życiu zakochałeś się od pierwszego wejrzenia! - przyklaskuje swoim słowom.
- Louis, brak Julii pada ci na głowę? - Harry złości się i odwraca głowę.
- Harry, nie przeginaj - twarz Tomlinsona tężeje. - Julia jest tabu, zrozumiałeś?
- Okej, okej... Już milczę.
- To nie zmienia faktu, że chyba jesteś zauroczony tą dziewczyną. I patrz, ona też ma loki.
- Louis! - syczy Harry.
- Co? Nie zaprzeczysz, hm? - oczy śmieją się Tomlinsonowi. - Dla ciebie jest niezła.

- Louis, ogarnij się! - Harry szturcha przyjaciela w żebra. - Ja jej wcale nie znam. Wiem tyle, że ma na imię Lucy...
- Pawlik. Pochodzę z Polski, jeśli to was interesuje. - dopowiada Lucy, stając w drzwiach z wysokim blondynem.
    Harry czerwieni się jeszcze bardziej. Louis łapie się za głowę, siada na podłodze i mruczy:
- Nie Polska. Każdy kraj, ale nie Polska... - Podnosi głowę i zwraca się do przyjaciela - Cofam wszystkie moje słowa... Nieważne. - wstaje i wychodzi na dwór.
- Okej... Możemy zająć się tym, co trzeba? - pyta Harry.

- Louis, co ci odwala? - do chłopaka podchodzi Harry.

- Nie wiem, chyba po prostu brak mi Julii. - wzdycha Louis. - Nie mam pojęcia, co się z nią dzieje. Czy jej jeszcze na mnie zależy?
- Oj, Lou, nie wiem - przyjaciel kręci głową. - Wiemy jedno:maila stąd nie wysłano. Ktoś, jakiś niezły informatyk, zrobił jakieś przekierowanie czy coś. W każdym razie To był fałszywy trop. Trzeba szukać gdzie indziej.
- Ale gdzie? Ja już prawie nie mam pomysłów. Polska odpada, Anglia też. Ameryka... Raczej nie. Do ostatniej rozmowy mówiła o paru typach. Ale czy faktycznie jest gdzieś tam?
- Może i tak. Teraz jednak już chodźmy, bo Liam bombarduje mnie na okrągło esemesami i telefonami.
- Harry? - pyta Louis, podnosząc się z murku, na którym siedział do tej pory. - Obiecasz mi coś?
- Ja... Dobrze. - przytakuje Styles, patrząc mu w oczy.
- Czegokolwiek dowiesz się o Julii - nie ukrywaj tego. Jeśli chłopcy będą coś wiedzieć - powiedz. Nawet jeśli będzie to najgorsza prawda. - Na twarzy Louisa maluje się smutek i ból. - Obiecujesz? Proszę...
- Louis, wiesz... Chyba czas dorosnąć. Muszę spoważnieć. Ty tego dokonałeś, więc i ja mogę. Jesteś dla mnie niczym starszy brat i nie chcę cię zawieść... Obiecuję, że jeśli będę wiedział cokolwiek - powiem ci o tym.
    Idą ulicą, prosto do hotelu. W recepcji natykają się na dziennikarzy.
- Louis, czy to prawda, że Julia jest we Francji? - pyta krępy blondyn.
- Jak znosisz jej zniknięcie?
- Wierzysz w teorię o tym, że Julia uciekła od ciebie?
- Czy planujesz porzucić sławę, karierę i zespół?
- Masz jakieś ślady Julii?
- Czy Julia żyje?
    Z każdym pytaniem Louis coraz bardziej kurczy się w sobie, gaśnie. Harry patrzy na to wszystko z coraz większą złością, szepcze towarzyszowi coś na ucho i przemawia zdenerwowany:
- Czemu go męczycie? Louis nie ma ochoty ani siły odpowiadać na tak durne pytania. Dajcie mu spokój, proszę. Niewyjaśnione zniknięcie Julii jest dla Louisa wystarczająco bolesne. Żerujcie na kimś innym, nie na nim.
    Po tych słowach obraca się na pięcie, chwyta Tomlinsona pod ramię i idą do windy. Niezrażeni dziennikarze rozsiadają się przy stolikach w recepcji i restauracji.
- Panie Martinie, cóż to panu znowu przyszło do głowy pytać go, czy ona jest we Francji? - pyta drobna szatynka blondyna koło trzydziestki. - Przecież to jakieś bzdety. Prędzej by ona była w Polsce.
- Kochanieńka - odpowiada Martin Frooze. - Ja mam swoje źródła. A one mi mówią, że Julia wyjechała do Francji. Dlatego będę jej tam szukał. A wiadomo mi, że znajduje się stosunkowo blisko Paryża.
- Ha!, niech mi pan tu nie zgrywa takiego ważniaka! - burzy się gruby jegomość z klipserem w dłoni.


- Jak się czujesz? - do pokoju wchodzi Jeanette z kubkiem słodkiej herbaty.

- Tak, jak się czuje kobieta w siódmym tygodniu ciąży. - odpowiada niemrawo Julia.
    Leży na łóżku, a na kolanach trzyma swojego laptopa. Przegląda wiadomości.
- Nie czujesz się... samotna? - dopytuje szesnastolatka i podaje Polce kubek.
- Niee, czemu niby? Przecież mam was. - Julia patrzy uważnie na dwa lata młodszą dziewczynę.
- No bo... Wtedy rozmawiałaś z mamą i mówiłaś coś o swoim narzeczonym... I ja się zastanawiałam, czemu go tu z tobą nie ma...
- Eee... Nieważne. - Julia siada.
- Czemu? Opowiedz mi o nim - prosi Jeanette i siada na krześle.
- Nie bardzo... - Polka smutnieje, oczy zasnuwają się jej mgłą. - Co chcesz wiedzieć?
- Jak się poznaliście?
- Banalnie - w szkole.
- I?
- Na początku za nim nie przepadałam. Ale potem, przez natrętność jego kumpli, to się zmieniło.
- Juliette, jaki on jest?
- On... Zawsze lubił żartować. I śpiewać. Pięknie śpiewał "Everything I do" Bryana Adamsa. Zwłaszcza takiego pewnego dnia... - Julia cofa się pamięcią do tamtego dnia, kiedy Louis pojechał za nią do Polski i oświadczył się jej w centrum handlowym. - Taak... Potrafił dla mnie rzucić wszystko i pojechać za mną. By udowodnić mi, że mu na mnie zależy. Przy mnie też jakby wydoroślał.
- Ech, pozazdrościć takiego faceta. - wzdycha Jeanette.
- On jest zupełnie jak Louis z One Direction. - zauważa Ann-Marie, która stoi w drzwiach. - Powiedziałam coś nie tak? - pyta na widok łez dziewczyny.
- Nie, nie. - zaprzecza szybko. - Po prostu... Przypomniałaś mi moje pierwsze spotkanie z Louisem. Gdy byłam na koncercie...
- Opowiadaj! - przerywa jej podekscytowana czternastolatka. - Bo wiesz, ja marzę o bilecie na ich koncert. Ale mama się nie zgadza...
- Opowiem wam kiedy indziej. - sprzeciwia się cicho Julia. - Teraz muszę iść.
- Gdzie? - pyta Jeanette.
- Do sklepu i fryzjera. - wstaje. - Wyjdziecie? Chciałam się przebrać.

- Jeanette! - woła Ann-Marie ze swojego pokoju. - Chodź tu szybko!

- Co jest? - pyta zaciekawiona szesnastolatka.
- Chyba mam trop. - uśmiecha się czternastolatka. - Spójrz na to - podsuwa siostrze kartkę.
- To jakiś adres mailowy - Jeanette wzrusza ramionami.
- Czy tylko? - pyta tajemniczo. - Spójrz, czyj to adres...


No, to na tyle. Mam nadzieję, że się podobało. :)
A teraz takie coś: dziękuję szczególnie Majce, Marcie, Julicie, Oliwii i reszcie czytelników, których nie wymieniłam, ale są ważni, za te pół roku :)
Skorzystam z propozycji TheDopelin  zorganizuję Tydzień z 1D i spróbuję od środy codziennie dodawać rozdziały :)
A teraz mam dla Was moją wczorajszą fotkę z występu kabaretu :)





5 komentarzy - następny rozdział

Niespodzianka!!

Mam dla Was niespodziankę, mam nadzieję, że się spodoba. :) Cóż mogę dodać więcej - oglądajcie, komentujcie i czekajcie na rozdział, który dodam prawdopodobnie dziś przed północą :)
Zapraszam!

video

sobota, 18 maja 2013

Rozdział II części drugiej

Hej! Witam Was w piękny sobotni poranek. Aż chce się żyć :) Mój tydzień był bardzo zakręcony i w ogóle. W każdym razie jestem zadowolona. Bo w niedzielę byłam VIP-em! Miałam wejściówkę za kulisy. Wczoraj miałam sprawdzian z chemii, na którym... Dobra, nic więcej nie powiem. Po prostu zajrzyjcie na panna-julianna-prezentuje.blogspot.com, jeśli chcecie znać szczegóły :)
A teraz zapraszam Was do czytania, może się spodoba.


- Lucy, Lucy, Lucy... - kręci głową dziewiętnastoletnia Amber. - Ty się kiedyś zabijesz.
    Stoją na krawężniku. Blond włosa Amber trzyma za pasek torby niską szatynkę o kręconych włosach.
- Chyba chcesz dożyć tej wiekopomnej chwili, co? - pyta z cieniem uśmiechu.
- Oj, Am, ty nie rozumiesz. Owszem, chcę dożyć ich przyjazdu do Minneapolis. - odpowiada Lucy. - Po prostu się zamyśliłam. Myślę nad rozpoczęciem roku...
- Co, liczyłaś na to, że taki Styles będzie chodził do naszej szkoły? - Amber parska śmiechem.
- Nie, kochana. - uśmiecha się Lucy. - Myślę raczej o tym, że to już ostatnia klasa. I o tym, że jutro jadę na zakupy. A przed świętami się przeprowadzam. - uśmiech znika z twarzy szatynki.
- Ej, nie przejmuj się. Owszem, Polska to drugi koniec świata. Ale skoro stamtąd pochodzisz...
- Ja nic nie pamiętam z tej Polski. - wyznaje. - Miałam pięć lat, gdy wyjechaliśmy. A potem rodzice niby rozmawiali ze mną po polsku, ale wiesz, w końcu to prawie zanikło.
- Lucy, będzie dobrze. - przyjaciółka ją obejmuje.
- Mam nadzieję.
    Idą przed siebie, do Klubu Miejskiego, który mieści się w centrum miasta. Jednak zanim wejdą do Klubu, zaglądają do supermarketu.
- Co bierzesz? -pyta szatynka.
- Coś słodkiego. - uśmiecha się Amber.
    Ruszają w głąb sklepu. Gdy zastanawiają się nad napojami, ktoś do nich podchodzi.
- Witam anielicę i diablicę. - śmieje się wysoki blondyn i obejmuje dziewczęta w pasie.
    Faktycznie, wysoka i blond włosa Amber ma na sobie białe szorty, kremową luźną koszulkę i turkusowe sandałki z rzemykami oplatającymi jej kostki. Natomiast Lucy jest jak jej przeciwieństwo. Przez czerwoną sukienkę z krótkim rękawem, czarne baleriny i ciemne włosy wygląda prawie jak właścicielka mocy piekielnych.
- Mike - uśmiecha się blondynka.
- No hej, panny. Jak leci życie?
- Leci, leci - odpowiada dziewczyna i wtula się w swojego chłopaka.
    Lucy milczy. Odwraca się w stronę innych regałów i sięga potrzebne jej produkty. Następnie rusza do kasy.
- Lucy! - dogania ją przyjaciółka. - Zaczekaj.
- Na cud? - pyta smutno.
- Skarbie, to nie moja wina, że Toby zachował się jak się zachował. Ale spójrz na to z innej strony - obraca szatynkę w swoją stronę. - Nie będziesz przeżywała rozstania przy wyjeździe. I, jakby nie patrzeć, jesteś wolna, to wyrwiesz jakieś ciacho w Polsce. Kto wie, czy nie większe, niż są u nas. - śmieje się.
    Lucy uśmiecha się blado i podchodzi do kasy. Płaci za zakupy, wychodzi i przechodzi do Klubu. Idzie w głąb budynku, do dużej sali w kolorze soczystej wiśni. Pomieszczenie rozświetla duża liczba okien. Na wprost wejścia stoi stół ping-pongowy. Po lewo ustawiony jest rząd pięciu komputerów. Pod ścianami, na których porozwieszane są zdjęcia uczęszczających do Klubu, rozstawione są stoliki i krzesła. Przy suficie poprzyczepiane są różnorakie lampki choinkowe. W paru miejscach w sali stoją szafki z książkami, gazetami, grami i innymi drobiazgami.
    Obok jednego ze stolików są drzwi prowadzące do pomalowanej na żółto salki, która robi za stołówkę. Właśnie tam kieruje się Lucy, ale zatrzymuje ją kierownik Klubu, pani Daniells.
- Lucy, poprowadzisz dzisiaj zajęcia plastyczne dla maluchów?
- A muszę? - marudzi dziewczyna, ściskając w dłoni siatkę z zakupami.
- Mogłabyś? Mia jest w ciąży, nie ma się kto nimi zająć. Poza tym nie będzie ich dużo. Więc jak?
- No... Dobrze. Kiedy przyjdą?
- Za pół godziny powinny zacząć się schodzić.
    Dziewczyna idzie do kuchni i szykuje dla siebie słodką przekąskę. Na duży talerz wykłada biszkopt, rozsmarowuje na nim bitą śmietanę i polewę czekoladową, a na koniec posypuje wiórkami kokosowymi. Dzieło chowa do lodówki, by się schłodziło i wychodzi.
- Cześć. - przed nią stoi Gemma, sześciolatka uczęszczająca na zajęcia plastyczne.
- Cześć, dużo was będzie? - pyta Lucy.
- No... Sporo.
- To chodźmy i miejmy to z głowy.


- Zayn, jesteś tam? - Katya macha do kamerki z nadzieją, że chłopak w ten sposób otrzeźwieje.
- Co jest, Rosjanko, któraś skradła me serce? - chłopak uśmiecha się nieprzytomnie.
- Powiedz, o której ty poszedłeś spać? I o której wstałeś?
- Eee...  Usnąłem jakoś koło drugiej nad ranem. A wstałem... Chłopcy zrzucili mnie z łóżka koło siódmej. - Malik kręci głową.
- Wiesz co? - burzy się dziewczyna. - Tak to ja mogę spać, pomijając zrzucanie z łóżka. Ty masz być rześki jak wietrzyk, zdrowy jak smalec, promienny jak ja z moim zacieszem na twój widok i  pachnący jak... jak... -zacina się.
- Jak stopy Louisa po całodobowym chodzeniu w butach bez skarpetek? - rzuca ze śmiechem.
- No, teraz dowaliłeś... - uśmiecha się Katya. - Nie, niej jak stopy Louisa, jakkolwiek by nie pachniały. Raczej jak... moje włosy po umyciu.
- Twoje? Czemu nie moje? - naburmusza się Zayn.
- A kto mi tyle razy powtarzał jakie to ja mam piękne włosy, jak to one nie pachną, zwłaszcza po umyciu? - Katya posyła mu całusa.
- No wiesz... Dobra, nie wiesz. A wracając do tematu...
- Nadal twierdzę i zapieram się, że nie polecę do Stanów. Po pierwsze, to nie mam wizy. A rosyjskie papiery niczego nie ułatwią. A po drugie...
- Nie będziesz poruszać się statkiem ani samolotem. - kończy za nią chłopak.
- Dokładnie. - kiwa Dmitriewa.
- Ech, szkoda...
- Jeeny! - Rosjanka podnosi oczy ku niebu. - Człowieku, nie wystarczy ci, że pod twoją nieobecność nie zwiałam do Rosji? Albo na Syberię? Ja tu czekam jak ta Penelopa, a ty co? Oj, chłopaku, chłopaku...
- Jeśli już, to narzeczony. - woła Zayn z dumą wypisaną na twarzy.
- Spadaj? - uśmiecha się dziewczyna.
- Zayn, co u Katyi? - słychać Liama w tle.
- Chodź i sam zobacz. - mulat przekręca kamerkę tak, by i Payne był widoczny.
- No cześć. - posyła uśmiech.
- Cześć, Liam. Jak tam, ten bałwan wciąż pali? -pyta Katya.
- Tak. - potwierdza.
- Nie! - w tym samym momencie Zayn zaprzecza. - I nie jestem bałwanem.
- Nie wtrącaj się, bałwanie. - uśmiecha się dziewczyna. - Miałeś nie palić. Przecież mam astmę. A z palaczami się nie zadaję. Więc co, po powrocie mam wywalić twoje rzeczy? - grozi.
- Nie! Katiusza, nie rób tego! - Zayn pada na kolana. - Nie wywalaj niczego, bo znowu coś zepsujesz. Na przykład drzwi. Albo łóżko. Katya, dla ciebie wszy... Co jest? - pyta, zdziwiony wybuchem śmiechu u Katyi i Liama.
- Wygłupiłeś się bałwanie, ale i tak cię kocham. - mówi Rosjanka.
- Zayn, zrób tak jeszcze raz, to cię nagram. - śmieje się Payne.
- Chciałbyś. - rzuca Malik, podnosi się i zwraca się do dziewczyny - Katya, ja spadam. Pogadamy kiedy indziej, co?
- Okej, okej. Cześć.
- No to cześć, Katiusza.
    Zayn już ma się rozłączyć, ale powstrzymuje go Katya.
- Obiecaj, że nauczysz się dla mnie "Katiuszy". Po rosyjsku. - uśmiecha się.
- Jeśli chcesz - Zayn rozłącza się.



No i takim oto sposobem dotarliście do końca rozdziału. Wiem, jest krótki, ale następne mogą być jeszcze krótsze, więc wiecie... Mi osobiście bardziej podoba się fragment z Katyą i Zaynem, a Wam?
Odpowiem od razu na pytania, które pojawiły się pod poprzednim rozdziałem. Tak, są to bliźnięta. A Julia je wychowa. A szczegóły... Czekajcie jeszcze trochę.
A teraz komentujcie wypociny tego ślepca, co wczoraj miał wymieniane szkła na mocniejsze. xD
Hah, do następnego :)

5 komentarzy - następny rozdział

sobota, 11 maja 2013

Rozdział I drugiej części

Hej! Witam Was z pierwszym rozdziałem drugiej części. Miałam go dodać w przyszłym tygodniu, ale jestem okropnie niecierpliwa ;>
Dobra, powiem tylko tyle, że pisałam ten rozdział w święta wielkanocne i... Dobra, napiszę na dole.
A teraz czytajcie rozdział, w którym przenosimy się o cztery tygodnie do przodu ;>

Just give me a reason,
Just a little bit’s enough
Just a second, we’re not broken
Just bent and we can learn to love again.
Oh, it’s in the stars,
It’s been written in the scars on our hearts
We’re not broken
Just bent and we can learn to love again. - Pink & Nate Ruess "Just gime a reason"


    Budzi się w jasnym pomieszczeniu. Wstaje z miękkiego łóżka okrytego czerwoną pościelą i białą, wełnianą narzutą. Siada na brzegu łóżka i przeciąga się leniwie.
    Rozgląda się po przestronnym pokoju z biało-czarnymi ścianami. Naprzeciw łóżka znajdują się niepozorne wiśniowe drzwi.
    Podnosi się i zatapia stopy w puszystym, kremowym dywanie. Ostrożnie podchodzi do dużego lustra. Widzi w nim rozczochraną burzę długich rudych włosów, szaro-zielone oczy i smutny uśmiech. To wszystko należy do niespełna dziewiętnastoletniej dziewczyny, ubranej aktualnie w luźną koszulę nocną.
- Juliette, wstałaś już? - spod drzwi dobiega głos pani Marmouget.
- Tak, proszę pani. - odpowiada Juliette Louis Aragon.
- To chodź, dziecko, na śniadanie.
- Dobrze, tylko się ubiorę.

    Madame Brigitte Marmouget schodzi na parter, a rudowłosa dziewczyna smutnieje jeszcze bardziej. Podchodzi do białej szafy obok łóżka i przegląda jej zawartość. Wybiera fioletową bokserkę, czarne rurki i szary sweterek.
    Wygląda przez spore okno przy łóżku. Zapowiada się ciepły sierpniowy dzień. Ulicą przejeżdża samochód osobowy.
    Ubiera się i rozmyśla.
- To już cztery tygodnie - mówi do siebie. - A on...
    Nie kończy. Nie może jej to przejść przez gardło. Codziennie przegląda wiadomości, te brytyjskie, i codziennie widzi to samo: "Co się stało z Julią?", "Louis Tomlinson nie ustaje w poszukiwaniu zaginionej narzeczonej", "Julia ofiarą psychofanek One Direction?", " Czy Julia jeszcze żyje?", "Kto odpowiada za zniknięcie Julii?". Tak bardzo chciałaby pokazać się im wszystkim i zawołać: "To ja! Żyję i mam się dobrze. Nie chciałam ranić Louisa, dlatego zniknęłam. To jednak mi nie wyszło...".
    Ale nie może. Już za późno. To zniknięcie wymyśliła pod wpływem impulsu. Bo okazała wobec Louisa coś, czego nie powinna, tym samym pewnie robiąc mu nadzieję. Dlatego odebrała walizki z najpotrzebniejszymi rzeczami z piwniczki w swoim, dawnym już, bloku i wyruszyła w podróż do Dover. Była już w innych i miała mocny makijaż, dzięki któremu była choć trochę mniej rozpoznawalna. Po dotarciu do miejscowości po ponad trzech godzinach jazdy wsiadła na prom i przedostała się do Calais we Francji. Spędziła tam sześć dni załatwiając różne formalności. Przefarbowała również włosy i zmieniła swoje imię i nazwisko z polskich na francuskie. I tak oto już ponad trzy tygodnie nazywa się Juliette Louis Aragon. Później dużo podróżowała po kraju i osiadła na stałe w Amiens u państwa Marmouget i ich dzieci.
- Juliette! - woła ze schodów sześcioletnia Evelyne.
    Dziewczyna wychodzi z pokoju i, ponaglana przez Evelyne oraz pięcioletniego Michela, kieruje się do jadalni. Tam, przy dużym, prostokątnym stole siedzą monsieur Pierre Marmouget i trójka z szóstki potomków; szesnastoletnia Jeanette, czternastoletnia Ann-Marie i siedemnastoletni Christian. Evelyne, Michel i Julia zajmują swoje miejsca. Brakuje tylko pani Brigitte, która krząta się w kuchni, oraz najstarszego - dwudziestoletniego - Adriena, który jest w Paryżu u przyjaciela.
- Dzień dobry - wita się Polka.
    Wchodzi pani Marmouget z koszykiem pieczywa.
- Adrien wraca w weekend. - informuje z uśmiechem i siada. - Juliette, kawy?
    Julia przytakuje. Smaruje bagietkę masłem i odgryza kawałek. Następnie sięga po filiżankę z kofeinowym napojem i prawie natychmiast ją odkłada.
- Coś nie tak? - pyta zaniepokojony pan Pierre.
- Nie, nic, po prostu... Niedobrze mi.
- Może jesteś chora. - sugeruje pani Brigitte, na co Julia wzrusza ramionami.

    Reszta śniadania przebiega już spokojnie. Julia pomaga posprzątać po posiłku. Zostaje sam na sam z gospodynią w jadalni.
- Juliette, porozmawiamy? - pyta kobieta. - Tak mało cię znam.
- Dobrze, proszę pani.
- Dlaczego przyjechałaś do Francji?
- Chciałam zacząć nowe życie i padło na ten kraj.
- Ale dlaczego? Wybacz za ciekawość, ale...
- Rozumiem. - odpowiada dziewczyna i zbiera talerze. - Ja... Wyjechałam, bo nie chciałam dłużej ranić bliskiej mi osoby. Ale przez to skrzywdziłam go jeszcze bardziej... - Julia ociera łzę z policzka.
- Kim on dla ciebie był? To twój chłopak?
- Narzeczony.
- Ale... Co się stało? - pyta zdumiona gospodyni.
- Przestałam go kochać. Nie całkowicie, ale... To już nie było to.

    Wynosi brudne naczynia do kuchni. W tym czasie Brigitte układa sobie w głowie wszystko to, co usłyszała. Jest zaskoczona.
- Rozmawiałaś z nim o tym? - pyta, gdy dziewczyna wraca.
- Tak. Wiedział o wszystkim od początku czerwca.
- To smutne.
- Bardzo... Ale jest jeszcze gorzej.
- Co takiego, kochana? - pani Marmouget zaczyna się denerwować.
- Parę dni temu byłam u lekarza... - Julia mówi powoli.
- Tak, pamiętam. Musiałaś założyć kartę.
- I przy okazji się przebadałam, bo takie zachowania jak dziś przy śniadaniu trzymają się mnie od paru dni. Chciałam się dowiedzieć, czy to nie jakaś grypa.
- No i co ci powiedział? - pyta gospodyni pełna obaw.
- Prawie na pewno noszę w sobie jego dziecko - Julia zaczyna płakać.
    Siada na krześle. Pani Brigitte próbuje ją pocieszać, jednak na próżno.
- Nie martw się, będzie dobrze - szepcze dziewczynie. Przytula ją mocno.
- Nie będzie dobrze. -chlipie. - Chciałam o nim zapomnieć. Chciałam, żeby on o mnie zapomniał. Nic mi nie wyszło.
- A rodzina?
- Nie... Ja im nie powiedziałam. Nikt nic nie wie. Miałam wyjechać na początku sierpnia... I co teraz będzie?
- Skarbie, możesz zostać u nas.
- Będę płacić za pokój. - obiecuje.
- To nie jest teraz ważne. Jesteś młoda, znajdziesz jeszcze sobie mężczyznę.
- Wciąż jestem zaręczona - Julia kręci głową. - z Lou... Z Williamem.
- Och. Nieważne. Ważna jesteś ty i twoje dziecko. Co z nim zrobisz?
- Wychowam je. - ociera łzy i próbuje się uspokoić.
- Który to może być tydzień? - pyta pani Marmouget.
- Czwarty.
- Dobrze... Nie przemęczaj się. Idź do siebie. Ja tu skończę, a potem przyniosę ci herbatę.
- Dziękuję bardzo - Julia przytula mocno kobietę i wstaje.
    Polka zamyka się w swoim pokoju i opada na wciąż niezaścielone łóżko.
- Oj, Lou... Prawdopodobnie spełniło się twoje marzenie. Będziesz ojcem, ale nawet o tym nie wiesz. - szepcze w poduszkę. - Nie chcę jeszcze być matką. Ale wychowam je. Dla ciebie... Nie wybaczyłbyś mi, gdybym zrobiła inaczej... Dlaczego to życie musi być takie trudne? Jak nazwałbyś swojego potomka? Chciałbyś syna czy córkę? Chyba syna; bab masz aż za dużo. - uśmiecha się przez łzy. - Chciałbyś mnie jeszcze znać? Przecież cię zostawiłam... Och, Lou... Przepraszam.
    Dziewczyna zasypia. W tym samym czasie Jeanette, Evelyne i Ann-Marie siedzą w pokoju najstarszej z sióstr.
- Czemu płakała? - pyta sześciolatka.
- Chyba jest w ciąży. - tłumaczy Ann-Marie.
- To źle? - drąży temat Evelyne.
- Tak, jeśli nie masz faceta, który by ci pomógł wychować dzieciaka. - odzywa się Jeanette.
- To znajdziemy jej kogoś? - pyta mała.
- Nie, musimy znaleźć jej narzeczonego. Wiecie, tego, którego zostawiła. - proponuje szesnastolatka. - Same słyszałyście, że on ją kocha. Wystarczy go znaleźć i...
- Powiedz mi, jak on się nazywa i gdzie mieszka, to zaczynamy poszukiwania. - gasi ją Ann-Marie.
- No, faktycznie. Ale wiemy, że ma na imię William. A potem... - uśmiecha się chytrze.
- Nie, ja nie grzebię w jej rzeczach. Spadaj! - buntuje się Ann-Marie i wstaje.
    Wychodzi na korytarz i kieruje się w stronę drzwi na wprost tych do pokoju Julii. Zatrzaskuje je po wejściu do swojej sypialni. Spogląda na łóżko przy oknie, a potem na czerwone ściany. Długo toczyła z mamą boje o możliwość przyklejenia plakatów. Dlatego teraz większość miejsca zajmują fotosy z gazet i wydrukowane zdjęcia.
- Shut the door, turn the light off. I wanna be with you, I wanna feel your love... - nuci pod nosem i patrzy na plakat Louisa Tomlinsona, najfajniejszego chłopaka z One Direction. Louis jest jej ideałem.
    Włącza laptopa i sprawdza newsy. Coś o 1D?
- Ech, Julia, znajdź się w końcu, proszę. - szepcze z nadzieją, że jej prośba się spełni. - Shut the door, turn the light off. I wanna be with you, I wanna feel your love... - zaczyna nucić od nowa.



- I wanna lay beside you, I can not hide this... - nuci Louis William Tomlinson.
    Siedzi na łóżku w tourbusie i rozmyśla. Powoli traci już nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie Julię. "Gdzie ty jesteś?", zadaje wciąż to samo pytanie.
- Cztery tygodnie. To już cztery tygodnie...
- Można? - w przejściu staje Zayn.
- Jeśli chcesz siedzieć z marudą...
- Co się dzieje? Znowu o niej myślisz? - chłopak przytakuje. - Daj trochę na luz, co?
- Nie umiem. To nie takie łatwe.
- Ja cię rozumiem, ale...
- Chłopaki! - wrzeszczy Liam. - Jest mail!
    Louis i Zayn biegną na złamanie karku do Payne'a.
- Co jest? - pyta zdenerwowany Tomlinson.
- Dostałem maila na pocztę o Julii.
- Od kogo?
- Od jakiejś 'Czarnej Perły'. Przeczytać? - chłopcy przytakują. - "To bardzo boli, wiem. Ale, Louis, spróbuj żyć dalej. Nie wiadomo, czy jeszcze się spotkacie. To zależy od niej. Nie martw się, Julia żyje. Spróbuj zapomnieć...". I co o tym myślisz, Lou?
    Patrzy na chłopaka. Louis siedzi na sofie i ukrywa twarz w dłoniach.

- Louis? - pyta ostrożnie Liam. - To może być podpucha. Ktoś sobie żartuje...
- Wolałbyś, żeby to był żart?! - wybucha Tomlinson. - Żeby ona nie żyła, co?
- Nie, to nie...
- Nieważne. Wiem swoje. Ona gdzieś tam jest i sobie żyje. Ale nie jest szczęśliwa... Da radę sprawdzić, skąd wysłano maila?
- Nie wiem, ale zrobię co w mojej mocy. - odpowiada Payne.



    Julia czeka na swoją kolej w poczekalni. Od ponad dwóch tygodni żyje w niepewności, ale objawy jakby mówią same za siebie.
- Mademoiselle Juliette Louis Aragon, proszę do gabinetu. - w drzwiach pojawia się młoda, niska lekarka.
    Dziewczyna idzie za nią pełna obaw.

- Co chciałabyś usłyszeć? - pyta Adrienne Moumus, lekarka.
    Julia leży na kozetce. Zaciska palce na oparciach. "Proszę, nie teraz. Może w przyszłości, ale nie teraz", modli się w duchu.
- Że moje podejrzenia się nie sprawdziły - mamrocze.
- No cóż, Juliette... Rozumiem, że ojca dzieci nie ma, ale...
- Dzieci?! - woła przerażona Julia, a lekarka przytakuje.




No i jak? Na swoją obronę z tą ciążą mam fakt, że gdy to pisałam, przez trzy dni z rzędu widziałam się z ciężarną ciocią i to dlatego :p
No... Chyba z opowiadaniem nie jest źle, skoro nowy adres przesłałam w sumie jedenastu osobom. :D
Planowałam zrobić zwiastun - filmik, ale chyba nic z tego. Jeśli już, to dałabym go za tydzień.
Wiecie, miałam całkiem ciekawy tydzień. W środę na przykład popisałam się swoją kondycją, bo zaraz po historii, zanim się spakowałam, musiałam ścigać po szkole kolegę, który zabrał mi zeszyt z opowiadaniem. -,- A wczoraj grałam w trzyosobowej drużynie w siatkę na wf-ie przeciwko piątce dziewczyn. W zespole byłam z dwójką chłopaków z mojej klasy xD I wychodzi mi na koniec roku jak na razie 2 z niemca. ;>
Dobra, już nie truję. Mam nadzieję, że się podobało. W każdym razie wyraźcie szczerą opinię w komentarzach, których ma być 5, JEŚLI CHCECIE NASTĘPNY ROZDZIAŁ!

Do następnego :*

something0more@gmail.com

Najfajniejsze komentarze od Was, jakie dostałam :)

Hej! Tak, zmieniłam adres bloga, jeśli ktoś już zauważył. Na dzisiaj przygotowałam notkę z komentarzami od Was :) Jest ich... 36. Aż 16 jest od My live:). Hah, dzięki za wszystkie. Może uda mi się w ten weekend zrobić i dodać zwiastun drugiej części ;> A jeśli nie, to może jutro będzie rozdział xD!
Dobra, nie truję dalej. Komentujcie, czatujcie, może akurat coś dodam xD


Rozdział 9
Daria Hyjek: Powiem szczerze: nie jestem fanką 1D. Ale to się nie liczy przy tym jak piszesz! Podbiłaś moje serce! Świetne dialogi, ciekawa treść i w ogóle wszystko na miejscu. Tylko tło mnie trochę razi. Tło bloga. Ale da się znieść XD. Może tu jeszcze wrócę. 

www.mojapasja-pisanie.blogspot.com


Notka organizacyjna
Hope . ♥Po pierwsze: wszystkiego najlepszego.♥ mnóstwo marchewek, żebyś jadła i nie tyła, żeby udało ci się kiedyś zjeść zupę widelcem, żebyś fajnego chłopaka miała. No i przede wszystkim byś kontynuowała dalej bloga.<3
Czytam od początku, ale szczerze przyznaję, że komentować mi się nie chce. Pisz dalej. Świetnie ci idzie. Naprawdę. Piszesz jedno z nie wielu opowiadań, które przypadły mi do gustu i z niecierpliwością czekam na następne rozdziały. Po prostu czuję, że jeśli być poćwiczyła jeszcze, a potem pisała o czym innym niż One Direction to naprawdę wyrosłabyś na wspaniałą pisarkę.:D
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, zdrowia szczęścia, bla bla bla, i czekam na następny.xx

Mrs. XPISZ DALEJ ♥
Jesteś chyba jedyną dziewczyną, której opowiadania czytam z zapartym tchem. To jest naprawdę genialne. Pisz dalsze części. A poza tym to wszystkiego najlepszego. I nie przejmuj się tym, że jest mało komentarzy. Zapewne dużo osób czyta, ale nie komentuje choćby dlatego, że niektórych denerwuje ta cała "Weryfikacja" obrazkowa. Naprawdę, masz talent.*_*
A tak. wgl to wsyztskeigo najj.;*


Rozdział 21
JulkaBossskie:) Już się nie doczekam co będzie dalej. Jesteś wzorem jak pisać opowiadania i natchnienie czerpie właśnie z twojego bloga. Chyba nie zrobisz mi tej przykrości i dodasz nowego posta troche wcześniej niż za tydzień :) Pozdrowienka:)


Rozdział 23
My life:)Super :) Zresztą jak zawsze...
Długo czekałam, ale grunt, że jest.
Ciekawie o tej marchewce na jej głowie. Heh.. Jaka będzie reakcja? Super czy blee.. To się okaże w następnym.
Myślę, że Dennis się jeszcze pojawi w opowiadaniu. Hmm... No i fajnie spotkać kogoś kto chce spełnić twoje marzenia, tak jak Julia spotkała tą projektantkę. Ok.. U mnie się ferie kończą i no ogólnie źle...
Pozdrawiam i do następnego :D


Trochę inaczej...
nie/powiem1. Blog jest super. Opowiadania piszesz tak jak by do nas mówiły. Bardzo ładny wygląd ,rzadko widziałam ładniejsze. Hmmm... Jesteś wzorem jak pisać opowiadania :)
2. Najbardziej na tym blogu spodobał mi się tło naglowka. Oczywiście i tak na pierwszym miejscu stoją świetne opowiadania.
3. Jak chcesz to zakladaj. Fajnie by było dowiedzieć się coś o bohaterach. Chętnie bym odwiedzała taka grupę,czy profil albo nwm jeszcze co :)
4. Ją nie wiem jakie mogłabym mieć sugestie. Dla mnie nic tutaj się nie podoba.
5. Głupie pytanie. Oczywiście :) :-D
6. Nie . Conajmniej narazie.
7. Nie nie chce o tej debilce. Chce o tej oryginalnej i miłej dziewczynie która pisze bloga i siebie nie docenia. Chce się dowiedzieć kiedy zainteresowalas się pisaniem. Ile mialas wtedy lat??? Jak się nim zainteresowalas?? Skąd przyszedla ci taki pomysł? I ile czasu już piszesz tego bloga i ogólnie?
8. Fajnie jest gdy piszesz o wszystkich. Chociaż oczywiście dużo interesuje mnie dlasze losy Julii i Louisa.
9. Oczywiście że tak. Staram się jak najwięcej to zaglądać. Śledzić dalsze losy bohaterów.
10. W całkiem nietypowy sposób. Zrecenzowalam go na zapytaj :)
11. Narazie czekam na dalsze losy wypadku Julii :) A potem czekam na to co opowie nam twoja wyobraźnia. 
Pozdrowionka :)


Rozdział 26
Oliwia KarolinaSwietny rozdzial ;* Troche sie spoznilam, bo chcialam ci napisac jaka ja widze na tym blogu dziewczyne Nialla, ale widze ze juz masz pomysl, ktory na pewno okaze sie swietny. Mam jednak wielka nadzieje, ze nie bedzie to dziewczyna, ktora spotkala w szkolnej toalecie Julia, bo jakos kompletnie mi do Niallera nie pasuje. Ale to twoja decyzja ;) Znalazlam tego bloga ostatnio przez zapytaj i czytalam go od poczatku cala noc ;3 Dziekuje ci, za to, ze dzieki tb chodz na chwile moge oderwac sie od rzeczywistosci i zatopic w tym wspanialym opowiadaniu. Jestes wielka <3 /Oliv : 3


Rozdział 28
Marciak: Haha:D Przyznam się szczerze, że nie wierzyłam w "przemówienie" Niall'a :) Moje przyjaciółki (My live oraz Ola) mało zawału ze śmiechu nie dostały :) Rozdział jak zwykle genialny. Czekam na niespodziewane zwroty akcji i oczywiście na następny rozdział :)

AnonimowyJak to wcześniej w pierwszym komentarzu ujęła moja przyjaciółka ( My live:) ) Cód, miód i malina :P. Rozdział świetny... Co do ,,Kanapkowej teorii Niallera'' to nawet nie wiedziałam, że ona ma takie gadane :D Ciekawe jak to się dalej potoczy i pewnie następny rozdział odkryje moja przyjaciółka, bo uwierz mi, na każdej przerwie wchodzi ta tego bloga i paczy czy nie dodałaś czasem rozdziału :) No... Suuuuper rozdział ;* Ola


Rozdział 30
My live:)Bosz... Kocham Twoje opowiadanie. Nie no.... Mało co się nie 
poryczałam ze szczęścia w autobusie, nie mogę nawet sobie wyobrazić zdania innych jak patrzyli na mnie, a ja usmiechałam się do telefonu. Czekam co będzie dalej... Ślub? Heheh :)
Miłego biwakowania :)


Rozdział 32
My live:): Jeeennnyy :D
Gratuluję Ci tych trzech miesięcy. Nie każdy daje radę pisać, wiekszość bardzo szybko się poddaje. 
A co do rozdziału to mi się podoba. Ciekawie się dzieje i już się nie doczekam akcji poznania Nialla z tą dziewczyną :)
Chciałabym drugą część opowiadanie, ale decyzja zależy od Ciebie. Wiem, że może Ci się ciężko pisać i to rozumiem. W końcu parę swoich pomysłów już wykorzystałaś i ciężko szukać innych, ale z czasem znowu będziesz mieć wene.
Już się nie doczekam następnego weekeendu :)

AnonimowyTo jest świetne ! Ślęczałam ponad 4 godziny czytając od początku i powiem, z ręką na sercu, że masz ogromny talent. Historia wciąga już od pierwszego rozdziału a przy niektórych fragmentach śmiałam się jak psyhicznie chora. Pomysł z zaręczynami był genialny aż się rozmarzyłam *.* Przyznam także że "wybitnie" zaciekawił mnie ten długi sen i to co się dzieje z bohaterami, że "wykańczają" się przez wzajemną miłość (o ile można to tak ująć), z drugiej strony też ciekawi mnie co dalej z Zayn'em i Katya (nw jak się odmienia. 
Pozdrawiam Paula.
PS. przepraszam za wszelkie literówki, powtórzenia itp ale jak już wspominałam "trochę" nie to wciągło i ogółem mówiąc jest prawie 6 rano, więc mam nadzieje że moje błędy będą mi wybaczone. :D


Rozdział 34
Jedyna w swoim rodzaju Vivi: Zajebisty wpis!! Ja osobiści directonerką nie jestem ;] 
Ale sposób w jaki piszesz i co piszesz jest naprawdę świetny! Nie raz tutaj zajrzę. Jestem ciekawa co dalej..te sny ...
Umiesz trzymać czytelnika w niepewności ;]



Rozdział 35
My live:)Jej... Cieszy mnie to, że Julka będzie miała ten pokaz i w ogóle. Czekałam na ten rozdział. Hmmm... Nie wiem co jeszcze wymyślisz ciekawego, ale znając Ciebie to napewno nie będzie nudno. I zadawała mnie też fakt, że będzie druga część opowiadania, lecz smucę się gdy widzę, że zaraz kończysz tą. 
A teraz prośba do wszystkich czytelników tego bloga.
KOMENTUJCIE!!!

Mrs. XPowiem tak: Tak cholernie kocham to opowiadanie, że pewnie znając mnie poryczę się na epilogu... ._. Jest ono jednym z lepszych jakie czytałam, a ty naprawdę masz talent, więc cieszy mnie fakt, że prawdopodobnie napiszesz kontynuację.
Co do tego rozdziału to wspaniały - jak zwykle.:) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.<3
Czekam z niecierpliwością na następny, a wy ludzie komentujcie.♥


Rozdział 36
My live:): Ty... TO Zayn i Katya nie są już razem? Ehh... Szkoda :( Albo coś nie skapowałam.
Nom, Nom. Ciekawe. Myślę, że chodzi o to, że Julka będzie miała wystawę swoich kreacji czy coś i dlatego zbiera wszystkich.
Katya wyjechała do Rosji :(
No, ale mam nadzieję, że będzie wszystko okey. Kurde, kończysz pierwszą część...
Okey. Do następnego i proszę komentujcie to, bo ją chce w ten weekend następny i myśle że wy teź chcecie :)


Rozdział 37
My live:)Tam, tam, tam... To Ty jesteś wspaniała :) Dzięki z rozdział, mogłabyś tak co tydzień dodawać :D
A co do moich wrażeń po przeczytaniu to jestem zszokowana. Jak ona mogła?! Rozumiem... Alkohol itp, ale to... To... Nie wierzę!
Hehhe... Moja bulwersacja :) 
Już się nie doczekam następnego :)

Mrs. X: Oemdżi..<3
Nie wiem od czego zacząć.:D
to jest... wow. weź. zatkało mnie. no normalnie. Ale, że Julia? Nie wierzę... Przecież ona.. Nei ważne.xd
1. jesteś genialna, kocham cię.<3
2. rozdział fantastyczny, tak jak i poprzedni, ale nie miałam kiedy skomentować bo czytałam przez telefon i się nie chciał komentarz dodać...:/
3. czekam na następny.
4. wspaniały wygląd. xoxo


Rozdział 38
My life:)Matko... Ja się cieszę, że w ogóle Julka, jak ty to powiedziałaś, "nawróciła się". Ale rozdział jest super. Mam nadzieję, że Lou i Julka będą szczerzy wobec siebię i sobie wybaczą. No i że Lou nie zrobi czegoś, czego będzie żałował mocniej niż Julka.
Nie doczekam się następnego.
A Tobie i wszystkim czytelnikom życzę też Wesołych Świąt, oraz mokrego i śmiesznego Śminguso- Dynguso- Prima- Aprillis (nie wiem jak się pisze, ale oba są w ten sam dzień) :)


Nominacje...
Ja Kotecek: A wiec już odpowiadam(a no i Gartulacjeee! ;>):
1.Wiesz co fajnie byłoby zobaczyć jak to wszystko zapisałaś(znaczy ja bym chciała zobaczyć twoje zeszyty ;3)
2.Wiem ,że to głupie ale może zaczęłabyś pisać w 2 części o innej parze? Była by tam Julka, Lou i inni ale na pierwszym planie para np. Zayn z tą koleżanką/przyjaciółką Juli K.(wybacz nigdy nie umiem zapamiętać tego imienia)
3. Te akcje z Lou i Julią, kocham je <3
4.Ciekawość, twój styl pisania który jest dobry przez co wciąga ;)
5.No jasne ,że tak! Wiesz co, mielibyśmy nie lubić autorki tak dobrego opowiadania? Nigdy ;3

My life:): Heyy... Tak se czytam i wpadam, że masz szczęście do polonistek. Hehe... Mi też zazwyczaj się trafiają te miłe i dobrze tłumaczą :)
Miałam coś napisać, ale oczywiście wypadło mi z głowy... No taa, po mnie zawsze się można tego spodziewać :)
Aha i pytania. Już odpowiadam :D
1. Chętnie bym coś takiego obejrzała. Fajnie by było zobaczyć jak ty piszesz rozdziały? Pytania... Osoba na górze ma dobry pomysł z tymi zeszytami.
Chciałabym też wiedzieć czy kiedykolwiek wyobrażałaś sobie, że napiszesz opowiadanie.
2. Ja się zdaje na Twoje pomysły :)
3. Szczerze to mi się najbardziej podobało jak Julka wróciła z Polski i Lou wtedy był szpitalu i zaręczyny. Ale wszystko jest super.
4. No a jak myślisz? Twoje opowiadanie :D Ciekawe pomysły, które umią doprowadzić do łez, ale też rozbawić.
5. No jasne. Jeszcze się pytasz? Lubię Cię, zarówno jak te opowiadanie, nawet jak się nie znamy :)
Do jutra :)

Mrs. X: Yay1 Gratulację.;3
1. Chętnie bym obejrzała właśnie jak piszesz. Te twoje legendarne zeszyty.<3
2. Ja bym chciała też przeczytać o losach innej pary. Tak jak napisał ktoś na górze. Oczywiście żeby Julka i Lou też byli, ale tak jakby mniej.:) x
3. To jak piszesz. A robisz to wspaniale. Masz bardzo... fajny? Nie. Na to nie ma odpowiedniego słowa. Fantastyczny, styl pisania. MAsz wyobraźnie, nie popełniasz błędó i wgl. Zazdroszczę ci, noo.xd
4. Bo jest ciekawie, przyjemnie się czyta.;D Gdy coś opisujesz to doskonale, ta się wyczuć te emocje. Albo się płacze, ale śmieje.
5. KOCHAM CIĘ.♥ hahaha. Ciebie i to opowiadanie.<3

Tymczasem czekam na rozdział i mam nadzieję, że pojawi się szybko. Pozdrawiam.:) x


Rozdział 40
My life:)Kurcze...Ale super Ci ten rozdział wyszedł :) Nie wyobrażam co czuła tą Sophie kiedy faktycznie okazało się, że "N." to Niall. Masakra. Tylko zastanawia mnie to jak ja wytrzymam przez te dwa tygodnie, gdy będę czekać na drugą część. How?
Okay :) Piszcie szybko komentarze :*


Rozdział 41
My life:): Ale, ale... Jak? Że znaczy, co?
Obrażona? Nie no co ty! Całkiem to rozumiem i takie rzeczy się dzieją, ale nie byłam na to przygotowana. Zaskoczyłaś mnie. Myślałam, że skończy się szczęśliwie, a tak to jakoś mi trochę w środku smutno. Nie wiem co powiedzieć.
Ten rozdział jest świetny. Takie wyrzucenie emocji. Ubóstwiam Ciebie za te pomysły. Jeju, mam tylko nadzieję, że tego nie zostawisz i Lou z Julką wrócą do siebie i znowu będzie kolorowo. No bo w końcu po deszczu jest tęcza :) Czekam nn :)


Ważne
Sophie96: Pisz dalej. Proszę. Codziennie tu wchodzę z nadzieja na kolejny rozdział, bo jest tak świetne twoje opowiadanie. Mam nadzieja, ze nie zawiesisz tego bloga. Zapraszam do mnie:
real-life-sophie.blogspot.com

alisononedirection.blogspot.com
Jak wejdziesz liczę na szczera opinie


Rozdział 42
Fruśka.xoxo: No to po kolei:
1. Cholernie mocno cię kocham.<3 Za te wszystki rozdziały i ogólnie za wszystko. Co prawda nie znam cię w realu, ale i tak cię kocham.xd
2. Rozdział fantastyczny, genialny, wspaniały, cudowny.
3. Będzie mi smutno, gdy skończysz tączęść, ale cieszę się, że piszesz drugą. I larry. Ouch...^^ Ja też.zamierzałam wprowadzić go do opowiadania, ale Sam i w ogóle.
4. Czekam z niecierpliwością na następny i mam nadzieję, że będzie równie dobry jak ten!;*
Życzę weny (choć tej ci chyba nie brakuje). :D xoxo


Rozdział 43
My life:)Bosz... Słodki rodział. Tylko ja Juli nie rozumiem. Ma miłość swojego życia na wyciągnięcie ręki, a ona od niej ucieka. 
Szkoda mi Lou, bo jak Jula wyjedzie to nie chce wiedzieć co będzie... W ogóle szkoda mi tego, że wszystko się rozpada.
W następnym o Katyi i o Zayn'ie. Kurde... Czuje, że będzie się działo. No i mam nadzieję, że wreszcie będę mogła się uśmiechnąć przy czytaniu, bo mi tego trochę brakuje :)
4 rozdziały?! Jej... II część.... Cholernie się cieszę na tą myśl.
I jeszcze... Co do epilogu to mam cichą nadzieję, że końcówka będzie szczęśliwa. No już nie taką cichą :D
Okay. Trochę się rozpisałam. No, ale to w końcu ja. Czekam na następny :)



Rozdział 44
Fruśka.xoxoEj, ona nie pojedzie? Prawda? Powiedz, że nie... :C Ja bym tego normalnie nie przeżyła... Ja cię błagam ma kolanach (wyobraź to sobie!: blondynka na klęczkach przed tobą, jęczy, by Dżulia nie wyjechała...)! Weź... Trololololove you bejb. I tak cię kocham i czekam na następny. Przepraszam, że ten komentarz taki jakiś beznadziejny, ale jeszcze śpię.xd Bywa.:3 pozdrawiam.xoxo


Rozdział 45 p.1
My life:)Mam parę rzeczy...
Zaczynam czytać- Julia maluje paznokcie. Hehe... Ja chwilę przed to robiłam.
"Ludzie mądrzy i osiągający sukces nie wierzą w swoje możliwości. Nie są pewni tego, czy zrobili coś dobrze, gdy jest bardzo dobrze. Myślą wtedy, że mogli zrobić to lepiej, a nie zauważają, że jest dobrze."- To było genialne. Kurde, fajnie, że prztoczyłaś ten tekst. Taka jest prawda. Nawet trochę to wiem z własnego doświadczenia.
Ciekawi mnie jak skończy się ten cały pokaz. I to co mówiłaś o zakończeniu.
Sprawa numer trzy- Bosz... To już ostatni? Jestem tym tak podjarana. I już pięć miesięcy? Wiesz co? Chce Ci pogratulować, bo nie wszystkim udaje się dokonczyć pierwsza cześć opowiadania i mam nadzieję, że następna będzie tak samo fantastyczna jak ta, albo jeszcze lepsza :) Okay :) Mam ci jeszcze coś do powiedzenia, ale to już później :D
Czekam na następną część tego ostatniego :( rozdziału pierwszej części :*



Rozdział 45 p. 2
My life:): Nie no... Też jak ty, ja dalej nie mogę uwierzyć, że to ostatni. Przecież to tak szybko minęło. Ale cieszę się na druga część :)
A co do tej części rozdziału to mi się bardzo podoba. Jest nawet lepsza od poprzedniej. Lou patrzy na Julke, Julka na Lou... Nie no, to takie słodkie :*
Zazdroszczę talentu normalnie :)
A co do dwutygodniowej przerwy to fajnie byś coś dodała. Może coś o sobie? Hmm... Jak coś wymysle to napisze na maila albo w następnym komentarzu ^^ No i teraz czekać tylko na trójkę :D


Fruśka.xoxoRany... Nie wierzę, że to prawie koniec. Pamiętam jak zaczynałam to czytać. Trafiłam akurat na 9 rozdział. Potem kolejne dni nie mogły się obejść bez wchodzenia na twojego bloga i sprawdzania, czy czegoś nie dodałaś... Twój blog stał się częścią mojego życia, normalnie.xd Hahaha. Tak wiem,. głupoty piszę. W każdym bądź razie czekam z niecierpliwością na następną część.
No, a co do tej... Jest fantastyczna, tak jak i reszta. No i Lou i Julia.. Ouch. On powinien wyjść na scenę i wyznać jak bardzo ją kocha... Ta. Byłoby idealnie. No, ale niestety to twoje opowiadania i robisz jak chcesz. Pozdrawiam, Fruśka.xoxo


Rozdział 45 p. 3
My life:)Jezu... Jakie tajemnicze zakończenie. Chce mi się płakać, że to już koniec pierwszej części :' Ale grunt, że będzie następna. 
A co do końcówki rozdziału to jest boska, fantastyczna, no nie do opisania :*
A teraz epilog... Kurcze. No tak muszę pamiętać, by coś napisać :) 
Szczerze? To nie wyobrażam sobie tych ostatnich miesięcy, bez twojego opowiadania. Tak mnie wciągnęłaś, że jakby jestem uzależniona od czytania Towjej cudnej twórczości. Dziękuje ci za to :)
A i odpowiem na pytania:
1. Hmm... Trudne pytanie. Może być :) Jak chcesz to tak :)
2. Ciekawy pomysł :) Fajnie by było :D
3. Miałam się nad tym zastanowić i oczywiście zapomniałam.... Co się ze mną ostatnio dzieje? Skleroza... Ale jak coś to napisze :) Aaa... Mogłabys zrobić zapowiedź drugiej części, ale wiesz, abyśmy się za dużo nie dowiedzieli :*
4. Naprawdę nie wiem. Sorki, ale takie typy pytań nie są dla mnie. Zresztą stawiam na Twoją wyobraźnie i na to co wymyśli Twoja główka :)
Tyle ode mnie ^^ Czekam na epilog :)


Fruśka.xoxoRany... No ja się pobeczę zaraz.:c Jak ty tak możesz mnie krzywdzić?xd
Ale dobra, mniejsza o to... Fajnie by było mieć numer któregoś z chłopców. To by było.. niesamowite. Nie! To mało powiedziane.:D
A co do rozdział€ to normalnie nie wiem co napisać. Ja po prostu kocham to opowiadanie, ciebie i wszystko co z tym blogiem związane.
1. Epilog dodaj w jednej części. Jeśli mam płakać to raz, a porządnie!
2. Zrób, zrób. Mam nadzieję, że się tam znajdę. Hahahaha.xd
3. Notka o tobie. Wiesz jakieś ciekawostki, ewentualnie zdjęcie.:D xx
4. No nie wiem... Katya i Zayn together? Fajnie by było. Może... Nie wiem. Nie mam pojęcia, ale to w końcu twoje opowiadanie i zrobisz co zechcesz.
No to teraz czekam na epilog i mam nadzieję, że jednak nie będzie tak źle. Ech... Nie wiem co napisać. Bo szkoda mi, że już się kończy. No ale dzięki Bogu będzie druga część. To mnie jakoś uszczęśliwia. Mam nadzieję, że będzie równie dobra jak ta. No to teraz pozdrawiam i czekam na epilog (wiem, już to mówiłam...).:) xx



Epilog
My life:): OMG! Nie no... Poczekaj, muszę się przygotować do tego co mam napisać...
Tak, koniec jest smutno-wesoły i zaskakujący. Jej! Boję się! Przez ciebie w nocy nie będę dała rady spać :D Poważnie, to mi się tą końcówka bardzo, bardzo podoba. Masz wielki talent dziewczyno!
Tyle przeczytanych rozdziałów, tyle czasu gapienia się w telefon i wiesz co wnioskuje? Było warto :) Napewno dało mi to coś do myślenia i zapewne z drugą cześcią będzie tak samo.
Nadal nie wierzę, że to epilog tej części... Tak to szybko minęło. Pamiętam pierwsze przeczytane rozdziały i potem wchodzenie parę razy dziennie z nadzieją, że coś dodałaś. Tak samo czekałam na tą końcówkę :* Było warto :)
Ostatnie co chcę napisać w tym długim komentarzu to, to co chciałam napisać na sam koniec tej części i zamierzałam to od jakiegoś tygodnia dodać.
A więc, chciałam Ci podziękować za cały wysiłek i pisanie, nawet czasem o północy. Mówie to po raz któryś, ale powiem jeszcze raz- JESTEŚ WIELKA :)
No i chyba wszystko. Będę tęsknić przez te dwa tygodnie, ale mam nadzieję, że dasz jakieś bonusy. Coś o bohaterach.. Co wysmyślisz :)
Czekam na pierwszy rozdział cześci II :)
~My life


Fruśka.xoxoTeraz jestem na telefonie i się nie rozpiszę, ale jak tylko tata naprawi komputer to czekaj na dłuuuugie wypracowanie. Określę to jednym słowem: fenomenalne. Nie mogę uwierzyć, że to koniec. Przecież to jest... No nie umiem wyrazić tego słowami. I coś ty do cholery z Dżulią zrobiłaś?!:c dobra. Czekam aż rozpoczniesz drugą część. Z niecierpliwością. Pozdrawiam:/
+ ty śliczna jesteś *_* mam wrażenie, że skadś cię znam.

Fruśka.xoxoO rany! Wreszcie komputer naprawiony! Ja tam ci już pisałam na fejsie co sądzę o twoim opowiadaniu, ale teraz pozwól, że to powtórzę. Jest genialne, fenomenalne, fantastyczne, wspaniałe, cudowne, świetne i nie wiadomo jakie!
Ja nie wierzę, że to koniec pierwszej części, ale grunt, że będzie druga (i to już niedługo, true? xx).
Skąd ja cie mogę kojarzyć? Nie wiem. Ale jednak kogoś mi przypominasz...