poniedziałek, 1 kwietnia 2013

XXXIX.

Hello! Dzisiaj z punktu widzenia Louisa. Emm... No cóż, dzięki za komentarze, za odwiedziny, za wszystko :)
I zapraszam do czytania.
__________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________
_____________________________

- O czym tak myślisz? - pyta Niall, siadając obok mnie na fotelu.
     Wzruszam ramionami i dalej gapię się w niebo. Siedzę na balkonie na dwunastym piętrze hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Śpimy dziś w jednym, olbrzymim pokoju. Aż boję się, co zrobi mi Harold, gdy będę spał. Może znowu namaluje mi kota na twarzy niezmywalnym markerem?
- Louis, przecież ślepy nie jestem - wzdycha Irlandczyk.
- Powiedz, jak ty byś postąpił wobec dziewczyny, którą kochasz nad życie, a jednak... - urywam. Dalej kontynuuję szeptem. - Jednak ranisz ją poprzez "niewinne" akcje, czyli pocałunki i tak dalej, z inną?
- Może najpierw mi powiedz, która to? - Niall również ścisza głos.
- Tess... - wzdycham. - Boję się, co na to powie Julia.
- Dzwoniłeś do niej? I co za Tess?
- Nie. Po koncercie zapomniałem włączyć telefon. - wyciągam komórkę, wstukuję hasło i czekam na pełną gotowość urządzenia.
- Ktoś dzwonił?
- Mhm... - przeglądam wiadomości z poczty głosowej. - Są trzy nagrania.
- Dobra, ty tam sprawdzaj swoje i dzwoń do Julki, a ja idę pilnować tych głąbów i pisać... Nieważne.
- Nie ma sprawy. - odpowiadam i wciskam zieloną słuchawkę. Niall wraca do pokoju.
- Masz trzy nowe wiadomości. - informuje mechaniczny głos sekretarki.
     Pierwsza jest od Lottie, ale mówi razem z resztą bab z rodzinnego domu. Życzą udanego koncertu, jak co dzień od początku trasy. Drugi telefon jest od Paula ("Gdzie wy, łobuzy, jesteście? Zaraz koncert, a wam się zabawy w chowanego zachciało?"). Taak, chciało nam się wtedy bawić, wujku. Uśmiecham się. Jednak zaskakuje mnie telefon od Julii.
- Louis, zgaduję, że teraz macie koncert. Ja jestem we Francji i... Kocham cię, cokolwiek stanęłoby nam na przeszkodzie. Nie chcę cię zranić, bo jesteś dla mnie bardzo ważny, ale... Powiem, gdy się spotkamy, nie jestem aż takim tchórzem, żeby... Chyba... - zaczyna płakać. - Boję się, a jednocześnie... Przepraszam, że w ogóle dzwonię... Cześć, Louis, tu Julka... - koniec nagrania.
- Harry! Zayn! - wołam przez uchylone drzwi. - Niall! Liam!
- Co jest? - pyta blondyn. - Gadaliście?
- Nie wiem, jakie macie problemy, ale chodźmy do środka. - radzi Liam, więc wchodzimy i siadamy gdzie popadnie. - Dziennikarze wynajęli pokoje w bliskim sąsiedztwie. - wyjaśnia. - To o co chodzi?
- Pamiętacie Tess, dziewczynę, która włamała się nam do garderoby?
- No... nie. A co z nią? - dopytuje Zayn.
- Nie chciała wyjść, więc zgodziłem się z nią spotkać. To było jakoś w styczniu, a mi wyleciało to z głowy. Sęk w tym, że ona nie zapomniała i po pierwszym koncercie Take Me Home dała o sobie znać.
- Umówiłeś się z nią? - w głosie Hazzy czai się zdziwienie.
- Ona mnie zmusiła. Poszliśmy przedwczoraj do restauracji, pogadaliśmy, a potem... Upiła mnie, do czego dużej ilości alkoholu nie trzeba. Następne, co pamiętam, to jakiś pokój i pocałunki. Uciekłem stamtąd.
- Lou, to nie twoja wina, że tak się stało. Skoro ona cię upiła... - Liam klepie mnie po plecach.
- No, ale mimo wszystko... Do czegoś doszło. - mamroczę.
- Co było a nie jest, to nie jest już takie ważne. - ucina moje biadolenie Zayn.
- No. - przytakuje Horanek. - A dzwoniłeś już do Julii?
- Nie, dopiero będę dzwonił.
- To powiedz jej to, co trzeba, ale najpierw wybadaj sprawę. No, chyba że chcesz zobaczyć walizki. - doradza Harry.
     Nie odpowiadam na jego słowa. Trzymając telefon w dłoni idę w stronę swojego łóżka w rogu pokoju, a dokładniej w dużej wnęce. Siadam na materacu i opieram się plecami o ścianę. Wybieram numer z listy kontaktów, wciskam 'połącz' i przykładam komórkę do ucha.
- Julia Avis, nie mogę teraz siedzę i beczę, a ty i tak masz mnie w nosie. Chyba, że jesteś wyjątkiem, to zostaw wiadomość. pii!
- No i masz, jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Ja nie mam cię w nosie. Mam cię gdzie indziej, bo w sercu i głowie. Ja ciebie też kocham, cokolwiek by się stało. I chodzi mi tu o coś konkretnego. Bo... Nie jestem bez winy. Czuję, że z tobą jest podobnie. Ale nie martw się, będzie dobrze. Nie mogę się doczekać spotkania. Już coraz bliżej. Ale powiedz, co ty robisz we Francji? I tęsknię, Mała. Odezwij się. - kończę.
     Zsuwam się i leżę na łóżku. I myślę. Czy Julia zrozumie? Coś jest nie tak...
     Zasypiam.

- Wszystko okej? Co jej powiedziałeś? - Niall siada obok, tym samym budząc mnie z niespokojnego snu.
- Nic.
- Jak: nic? Coś przecież mówiłeś.
- Nagrałem się jej na pocztę.
- Rozumiem... Louis, pomożesz mi? - patrzy na mnie z nadzieją.
- A co się stało? Żelków zabrakło? - żartuję.
- Nie żartuj sobie, tu chodzi o poważną sprawę. - burzy się blondyn.
- Dobrze, już dobrze. To o co chodzi?
- Od jakiegoś czasu piszę z pewną dziewczyną - robię duże oczy ze zdziwienia. - Ona nie wie, że ja to ja. Podałem tylko "N" jako nich.
- No i co?
- Chyba się w niej zakochałem. Jest fanką Nandos i naszej bandy. I tak dobrze mi się z nią pisze...
- Niall, ciebie chyba podmienili.
- Nie gadaj mi... - wzdycha. - Ale wiesz... Ona chce się spotkać. Wie, że będę w Londynie za mniej więcej miesiąc. Wszystko okej, ja chcę się z nią umówić, ale... Ona chce iść ze mną na koncert. Nasz koncert! - histeryzuje.
- Jak ma na imię? - woła Harry.
- Sophie! - odkrzykuje blondyn.
- Ładnie - mruczę.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo! Problem w tym, że się boję. Że się wygłupię, powiem coś nie tak i będzie pozamiatane.
- Niall, kupić ci żelki? - pyta Hazza. - Bo może coś ci się w głowie z głodu poprzestawiało. - sugeruje.
- Ty nic nie rozumiesz! Myślisz, że jak nigdy nie miałem dziewczyny, to już tego nie zmienię? A ty... Ty zawsze będziesz takim podrywaczem?! Może jednak nie? - chłopak wybucha, - Ty i Zayn traktujecie dziewczyny jak zabawki. To dlatego Katya, Perrie, Selene i reszta odeszły. One czują, myślą, a wy ich nie doceniacie! Zazdroszczę Louisowi i Liamowi, że oni tę sztukę opanowali.
      Urywa, ciężko dysząc. Siedzi obok mnie i łypie groźnie na Loczka. Nagle wstaje i idzie na balkon, po drodze zabierając gitarę.
- Wiesz, Harry? Spróbuj czasem wczuć się w położenie innych, a będziesz bliżej sukcesu. - mówię i chowam głowę pod poduszkę.
- Louis, co jest grane? - tym razem obok mnie siada Liam.
- Skąd mam wiedzieć? Niall się zakochał i tyle. Ja jestem temu winny? - mamroczę spod poduszki. - Może to on jest temu winny, co? A może nasza... wasza dwójka czy trójka, że nie traktujecie go poważnie? - wyściubiam nos z kryjówki.
- Louis, to nie tak... - zaczyna Harry.
- A jak? - przerywam mu. - Powiedz, jak jest? Nie umiem patrzeć na ten brak zrozumienia dla jednego z moich kumpli. I dlatego mam głupie przeczucie, że z naszą ekipą może być przez takie drobnostki koniec. - wyznaję.
- A myślisz, że mnie nie nęka świadomość tego? - pyta Zayn. - Co noc mam koszmary, że to nasz koniec, że któremuś coś się stało...
- Więc się zmotywujmy i... Harry, co ty odwalasz? - Liam woła zaskoczony.
      Patrzymy na chłopaka. Hazza przytula butelkę Pepsi do siebie, ale gdy słyszy Liama, oskakuje od niej.
- Nic, nic...
- Nieważne. W każdym razie zmotywujmy się. Bądźmy dla siebie w porządku, a dla Nialla przede wszystkim. Chyba nie chcemy się pożegnać, co? - kiwamy głowami na słowa Liama.
- To co z Horankiem? Idziemy do niego? - pyta Zayn.
- Nie. - odzywa się Harry. - Pozwólmy mu się wyszumieć.

- Niall, co powiesz na mały meczyk na Xboxie? Zwycięzca zgarnia marchewki Louisa, szczotki Zayna, lokówkę Harolda i mój strój Batmana. I twoje żelki. - Liam wyszedł na balkon jakąś godzinę po naszej rozmowie.
- No, nie wiem... - Niall waha się, widocznie obawia się utraty swoich kochanych Haribo.
- Co ci szkodzi? Ewentualnie stracisz paczkę żelków.
- No... A jak wygra Zayn albo Lou?
- Oj tam. Poza tym oni zawsze oszukują.
- Nieprawda! - wołam. To nie moja wina, że jestem najlepiej obeznany w tym temacie.
- Cicho! To jak?
- Zaryzykuję. - Niall wstaje i wchodzi za Liamem do pokoju.
      Siadamy przed telewizorem plazmowym. Xbox i joysticki podłączone, płyta z FIFĄ 2013 włożona. Na stoliku przed naszymi pufami piętrzą się stosy przekąsek i butelki z napojami.
- Kto gra pierwszy? - pytam.
- Harry i Zayn. - odpowiada pan Payne.
      I tak też jest. Gramy energicznie. Krzyczymy do swoich zawodników, śmiejemy się i kibicujemy sobie nawzajem. Wreszcie, po dwóch godzinach walki, w finale znajduje się Niall i ja. Piję colę przed ostateczną rozgrywką. Chłopaki nie wiedzą, komu kibicować. Niall pochłania czwartą w trakcie przygotowań kanapkę.
- To jak, panie skrzacie, gotowy na mecz wszech czasów? - pytam wesoło.
- Oczywiście, panie marchewkowy. - odpowiada ze śmiechem.
      Zaczynamy grać. Motywowani okrzykami ekipy strzelamy kolejne bramki, wykonujemy rzuty karne, rożne, auty. Wreszcie zbliża się koniec. Remisujemy 4:4. Już mam strzelić piękną bramkę i wygrać, gdy Niall wykorzystuje okazję, w trakcie której drapię się po nosie, i zabiera mojemu zawodnikowi piłkę, podaje dalej i tuż przed końcem czarno-biała kulka pojawia się pod moją bramką. Jestem zaskoczony, bezsilnie i bezskutecznie próbuję bronić się przed golem. Niestety, piłka strzelona równo z gwizdkiem mówi sama za siebie.
- Brawo, Nialler. - klepię go po plecach z szerokim uśmiechem na twarzy. - Dzięki za grę, była świetna.
      Podajemy mu nagrody z zastrzeżeniem, że te niejadalne są do zwrotu. Dzwoni dzwonek do drzwi. Na korytarzu stoi kelner z obsługi z wózkiem pełnym jedzenia. No tak, tamto, co mieliśmy, już zjedliśmy.
- Na zamówienie pana Payne'a. Zgadza się?
- Tak. - obok mnie zjawia się Liam.
       Całkiem młody chłopak wprowadza wózek i wychodzi. Rzucamy się na jedzenie jak Zayn na Katyę, kiedy byli razem.
- Chłopaki - zaczyna Zayn. - W Londynie robimy imprezę?
- Jak tam chcesz. - mamrocze Harry z pełnymi ustami. - Ja nie mam nastroju. A co z Katyą?
- Jest w Rosji.
- Co w związku z nią? - pytam, choć już wiem, co odpowie.
- Odbiję ją.

___________________________________________________________________________________
____________________________________________________________
________________________________

Dobra, wesołego dyngusa i prima aprilis :)
Mam nadzieję, że dobrnęliście do końca. Kto nie odpowiadał, proszę od odp. na pytania w poprzedniej notce.

Następny rozdział - 5 komentarzy.

Cześć i pozdrawiam :*

4 komentarze:

paulla pisze...

zajebisty <3 tobie też mokrego dyngusa i wesołego prima aprilis ;P

Ja Kotecek pisze...

Bardzo mi się podoba ;3 Czekałam na niego i powiem ci ,że jest idealny ^^ A więc oby ta cała sprawa z nimi się wyjaśniła, 3mam kciuki ;) Weny! ;>

My life:) pisze...

Ouu... Znamy już tajemnicę LOu. Heh... Liczę, że wszystko będzie okay. I broń Boże nie rozwalaj zespołu. Już się boję. Jej... Nie doczekam się następnego :)

Muzykoholiczka♥ pisze...

Hmmm ... podoba mi się :)
Będę czasem wpadać. ;]
Fajny blog.


ZAPRASZAM

one-direction-story-by-my.blogspot.com

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)