sobota, 27 kwietnia 2013

XLV. part 2.

Jak zapowiadałam, jest i druga część. Już jutro dodam trzecią część tego rozdziału... Jeju, wciąż nie mogę uwierzyć, że to prawie koniec. Dobra, nieważne, więcej napiszę pod częścią :)
Czytajcie :)


     Wyglądam przez drzwi i widzę pełną salę. Kamerzyści i fotografowie kręcą się tu i tam, szukając dogodnego miejsca do rozstawienia się. Wytężam wzrok i dostrzegam świętą piątkę wraz z Katyą, Michelle, Sophie i Danielle. Przemykam niezauważona pod oknem do przygotowanego dla mnie miejsca.
     Nie chcę, żeby mnie zobaczyli, bo zaczęłoby się gadanie. Oni nie są głupi, pewnie już skojarzyli, albo chociaż podejrzewają, że Carlicten to ja. Ale mimo to chcę potrzymać ich w niepewności do samego końca.
     Wybija godzina ósma. Światła przygasają, ludzie cichną. Wychodzi pani Clark.
- Dobry wieczór państwu. Chciałam was gorąco powitać i podziękować za przybycie w imieniu dzisiejszej gospodyni, Carlicten Orcoto. - przez salę przebiega szmer. - Tak... Zatem zapraszam na obejrzenie pokazu.
     Odchodzi i znika w drzwiach. Włączam w magnetofonie melodię z podkładem fortepianu. Jako pierwszy utwór gram melodię z 'Titanica'. Jest to jednocześnie znak do wyjścia pierwszej modelki, Andrei. Słyszę jakieś oklaski, co oznacza, że tragedii nie ma. Parę osób kołysze się w rytm muzyki, która wzmocniona jest delikatnie przez mikrofon.
     Między modelkami są dłuższe odstępy, co spowodowane jest rozmiarem sali i koniecznością przemierzenia jej większej połowy. W międzyczasie gram już 'We are young' grupy Fun.
     Zaczynam się denerwować. A co, jeśli coś nie wypali? Próbuję powstrzymać drżenie rąk, przez które ciężko wciska mi się wentyle. Już nie patrzę na wybieg. Co ma być to będzie. Najwyżej spalę się ze wstydu. Ale... przecież... Za co mam się wstydzić? Przecież spełniam swoje marzenia, tego nikt mi nie zabroni! Co najwyżej ktoś schrzani coś po drodze.
     Zręcznie przechodzę z melodii do melodii. Wreszcie, gdy wychodzi jedna z czterech ostatnich modelek, z leciutkim uśmiechem zaczynam grać 'They don't know about us'. Zbieram się na odwagę i zerkam na Louisa, który siedzi po drugiej stronie. Jego smutny uśmiech zawiera wspomnienia i ból, widzę to.
     Jakże szybko leci ten czas! Już koniec utworu. Wstaję, wkładam instrument do futerału, włączam 'Sacrifice' Eltona Johna i znów przemykam chyłkiem za gośćmi. Znajduję się w pobliżu drzwi w chwili, gdy wraca ostatnia modelka. Prostuję się i spokojnie idę przez salę. Na twarzy Louisa (i nie tylko) maluje się zdziwienie. Idę pod ciężarem spojrzeń innych. Chyba nigdy się tak nie stresowałam. Mimo to cały czas się uśmiecham.
     I jest tak, jak zaplanowałam. Gdy zawracam, patrzę cały czas na Louisa. A z głośników wypływa tak dobrze nam znana piosenka:
- Look into my eyes - śpiewa Bryan Adams. - You will see...
     I wtedy patrzymy sobie w oczy. Bezgłośnie poruszamy ustami, nucąc dalszy tekst "naszej" piosenki.
     Niestety, muszę iść dalej. Ale idę pewniejsza siebie i z piosenką na ustach. Nie boję się już tego, co powiedzą inni. I chyba nie jest za późno na naprawienie niektórych błędów, co?
     Zatrzymuję się przy kominku, zabieram z gzymsu mikrofon i znów ruszam do przodu. Za mną podąża reszta dzisiejszych modelek. Zatrzymujemy się i kłaniamy. Wychodzę przed szereg i czekam, aż dziewczyny i kobiety wrócą na miejsce. Ogarniam wzrokiem publiczność i przemawiam:
- Dobry wieczór wszystkim. Dziękuję za obejrzenie debiutanckiej kolekcji Carlicten Orcoto, czyli mnie... Cóż, nie spodziewałam się tak licznej obecności. Jeszcze raz dziękuję. Chciałabym też podziękować grupie osób, dzięki którym możemy być i oglądać tę niedoskonałą kolekcję...
     Wymieniam każdego po kolei, każdemu dziękuję. Tylko jedną, najważniejszą osobę zostawiam na koniec.
- I... Z całego serca dziękuję Louisowi Tomlinsonowi, który był przy mnie kiedy tylko mógł. To on tchnął w to wszystko radość, kolory i... marchewki. Bo... - zasycha mi w gardle. - 'Carlicten Orcoto' powstała po przestawieniu liter w 'Carrot Colection'... Dobrze, już kończę. Teraz kilka aktualności. - potrząsam delikatnie głową. - Jeśli komuś spodobała się któraś kreacja, to zapraszam do mini sklepu po lewo od głównego wejścia. Zapraszam też wszystkich na coś, co nazywa się after party, a które odbędzie się w ogrodzie. Dziękuję.
     Idę do modelek i gratuluję im występów. Po chwili podchodzą ludzie z kamerami, aparatami i dziennikarze z mikrofonami. Ustawiam się z dziewczynami do zdjęcia.
- Nie powiedziałaś, Julio, kto dla nas grał. A więc kto to? Na czym grał? - podsuwa mi dyktafon jakaś kobieta w szarej garsonce.
- To byłam ja, Julia-samosia. Grałam na waltorni.
- Julio, dlaczego ukrywałaś się pod pseudonimem? - pyta Eloise Tyler.
- Nie chciałam, by myślano, że chcę wykorzystać swoje pięć minut. Duma i honor nie pozwalają mi na to. A ja jestem Polką i jestem dumna ze swego pochodzenia. Nie jestem zbytnio urodziwa, ale nie to jest w życiu najważniejsze. - patrzę prosto w oczy kobiety.
- Czy to prawda, że ty i Louis przeżywacie kryzys? - dziennikarka nie traci zimnej krwi.
- A po co to komu wiedzieć? - oburzam się, ale robię przy tym jedną z moich nielicznych uroczych min. - Poza tym dzisiaj nie o tym powinniśmy rozmawiać, czyż nie?


Noom... Jak oceniacie? Może być? No, a jutro trójka. Według mnie - najlepszy fragment. Ostrzegam, że będzie smutno, więc wrażliwi mogą się wzruszyć, a łza może się zakręcić w oku... No cóż, to tyle z opisu trójki :) Na resztę czekajcie, dopóki nie będzie CZTERECH KOMENTARZY! Okej? :)
No więc wiecie... Planuję, z racji tego, że po zakończeniu części i w trakcie dwutygodniowej przerwy między epilogiem a pierwszym rozdziałem będę miała trochę więcej czasu. Tak więc mam pytanie: chcecie jakieś bonusy w trakcie przerwy? :) Jeśli tak, to co?
Dobra, to tyle na dziś. Jeśli czegoś chcecie się dowiedzieć, chcecie coś zaproponować, to piszcie na maila

Do następnego,
something0more@gmail.com - Julia Avis :*

4 komentarze:

My life:) pisze...

Nie no... Też jak ty, ja dalej nie mogę uwierzyć, że to ostatni. Przecież to tak szybko minęło. Ale cieszę się na druga część :)
A co do tej części rozdziału to mi się bardzo podoba. Jest nawet lepsza od poprzedniej. Lou patrzy na Julke, Julka na Lou... Nie no, to takie słodkie :*
Zazdroszczę talentu normalnie :)
A co do dwutygodniowej przerwy to fajnie byś coś dodała. Może coś o sobie? Hmm... Jak coś wymysle to napisze na maila albo w następnym komentarzu ^^ No i teraz czekać tylko na trójkę :D

Fruśka.xoxo pisze...

Rany... Nie wierzę, że to prawie koniec. Pamiętam jak zaczynałam to czytać. Trafiłam akurat na 9 rozdział. Potem kolejne dni nie mogły się obejść bez wchodzenia na twojego bloga i sprawdzania, czy czegoś nie dodałaś... Twój blog stał się częścią mojego życia, normalnie.xd Hahaha. Tak wiem,. głupoty piszę. W każdym bądź razie czekam z niecierpliwością na następną część.
No, a co do tej... Jest fantastyczna, tak jak i reszta. No i Lou i Julia.. Ouch. On powinien wyjść na scenę i wyznać jak bardzo ją kocha... Ta. Byłoby idealnie. No, ale niestety to twoje opowiadania i robisz jak chcesz. Pozdrawiam, Fruśka.xoxo

Sophie96 pisze...

Świetne. Szkoda, ze to opowiadanie dobiega końca. Czekam na następną cześć.

real-life-sophie.blogspot.com

alisononedirection.blogspot.com

elisabethmonroe1995.blogspot.com

Marciak pisze...

„Patrzymy sobie w oczy” Jakie słodkie ;3 Muszę pomyśleć co do tej przerwy;3 Czekam na następny ;) Buziaki ;*

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)