środa, 24 kwietnia 2013

XLIV.

Hej!! Tsa, pozdrowienia ze środka tygodnia. Od tygodnia pracuję nad swoim angielskim, hah. Właśnie teraz słucham One Republic - Secrets. Całkiem fajna melodia :) A ja znów dodaję rozdział po nocy...
Dalej... Są wyniki konkursu ortograficznego, w którym ja i Katya startowałyśmy. Niestety nie jesteśmy choćby laureatkami. Mówi się ''trudno''. Ale test był okropny i nawet najlepsi polegli. No... Może poza taką jedną, która wygrała, a która jest córką dyrektorki jednej ze szkół... Ale czy to ważne? Ważne, że się próbowało.
Cóż mogę rzec więcej... Może teraz o rozdziale. Tak więc przenosimy się blisko miesiąc do przodu, do cukierni ''Sweet Mariposa''. Ktoś kojarzy nazwę? Wystąpiła już w opowiadaniu. No, będzie całkiem wesoło. Tsa, bo nie umiem za bardzo smęcić. Katya jest od tego.
Dobra, czytajcie! I krytykujcie.


- Proszę bardzo i zapraszam ponownie - uśmiecham się podając zapakowane ciasto wysokiej szatynce.
- Do widzenia - żegna się.
     Zerkam na żółty zegar nad wejściem. Zostało piętnaście minut do końca pierwszej zmiany. Za niecałe dziesięć minut do cukierni "Sweet Mariposa" wejdzie niska brunetka ubrana, jak zwykle, w zwiewne suknie. Założy fartuch, zwiąże długie gęste włosy w kitkę na czubku głowy i przyczepi do fartucha identyfikator z imieniem "Telimena". Równo o czternastej zajmie miejsce za wiśniowym kontuarem, by móc obsługiwać kolejnych klientów. Wtedy ja, odwiesiwszy swój fartuch na wieszak za zasłonką, zabiorę torbę i opuszczę pomalowaną na żółto, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, cukiernię
- Cześć, co dziś polecasz? - z zamyślenia wyrywa mnie głos należący do Tiny, naszej stałej klientki.
- Chyba mogę zaproponować szarlotkę lub ciasto bananowe. - mówię wskazując na kontuar.
     Kobieta waha się. Ma krótkie fioletowe włosy. Dzięki nim nie wygląda na trzydzieści lat, które niedawno skończyła.
- Ech, skuszę się na ciasto bananowe. - posyła mi uśmiech.
- Ile kawałków?
- A wiesz, że... Daj sześć.
     Wyciągam zza szybki ciasto. Rozkładam papier na tekturce i kroję równe kawałki. Ważę, pakuję i podaję zakupy.
- Coś jeszcze?
- O, wiem! Chleb krojony poproszę.
     Podliczam zakupy i wydaję resztę w chwili, gdy wchodzi dwudziestoośmioletnia Telimena.
- Cześć! - woła.
- Cześć. - odpowiadam.
- A ja już idę. Do zobaczenia. - Tina żegna się i wychodzi.
- To co, Julia, koniec?
- Tak, ostatecznie.
- Co ty będziesz robiła po odejściu, co? Przecież sobie radzisz. - wzdycha Greczynka i sięga po fartuch.
- Tel... Jaki jutro jest dzień?
- Dwudziesty lipca?
- Dokładnie. A co w związku z tym?
- Coś tam ma być... A idź mi! Nie umiem się żegnać, ty mi niczego nie ułatwiasz. - marudzi, ale uśmiecha się przy tym ciepło.
- To co? Do zobaczenia kiedyś tam?
- Chyba tak. Idź już.
- To do zobaczenia.
     Biorę torbę i ruszam do drzwi. Pech chce, że zderzam się z jakimś jegomościem.
- Bardzo przepraszam, ja... - urywam na widok twarzy mężczyzny. - Och, Paul, to...
- Nic się nie stało, ale też przepraszam. Możemy gdzieś pogadać?
- Tak. Właśnie skończyłam pracę. A o co chodzi? Co u chłopców?
- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. Chodźmy do Alpen Cafe, co? - wnioskuję, że Paul jest dość mocno zdenerwowany. Lewą dłoń zaciska na pasku torby z laptopem.
     Przytakuję i kierujemy się do pobliskiej kawiarni. Parę minut później siedzimy przy stoliku, a ja popijam wodę z butelki.
- To... co się stało?
- Julia, Zayn i Liam są w Rosji. - wyznaje.
- Ale że co?! - krztuszę się wodą.
- Zayn dowiedział się, że zaprosiłaś Katyę, a ta nie chce przyjechać. Wytrzasnął wizy, zabrał Liama do negocjacji i siedzą tam już czwarty dzień.
     Wyciąga laptopa i uruchamia system.
- Zaraz z nimi pogadamy, jak umówiłem się z Liamem. Mam nadzieję, że pamiętał.
     Otrzymujemy swoje zamówienia. Paul loguje się na Skype i dzwoni do Liama. Po chwili odbierają.
- Paul, powiedz, co robimy nie tak? - pyta rozżalony Zayn. - Po przylocie pojechaliśmy z kwiatami, pogadaliśmy i było fajnie. Przedwczoraj nie wpuściła nas do mieszkania, a wczoraj rzucała w nas doniczkami. Z kaktusami. - kończy dramatycznym szeptem.
- A dzisiaj? - pytam ze śmiechem.
- O, cześć, Julia - wita się Liam. - Dzisiaj rzuciła się na Zayna i jest cały podrapany. Ja ''tylko'' oberwałem drzwiami w nos. Specjalnie zresztą.
- Ona jest jakaś inna i szalona - skarży się Malik.
- Katya mi mówiła, że przypominacie jej, cała banda, o wszystkim. A ona chce zapomnieć. Ale przyznała też, że tęskni za tobą, Zayn. - no dobra, to nie było uczciwe zagranie! Nie jest to zbytnio prawda, ale czego to się nie robi...
- Liam, słyszałeś? - chłopak ożywa. - Wracamy do niej!
- Nie, bałwanie.
- Ej, ona musi być jutro w Londynie. Nie odpuszczę ci tego...
      Rozlega się pukanie do drzwi. Zayn zrywa się z siedzenia i leci otworzyć. Po chwili da się słyszeć arabskie, zapewne, modlitwy.
- On zwariował, prawda? - pytam cicho.
- Czekaj, czekaj - ucisza mnie Liam. - Zaraz będzie ciekawie, bo Katarinka przyszła.
      Wymieniam z Paulem zaniepokojone spojrzenia, które wyrażają lęk o zdrowie umysłów chłopców.
- Zayn, żeby nie było, to nie przyszłam tu dla ciebie. - ostrzega Rosjanka wchodząc do pokoju. - O, cześć, Liam. Paul? Jula?
- Cześć. - uśmiecham się.
- Cześć, cześć. Zayn, podobno dzisiaj wracacie. Lecę z wami. Ale to tylko i ze względu na Julkę, zrozumiano? Tak samo ze względu na nią wsiądę do samolotu, którego cholernie się boję.
- Tak jest, szefowo. - mamrocze chłopak. - A jesteś spakowana?
- No raczej, proszę pana - ironizuje. Widzę, że świetnie bawi się, dogryzając Zaynowi.
- Taa, to my kończymy. Niedługo mamy samolot. - mówi Liam i rozłącza się.
- No i co ty na to? - pyta mężczyzna.
- Noo... Jeśli tylko nie próbowali rosyjskich samogonów, to myślę, że jest okej.
- Mam też do ciebie prośbę... Spraw, żeby zmądrzeli.
- Wiesz, na to już chyba za późno. Poza tym niedługo wyjeżdżam.
- Czyli mówili prawdę? - kiwam głową. - Dziewczyno, widziałaś ostatnio Louisa? Nawet marchewki mu nie smakują, zakłada skarpetki... To dość niecodzienny widok.
- Przykro mi. - podnoszę się.
- Nie, zostań. To nie tak. Po prostu martwię się. O tamtą piątkę, ale i o ciebie.
- Przepraszam - szepczę siadając. - Umiem tylko mieszać.
- Julia, posłuchaj mnie, dobrze? Ja pomyślałem, gdy pojawiłaś się przy Louisie, że teraz będzie z nim tylko lepiej, że stworzycie wspólnie przyszłość. Cóż, nie pomyliłem się zbytnio. Był przełom, kibicowałem wam. Ale mówi się ''trudno''. Takie jest życie. Wiedz jedno: gdy będziesz miała problem, to dzwoń. Pogadamy, pomyślimy, pomożemy. Dobrze?
- Dobrze.
      Nigdy bym nie powiedziała, że Paul, człowiek, który prawie wywalił Louisa z zespołu za przylot do Polski, okaże się tak... tak dobrym, przyjaznym człowiekiem. Do dziś miałam o nim całkiem odmienne zdanie, a tu proszę! - myliłam się.
- Julia, obiecaj, że skontaktujesz się ze mną, choćby to był środek nocy. Zrób to dla siebie i Louisa. Przede wszystkim dla Louisa.
- Spróbuję.

      Głośna muzyka zagłusza moją szarpaninę z bagażami i ciuchami, które do nich pakuję. Najpóźniej za dwa dni, w niedzielę, muszę zabrać ostatnie rzeczy. Mieszkanie zostało sprzedane z zyskiem. Pieniądze pomogą mi w dużym stopniu rozpocząć życie w nowym miejscu.
- Julia, jesteś tam? - słyszę wołanie dobiegające z klatki schodowej.
      Wyłączam muzykę i wychodzę z pokoju.
- No raczej, że jestem. - mówię do Nialla i Harolda po otwarciu. - Co chcieliście?
- Pogadać, pomóc w pakowaniu. - odpowiada blondyn.
- Louisa nie ciągnęliście ze sobą? - upewniam się.
- Nie. Powiedzieliśmy, że jedziemy na zakupy. Później tam pojedziemy, ale teraz jesteśmy tu. - szczerzy się Harry.
- Dobra, dobra - podpieram się pod boki. - Jaki jest prawdziwy cel waszej wizyty?
- Rany, no i kto mi w domu mówił, że pójdzie łatwo? - wzdycha Niall. - No więc chcemy cię namówić, żebyś została.
- Nie da rady, chłopaki. Mieszkanie sprzedane, wszystko przygotowane.
- To gdzie się przeprowadzasz? - pyta Harry.
- Nie wiem, mam parę typów. Myślę nad Kanadą, Francją i Finlandią. I może coś jeszcze.
- Aaa, to tanie buty. Już łapię... Ej, będziemy mogli cię odwiedzać? - pyta Niall.
- Możliwe. - stwierdzam i prowadzę ich do pokoju.
- Czemu tylko: możliwe? - miączy loczkowaty. - Czemu nie powiesz tak: kochani, wspaniali chłopcy, w każdej chwili możecie do mnie wpaść? No, proszę ja ciebie, czemu taka jesteś?
- Proszę cię, Harry! - irytuję się i patrzę mu w oczy. - Za tobą są drzwi. Idź i sprawdź, czy klamka z drugiej strony działa.
- Ej, co jest? - dziwi się Niall.
- Nic! Po prostu denerwuję się jutrem, bo dużo tam pomagałam... Będziecie?
- Będziemy na pewno. Zayn i Liam przybędą z Katyą, wiesz?
- Wiem. Spotkałam się z Paulem i w międzyczasie rozmawialiśmy przez kamerkę z tą świętą trójcą.
- Wiesz, jak ta dziewczyna ich maltretowała? - pyta ze śmiechem Harry.
- Owszem. - rozchmurzam się. - Kaktusy, drzwi, pazurki - wyliczam.
- Lała ich jeszcze pałką mażoretkową. - dodaje blondyn. - Taak, nie ma to jak ich przekomarzanki.
- Chcecie pomóc pakować mi rzeczy? - przytakują. - No to chodźcie.
       Daję im za zadanie ogarnąć kuchnię i moją biblioteczkę. Na swoje barki biorę pakowanie reszty ciuchów, jakichś pierdół i kosmetyków. Ogółem: rzeczy prywatne.
       Po dwóch godzinach kończymy. Reszta zostaje na jutro. Wtedy też zjawi się samochód z ekipą od przeprowadzek. Zabiorą wszystkie moje rzeczy, a ja przeczekam parę dni w swoim pokoju u rodziców. A potem? Zobaczymy...


No i jak? Podobało się? Mam nadzieję. Bo ten rozdział, jeden z weselszych, uważam za udany. I Katarinka zawsze śmieje się z rozmowy przez Skype. Tak, widziała to parę razy. Inne rozdziały też :) Może uważać się za farciarę, bo tylko jej pokazuję szkice. :D Taa, to tyle na temat rozdziału, krytyka leży w waszych rękach i klawiaturach.

Co tam jeszcze powiem... Dotknęły mnie hejty na Harry'ego i resztę ze strony paru osób. Że to geje, pedały... Jak w ogóle można słuchać ich muzyki... Najwięcej się sypnęło na Hazzę, ''bo w Bravo pisali, że to gej''. Nawet jeśli nim jest, to nikomu nic do tego, bo każdy może być kim chce, czyż nie? A Bravo to od jakiegoś czasu chłam. Jedyne, co widzę w tym wartościowego, to plakaty. Tak więc proszę, jeśli to czytacie, zrozumcie mój gust muzyczny. Nie lubię rapu, nie przepadam zbytnio za rockiem, zwłaszcza tym z ostatnich lat. A że słucham One Direction, Michaela Jacksona, Eltona Johna... To jest mój wybór. Uszanujcie to, proszę. Nie zmienicie mnie, żebym słuchała czegoś innego, bo to nierealne. I nie da rady zmieniać ludzi na własne potrzeby. Ja nie obrażam innych artystów (no, może poza tymi od disco polo). Piszę opowiadanie o 1D, ale to dlatego, że chcę spróbować swoich sił w pisaniu. Wykorzystuję temat 1D, bo takich opowiadań jest full, niektóre to perełki zdolnych osób. I ja chciałabym być taką ''perełką'', a na czymś próbować muszę. Więc jeśli uważacie, że to bzdety, durnostwo, marnowanie czasu i w ogóle coś do niczego, to po co czytacie? Nie potrzebuję wsparcia, żeby się rozwijać. Ale jeśli coś ci się nie podoba w tym, że to piszę, że słucham 1D, to znaczy, że marnujesz czas na przeglądaniu tego bloga...

Hmm... No, jeszcze trzy rozdziały do końca tej części. Ale nie martwcie się, kończę nr 10 części drugiej. Emm... Tak się zastanawiam... I chciałam wam powiedzieć o czymś smutnym... Tak. Bo wiecie... KOCHAM WAS, MOI WSPANIALI CZYTELNICY!!! xD 
No, a rozdział następny będzie w weekend, jeśli będzie
5 komentarzy = następny rozdział

No, to ciao! Do następnego :) Jak coś ode mnie chcecie, to piszcie na maila: something0more@gmail.com. Spróbuję pomóc :)

7 komentarze:

paulla pisze...

zajebiaszczy rozdział ;** czekam na nexta :P weny i buziole <3

My life:) pisze...

Kurde... Jula nie wyjedzie, prawda????!
Rozdział jest świetny, a Ty genialna. Mało co nie ryczałam ze śmiechu jak było o "przyjacielskim" zachowaniu Katyi.
Czekam nn :*

Fruśka.xoxo pisze...

Ej, ona nie pojedzie? Prawda? Powiedz, że nie... :C Ja bym tego normalnie nie przeżyła... Ja cię błagam ma kolanach (wyobraź to sobie!: blondynka na klęczkach przed tobą, jęczy, by Dżulia nie wyjechała...)! Weź... Trololololove you bejb. I tak cię kocham i czekam na następny. Przepraszam, że ten komentarz taki jakiś beznadziejny, ale jeszcze śpię.xd Bywa.:3 pozdrawiam.xoxo

Julia Avis pisze...

Dziewczyny, co ja mogę powiedzieć... Prośby by się na coś zdały, gdybym pracowała na zakończeniem. Przygotujcie się na słodko-gorzkie trzy rozdziały. Jedyne dwie rzeczy, o których mogę coś Wam powiedzieć, to to, że wątek Louisa i Julii będzie miał nieoczekiwane 'zakończenie'. Ale to w tej części. W drugiej części będą nowe osoby, które namieszają w życiu Hazzy, Julii i Louisa. Ale w tej sprawie, w sprawie drugiej części, więcej po połowie maja, kiedy to planuję dodać rozdział pierwszy części drugiej... No, to tyle :*

Anonimowy pisze...

Nie chce aby wyjeżdżala, co sie z nimi stanie :-! Plisss niech oni bedą razem :*****
bardzo mądra notka pod rozdziałem Brawo to szajs :D

Anonimowy pisze...

Czy jest dobrze czy też źle w Zayn'a kaktusem pie***lnij se! nie no żartuje fajny blog nie mam pojęcia dlaczego wcześniej na niego nie wpadłam

Wata cukrowa ; D!! pisze...

Jeden z radośniejszych rozdziałów? Ja zatrzymywałam łzy czytając to! Uwielbiam to czytać,szkoda,że tak mało szczęścia w ich życiu.;/
Buziaki:*

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)