sobota, 20 kwietnia 2013

XLIII.

No więc witam Was serdecznie w to sobotnie popołudnie :) Jeszcze w czwartek było naprawdę gorąco, ale teraz też nie możemy narzekać. Bo w końcu zima sobie poszła! Yeah! xD
Jeeny!!! Przez ten tydzień nabiliście prawie tysiąc wejść, wiecie? Kocham Was za to :*
Co tam jeszcze... Jeszcze tylko cztery rozdziały do końca pierwszej części. Hmm... Możliwe, że dodam jakiś rozdział w tygodniu, bo od wtorku do czwartku mam wolne (3. gimnazjum pisze testy). No, więc prawdopodobnie tą część zakończymy w weekend majowy... Ale nie martwcie się, powstaje dziewiąty rozdział drugiej części. :)
Dobra, czytajcie i komentujcie! :)

- Dzień dobry, kochani uczniowie, szanowne grono pedagogiczne i drodzy rodzice. - wita nas wszystkich dyrektor w pewne gorące, czerwcowe przedpołudnie. - Zebraliśmy się tu, by pożegnać i uhonorować dzisiejszych absolwentów tej szkoły.
      Tak, tak oto nastał dwudziesty pierwszy czerwca, ostatni dzień wiosny i szkoły. Siedzę w drugim rzędzie i trzymam kciuki. Marzę o dwóch rzeczach, które wzajemnie się wykluczają - by Louis pojawił się tutaj, ale też, by się nie  pojawił. Boję się swojej reakcji na jego widok. Tym bardziej, że...
- A teraz poproszę pannę Julię o przemowę. - wstaję i idę w stronę podwyższenia. - Julia należy do najlepszych absolwentów tego roku. Przez półtora roku wykazała się dużą widzą, mimo że musiała się zaaklimatyzować po przyjeździe z Polski. Taka uczennica to skarb. Mimo dłuższych rozstań Julia szybko umiała nadrobić zaległości.
      Dyrektor jest gorszy niż Zayn, gdy gada o Katyi, a tego trudno przebić. Jeszcze zacznie gadać, czego to nie zrobiłam... I to wtedy, gdy nie byłam w szkole! To co na początek? Julia i Louis? Julia we Francji?.. Ach, jak ja lubię ironię. Tyle, że przeważnie o niej zapominam. Staję w końcu koło dyrektora. - Oddaję teraz głos pannie Julii. - no, nareszcie! - Dziękuję bardzo, panie dyrektorze. - szepczę, poprawiam mikrofon i wyjmuję kartkę z tekstem. - Witam wszystkich zgromadzonych. Dziś kończy się pewien rozdział w naszych życiach. A piękne, słoneczne zakończenie wiosny jakby chciało wynagrodzić nam czas poświęcony na szkołę. Spędziłam tu ledwo półtora roku, ale nie przeszkodziło mi to w nawiązaniu przyjaźni. Wiem, że inni również odnaleźli swoich towarzyszy doli i niedoli... Drodzy nauczyciele, nie zawsze byliśmy wspaniałymi uczniami, ale wiadomo, młodość musi się wyszaleć. Mimo to przepraszamy. Koledzy i koleżanki, nie złośćmy się więcej na naszych profesorów... Wybaczmy sobie nieporozumienia.
  Dziś nasze drogi rozchodzą się i zmieniają dotychczasową trasę. Możliwe, że o tej czy tamtym, którzy się nie wychylają, usłyszymy nieraz. Może być tak, że ci, którzy zapowiadają się obiecująco, nie osiągną w życiu wiele. Ale może być i na odwrót. Bo niezbadane są wyroki tego, który rządzi wszechświatem. W imieniu uczniów dziękuję wam, szanowni nauczyciele, za to, że przetrwaliście z nami ten czas. Wam, koledzy i koleżanki, życzę, byście byli sobą i nie poświęcali się temu, dla kogo lub czego jesteście nikim. Życzę, byście żyli chwilą, bo wszystko jest niepewne. Są to słowa dzisiejszych absolwentów, którzy nie mogli się tutaj pojawić. Rozwińcie swoje skrzydła i potencjał. Pozwólcie nieść się marzeniom, nie brońcie się przed nimi. Wielu stoi w kolejce po szczęście, a wystarczy tylko krok. Mam nadzieję, że wszyscy osiągniemy sukces, życzę tego z całego serca. Dziękuję. - odchodzę od mównicy i rozlegają się pojedyncze oklaski.
- Julio, zaczekaj. - prosi dyrektor Adams. - Wręczymy teraz dyplom i nagrodę. - zwraca się przez mikrofon do publiczności. - Do pomocy poprosiłbym panią Mitchel.

      Obok mnie pojawiają się Sophie i Zuza. Obie coś do mnie mówią, ale nie mogę zrozumieć - co.
- Czemu nic nie powiedziałaś, że dostaniesz stypendium? - pyta siostra.
- Bo nic nie wiedziałam. 
- Ale cię wyróżnili! - mówi Sophie. - I to jak! Dwieście funtów... Naprawdę nieźle.
- Mhm... Zostajemy czy wracamy do domu? - odzywa się Zuza.
- Chyba zostajemy. Jeszcze ma być poczęstunek i takie inne sprawy.
- Julia! - słyszę za plecami znany mi głos.
      Zatrzymuję się w furtce przy wejściu do szkoły. Odwracam się i widzę Michelle drobiącą na niebotycznie wysokich szpilkach w naszą stronę.
- Co tu robisz? I gdzie byłaś przez cały czerwiec? - pytam trochę niepewnie.
- Cześć. Przepraszam, że się nie odzywałam, ale byłam w Australii z Adrienem i Ale...
- Nie mów mi o nim! Proszę. - przerywam jej.
- Dobrze, dobrze. - uśmiecha się. - Przedstawisz mi swoje towarzyszki?
- A, tak, faktycznie. Michelle, ta mała to Zuza, moja siostra. A to Sophie, moja bliska koleżanka. Dziewczyny, poznajcie Michelle, moją bardzo bliską koleżankę.
- Cześć. - Soph wyciąga dłoń do szatynki. Ta ją ściska.
      Patrzę na ulicę i widzę żółte, znane mi auto. Mam nadzieję, że to tylko zbieg okoliczności, ale, niestety, kierowca i mężczyzna obok niego mówią sami za siebie.
- Schowajcie mnie albo nie mówcie, że tu jestem. - szepczę nerwowo i wsuwam się za dziewczyny.
- O co ci cho..?
- Nie gadaj! - przerywam siostrze.
      Auto zatrzymuje się. Przemykam za porośniętym bluszczem płot. Wątpię, żebym została niezauważona przez nikogo, bo moja biała sukienka jest aż nadto widoczna. Słyszę pięć ożywionych głosów zbliżających się do dziewczyn.
- Cześć, jak zakończenie? Pewnie się spóźniliśmy... - odzywa się Zayn.
- Tak, spóźniliście się. Co do zakończenia, to Julia, ekhem... Wygłosiła niezłą przemowę. - odpowiada Sophie.
- Susannah, jest jeszcze Julia? - pyta cicho Louis.
- Po pierwsze, to na imię mam Zuzanna. Po polsku. A po drugie, to może jest, może nie.
- Jest. Skoro ty jesteś, to ona też musi być.
- No... Faktycznie. A co od niej chcesz?
- Spotkać się z nią i pogadać.
- Nie wiem, czy ona tego chce. - odpowiada Michelle.
- A gdzie jest? - odzywa się Liam. - Nie mamy zbyt wiele czasu.
- Szukajcie jej, może znajdziecie. - Sophie przepuszcza Louisa w furtce i podchodzi do Nialla.
     W tym samym momencie zaczynam biec w stronę Gaju. Biała sukienka furkocze w pędzie, rozpuszczone włosy ''lecą'' za mną. Za plecami słyszę Louisa wykrzykującego moje imię. Czuję się jak w jakimś śnie albo filmie.
     Zdyszana opadam na tę samą huśtawkę, na której siedziałam pewnego feralnego dnia, gdy to wszystko się zaczęło. Pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj. Upadek na matmie, przeprosiny Louisa, złość wywalona na Liama, szczera rozmowa z Payne'm w Gaju na huśtawkach. A także tajemnicze zaproszenie... Zaczynam się bujać.
- Mogę czy nie chcesz mnie widzieć? - pyta głośno.
- Możesz zostać. - odpowiadam cicho.
      Siada na drugiej huśtawce i wyciąga rękę w moją stronę. Nie zwracam na to uwagi, choć serce mówi co innego. Chłopak zabiera dłoń.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Domyśliłem się. Poza tym byłaś całkiem nieźle widoczna, więc znałem kierunek.
- Ile masz czasu?
- Półtora godziny. Potem na lotnisko, żeby zdążyć na koncert.
- Chcesz zmarnować półtora godziny z osobą, która cię odrzuciła? - pytam z powątpiewaniem.
- Chcę. Bo wiem, że mamy jeszcze szansę. - patrzy na mnie.
- Chciałabym, żeby to była prawda.
- Ale?
- Ale nie wiem. To nie jest raj, trzeba też cierpieć. Ale wyjadę. Pod koniec lipca zobaczymy się po raz ostatni tu, w Anglii. Jeśli będziesz chciał, to będziesz mógł mnie odwiedzić tam, gdzie zamieszkam...
- Julia, dlaczego wyjeżdżasz? Uciekasz ode mnie?
- Chcę, byś był szczęśliwy.
- Nie będę, jeśli ciebie nie będzie blisko.
       Przestaję się huśtać. Zerkam niepewnie na chłopaka, który do niedawna znaczył dla mnie naprawdę wiele.
- Ja tak nie mogę - szepczę przez ściśnięte gardło. - Nie mogę być blisko i widzieć, jak przeze mnie pęka ci serce. - patrzę na niego.
      Milczymy. Tkwimy we wszechświecie i milczymy. Nie ma tu miejsca na zbędne słowa. Wyciągamy ręce ku sobie, splatamy je w uścisku i czekamy. Czekamy na lepszy czas.
- Louis, muszę już iść. - mówię pół godziny później.
- Nie zostaniesz?
- Nie. - puszczam jego dłoń i wstaję.
- Mogę chociaż odwieźć cię do domu? - Louis także wstaje i staje naprzeciwko mnie.
- Proszę, nie. Zobaczymy się za miesiąc. Wtedy spełnię twoje prośby. Nie wszystkie, ale...
- Rozumiem. - przerywa mi i potrząsa głową. - Dobrze. Mogę jednak odprowadzić cię do reszty? Chyba, że tego też nie chcesz.
- Jeśli chcesz iść ze mną... - waham się.
- Więc chodźmy.

- Cześć! - wołamy z Zuzą.
- Cześć, jak tam? - mama wygląda z kuchni.
- Nieźle. - odpowiadam.
     Zdejmujemy buty i prowadzę Michelle oraz Sophie przez salon na taras. Zuza zostaje w jadalni. Wracam jeszcze lemoniadę w dzbanku i szklanki i dołączam do dziewczyn. Na tarasie rozkładamy parasol i leżaki.
- Jak się czujecie u progu wakacji? - pyta Sophie.
- Całkiem nieźle. - uśmiecha się Michelle.
     Rozsiadamy się na leżakach. Wystawiam twarz do słońca i zamykam oczy.
- Macie jakieś plany? - kontynuuje szatynka.
- Praca, treningi, a w sierpniu wyjazd z Danielle na Karaiby. - mówi wesoło Sophie.
- A mi się marzy rejs z Adrienem u wybrzeży Afryki. Jednak rodzice już załatwili mi inne lato i zapisali mnie na obóz językowy.
- Czego ty się będziesz uczyć? - pytam, otwierając oczy.
- Rodzice stwierdzili, że masz na mnie bardzo dobry wpływ i zdecydowali, że mam się uczyć polskiego. W waszej stolicy.
- Żartujesz sobie? - parskam śmiechem. - Ile będziesz tam siedzieć?
- Dwa miesiące, czyli sierpień i wrzesień.
- No, to trochę się oswoisz. A do sierpnia mogę cię trochę przygotować. - proponuję.
- Ty nie masz żadnych planów na wakacje?
- Hmm... Praca, jakiś staż i przeprowadzka. To mnie czeka przez najbliższe miesiące.
- Czyli będziemy miały pracowite wakacje. - podsumowuje Soph.


No i koniec. Dobra, taki średni ten rozdział. Ale w następnym naprawdę będzie się działo. Bo będzie... Zayn i Russia, co oznacza, że pojawi się Katya. No... Będzie wesoło, nawet bardzo. I tak jakoś dobrniemy do końca...
Jaki chcecie epilog? Smutny czy wesoły? Co chcecie, żeby się wydarzyło w drugiej części? Piszcie w komentarzach i w mailu (something0more@gmail.com).
Nom, tydzień temu wspominałam o konkursach, w których brałam udział... No cóż, z recytacją nie wyszło, ale przynajmniej podbudowałam swoją pewność siebie i dykcję. A ortograficzny... Wyniki w poniedziałek, to dam znać :)
Taa... Wiecie, waltornia mi się zepsuła i nie mogę grać ;(((( No, szkoda. Powiedziano mi wczoraj, że nadaje się tylko na żyletki. A szkoda, bo ta waltornia jest ze mną osiem miesięcy. To dużo i zdążyłam ją polubić :)
Kurczę, nie umiem kończyć!.. No więc ten... Zaczęłam czwarty zeszyt. Taa...
Jak ktoś chce ze mną pogadać, to zapraszam, piszcie maile :D
No, i tak na koniec...

5 komentarzy - następny rozdział :)

Bye :)

5 komentarze:

My life:) pisze...

Bosz... Słodki rodział. Tylko ja Juli nie rozumiem. Ma miłość swojego życia na wyciągnięcie ręki, a ona od niej ucieka.
Szkoda mi Lou, bo jak Jula wyjedzie to nie chce wiedzieć co będzie... W ogóle szkoda mi tego, że wszystko się rozpada.
W następnym o Katyi i o Zayn'ie. Kurde... Czuje, że będzie się działo. No i mam nadzieję, że wreszcie będę mogła się uśmiechnąć przy czytaniu, bo mi tego trochę brakuje :)
4 rozdziały?! Jej... II część.... Cholernie się cieszę na tą myśl.
I jeszcze... Co do epilogu to mam cichą nadzieję, że końcówka będzie szczęśliwa. No już nie taką cichą :D
Okay. Trochę się rozpisałam. No, ale to w końcu ja. Czekam na następny :)

paulla pisze...

zajebisty ;** jak zawsze zresztą ;P

Fruśka.xoxo pisze...

no prawie się popłakałam.;c co ty ze mną robisz dziewczyno...
rozdział genialny! czekam na następny.:D xx

Anonimowy pisze...

super!! ja już prawie płakałam ;cc!! z niecierpliwościom czekam na następny !:xx

Oliwia Karolina pisze...

Poplakalam sie! XD Ja czekam na szczesliwe zakonczenie ;3

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)