niedziela, 14 kwietnia 2013

XLII.

No cześć... Widać, że jednak jest rozdział. Dziękuję gorąco za tamte trzy komentarze. Tak mi się miło wtedy zrobiło. Chciałam bardzo, bardzo podziękować za prawie 10300 wyświetleń. :*** Co jeszcze? Nie podoba mi się ten rozdział, tak w ogóle. Jest drętwy, dialogi są martwe... Ale skoro ma być rozdział, no to proszę bardzo :) 
Czytajcie i komentujcie! :)


- Julia, mamy pierwsze potwierdzenia obecności. Pojawią się redaktorzy londyńskich pism o modzie. Namówiliśmy też parę sław. - oznajmia od progu Tao Li, asystentka pani Clark.
      Dzisiaj ubrała fioletową sukienkę w pudrowo-różowe róże i motyle. Wraz z gorącym czerwcem także i w biurokracji zapanował luz w ubraniach. Ja natomiast założyłam kwiecistą, czerwono-różową zwiewną sukienkę przed kolano, a do tego czerwone buty na koturnie.
- Dziękuję za informację. - uśmiecham się. - Czy pani Clark jest u siebie?
- Jest, wchodź.
- Dzięki.
      Wchodzę do gabinetu. Kobieta siedzi na kanapie i przegląda jakieś dokumenty. Pukam do drzwi, żeby oznajmić jej swoje przybycie. Podnosi głowę.
- Witaj, Julio - uśmiecha się. - Tao przekazała ci nowiny?
- Tak - siadam w fotelu.
- To dobrze. Wczoraj skończono produkcję sukni. Zostały jeszcze ostatnie trzy projekty, na które mamy ponad miesiąc.
- I skończymy przed  czasem. - kończę. - Jak sala?
- Czeka na nas, powoli szykuje się zaplecze na pokaz. Selene i Danniel będą do naszej dyspozycji razem z ich asystentami. Oświetlenie przygotowane, choć jeszcze nie zamontowane.
- A wracając do strojów... Będzie stoisko do sprzedaży, prawda?
- A, tak, tak. - potwierdza. - Ale przejechałabyś się w weekend zobaczyć, co i jak?
- Jak trzeba to pojadę - wzruszam ramionami.
- Dobrze. Kończysz teraz szkołę, tak? - kiwam głową. - Zatem będziesz miała czasu na planowanie drugiej kolekcji.
- No... nie wiem. Planuję wyjazd w połowie wakacji.
- Na jak długo?
- Nie wiem. Być może na parę miesięcy. Ale może i dłużej.
- Dlaczego? Masz taką szansę na karierę, a ty chcesz ją zmarnować? - dziwi się pani Clark.
- Po prostu... Tak się ułożyło.
- Rozumiem... Ale naprawdę chcesz wszystko to, co wypracowałyśmy, porzucić?
- Tak, chyba tak. Czuję, że tak będzie lepiej.

- Mówił, że nie ma po co żyć. Tłumaczył się, że nie ma nic. Bo stracił dom i młodzieńcze sny. Nie miał siły by opanować łzy. - popłynęły z głośników słowa piosenki Farby, "Małego Księcia". To jedna z nielicznych polskich piosenek, które mogę słuchać i słuchać. - Kolejny dzień nie cieszył go i nie czekał na pierwszy promień słońca. Nie uśmiechał się, wciąż ocierał łzy. Myślał "Jestem sam. Może jestem zły?"... - wyłączam piosenkę.
     Dlaczego muzyka czasem tak dobrze oddaje ludzkie uczucia? Może dlatego powstała? Żeby ludzie mogli ze sobą coś utożsamić? Możliwe.
     Zastanawiam się, gdzie wyjadę. Polska? Francja? Finlandia? Dania? Nie, na pewno nie polecę do Polski. W Anglii też nie zostanę. Czyli co? Czy czeka mnie Odyseuszowa tułaczka po świecie?
     Przeglądam oferty mieszkań we Francji, w Finlandii i Danii. Niedługo historia będzie się zapisywać na nowych, czystych kartach.
- Julia, otworzysz? - słyszę Sophie na klatce schodowej.
     Niechętnie zwlekam się z fotela, poprawiam białą sukienkę oraz włosy związane w kitkę i idę otworzyć. Za drzwiami stoi blondynka ubrana w kwiecisty kombinezon z szortami. W dłoniach ściska rączkę piknikowego kosza.
- Cześć. Idziesz na piknik? - pytam.
- Tak, z tobą. I cześć, tak w ogóle. - uśmiecha się.
- Nigdzie nie idę - zaprzeczam, na co ona się śmieje.
- Idziesz, idziesz. Nie pozwolę ci się tu kisić. Osiemnastka na karku, a ty co? Siedzisz, marudzisz... Ja się dziwię, że udało ci się wyrwać Louisa.
- Też mnie to zastanawia - mamroczę. - A tak w ogóle, to gdzie się wybierasz na ten piknik?
- Po pierwsze, to wybieramy się obie. Ty wybierasz miejsce, to po drugie.
- Widzę, że nie odpuścisz. - wzdycham i kręcę głową. - No dobra, i tak miałam jechać do La Gala London...
- To możemy tam jechać - wcina mi się w słowo.
- A masz auto?
- No raczej... - puka się w głowę.
- No to wchodź, tylko się przebiorę.

     Godzinę później parkujemy na parkingu przy La Gala London. Z radością rozprostowuję nogi, a następnie sięgam po torbę i idę do furtki. Naciskam guzik domofonu i czekam.
- Kto tam? - pyta męski głos.
- Nazywam się Julia Avis, jestem asystentką pani Allyson Clark i Carlicten Orcoto. Przyjechałam obejrzeć przygotowana do dwudziestego lipca. - odpowiadam znudzonym głosem.
- Proszę wejść. - odpowiada facet i otwiera furtkę przyciskiem.
     Wchodzimy na posiadłość. Wszędzie rosną zielone drzewa, krzewy, kolorowe kwiaty. Idziemy szerokim podjazdem, wysypanym drobnym żwirem, w stronę dużego pałacyku. Wchodzimy głównym wejściem po schodkach i zatrzymujemy się w progu wysokiego hallu. Na lewo, w recepcji, stoi wysoki kontuar z rzeźbionym kwiatowym ornamentem. Po prawo rozlokowane są kanapy i stoliki, a za szklaną szybą mieści się restauracja. Podłogę ścieli czerwona wykładzina. Ściany są pomalowane na kremowo. Z białego sufitu zwiesza się na grubym łańcuchu żyrandol z kryształkami.
- Kim jest ta Carlicten Orcoto? I czemu podajesz się za asystentkę? - szepcze mi do ucha Sophie.
- To jest top top secret, zrozum. Zaczekaj miesiąc i jeden tydzień to się dowiesz.
- Oj, Jula... - jęknęła.
- Panna Julia Avis, tak? - pyta bezsensownie młody chłopak w marynarce. Z ostatniej wizyty zapamiętałam, że jest synem właścicieli i ma na imię Jake.
- Tak. A to jest Sophie Jones. Trzeba się wpisać do księgi gości?
      Chłopak podsuwa wielką, oprawioną w skórę, księgę gości. Wpisujemy się i prowadzę blondynkę do sali. Pokonujemy kilka stopni i skręcamy w lewo. Dochodzimy do potężnych dębowych drzwi. Otwieram je i naszym oczom ukazuje się bardzo duża sala z wypastowanym parkietem. Z sufitu zwieszają się cztery żyrandole średniej wielkości.
- No i co ty na to? - pytam Sophie.
- No... Jestem pod wrażeniem. - uśmiecha się.
- Będzie nieźle. Tam, po lewo - wskazuję na drzwi w rogu po drugiej stronie - będą wychodzić modelki. Drzwiami po prawo będą wracać. Pośrodku będą szły, krzesła ustawi się po bokach... Chcesz zobaczyć nasze kulisy? - powoli wlatuje we mnie nowy duch.
- Chętnie.
       Przemierzamy szybkim krokiem salę i docieramy do drzwi po prawo. Wchodzimy do ciemnej salki z jednym, zasłoniętym zasłonką, oknem. Zapalam światło. Przy ścianie po drzwiach stoi rząd toaletek w liczbie osiem. Po drugiej stronie jest sześć przebieralni. W rogu ustawiono trzy wieszaki na kółkach; na razie są one puste. Klimatu pomieszczeniu dodają żółte choinkowe lampki oplatające lustra toaletek i lustra na ścianie. Po lewo są drzwi z mlecznego szkła. Prowadzą one do drugiej salki. Gasimy światło.
- Julka, tam ktoś jest - szepcze blondynka wskazując na wejście do pomieszczenia.
       Po cichu wchodzimy garderoby. Światło się pali, ale nikogo nie ma.
- Jest tu ktoś? - woła wysoki szatyn wchodząc do pomieszczenia. W rękach trzyma jakieś pudełko.
- My jesteśmy. - odpowiadam i patrzę na chłopaka. - Cześć, Danniel.
- Julia? - pyta zdziwiony i odkłada pakunek.- Co ty tu robisz?
- A co mogę robić, jeśli nie sprawdzać przygotowania? - uśmiecham się. - Sophie, poznaj Danniela, naszego nadwornego fryzjera. Danniel, poznaj Sophie, dziewczynę, która wyciągnęła mnie dziś z domu, a na co dzień powala naszego Horanka.
- Cześć - blondynka wyciąga dłoń do chłopaka.
- Cześć. To jak oceniacie przygotowania?
- Źle nie jest, ale gotowe są w sumie tylko garderoby. - wzruszam ramionami. - Poznałeś już Selene?
- Oczywiście. Była wczoraj, ma się też pokazać w przyszłym tygodniu.
- Okej. Dogadujecie się?
- Taa, dobrze nam się pracuje.
- No, to świetnie. - uśmiecham się. - My będziemy już iść, skoro wszystko okej.
- To do zobaczenia. - mówi chłopak, a my wychodzimy.
       Pięć minut później jesteśmy już poza posesją. Dodatkowa chwila namysłu wystarcza, by zdecydować się na piknik nad pobliskim jeziorem.
- Chcesz wodę, sok pomarańczowy czy kawę? - pyta Soph, gdy rozsiadamy się na kocu.
- Sok. Sophie, dlaczego tak się mną zajmujesz?
- Bo cię, dziecinko, lubię. Gubisz się w tym świecie, to ci robię za przewodnika.
- Oj, dziewczyno... - wzdycham.
- Taak? I trzymaj. - podaje mi szklankę z napojem. - Co ty chcesz w życiu robić? Spać, snuć marzenia i narzekać? Bo na razie tylko to robisz.
- Chciałabym wyjechać za granicę i nauczyć się fińskiego. Na razie, poza moim ojczystym polskim, znam angielski i trochę francuskiego i niemieckiego. Marzę o byciu projektantką, a to powoli się realizuje... - urywam, by się zastanowić. - Chciałabym kochać Louisa od początku. - kręcę głową. - Co ja w ogóle mówię? To nie przychodzi na zawołanie... A ty? Co chcesz robić w życiu?
- Chcę spełniać swoje marzenia. Chcę dopiąć swego. Chcę móc kiedyś powiedzieć: "Zrobiłam to. I było warto.". A przede wszystkim, z całego serca, pragnę zobaczyć to, co innym nie jest dane ujrzeć. Zobaczyć prawdziwą twarz człowieka, nie maskę czy pozory. Bo ocenianie po wyglądzie, ubraniach i wszystkim innym bez dokładnego poznania człowieka jest czymś okropnym. Nie chcę być taka. Chcę umieć być takim człowiekiem, jakim był polski papież. Chcę umieć wybaczyć osobie, która pragnie mojej śmierci. Bo umiejętność wybaczania jest czymś ważnym. Na wybaczenie zasługuje każdy, bez wyjątku. - uśmiecha się.
- To prawda. Sophie, wiesz, że jesteś niezwykłą osobą?
- Tak... A do tego mam mnóstwo wad.
- Coś w to nie wierzę. - uśmiecham się.
- Musisz. - wgryza się w jabłko. - To prawda, że wyjeżdżasz?
- Tak.
- Gdzie? - pyta cicho.
- Jeszcze nie wiem. Myślałam nad Finlandią, Francją... Może Szwecja albo Kanada... - wyciągam się na kocu.
- Julia, powiedz szczerze: czemu chcesz wyjechać?
- A jak myślisz? Chcę zacząć życie od nowa. Nie chcę ranić Louisa i innych swoją bliskością, obecnością.
- Julia, nie myśl i nie mów tak! - sprzeciwia się.
- Będę mówić. Bo to jest prawda. A przynajmniej tak mi się wydaje. Przeze mnie on nie jest szczęśliwy.
- Tutaj chyba masz rację. Ale też nie do końca. No on, mimo wszystko, nie jest okropnie przygnębiony. Uśmiecha się, bo cieszy się, że dano mu taką szansę. Uśmiecha się, bo wie, że to nie koniec. Wie, że jeszcze jest dla was szansa.


No i koniec! Durny rozdział... Co mogę powiedzieć? Sama nie wiem... W tym tygodniu czekają mnie dwa konkursy: jutro szkolne eliminacje konkursu recytatorskiego (mówię fragm. książki "Harry Potter i Insygnia Śmierci" - Opowieść o Trzech Braciach, wiersz Gałczyńskiego - "Dwóch plotkarzy") i powiatowy konkurs ortograficzny w czwartek. Mam nadzieję, że chociaż  w jednym mi się uda.
Poza tym... Trwają prace nad szóstym rozdziałem drugiej części. Mogę już teraz zdradzić, że będzie wątek Larry'ego xD Zgadujcie, o co chodzi. 
A, tak! Od mniej więcej dwóch tygodni zapominam opowiedzieć o czymś, co zobaczyłam w Niedzielę Wielkanocną w kościele na rezurekcji... Otóż w kościele u mojej babci jest taki zwyczaj, że wartę nad grobem pełnią turkowie. I tam był taki chłopak... Normalnie polski Harry Styles! xD Loczki, dołeczki w policzkach itd. Z tego, co kojarzę, to nawet w zbliżonym do Hazzy wieku. No i cały czas się uśmiechał. Inni poważni, a on nie. Heh, no jak Harold, mówię wam :D

Dobra, a teraz wiadomość, że 5 komentarzy - następny rozdział

i do napisania :)


Bye,
something0more@gmail.com

7 komentarze:

paulla pisze...

boskie ;**

My life:) pisze...

Super rozdział :) Jej... Piszesz nową część? Julka, jesteś wielką, że się nie poddajesz. Cieszę się, że jednak go wstawiłaś. Czekam na dalszy ciąg :)

Fruśka.xoxo pisze...

No to po kolei:
1. Cholernie mocno cię kocham.<3 Za te wszystki rozdziały i ogólnie za wszystko. Co prawda nie znam cię w realu, ale i tak cię kocham.xd
2. Rozdział fantastyczny, genialny, wspaniały, cudowny.
3. Będzie mi smutno, gdy skończysz tączęść, ale cieszę się, że piszesz drugą. I larry. Ouch...^^ Ja też.zamierzałam wprowadzić go do opowiadania, ale Sam i w ogóle.
4. Czekam z niecierpliwością na następny i mam nadzieję, że będzie równie dobry jak ten!;*
Życzę weny (choć tej ci chyba nie brakuje). :D xoxo

Fruśka.xoxo pisze...

+ przepraszam za błędy itd., ale piszę z telefonu.xx

Sophie96 pisze...

Rozdział bardzo mi się podoba i czekam nn. Dawaj go szybko. Zapraszam do mnie i liczę na szczera opinie:
real-life-sophie.blogspot.com

alisononedirection.blogspot.com

Unbroken Girl pisze...

Rozdział świetny! Julka wyjeżdża? o kurde!

przy okazji, nowy u mnie
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

<3

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)