piątek, 22 marca 2013

XXXVI.

Hej! Dzisiaj krótszy rozdział, ale możliwe, że dodam w ten weekend następny, dłuższy. Ale to wtedy, jeśli będziecie ładnie i licznie komentować :)


Mam dla Was parę newsów:
- po pierwsze, to tym rozdziałem kończy się zeszyt numer dwa
- po drugie: jestem w trakcie pisania ostatniego rozdziału tej części. Pozostanie jeszcze epilog
- po trzecie: ten tydzień w szkole (krótki, bo dwudniowy, ale: REKOLEKCJE) przyniósł mi naprawdę sporo... Radości? Szczęścia? Nie wiem. W każdym razie w czwartek na polskim mówiliśmy "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte", na ocenę. Dostałam... Sześć! Tak! :D I jeszcze dziś. Dokładnie tydzień temu w mojej szkole odbył się szkolno-gminny etap konkursu ortograficznego. I dziś były wyniki. Drugie miejsce zajęła ta nasza prawdziwa Katya. Chciałabym jej tutaj oficjalnie pogratulować, choć odbyło się to już prywatnie. No... W każdym razie Trzecie miejsce zajęłam ja! Yeah! A teraz ruszamy na podbój powiatu! xD

Dobra, czytajcie i komentujcie :D
_____________________________________________________________________________________
__________________________________________________________________
__________________________________________

- Cześć, Mała. - mówi Louis, gdy widzi moją twarz przez Skype'a.
- Cześć, marchewkożerco. - uśmiecham się. - Co u was?
- Właśnie jedziemy. U nas jest... Wesoło. Wczoraj i dziś graliśmy... - urywa i odwraca się do Harry'ego i Nialla skaczących za Louisem, śpiewających "Louis chce do Julii! Romeo chce do Julii!" i wcinających marchewki. - Zamknąć jadaczki! Ja tu rozmawiam! I oddawać mi moje beta karoteny!
     Wstaje i tłucze ich tym, co ma pod ręką, czyli lusterkiem Zayna. Zabiera marchewki i wraca na miejsce, chrupiąc jedną z nich.
- To gdzie teraz jedziecie? - pytam.
- Do Dublina. Wiesz co? Za niecały miesiąc będziemy grać w Londynie. Powiem Paulowi, to skombinuje ci wejściówkę, co ty na to?
- Niezły pomysł.
- A co u ciebie? Bo u nas Niall przytył...
- Nieprawda! - woła Horan.
- ... Zayn się wścieka, że nie gramy w Rosji...
- Niestety!
- ... Hazzie znowu wyprostowaliśmy kłaczki...
- No i oberwiecie!
- ... A Liam używał ostatnio łyżki!
- No bo mnie zmusili! A Louis gada przez sen!
- Co niby?!
- Różne rzeczy. Najwięcej to o Julce.
- Dobra, już... - Louis czerwienieje. - Wynocha, panowie! - woła do reszty. - No, nareszcie spokój. - wzdycha.
- Smutno trochę, gdy cię nie ma. - wyznaję.
- A myślisz, że ja to co mam?
- Masz przy sobie tych debili.
- Tylko nie debili! Tylko nie debili! - krzyczy Liam, pokazując się do góry nogami w kamerce.
- Poczekaj chwilę. - nakazuje mi Louis. Odgania Liasia, wyciąga i podpina słuchawki.
- Do czego to doszło, że nasz Louisek nam nie ufa... - słyszę jeszcze Zayna.
- Dobra, teraz jest w miarę. Opowiadaj, co tam u ciebie?
- Smutno, spokojnie, zimno, samotnie... Mam dla ciebie niespodziankę, ale to dopiero w lipcu.
- Jesteś w ciąży?! - woła... Czy ja wiem, czy przerażony? Raczej zaskoczony, wystraszony i szczęśliwy jednocześnie.
- Że co?! - przy Louisie natychmiast zjawia się reszta.
- Ciąża? Dziecko? - pyta Harry. - A mogę być chrzestnym?
- Nie, Harry. - zaprzeczam.
- Ej, no... - obraża się. - Taa, pewnie weźmiecie Liama albo Zayna.
- Zadbaj o Lux to pogadamy. Nie będziesz ojcem chrzestnym, przynajmniej na razie. Nie jestem w ciąży.
- A ja myślałem... - wzdycha jednocześnie pięciu wspaniałych.
- Źle myśleliście.
- To co to za niespodzianka? - pyta Lou.
- Jak powiem, to nie będzie niespodzianki. I nie ma to nic wspólnego z dziećmi. Powiem tylko tyle, że w trakcie waszej przerwy porwę was na to ''coś'' i imprezę.
- A nie w odwrotnej kolejności? - wtrąca się Niall, cały czas podsłuchując.
- Nie, dokładnie tak, jak powiedziałam. A teraz poszli mi stąd! Tu się rozmawia.

- Katya, kiedy się spotkamy? - jęknęłam do kamerki.
- Nie wiem. Może wtedy, gdy zechcesz odwiedzić Rosję.
- Nie mam wizy, nie będą mnie tam chcieli, nie chcę oberwać parasolką... A co u ciebie? Gdzie teraz jesteś?
- W Riazaniu. Nudzę się, ale zdania nie zmienię i nie wrócę. A ty? Jak żyjesz?
- Pomalutku, powolutku... Obiecaj mi, że przyjedziesz do mnie w lipcu, dobrze? Mam dla wszystkich niespodziankę. A ty musisz być. - akcentuję przedostatnie słowo.
- Po co? To tylko strata kasy.
- Jak się uda i jak przyjedziesz, to będę ci fundować loty. - uśmiecham się.
- Co ty kombinujesz, Miśka? - pokazuję jej język.
- Jaa? Nic. Chociaż wiesz, Lou snuł wspaniałe, jak dla siebie, domysły.
- Co niby? - uśmiecha się i sięga po szklankę z colą. Upija łyk.
- Że jestem w ciąży. - Katya opluwa napojem laptopa i wszystko dookoła.
- A... a jesteś? - pyta zszokowana.
- Gdzie tam! Nie ma o tym jak na razie mowy.
- Okej, rozumiem. - przytakuje, ścierając papierowym ręcznikiem resztki coli.
- Jak tam Valentin? - pytam o jej prawie chłopaka.
- Krowy doi i śpiewa. - śmieje się. - Lolita znów musiała lać go legendarną parasolką z frędzlami, żeby się zamknął. A wcześniej oberwał, bo nie chciał ruszyć siedzenia sprzed swojego laptopa, żeby iść do krówek.
- To skąd wiesz, że parasolka poszła w obroty? Lolita? - kiwa głową, a ja parskam śmiechem. - Nie no, kocham twoich Rosjan!
- Prawda?
- Prawda. - przytakuję.
- Czekaj. - klika i przybliża twarz do ekranu. - Kurr..! Kończę, bo mam syf, chlew i ogółem bałagan! A Lolita i Valentin przybywają do Riazania... Pogadamy kiedy indziej, co?
- Jasne. Leć, w końcu ''zayka'' nie będzie czekać. - uśmiecham się.
- Pa, Miśka. - machamy do siebie i rozłączamy się.
        Idę do kuchni. Sięgam z lodówki butelkę soku pomarańczowego i piję prosto z gwinta. Jest dziesiąta rano - dzień wolny, jako że dziś pierwszy maja.
        Odstawiam butelkę na blat i zerkam na telefon. Jeszcze z godzinę i zacznę się szykować. Michelle zaprosiła czy też raczej bierze mnie jako osobę towarzyszącą na balu u jej kuzynki z Francji.
         Michelle pochodzi ze Szwajcarii. Mama jest Francuzką, a tata - Szwajcarem. Oboje pochodzą z arystokratycznych rodzin. Oboje mają krewnych rozrzuconych po całym świecie.
         Mieszkają w ślicznym dworku na obrzeżach miasta. Dziewczyna ma tam gigantyczną sypialnię z balkonem z widokiem na podjazd. Na co dzień raczej mieszka w internacie.
         Sama nie wiem, czemu wybrała mnie na towarzyszkę na dzisiejszy wieczór. Może dlatego, że przyjaźnimy się jak nigdy wcześniej? Może chce mi wynagrodzić swoje docinki z zeszłego roku? Nie wiem. Ale to nie zmienia faktu, że mam być porządnie (czytaj: bogato i z luksusem) ubrana. Coś okropnie drogiego, od znanego projektanta i bardzo ładnego. Cóż, chyba zaryzykuję.
          Idę do pokoju, który przejściowo służy mi za pracownię. Podchodzę do manekina, na który założyłam najnowszą kreację. Jest nią suknia do ziemi. Góra to gorset w jaśniutko błękitnym kolorze z jednym szerokim ramiączkiem i z bufką. Od łączenia dekoltu do wewnętrznego boku rękawka biegnie pudrowe pasmo wysadzane różowym złotem. Na gorsecie w kilku miejscach są przyszyte drobiny białego złota. Dół to rozkloszowana tiulowa spódnica w kolorze białym. Pod spodem jest całe mnóstwo szeleszczących halek nadających objętości. Spódnica ozdobiona jest zielonymi kropkami, esami i floresami.
          Biorę kąpiel. Długą, gorącą, relaksującą kąpiel. Gdy wychodzę dochodzi południe. W szlafroku idę do kuchni coś przegryźć. Wybór pada na płatki czekoladowe z mlekiem.
          Pół godziny później zaczynam się szykować. Na usta nakładam malinowy błyszczyk. Włosy zaplatam w luźnego warkocza. Są rude już tylko na końcówkach. Farba jest albo nietrwała, albo nie wiem.
          Suknię chowam pudełka specjalnie do tego przygotowanego, wyściełanego bibułą. Na wierzchu kładę szpilki w odcieniu stali. Kosmetyki, biżuterię i ozdoby do włosów pakuję do kuferka. Zakładam białą sukienkę przed kolano, czarne baleriny i czarny sweterek. Przychodzi esemes: "Za półtora godziny samolot. Jedziemy po ciebie. M. xx".

___________________________________________________________________________________
______________________________________________________________
______________________________

Hah, dobrnęliście? Fajnie :D Mam dla Was cytat, jaki zapisałam, przypadkowo, na okładce zeszytu numer dwa. "Bądź wierny sobie i nie poświęcaj się temu, dla kogo jesteś nikim." ~ Zayn.
I jeszcze chciałam się podzielić z Wami takim tam moim głupim snem z zeszłego tygodnia, o którym zapomniałam wspomnieć pod ostatnim rozdziałem. No, więc... Śniło mi się, że przeprowadzam się do Mullingar. Nie chciałam, sprzeciwiałam się, ale zmieniłam zdanie, gdy dowiedziałam się, że moim sąsiadem będzie Louis... Głupie, co? xD
Dobra, to chyba tyle... Emm... Wiecie, że ja Was lubię? :) Jestem tu już z Wami cztery miesiące bez dwóch dni? To wszystko dzięki Wam!

5 komentarzy - następny rozdział

Hej, do następnego!

5 komentarze:

My live:) pisze...

Ty... TO Zayn i Katya nie są już razem? Ehh... Szkoda :( Albo coś nie skapowałam.
Nom, Nom. Ciekawe. Myślę, że chodzi o to, że Julka będzie miała wystawę swoich kreacji czy coś i dlatego zbiera wszystkich.
Katya wyjechała do Rosji :(
No, ale mam nadzieję, że będzie wszystko okey. Kurde, kończysz pierwszą część...
Okey. Do następnego i proszę komentujcie to, bo ją chce w ten weekend następny i myśle że wy teź chcecie :)

Sophie96 pisze...

Rozdział jest jak zawsze świetny. Czekam nn. Zapraszam do mnie:
real-life-sophie.blogspot.com
Jeśli wejdziesz proszę zostaw komentarz.

paulla pisze...

świetny, zajebisty i w ogóle boski <3

Ja Kotecek pisze...

Z tą rozmową z Lou przez kamerkę się uśmiałam. teksty chłopaków powalające ;D Czekam na następny ;3

Marciak pisze...

Bardzo fajny=) Ciekawa jestem co będzie z Zayn'em i Katya'ą ... Do następnego♥

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)