niedziela, 17 marca 2013

XXXV.

No więc: cześć! Hmm... Długo czekaliście na rozdział, ale miałam lenia i problemy przy przepisywaniu. Nie chce mi się nic... A jutro i w ogóle do środy mam rekolekcje, więc może do środy coś jeszcze dodam...
W komentarzach do poprzedniego rozdziału wyrażałyście (dziewczyny) swoje obawy, czy chłopcy nie zdemolują mieszkania Julii. No cóż... Nie zdemolowali, ale nic o tym nie ma wzmianki, bo... Przenosimy się któryś tydzień do przodu.
Czytajcie! Komentujcie! Głosujcie w ankiecie! :)
_____________________________________________________________________________________
________________________________________________________________________
______________________________________________

      Pokonuję ostatnie stopnie z białego marmuru, wyścielone czerwonym pluszowym dywanem, staję na wprost olbrzymich dwuskrzydłowych drzwi z matowego szkła, wprawionych w pozłacane ramy. Dokładnie na środku górnej połowy prawego skrzydła przymocowano pozłacaną tabliczkę, na której wygrawerowano ozdobnymi zawijasami: Allyson Clark. Pod tym, już normalną czcionką widnieje: naczelny doradca i konsultant ds. mody w Wlk. Brytanii. Cóż, nie wiedziałam, że istnieje takie stanowisko. Ale, jak widać, jest.
      Rozglądam się w obie strony korytarza. Po prawo dostrzegam rząd, już nie tak okazałych i bogato zdobionych drzwi. Pod ścianą ustawione, zapewne niewygodne, czarne krzesła. Po lewo praktycznie to samo, z tą jednak różnicą, że prawą część wieńczy duże okno z czerwoną roletą i kwiatem w doniczce na parapecie, natomiast ta odnoga ma swój ciąg dalszy w postaci schodów prowadzących gdzieś na górę. Ściany są pomalowane - a jakże! - na biało. Dla odmiany podłogę wyścieła bordowa, miękka wykładzina.
      Biorę głęboki oddech, podchodzę do szklanego przejścia, unoszę dłoń zaciśniętą w pięść i pukam do drzwi. Odpowiada mi ciche "Proszę!", więc naciskam klamkę i wchodzę. Od progu uderza mnie oślepiający blask z okien za biurkiem sekretarki. Ściskam mocniej wyślizgującą się ze spoconych z nerwów dłoni grubą teczkę w śliwki.
- Taak? - pyta znudzonym tonem Azjatka o długich czarnych włosach w czerwonym żakiecie i białej koszuli.
      Robi mi się odrobinę dziwnie. Ona ubrana w miarę elegancko, a ja? Założyłam czerwone rurki, białą bluzkę w granatowe paski na rękawach i od biustu w dół. Do tego czarne szelki Louisa, których nie wziął w trasę, czarne szpilki i brązowa torba z pchlego targu. Oczywiście, bluzka i spodnie made in me.
- Ja byłam umówiona z panią Clark. - przełykam ślinę.
- Nazwisko?
- Avis... - ... nawet jeśli to nie nazwisko, kończę w myślach.
- Chwilkę! - zmienia ton głosu na przyjemniejszy. Wciska biały guzik w czerwonym urządzeniu. - Proszę pani, przyszła panna Avis.
- Wpuść ją.
- Proszę, przez tamte drzwi. - Azjatka wskazuje mi drzwi po lewo. Są jeszcze większe niż te, którymi przed chwilą się tu dostałam.
      Pod czujnym okiem sekretarki przechodzę przez te "wrota", bo inaczej nie da się ich nazwać. Zamykam za sobą skrzydło i widzę pomalowane na pomarańczowo ściany. W rogu po prawo, przy oknie, stoją kanapa w kolorze czekolady i mahoniowy stolik z witrażem jako blatem, na którym ktoś postawił tacę z filiżankami, dzbankiem, cukiernicą i talerzykiem ciastek. Po lewo, przy jeszcze większym oknie, bo balkonowym, ustawiono dębowe biurko, przy którym zastaję panią Clark.
- Dzień dobry, Julio. - uśmiecha się znad ekranu laptopa.
- Dzień dobry. - odpowiadam.
- Przyniosłaś rysunki? - pyta, a ja podnoszę teczkę. - Musimy się nimi zająć. Myślę, że pokaz zrobimy po połowie lipca. Jaka tematyka?
- Eee... Różnorodna?
- Aha... A kolorystyka?
- To samo.
- Dobrze. Masz modelki?
- Nie. I nie chcę tych z agencji. Chciałabym, żeby to były i chudsze i grubsze kobiety i dziewczyny. Więc chciałabym zorganizować casting.
- Rozumiem. - uśmiecha się, przestając stukać w klawiaturę. - To pokaż, co tam masz.
      Otwieram teczkę i wyciągam kartki.
      Pierwsza jest sukienka z czarną górą i granatową spódnicą przed kolano. Wykończenia rękawków i spódnicy są białe, zaokrąglony kołnierz też, dodatkowo jest wysadzany jasnoniebieskimi kryształkami. W pasie za łączenie robi biała szarfa wiązana z tyłu w małą kokardę. Pod spódnicą gruba warstwa halek nadających objętości.
      Następna kreacja to sukienka a'la lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Czerwona góra z wiązaniem na szyi i odkrytymi plecami. Dół, oddzielony wstawką z czarnego materiału, ma print brązowej panterki oraz pasma czarnego i złotawego materiału.
     Trzeci projekt to propozycja trochę buntownicza. Czarny elastyczny gorset, związany czerwoną wstążką, wspiera się na pojedynczym szerokim ramiączku w kolorze bordo. Spódnica jest rozkloszowana, warstwowa z postrzępionych tęczowych materiałów. Wizerunku barwnej buntowniczki dopełniają kolorowe podziurawione rajstopy w paski i założona na jedną nogę fioletowa zakolanówka z bimbołkami. Do tego, oczywiście, glany z czerwonymi sznurówkami.
- Dobrze, na razie starczy. Nie będziemy się z tym zbytnio spieszyć. Poza tym za jednym razem damy maksymalnie dwadzieścia kreacji. Więc następna trójka później.
- Przepraszam, ale ta czarno-granatowa jest już uszyta. - wtrącam.
- No, to dobrze. Ale... W sumie to niewiele zrobimy, póki nie będziemy miały modelek i ich wymiarów.
- To kiedy byłby casting?
- W przyszłym tygodniu? W sumie... - obraca laptopa w moją stronę. - Ogłoszenie już prawie zrobiłam.
      Spogląda na mnie twarz dziewczyny, obok niej wielkimi białymi literami na granatowym tle opisane wydarzenie, wymagania (minimum siedemnaście lat, dowód lub legitymacja, przygotowanie krótkiej prezentacji o sobie), podany adres, termin i inne bajery. Całokształt prezentuje się nieźle.
- Wow! - mamroczę.
- Dokładnie. A co powiesz na pokaz w La Gala London? To świetne miejsce, eleganckie. - klika w jakąś ikonkę i wyświetlają się zdjęcia.
      Muszę przyznać, że miejsce ma swój urok. To stara sala balowa ze starym błyszczącym czarno parkietem. Ściany są pokryte drewnianą boazerią w kolorze płynnego miodu. Z białego sufitu zwieszają się ciężkie pozłacane żyrandole na łańcuchach. Na obu krótszych ścianach są kominki. Do sali pięcioro drzwi, w tym jedne gigantyczne, dębowe. Uroku dodają wielgachne witrażowe okna z różowymi, zielonymi i błękitnymi szybkami
- Ale to nie będzie zbyt duży wydatek? - wyrażam swoje obawy.
- Spokojnie! - macha na to ręką. Nie żebym coś, ale mam zniżki, więc pójdziemy po kosztach.
- Rozumiem.
- Chodź, napijemy się herbaty. - zamyka laptopa, wstaje i prowadzi mnie do stolika. - Siadaj i częstuj się.
      Rozsiadam się wygodnie, tym samym zatapiając swoje ciało w kremowych puszystych poduchach słodko kontrastujących z czekoladową barwą kanapy.
- Julia, masz potencjał. Projekty nie są może perfekcyjne, ale wiem, że się rozkręcisz i będzie jeszcze lepiej.
      Kiwam głową na znak, że rozumiem.
- Trzeba będzie zorganizować fryzjera, kosmetyczkę, buty do ciuchów, biżuterię, krawców i sponsorów.
- Fryzjera mamy. To Danniel.
- No to świetnie! Pozostaje reszta. Skarbie, powiedz mi... Ty jesteś dziewczyną tego chłopaka od pasków z przeuroczego zespołu One-cośtam?
- Tak, Louisa z One Direction.
- To byłaby wielka promocja dla ciebie, bo jeśli na koncercie czy gdzieś wspomnieliby o tobie i pokazie, to by lecieli jak muchy do lepu.
- Przepraszam, ale nie. Nie będę wykorzystywać jego sławy. Do samego końca chcę pozostać anonimowa. Nie chcę, by uważano mnie za kogoś, kto tylko korzysta z popularności otoczenia i tak dalej.
- No cóż... Rozumiem.
- Aj, proszę pani... Możliwe, że będziemy też mieć makijażystkę, moją znajomą.
- To będziesz musiała się z nią zdzwonić.

- Julia, pomożesz mi? - z esemesowej rozmowy z Katyą wyrywa mnie głos Michelle.
- A co się stało?
- Nie mogę zapiąć spódniczki. Pomożesz? - odwraca się do mnie tyłem.
      Zeskakuję z parapetu, podchodzę i zapinam pozłacany ekspres. Obraca się i patrzę na jej spódniczkę. Przed kolano, obcisła, w kolorze kości słoniowej. Przód wyszywany jest złotymi, czerwonymi, różowymi i brązowymi nićmi tworzącymi barokowy wzór. Góra to pudrowa bluzka z baskinką i paskiem w talii. Ramiączka są plecione w cienkie warkoczyki ze złotych łańcuszków. Na szyi błyszczy wisiorek z zawieszką z białego złota. Na stopach ma cieliste koturny ze złotym łańcuszkiem na kostce.
      Michelle zmieniła się od naszej rozmowy sprzed ponad miesiąca. Porzuciła wizerunek plastikowej laleczki na rzecz eleganckich strojów i zachowania. Gdy zeszła blond farba dowiedziałam się, że naturalnie jest szatynką. Ma bogatych rodziców, którzy dbają o jej edukację, wykształcenie, ubiór, maniery. Arystokratyczne pochodzenie do czegoś zobowiązuje.
- Dobra, zrobione. A czemu w ogóle się przebierałaś? - pytam.
- Wczoraj byłam ze starymi na balu u Amelii Eriss, takiej starej szlachcianki, mojej ciotki. Wróciliśmy niedawno, więc do domu podjechaliśmy, żebym mogła zabrać jakieś ciuchy i torbę. Rodzice zostali, a mnie podrzucił do szkoły sam. W miarę wcześnie, żebym mogła się przebrać.
- A ta Amelia Eriss... Kto to dokładnie? - dopytuję, podczas gdy dziewczyna składa i wkłada do torby zjawiskową kobaltową suknię do ziemi. Na wierzch kładzie szpilki z motywem galaxy.
- Jak już mówiłam, to podobno moja ciotka. No... W każdym razie mieszka w pałacu, takim naprawdę sporym, w Szkocji. - czknęła. - Masz aspirynę czy coś na łeb? Kaca mam...
- Nie mam. - dzwoni dzwonek. - Dobra, chodź na angielski. Tylko załóż marynarkę.
- Już, już... Powiedz mi, skąd ty wytrzasnęłaś te spodnie? - wskazuje na moje błyszczące rurki w barwach Wielkiej Brytanii.
- Lumpeks i trochę wyobraźni.
- Co??
- Inaczej second hand. Tyle, że to było w Polsce.
- Są fajne. - uśmiecha się. - Idziemy, tylko żeby Stella się nie wydzierała, bo nie ręczę za siebie.

- Powiedzcie, jak rozumiecie słowo ''miłość''? - pyta Stella, nauczycielka angielskiego.
- To uczucie łączące babkę i faceta przed ślubem, bo potem to już lipa, nie miłość. - wyrywa się Charliemu.
      Pół klasy, a dokładnie wszyscy chłopcy i parę dziewczyn parska śmiechem.
- Rozumiem. - odpowiada Stella, ledwo powstrzymując chichot. - Ktoś jeszcze?
- A ja rozumiem miłość poprzez przyjaźń, zaufanie, wiarę, szczerość i bycie przy sobie przede wszystkim wtedy, gdy druga osoba nas potrzebuje. - mówi półgłosem Aleksander, wysoki Rosjanin.
      Wszyscy słuchają, a potem rozważają w milczeniu jego słowa.

___________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________
________________________________________

To by było tyle... Następny rozdział dodam, jeśli wszyscy czytający skomentują. Będzie was dużo, bo przykładowo takie dwieście wyświetleń w zeszłą niedzielę się nie nabiło. Rozumiem, że nie wszyscy będą chcieli skomentować, więc zadowoli mnie... A niech będzie, powybrzydzam! xD 


8 komentarzy - następny rozdział :)

Poza tym jest jeszcze taka kwestia... Opowiadanie powoli dobiega końca, jeszcze może z dziesięć rozdziałów, ale!... Jeśli pojawią się z mojej strony jakieś chęci, a pewnie się takie znajdą, to powstanie druga część. Nie będzie prawie wcale, przynajmniej na początku, chłopaków z One Direction. Poza tym zastanawiam się, czy pisać na tym blogu, czy zakładać drugi...

Dobra, jeszcze coś! Jeśli jest wam mało w sprawie projektów Julii, to mam zdjęcia. Nie wszystkie i niewyraźne, ale coś. I żeby nie było, to są moje prace! xD


Hej :)

5 komentarze:

Sophie96 pisze...

Fajny rozdzial. Zapraszam do mnie:
real-life-sophie.blogspot.com
Zaraz dodam nowy rozdzial.
Jesli wejdziesz to prosze o komentarz

My live:) pisze...

Jej... Cieszy mnie to, że Julka będzie miała ten pokaz i w ogóle. Czekałam na ten rozdział. Hmmm... Nie wiem co jeszcze wymyślisz ciekawego, ale znając Ciebie to napewno nie będzie nudno. I zadawała mnie też fakt, że będzie druga część opowiadania, lecz smucę się gdy widzę, że zaraz kończysz tą.
A teraz prośba do wszystkich czytelników tego bloga.
KOMENTUJCIE!!!

Mrs. X pisze...

Powiem tak: Tak cholernie kocham to opowiadanie, że pewnie znając mnie poryczę się na epilogu... ._. Jest ono jednym z lepszych jakie czytałam, a ty naprawdę masz talent, więc cieszy mnie fakt, że prawdopodobnie napiszesz kontynuację.
Co do tego rozdziału to wspaniały - jak zwykle.:) Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze.<3
Czekam z niecierpliwością na następny, a wy ludzie komentujcie.♥

Anonimowy pisze...

Co tu dużo mówić ... zajebiste !

Unbroken Girl pisze...

świetny ! a prace bardzo ładne :D

nowy rozdział!
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

p.s liczę na twój komentarz! <3

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)