sobota, 2 marca 2013

XXXIII. "Będę rozmawiać z Rosją przez Skajpaja"

Hej, domyślam się, że czekaliście na rozdział. Długo zeszło mi przepisywanie. Co ja wam mogę powiedzieć? Coraz dziwniejsze rozdziały będą. Aż szkoda mi gadać... Nie wiem, niektóre będą jeszcze całkiem, całkiem. Ale od razu mówię, że ciekawe są do czterdziestego włącznie. A potem... Coś się we mnie popsuło, ale ale efekty zobaczycie za dziewięć rozdziałów. 

Aha!!! Jeszcze jedno!!! Chciałam wam gorąco podziękować za waszą obecność. To wiele dla mnie znaczy. Dlaczego? Bo tworzę tego bloga od trzech miesięcy i jednego tygodnia! ;D
Emm... Adresu chwilowo nie zmieniam, ale jeśli nie wyświetli się wam kiedyś blog z adresem tam u góry, to piszcie na maila: something0more@gmail.com :) Nie tylko w sprawie adresu, ale też innych rzeczy. Możecie zadawać pytania do bohaterów i autorki, jeśli się wam chce :D


A! Poznacie za parę chwil osobę, która namiesza w życiu naszego kochanego blondyna. Kreacja dziewczyny powstała na bazie pomysłów moich i Oliwii Karoliny. Poza tym w kreowaniu jej wizerunku i paru innych rzeczy pomogły My live:) i Marciak. Dziękuję za tę pomoc bardzo :D
A teraz zapraszam do czytania.
___________________________________________________________________________________
________________________________________________________________
__________________________________________________

- Prababcia! - szepnęłam i poczułam chłód na policzku.
     Zamrugałam oczami i zrozumiałam, że leżę na ziemi. Szybko wstaję, otrzepuję się i poprawiam włosy. Dostrzegam coś jeszcze. Ktoś koło mnie kuca. Tym kimś jest na oko sześcioletnia dziewczynka ze złotymi kucykami sterczącymi z obu stron głowy. Czerwona kurteczka przysłania zieloną tunikę.
- Cześć! - piszczy wesoło. - Spałaś, wiesz?
- Tak? Ojej... A czemu jesteś tu sama?
- Bo bawię się z siostrą w chowanego i ona szuka. Długo tu jesteś? - zerkam na zegarek. Dochodzi dwunasta. Jakim cudem minęły blisko cztery godziny?!
- Chyba tak.
- Chodź! Pewnie się martwi. A jak masz na imię?
- Hedwiga. Hedwiga Jones.
- Poważne imię. - chwytam ją za uklejoną czymś słodkim rączkę i prowadzę w stronę lądu.
- Heddy! Skarbie! Gdzie jesteś? - woła przerażona dziewczyna, na oko dwudziestoletnia.
       Jest blondynką. Bardzo jasną blondynką. Włosy ma prawie białe, jak Draco Malfoy z Pottera. Wysoka, szczupła niczym modelka. I ma delikatne rysy twarzy, które w połączeniu z intensywnie niebieskimi oczami dają elektryzujący efekt. Ubrana jest w niebieskie dżinsy, bluzkę w kolorze pistacji i dżinsową kurtkę. Przez ramię przewiesiła wielką torbę w kolorowe pasy.
- Soph! - woła kruszynka, czym zwraca jej uwagę na nas.
- Ty! - dziewczyna celuje we mnie oskarżycielsko palec i podchodzi bliżej. - Co zrobiłaś mojej siostrze?
- Ja... Ja nic. Ona mnie znalazła w altance na jeziorze... - mamroczę, paląc buraka.
- Tak! - potwierdza moje słowa Hedwiga Jones.
- Och... Dobrze, przepraszam. - mówi. - Jestem Sophie. A jeśli ta papla się wygadała, to wiesz, że moje nazwisko to Jones.
- A ja jestem Julia. Julia Avis. - wyciągam w jej stronę rękę. Ściska ją. - Ja... Muszę już iść. Miło mi było was poznać. - mruczę, próbując wyrwać rękę z jej uścisku. - Eee... Coś nie tak?
- Ta Julia Avis? - patrzy ze zdumieniem w oczach.
- Ale że co?
- Nie, nic. Po prostu przypominasz mi taką jedną, dziewczynę chłopaka z One Direction. W gazecie pisali - wyciąga egzemplarz z przepastnej torby - że są po zaręczynach.
- Mogę zerknąć? - podaje mi gazetę bez słowa i zabiera się za uspakajanie siostry, która woła jeść.
       W oczy na okładce rzuca mi się fotoreportaż z niedzieli. Znajduję stronę i zagłębiam się w artykuł. Nie obyło się bez kłamstw: "Była na to przygotowana, tylko udawała szok. Nadaje się na aktorkę.", "Na scenie radość, na uboczu smutek i płacz. Jak jest naprawdę?", "Kłótnia zaraz po zaręczynach", "Kłamstwa, oszustwa, wyzysk, sława... Co jeszcze ukrywa ta dziewczyna?". Z szelestem zamykam czasopismo. Świnie! Jak mogą? Co oni w ogóle wiedzą? Czy nie mogą nam dać spokoju?..
      Nie płaczę, z trudem powstrzymuję łzy. Zaciskam zęby i drżącą ręką oddaję gazetę. Ruszam przed siebie.
- Julia! - woła Sophie i dogania mnie. - Ten artykuł... To o tobie, prawda? Ale nie daj się tym hienom. Oni tylko na to czekają. Bo tylko winny się tłumaczy. Wiem, że ci niezbyt pomagam, ale próbuję.
- Dzięki. - rzucam. Zatrzymuję się. - Dziękuję. - i odchodzę. Idę do mieszkania.

      Zaszyłam się pod stosem koców i pościeli. Wzięłam ze sobą książkę, termos gorącej herbaty z miodem, kubek i telefon. I tabletki na gardło. Zrozumiałam, że ten wypad przyniósł mi tylko przeziębienie, w dodatku jakąś mutację atakującą od razu. Zakasłałam ciężko i opadłam na poduszkę. I przypominam sobie o telefonach. W ciągu dnia też próbowali się dodzwonić.
- Julia?! Co się z tobą działo? - zawołała mama, gdy odebrała.
- Nie wiem, no. Poszłam spać w środę, obudziłam się dzisiaj. Potem byłam na spacerze. I złapałam jakąś infekcję...
- Ale czemu nie zadzwoniłaś wcześniej?
- Zapomniałam. - przyznaję.
- To ja do ciebie przyjadę. Coś ugotuję, zrobię zakupy. Pewnie nie masz siły.
- Tak... - sapnęłam, gdy wstrząsnęły mną dreszcze. - Jak chcesz, to przyjedź... - i tyle. Mama się rozłączyła.
- Jula, co się z tobą działo? - pyta z wyrzutem przyjaciółka, gdy się do niej dodzwoniłam. Przy okazji powtarza pytanie mamy.
- Spałam. Cały czas, jak jakaś Śpiąca Królewna. Nie pytaj jak i dlaczego, bo sama nie wiem... A-psik!.. I rozchorowałam się po spacerze.
- To po co tam lazłaś?
- Bo myślałam, że dziś czwartek, zrozum. I wybrałam się do szkoły.
- Okej. Ja muszę kończyć. Będę rozmawiać z Rosją przez Skajpaja. - przytacza zwrot z Rodzinki.pl. na co się uśmiecham.
- Nie ma sprawy. Gadaj tam z nimi. I pozdrów ode mnie. Hej. - wciskam czerwoną słuchawkę.
      Wybieram ostatni numer i palec zamiera mi nad zielonym guzikiem. Boję się. Co on sobie pomyśli? Że ledwo zniknął, a ja o nim zapominam? Różne scenariusze przebiegają mi przez umysł, ale w końcu mówię: "dość!" i wciskam klawisz. Z duszą na ramieniu liczę sygnały. Odbiera po trzech.
- Julia! - słyszę zduszony krzyk chłopaka. Czuję w jego głosie ulgę, niepewność i złość.
- Cześć... - szepczę przez zaciśnięte gardło.
- Julia... Dlaczego nie odbierałaś?! - woła do słuchawki. Jest wściekły. - Nie rozumiesz, że się o ciebie bałem? Czy aż tak mało dla ciebie znaczę? Ledwo znikam, a ty mnie olewasz! Julia... - szepcze zrezygnowany. - To strasznie boli. Ta niewiedza, niepewność, strach...
- Louis... Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. W środę poszłam spać, a wstałam dziś. Wiem, to dziwne, sama w to nie wierzę. Nie pamiętam nic z tych dwóch dni. Czuję się źle, a jeszcze się rozchorowałam...
- A dzisiaj? Co dzisiaj robiłaś takiego robiłaś, że dopiero teraz raczysz zadzwonić? - pyta chłodno.
- Byłam w parku. A tam... To jest jeszcze dziwniejsze... Widziałam moją prababcię. Ona nie żyje od blisko dwudziestu lat... Boję się, że zwariowałam, bo przecież tak to wygląda... - urywam, gdy atakuje mnie kaszel. Upijam łyk herbaty.
- Ja... Nie wiem, co powiedzieć. - zniża głos, który drży niepewnie. - Masz rację, takie rzeczy są nierealne. Ale... Może to dziwne i wbrew zdrowemu rozsądkowi, ale wierzę ci. Czuję gdzieś głęboko, że to prawda. I nie wariujesz. Po prostu twoje życie się zmienia. Szukasz wyjaśnień... Skarbie, cokolwiek by się nie działo, będę z tobą. Duszą, sercem, ciałem, umysłem.
- Louis! Teraz twoja kolej! - słyszę donośny damski głos.
- Kto to? - pytam.
- Kaithleen. Nasza stylistka.
- Chłopcy już gotowi, tylko ty zostałeś. Chcesz się spóźnić albo wyjść w byle czym? - mówi dziewczyna.
- Jula, za niecałą godzinę wywiad, pamiętasz?
- Mhm... - faktycznie, mówił mi o tym na lotnisku.
- Będziesz oglądać?
- Tak. - przekręcam się na bok i sięgam ze stolika pilot od telewizora.
- Wiesz, będę kończył. Cześć, Marchewko. Trzymaj się.
- Lou... - urywam, tak samo jak połączenie.
        Odpalam czarne pudło ustawione w rogu pokoju i włączam pierwszy lepszy kanał. Jakieś wiadomości. Na razie mogą być. Wyciągam rękę i macam podłogę pod kaloryferem. Natrafiam na tekturowe pudełko i przysuwam je do siebie. Podnoszę brązowe wieczko i chwytam wafelka oblanego czekoladą, w który po chwili zatapiam zęby.

- Witamy w Ronnji Show. Dzisiejszym gościem będzie irlandzko-brytyjski zespół, który zajął trzecie miejsce w siódmej edycji X Factora: One Direction! - oznajmia postawna blondynka ubrana w ołówkową czarną spódnicę, szarą koszulę, czarny żakiet i granatowe buty na koturnie. Na przegubie lewej ręki błyszczy złota bransoleta wysadzana kamieniami w kolorze szafiru. Włosy, obcięte na wysokości ucha, są dziwnie nastroszone. Wytapetowana twarz wyraża zmęczenie. Na oko ma z czterdzieści lat. - Witajcie chłopcy! - mówi do chłopaków, gdy ci wkraczają zza kulis.
      Po kolei: wyszczerzony Harry, nastroszony na głowie Zayn, Liam z szelmowskim uśmiechem na twarzy, zaciekawiony Niall i zmęczony Louis. Ludzie na widowni wrzeszczą, w półmroku z okiem kamery za przewodnika telewidza można zobaczyć transparenty i plakaty wyznające chłopcom miłość. Uśmiecham się pod nosem. Ja też taka byłam. No, prawie.
      Gdy kamera z powrotem ''patrzy'' na scenę, przyglądam się dokładniej Louisowi. Jego twarz nie jest tak pełna kolorów jak zwykle. Warstwa makijażu słabo maskuje zmęczenie, cienie pod oczami, troskę i smutek. I jeszcze jakby obawę. Oczy przygaszone, nie odbijają niczego poza niepewnością. Słaby uśmiech nie rozświetla twarzy. Ubrany w czerwone ''marchewki'', białą koszulkę w czarne paski, białe tenisówki i czerwone szelki nie wygląda wesoło. Silne ramiona lekko drżą. Wpatruje się w obiektyw kamery tak usilnie, jakby chciał go zaczarować.
- ... jesteście już gotowi? - pyta kobieta. Dopiera teraz dociera do mnie, że nie słuchałam ich rozmowy. A teraz pyta o trasę, to chyba pewne.
- Najbardziej gotowy jest chyba Louis biorąc pod uwagę zaręczyny. Reszta nas chyba jeszcze czeka na ten moment w życiu, w którym można śmiało powiedzieć: "tak, jestem gotowy na założenie rodziny". Ale co tu się w sumie dziwić w takiej kolejności, Lou jest z nas najstarszy... - odpowiada Harry.
- Louis, twoja poprzednia partnerka była od ciebie starsza. Aktualna jest od ciebie blisko cztery lata młodsza. Czy to nie jest dla ciebie duża różnica?
- Proszę..? Nie, nie jest. - mówi rozkojarzony chłopak. - Jeśli się do kogoś coś czuje, to wiek, pochodzenie, kultura... To nie ma znaczenia.
- Dobrze powiedziane. - mruknął Zayn.

     Wciskam czerwony guzik pilota i wyłączam telewizor. Nie mogę tego oglądać, zbytnio się przejmuję. Lou, jego zachowanie i smutny wzrok winowajcy. Ja i moje dziwności... Nie wiem, co o tym myśleć. Sięgam po kolejne ciastko. Przełykam go i popijam letnią herbatą. Życie jest dziwne...

___________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________
____________________________________________

Dotarliście do końca? To się cieszę :) Tak szczerze to mi się coraz ciężej pisze rozdziały, wypalam się w tym opowiadaniu i nie wiem, czy w ogóle będzie kiedyś tam druga część. W zamian coraz częściej łapie mnie myśl, żeby zacząć pisać opowiadanie o polowaniach na wampiry w osiemnastowiecznej/dziewiętnastowiecznej Francji. Czytalibyście? Piszcie w komentarzach na ten temat.
A co się tyczy komentarzy: komentujcie, komentujcie i jeszcze raz komentujcie. Bo następny rozdział będzie w przyszły weekend, jeśli zostawicie po sobie przynajmniej 6 komentarzy.

Jeszcze jedno... Cały czas możecie składać dedykacje zdjęciowe dla siebie, znajomych itd. :)

Wiecie, że to opowiadanie jest niezwykłe? Podczas pisania któregoś z przyszłych rozdziałów wstawiłam temat z Francją. Niby nic w tym dziwnego, ale dzięki temu zaczęłam się uczyć tego języka :D

Więc: SALUT!, czyli "cześć" ;DD Do następnego :)

8 komentarze:

Mrs. X pisze...

fajnie, ale się jakoś pogubiłam. hahaha . może troszeczkę dziwne i poplątane, bo nawet taki mózg jak ja nie moze tego ogarnać! ale poza tym świetne, genialne, fantastyczne. i nie. wcale się nie podlizuje.;3
czekam nn.xoxo

My live:) pisze...

Jeeennnyy :D
Gratuluję Ci tych trzech miesięcy. Nie każdy daje radę pisać, wiekszość bardzo szybko się poddaje.
A co do rozdziału to mi się podoba. Ciekawie się dzieje i już się nie doczekam akcji poznania Nialla z tą dziewczyną :)
Chciałabym drugą część opowiadanie, ale decyzja zależy od Ciebie. Wiem, że może Ci się ciężko pisać i to rozumiem. W końcu parę swoich pomysłów już wykorzystałaś i ciężko szukać innych, ale z czasem znowu będziesz mieć wene.
Już się nie doczekam następnego weekeendu :)

paulla pisze...

Jaram się bardziej niż Fretka Jeremiaszem ;P Niech szybko pojawiają sie komy. A i czytałabym o tych wampirach... weny i buziole ;**

Unbroken Girl pisze...

świetny! u mnie również nowy :
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Anonimowy pisze...

To jest świetne ! Ślęczałam ponad 4 godziny czytając od początku i powiem, z ręką na sercu, że masz ogromny talent. Historia wciąga już od pierwszego rozdziału a przy niektórych fragmentach śmiałam się jak psyhicznie chora. Pomysł z zaręczynami był genialny aż się rozmarzyłam *.* Przyznam także że "wybitnie" zaciekawił mnie ten długi sen i to co się dzieje z bohaterami, że "wykańczają" się przez wzajemną miłość (o ile można to tak ująć), z drugiej strony też ciekawi mnie co dalej z Zayn'em i Katya (nw jak się odmienia.
Pozdrawiam Paula.

PS. przepraszam za wszelkie literówki, powtórzenia itp ale jak już wspominałam "trochę" nie to wciągło i ogółem mówiąc jest prawie 6 rano, więc mam nadzieje że moje błędy będą mi wybaczone. :D

Marciak pisze...

Genialny:D Bardzo mnie ciekawią te rozdziały:D czekam na następny:D

Oliwia Karolina pisze...

W sumie mam na imie Oliwia, a Karolina to kolezanka XD Ale jest mi naprawde milo, ze o mnie wspomnialas ;3 Szczerze mowiac wydawalo mi sie, ze moj pomysl ci sie nie podoba, ale w takim razie czekam na to, aby zobaczyc co wymyslilas.

Unbroken Girl pisze...

Rozdział genialny jak zawsze!

a u mnie również nowy:
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)