niedziela, 24 lutego 2013

XXXII.

Koniec ferii!! Coś dla mnie niemiłego, zwłaszcza, że jutro sprawdzian z fizyki ;(( Boję się, ale przeżyję. Dodaję rozdział, który uważam za trochę dziwny...
_____________________________________________________________________________________
____________________________________________________________________
__________________________________________________

- Pamiętaj, masz się nie przemęczać, a jeśli będziesz chciała musowo coś ustawiać, malować czy meblować, to dzwoń do Adama, on siedzi na miejscu, no i cię lubi. I... Nie przerywaj. - ostrzega, gdy widzi, że chcę coś wtrącić. - I nie martw się, za mniej niż dwa tygodnie będę z powrotem. Jeśli coś się będzie działo, to dzwoń, okej? W miarę możliwości będę odbierał i oddzwaniał.
- Louis?
- Co tam?
- Już nigdy nie będę się żegnać na lotnisku. To przynosi mi pecha i smutek.
- To się nie smuć i ciesz się życiem. - przygarnia mnie do siebie. - Oglądaj nasz wywiad w sobotę, proszę. Na BBC o... piątej. Okej?
- Okej. Ale po co? I co ty kombinujesz? - pytam i patrzę na niego z dołu.
- Jaa? Nic... Po prostu wtedy będziesz mogła mnie zobaczyć i usłyszeć... - szczerzy się.
- Dobra, dobra... - wyswabadzam się z jego uścisku.
- Louis! - woła przeciągle Niall. - Marchewki ci skombinowałem! Chodź!
- Już! Poczekaj chwilę! - odkrzykuje chłopak.
- Powiedz mi, dlaczego tylko ja i Danielle z wami przyszłyśmy?
- Eee... Z Selene sprawa jest prosta. Harry rozstał się z nią przed wyjazdem do Polski... - jest speszony. - Z jego winy... Ech... A Zayn... Między nim a Katyą sytuacja była ostatnio napięta. A w Polsce nie było lepiej. Co mam powiedzieć? Jest o nią zazdrosny, nigdzie nie chce jej puszczać samej... Nie wiem, co w niego wstąpiło.
- Rozumiem. Czyli załamanie sytuacji. Ale nadal są parą? - przytakuje. - Mam nadzieję, że będzie dobrze.
- Ja też. - wzdycha i obejmuje mnie na pożegnanie. Całuję go w policzek. - Idę, czekają na mnie. Do zobaczenia, Mała.
- Do zobaczenia. - odpowiadam i puszczamy się. Louis idzie w stronę terminalu.
     Szepczę bezgłośnie ''Powodzenia, Marchewko''. Odwraca się i uśmiecha, jakby usłyszał. Po chwili znika w mroku, a ja ruszam do wyjścia.

      Z czytania wyrywa mnie cichy, nieśmiały stukot do drzwi. Z niechęcią porzucam pasjonującą lekturę, jaką jest "Jeździec miedziany" Paulliny Simons i ruszam do korytarza. Po drodze zahaczam o pudło i lecę na twarz, którą w ostatniej chwili zasłaniam dłońmi. Głuchy łomot przetacza się po mieszkaniu. Wstaję, otrzepuję się, pocieram pulsującą bólem szczękę i otwieram drzwi. W progu stoi Katya, jakaś taka smutna.
- Wchodź. - mówię i gestem zapraszam ją do środka. - I  opowiadaj.
- Ale co?
- Jak: co? Wiem, że u was różnie. Ale... Dobra, nieważne. Idź do pokoju, a ja wstawię wodę. - chwilę później woda już się gotuje.
      Szykuję kubki, oba w misie, wrzucam do nich torebki herbaty. Z szafki przy lodówce wyciągam paczkę wafelków. Zalewam herbatę, stawiam wszystko na tacy, do tego cukierniczka oraz łyżeczki i idę.
- Julka, co ty wiesz? - pyta cicho.
- Yyy... Że się trochę pokłóciliście...
- Trochę?! To było okropne. Nawet do kuchni nie chciał mnie puścić samej. I kłótnie o to, że gadałam choćby z Niallem. Powiedz, jak tu żyć?
- Nie wiem. Ale to mi przypomina akcję z tamtym twoim, o którym mi mówiłaś..
- A, tak... Pasha. - z jej oczu wytrysnęły strumienie słonych łez. - Cham, świnia... Wolał Karinkę, bo jest blisko. Ukrywał przyjaźń, zwykłą przyjaźń! A że po drodze się zakochałam? To nie moja wina. Trzeba nie było dawać numeru telefonu, trzeba było nie odbierać tych durnych telefonów! A potem co?! Czepiał się, że rozmawiam z innymi. On może, a ja to już nie, co? - dygocze, jest wytrącona z równowagi. - A teraz jest praktycznie to samo, ale jesteśmy przy sobie, a nie kilkaset kilometrów od siebie...
- Dobrze, wiem... Siadaj, bo zaraz się przewrócisz, jesteś osłabiona. Ale powiedz mi jedno... Skoro jest tak kiepsko, to czemu jesteście wciąż razem?
- Bo - upija łyk herbaty - postanowiliśmy dać sobie szansę, ostatnią szansę. Odpoczniemy teraz od siebie. A po ich powrocie przedyskutujemy to wszystko i zdecydujemy.
      Odstawiam kubek na podłogę i obejmuję przyjaciółkę w geście pocieszenia.
- Będzie dobrze, Katiusza. Czuję, że los wkrótce się odmieni. Musisz tylko tego chcieć i wierzyć.
- Dobrze, zobaczymy. - otrząsa się. Puszczam ją i wstaję.
- Zostajesz? Jest późno, na dworze ciemno. Poza tym nie puszczę cię w takim stanie. - oznajmiam. - Mam dwa materace, śpiwory, więc będzie gdzie spać.
- No... Nie wiem.
- Nie: nie wiem, tylko zostajesz! - mówię. Dopijam herbatę  i szykuję posłania.
- Jula? - dziewczyna zwraca się do mnie parę minut później.
- Tak?
- Dziękuję. - szepcze.

     Przez zwinięte rolety przebija się ostre wiosenne światło, które razi oczy, ale też łaskocze twarz. Otwieram i przecieram zaspane narządy wzroku.
- Katya? - cisza. Nic, tylko mój głos. Podnoszę się. Pusto. - Katya, jesteś?
     Nie ma jej. Ale na materacu leży bardzo pognieciona karteczka. Biorę ją do ręki i czytam:
"Przepraszam, że cię nie obudziłam, ale nie chciałam robić zamieszania. Muszę coś sobie jeszcze przemyśleć, w samotności... Wracam do siebie. W razie czego będę dzwonić. Nie martw się o mnie, już chyba lepiej.
Katarinka"

     Patrzę na zegar na ścianie. Za pięć ósma. Przy odrobinie szczęścia i pośpiechu zdążę do szkoły. Szybko się podnoszę, zakładam jakieś ciuchy, łapię torbę, telefon i wychodzę. Do dzwonka został niecały kwadrans. Szybkim krokiem pokonuję trasę liczącą niecały kilometr i wpadam do budynku. Ale coś mi tu nie pasuje. Po pierwsze: cisza. Nie słychać ględzenia nauczycieli oraz uczniów. Po drugie: nikt nie chodzi po korytarzu. Po prostu martwa cisza.
     Tknięta przeczuciem wyciągam telefon. Z pół setki nieodebranych połączeń i podobna ilość esemesów.
- Ale jak? - dziwię się na głos. Nie ma powodu, żeby mieli się aż tak martwić.
      I wtedy zauważam jeszcze coś. Data w kalendarzu w telefonie. Dzisiaj powinien być czwartek. Właśnie, powinien. Bo jest sobota. Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem, ale tak jest.
      Okej, wzięłam tabletkę nasenną, ale słabą i jedną sztukę. Nie mogłam usnąć, bo martwiłam się o przyjaciółkę. Więc spałam dwa dni i trzy noce?! To się kupy nie trzyma!
- Przepraszam, ale czego tu szuka? - pyta ostro woźny.
- Ja... Nie, po prostu... Do widzenia. - i tyle mnie widział.
       Za najbliższym skrzyżowaniem jest park. Ruszyłam w jego stronę. Odwracam się, gdy czuję, że ktoś mnie śledzi. Widzę jednak tylko tłumy ludzi obojętnych na mój widok. Wzruszam ramionami i idę dalej. Wąską alejką wyłożoną drobnymi kamykami docieram na kamienny most, który prowadzi do czegoś na podobieństwo altanki, tyle, że na wysepce na środku jeziora. Opadam bezsilnie na niską ławkę. Fale obmywające skarpę, właściwie to ich szum, sprawia, że się odprężam. Zaczynam nucić fragmenty "Wind of change".
- I follow the Moskwa
Down to Gorky Park
Listening to the wind of change, nanana...
Take me to the magic of the moments on a glory night
We're the children of tomorrow...
To the wind of change. - urywam.
- Ładnie. Można? - pyta niska kobieta w szmaragdowej sukni do ziemi. Jej szyję okala krótki sznur pereł, na głowie ma krótką burzę brązowo-szarych loczków. Na jej twarzy nie ma ani jednej zmarszczki, a mimo to czuję, że to tylko pozory. - Widzę, że nie wiesz, kim jestem. - co najdziwniejsze, ona mówi po polsku.
- Przepraszam, ale skąd mam panią znać?
- Oj, dziecko, dziecko... - uśmiecha się łagodnie i siada obok mnie. - Faktycznie, w życiu mnie nie widziałaś. Ale zdjęcia pewnie oglądałaś...
- Czego pani ode mnie chce? - pytam niepewnie.
- Znam cię. Jestem twoim Aniołem Stróżem odkąd nadano ci imiona. Twoi rodzice uczynili mnie nim przypadkowo...
- I?? - ponaglam ją.
- Jesteś niecierpliwa. - uśmiecha się. - Do rzeczy... Wiem, że jesteś teraz... Twoje życie biegnie teraz innym torem.
- No to co?
- A to, że musicie dbać o to, co wam dano. Chyba, że ma to się skończyć tak, jak u twojej przyjaciółki? - kręcę głową. - No właśnie, perełko. A mi leży w interesie twoje szczęście.
- Kim pani jest? Jakimś aniołem, który spełnia marzenia i ludzkie zachcianki?
- Nie jakimś aniołem, a stróżem. I to twoim. Mogę odpowiedzieć na twoje pytania dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, ale pamiętaj, ta wiedza może być dla ciebie zgubna.
- Ja chcę tylko wiedzieć, czy Katya w końcu będzie szczęśliwa, znajdzie swoje miejsce na ziemi. - zadrżałam z zimna. - Ona jest dla mnie niczym siostra. Ale muszę przyznać, że nie ma szczęścia.
- Skarbie, ona wciąż szuka siebie i swojego miejsca w tym świecie. Jest mądra i utalentowana, posiada egzotyczną urodę. Może życie jej jak dotąd nie rozpieszczało, ale nagroda czeka na nią tuż za rogiem. Musi tylko mieć oczy szeroko otwarte. Co do miłości... Już niedługo nadejdzie jej czas.
- Rozumiem.
- Ale ostrzegam, nie możesz o tym nikomu powiedzieć. Inaczej przeznaczenie zmieni swój bieg... A o sobie nie chcesz nic wiedzieć?
- Nie wiem... Co wydarzy się przez najbliższe 365 dni?
- W twoim życiu pojawi się ktoś nowy, ważny dla ciebie. Nie ujawni się od razu, na to potrzeba czasu. Staniesz się kimś ważnym, potrzebnym. Dla nich będziesz najważniejsza, choć czeka cię też zawód...
- Nie wiem, co to znaczy, ale... Dziękuję ci, kimkolwiek jesteś. - patrzę na nią.
     Dłonią przesuwa po twarzy. Ta pokrywa się siatką zmarszczek. Wygląda znajomo. Już mam otworzyć usta i się odezwać, ale potrząsa głową i przykłada palec do ust. Chyba mam urojenia...

___________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________
__________________________________________________

Jeśli dotarliście do końca, to mi miło :) Poza tym mam dla was parę wiadomości:
1. W następnym rozdziale poznacie ewentualną dziewczynę Nialla.
2. Zmieniam adres bloga. Jeśli ktoś chce dostać namiary na przyszłość, to piszcie w komentarzu swoje blogi czy jakiś kontakt, za pomocą którego podrzucę wam nowy adres. 
3. Myślę, że skończę to opowiadanie przy około 50-60 rozdziałach. Jednak mam też dobrą wiadomość! Gdy skończę tę część, powstanie kontynuacja, następna część :)
4. Następny rozdział i zmiana adresu dodam i zmienię w następny weekend.

7 komentarze:

My live:) pisze...

Tak. Też przygotowuje listę:
1. Powodzenia na sprawdzianie.
2. Nowy adres prześli na mego e-maila: julciak47@interia.pl
3. Rozdział jest super. Taki tajemniczy. Szkoda mi Katyą i Zayn'em będzie ok.
4. czekam nn :)

Mrs. X pisze...

Ranyy, moe trochę dziwny, ale i tak super.<3
Nowy adres na mojego bloga.xoxo
Czekam nn.;d pozdrawiam.

paulla pisze...

świetny nowy adres wpisz w komentarzu na którymś z moich blogów ;**

Oliwia Karolina pisze...

Na gmaila: karmelowe.jabluszko@gmial.com ;3

Unbroken Girl pisze...

jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o blogu, coś cię zastanawia chciałabyś się dowiedzieć co sądzą o danej sytuacji bohaterowie mojego opowiadania to serdecznie zapraszam cię na mojego aska : http://ask.fm/TheUnbrokenGirl

tutaj możesz zadać mi jakieś pytanie głównie związane z opowiadaniem :D zapraszam!

Unbroken Girl pisze...

bardzo podobał mi się ten rozdział, czekam na następny :)


nowy rozdział !

http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

monisia pisze...

boskie :)

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)