piątek, 22 lutego 2013

XXXI.

  Hej, jest kolejny rozdział. Myślę, że jest nawet nawet. Po dwunastej wróciłam z biwaku, spaliśmy tylko pięć godzin xD Do tego próba odwagi na cmentarzu i inicjacja... Nieźle, wesoło było, choć jedna osoba nie miała szczęścia i wpadła w pinezki... Nie mogę się doczekać następnego biwaku ;D
Czytajcie ;)
___________________________________________________________________________________
_____________________________________________________________________
______________________________________________

 Jestem pod wrażeniem. Przygotował to wszystko dla mnie. Przyjechał do Polski, zebrał ludzi... Ale myślałam, że jednak mnie posłucha, że zostanie w Londynie.
- Julia, co tu się dzieje? - podchodzi do mnie ciotka.
- Poczekaj i przygotuj się na angielski. - odpowiadam i idę po Louisa. Wracamy i przedstawiam ich sobie. - Ada, to Louis, od paru minut mój narzeczony. Louis, to Ada, moja ciotka.
- Cześć. - wita się chłopak i wyciąga dłoń. - Miło mi cię poznać.
- I nawzajem. - peszy się krewna i odwzajemnia uścisk. - Julia, jak ty go wyłapałaś? - pyta mnie po polsku.
- W szkole. - odpowiadam i zwracam się do Louisa. - Dlaczego przyjechałeś? I kiedy?
- Wczoraj, tym samym samolotem co ty. Przyjechałem dla ciebie. "Wszystko, co robię - robię to dla ciebie. - uśmiecha się.
- Louis! - drze się Harry. - Chodź!
- Przepraszam panie na chwilę, ale gwiazdorskie obowiązki wzywają. - idzie do chłopaków i fanek.
- To co, my do sklepów? - pytam Adę. Kiwa głową i ruszamy.
- Ejejejejej! Pani moja, chyba czegoś zapomniałaś! - obracam się na pięcie i spostrzegam biegnącego Louisa. - Bez ciebie nie chcą zdjęć. - dyszy, gdy mnie dopada.
- Ale jak to?
- A tak to, że po akcji sprzed paru minut chcą nas razem do zdjęć. No, może nie wszystkie, ale sporo chce. Poza tym przyda się tłumacz... - na jego oblicze wymyka się na spacer godny prawdziwej gwiazdy. - To jak?
- Nie wiem...
- Idź. My z Radkiem musimy pokupić jeszcze parę drobiazgów. - nakłania mnie ciotka. - Wiesz, coś do pokoiku... - zerkam na jej brzuch i przypominam sobie, że jest w siódmym miesiącu ciąży.
- Okej, ale krótko. - zwracam się do chłopaka.
- Dobrze. - łapie mnie za rękę i gwałtownie ciągnie za sobą.
     Chwilę później pozujemy do zdjęć, rozdajemy autografy. Przypominają nam o swoim istnieniu trzy goryle chłopaków. Ich obstawa. Ja jestem pośrednikiem pomiędzy fankami a zespołem.
- Nie przepadam za tobą, wiesz? - odzywa się wyzywającym tonem niska szatynka w koszulce 1D.
- I dobrze. - uśmiecham się. - Dziwnie by było, gdyby wszyscy mnie lubili i kochali. No i każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii.
- Nie jest ci przykro? - docieka.
- Nie. Skoro ktoś mnie nie lubi, to mam się zabić? Sorry, ale szkoła mnie uodporniła.
- Powiedz mi, jak... Jak to jest być dziewczyną kogoś sławnego?
- Normalnie. Różnicą są trasy, dziennikarze, fani i sława. Poza tym nic ni wyróżnia takiego związku z tłumu.
- Rozumiem... - dziewczyna wciąż się nad czymś zastanawia. - I chyba pomyliłam się w twojej ocenie. Od początku wyglądało to tak, jakbyś była z nim dla kasy i sławy... A twój strój na dziś utwierdził mnie tylko w takim przekonaniu. Jak się okazuje, chyba błędnym.
-Okej... A teraz jak mnie oceniasz?
- Że nie jesteś głupia, swój rozum masz, kochasz Louisa i jesteś dla niego dobrą połówką... marchewki.
- Ojej... - uśmiecham się i przytulam dziewczynę.
- Juliaa! - drze się Louis i idzie w moją stronę. - Mała, czas na nas.
- Czemu?
- Zabieram cię na randkę. - oznajmia dumnie. - Bo jakoś do tej pory tego nie robiłem.
      I prowadzi mnie za sobą. Przeciskamy się przez tłumy, przemykamy między sklepami. W końcu docieramy na miejsce. Zatrzymujemy się przed witryną małej kawiarni. Światło jest przytłumione, jasnoróżowe ściany kontrastują z czarnym wyposażeniem. Stoliki i krzesła wyglądem przywodzą na myśl paryskie stoliki i krzesła: nogi mebli są z czarnych prętów fantazyjnie powyginanych. I, co najważniejsze, nie ma tłumu. Wchodzimy do przytulnego wnętrza i siadamy tuż przy drzwiach.
- Oto państwa menu. - podchodzi kelnerka o włosach w kolorze grejpfruta, ubrana w czarną koszulkę, różową spódniczkę i czarny fartuszek. Podaje karty dań i cierpliwie czeka na zamówienie, niecierpliwie stukając grejpfrutowymi paznokciami w notes.
- Julia, ratuj... - jęczy Lou. - Nie wiem, co tu pisze.
- A co cię interesuje? - spoglądam na niego z uśmiechem.
- Gorąca czekolada, szarlotka z bitą śmietaną, lodami i polewą. Jest w ogóle coś takiego?
- Tak, tak... - odpowiadam i zwracam się do dziewczyny. - Gorąca czekolada, cappuccino, szarlotka z bitą śmietaną, polewą i lodami i... Szarlotkę razy dwa jednak poprosimy. - odchodzi. - No dobra... Słucham pana.
- Ale co? - dziwi się.
- Nico. No... Może mi powiesz, o co ci chodzi z tą randką?
- No... Bo jak zauważyłaś, to jesteśmy zaręczeni, a jakoś randek nie było. - uśmiecha się zalotnie.
- Dobra, ale żeby potem nie było, to ja o ślubie będę myśleć najwcześniej po dwudziestce. - mówię.
- Jak to?
- A tak to. Głupia nie jestem, nie będę też biła rekordu mamy. Ona na swoim ślubie miała niecałe dwadzieścia lat. A ja chcę jeszcze zaczekać. Mam dopiero osiemnaście lat.
- A ja prawie dwadzieścia dwa.
- Więc?
- Więc dla ciebie, tylko dla ciebie, zaczekam. - wzdycha.
- Proszę bardzo. - ta sama dziewczyna co wcześniej stawia przed nami zamówienia.
- Louis - zaczynam i upijam łyk cappuccino. - normalni ludzie w naszym wieku raczej nie myślą o zakładaniu rodziny.
- Julia, ale my nie jesteśmy normalnymi ludźmi. - uśmiecha się i połyka kawałek ciasta.
- Dlaczego robisz mi na złość? - pytam.
- Jaa? Naa złoość? - przeciąga samogłoski. W innej sytuacji pewnie bym się uśmiechnęła. Ale nie dziś.
- Nie żartuj sobie, okej? - odpowiadam ostro.
- Julia, wszystko okej? - kuca przy mnie.
- Nie wiem, już nic nie wiem... - szepczę. - Po prostu te plany na przyszłość... Chyba nie jestem na to gotowa...
- Słońce, już dobrze. - wstaje, obejmuje mnie i całuje w policzek. - Dlaczego ostatnio tak mało się uśmiechasz?
- Jakoś nie mam powodu.
- Znowu zmęczenie? - siada na swoim miejscu.
- Chyba tak. - jem ciasto.
- Byłaś z tym u lekarza?
- A po co? - wzruszam ramionami. - Nie mdleję, nie mam mdłości... Jest okej. Po prostu czuję przy sobie czyjąś obecność, jakby anioła stróża.
- Nie byłbym tego taki pewien, tego ''okej''. - upija łyk czekolady. - Skarbie... Jesteś trupio blada, masz podkrążone oczy...
- Jeju, Louis... - wzdycham. - Taka moja uroda. Zawsze jestem blada i mam wory pod oczami. A jakiekolwiek badania nie wykazały, że na coś choruję.
        Dzwonek telefonu. Louis wygrzebuje go z kieszeni spodni i odbiera.
- Halo? Paul?.. Co jest? - odsuwa komórkę od ucha i po chwili przysuwa ją z powrotem. - Paul, zlituj się i zamknij na chwilę swoją zacną jadaczkę, okej?... Nie, nikt nas nie porwał i nie, nie jesteśmy w Londynie... Mhm... Polska... Daruj te krzyki, błagam... Nie rozumiesz i dlatego nic nie powiedzieliśmy... Reszta też tu jest. Nie martw się, są z nami Adam, Hugo i Patrick... Czemu w takim razie nie skontaktujesz się z Liamem? On na pewno jest bardziej dojrzały ode mnie!.. Nie, to ty słuchaj! Ja chciałem jechać tu sam. A że chłopcy też przyjechali? To się ich pytaj, ja im kazałem zostać!.. Chcesz tego?! Dobrze, ale najpierw przedyskutuj to z ekipą. Oni nie odpuszczą. Cześć. - kończy ostro i smutnieje.
- Co jest? Co takiego powiedział Paul?
- Jest wściekły, bo mu nie powiedzieliśmy. I teraz on... Nie chce mnie w zespole. - ociera rękawem twarz i niby odgarnia włosy, ale widzę, że nie chce pokazać swojej słabości i łez.
- Ale... Nie może. - pisnęłam. - To nie on o tym decyduje.
- To prawda, nie on. - wzdycha ciężko.
- Więc w czym problem?
- Nie wiem. Jedyne, co wiem, to to, że po moich dwudziestych czwartych urodzinach chcę założyć rodzinę i przerwać karierę.
- Dlaczego chcesz przerwać?
- Bo zespół prędzej czy później się rozpadnie. Ale nie przez kłótnie.
- Louis... - drżącą ręką chwytam jego dłoń.
- Nie próbuj wybijać mi tego z głowy. Ja już postanowiłem. Może dlatego, że nie chcę, żeby ciebie, mnie zniszczyli...
- Louis...
- Spokojnie, jestem na to przygotowany. Jeżeli coś ci zrobią przeze mnie, wyjedziemy...
- Louis!
- Co?
      Nie odpowiadam. Po prostu szeroko się do niego uśmiecham.

___________________________________________________________________________________
________________________________________________________________
_________________________________________

No to tyle, nie wiem, kiedy następny rozdział. A teraz dedykacje, są dwie ;)


Louis i Liam ;)
Louis ;D

Na maila: something0more@gmail.com piszcie, tam możecie składać dedykacje, podrzucać pomysły itd. 

Do następnego ;D

9 komentarze:

paulla pisze...

boski <3

My live:) pisze...

Eee??? Trochę przykro, bo z tym końcem kariery. Nie wiem czy powiedzieć, że go rozumiem, czy że jestem zaskoczona. To i to. Szok... Na szczescie to tylko fikcją. Uff... Hehe...
Ok. Co jeszcze? No cóż rozdział mi się podoba i bardzo szybko go przeczytałam. Sporo się dzieje :) I dzięki za dedykację moim koleżankom :)

Mrs. X pisze...

Rany, rozdział boski, ale/// Szczerze mówiąc pogubiłam się na końcuu xd
czekam nn xoxo

Anonimowy pisze...

Supeeer (jak zawsze) szkoda że ,,Marchewkowy Potwór'' chce skączyć karierę... A no i WIELKIE DZIĘKI ZA DEDYKACJE OD MOJEJ NAJLEPSZEJ PRZYJACIÓŁKI :* :* (chociaż tego co ci powiedziałam na matmie mogłam nie mówić, ale nie żałuję) To jeszcze raz rozdział OK. Ola :* <3

Marciak pisze...

Rozdział jak zwykle genialny. Trochę smutny ale to nic:) Dziękuję za dedykację:P Do następnego <3

My live:) pisze...

Ok. Znowu ja. Zostałaś nominowana do The Versatile Blogger!

Unbroken Girl pisze...

Superowy rozdział ! :) :)

przy okazji, zapraszam serdecznie na nowy rozdział u mnie :
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Kasia Niedbała pisze...

Hej mam takie pytanie, już pisałam kilka rozdziałów temu(z innego konta) o tym dodatku ale najwidoczniej coś nie pykło ;) Wysyłasz nadal ten dodatek którego nie publikowałaś? Jeżeli tak to proszę wyślij mi go na e-mail Koteceekk@gmail.pl :)

Kasia Niedbała pisze...

A więc pisze z innego konta niż ostatnio i mam pyt.: mogłabyś wysłać mi ten dodatek którego nie publikowałaś? bo pisałam już ale coś nie pykło ;) z góry dzięki(Koteceekk@gmail.com ;)

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)