wtorek, 19 lutego 2013

XXVIII. Kanapkowa teoria Niallera

No i macie rozdział nr 28 ;D Zapoznacie się z "kanapkową teorią Niallera" i poznacie plany naszych drogich bohaterów. Dzięki za pomysły na dziewczynę Nialla, niedługo ją poznacie xD A teraz zapraszam do czytania ;)
___________________________________________________________________________________
_______________________________________________________________
_______________________________________

   Byliśmy w mieszkaniu. Wielkie i przestronne. I jest na poddaszu. Co prawda, łazienka i kuchnia są wyposażone, jako tako zresztą, a reszta jest goła, ale to dlatego cena była przystępna. Kuchnia, łazienka, duży pokój, dwa mniejsze i salon. Czyli naprawdę duże mieszkanie. W weekend mogłabym się przeprowadzać.
      Piątek... Spotkanie z Allyson Clark minęło w przyjemnej atmosferze zmieszanej ze smutkiem. Ona i przyprowadzony przez nią jakiś projektant (nie kojarzę dziada, za Chiny Ludowe!) zachwycali się niektórymi moimi projektami z Poznania i tymi mającymi nawet sześć lat. A ja... Cicha, milcząca, rozmyślająca o pradziadku, który pod koniec życia nikogo nie rozpoznawał, a mnie mylił ze swoją kilkanaście lat wcześniej zmarłą żoną... Ostatecznie zaproponowano mi współpracę. Ale w obecnej sytuacji jakoś nie jest to dla mnie powód do szczęścia.
      Sobota... To dziś. Dziś lecimy do Polski na pogrzeb, który odbędzie się w poniedziałek. Powrót planujemy na poniedziałkową noc. Ale najpierw muszę przekonać Louisa do zmiany decyzji.

- Louis, nie jedziesz ze mną! - wołam, miotając się po ''salonie'' w mieszkaniu, do którego przywieźliśmy pierwsze pudła.
- Pojadę, raczej mnie nie zniechęcisz. Poza tym jestem tu po to, żeby cię między innymi podtrzymywać na duchy, a to będzie ci tam potrzebne. - łapie mnie za nadgarstki. Wyrywam się, ale on nic sobie z tego nie robi, tylko przyciąga mnie bliżej.
- Ale ty w środę jedziesz z chłopakami do Skandynawii! Musisz odpoczywać.
- Odpoczywam tylko przy tobie. - mówi ze stoickim spokojem.
- Kurczę, czemu chcesz jechać do Polski?
- Przede wszystkim dla ciebie. A poza tym, jako członek zespołu, jestem to winny polskim fankom.
- Taa... W końcu po paru latach jeden z członków najpopularniejszego boysbandu na świecie, One Direction, ma zamiar odwiedzić Polskę. Polskie fanki szaleją! Woohoo! - ironizuję, parodiując dziennikarski ton.
- Ej, Mała, czy to źle, że chcę jechać tam gdzie ty? - obejmuje dłońmi moją twarz.
- Chyba... Bo jak ja będę może kiedyś chciała z tobą pojechać w trasę, to mi nie pozwolisz i w ogóle nie będę mogła...
- Julia, kto ci to powiedział? - jęknął zrezygnowany, opuszczając dłonie.
- Sama się domyśliłam.
- To się nie domyślaj, tylko w razie czego pytaj, Mała.
- Czyli?
- Czyli nie wiem. Nie myślałem nad taką sytuacją, ale... - obejmuje mnie w pasie. - Tam, gdzie ty, tam i ja. Tam, gdzie ja, tam i ty...
       To nie jest ten sam Louis, który od urodzenia, od X Factora, początków One Direction był tym, który kochał żartować. W szkole też lubił wycinać kawały. Ale zmienił się, zaczął dojrzewać do dorosłości... A przynajmniej tak mi się wydaje... Inny był z Eleanor. To rozstanie go zmieniło. A potem ja... Nie wiem, ale zdaje mi się, że on przy mnie chce być lepszy, boi się o przyszłość, a przede wszystkim... On ma tego świadomość i z każdym dniem chce być bardziej inny, doroślejszy.
- Ale ja ci nie pozwalam! Masz tu zostać, bo chłopcy gotowi pomyśleć, że przeze mnie nie interesujesz się nimi i jeszcze zespół się rozpadnie.
- Kobieto, nie dramatyzuj! - uśmiecha się, a ja się od niego odrywam.
       Wyciągam z pudła stojącego w korytarzu czajnik elektryczny, idę z nim do kuchni, nalewam wody i podłączam do prądu. Louis chyba zrozumiał aluzję, bo wyciąga kubki, herbatę, cukier i poduszki. Woda się gotuje. Zalewam herbatę. Wszystko to odbywa się w całkowitym milczeniu, jeśli nie liczyć szumu wody. Siadamy.
- Wiem, że w twoim interesie leży jeszcze jeden powód, dla którego chcesz jechać. - patrzę mu w oczy.
- Taa... Chciałem poznać twoją rodzinkę. Ale przy twym oślim uporze chyba daruję sobie tę egzotyczną wyprawę.
- Taa... I ja mam uwierzyć, że rezygnujesz?
- Musisz. - mówi delikatnie. - Ale powiedz mi... Jak po polsku brzmi moje imię?
- Ludwik. - uśmiecham się.
- Loudłig?
- Nie. Lud-wik.
- Aaa... Ludt-fik. - mówi ze śmiesznym akcentem. - Ale jeśli chciałbym gadać po polsku z fanką, to jak powiedzieć, że kocham Polskę i polskie fanki?
- Najpierw mi powiedz, dlaczego kochasz Polskę.
- Bo przyniósł mi ten kraj ciebie.
- Hahah, bo się zarumienię. - parskam śmiechem. - Cześć, tu Louis. Kocham Polskę i polskie fanki. - tłumaczę mu na polski.
- Czekaj, czekaj, powoli... Czieszić, tiu Louis...
Kocham Polskę...
- Kocham Piolske...
I polskie fanki.

- Iii pioskie faki... Co?! - pyta zdziwiony moją reakcją - wybuchem śmiechu, którego nie mogę powstrzymać.

- No bo... - zaczynam, gdy się uspokoiłam. - Powiedziałeś faki. 
- I co w tym złego?

- Bo po polsku to zdrobnienie od "fuck you"... Nie tyle nawet zdrobnienie, co określenie gestu ze środkowym palcem. - Louis zaczyna się śmiać. - To co, ćwiczymy dalej?

    Spakowana, ubrana, lecąca z rodzinką do ojczyzny - taka teraz jestem. Z Louisem pożegnałam się pod domem, zanim poszłam się spakować.

~*~

- Ale obiecaj, że napiszesz, jak wylądujecie. - poprosił słodko, mrużąc swoje oczęta w kolorze nieba. 
      Moim własnym, w kolorze brudnej limonki, ukazały się jeszcze dwa rządki prostych, białych zębów odsłoniętych w uśmiechu, a także nieogolona, jak zwykle ostatnio, broda. I burza włosów, przez które musiał przejść tajfun.
- Napiszę, nie martw się. - odwzajemniłam uśmiech.
      Louis wziął mnie za rękę, przycisnął do swoich ust i złożył pocałunek na wewnętrznej stronie mojej dłoni.
- Będzie dobrze. - spojrzał w moje oczy. - Wkrótce znów się zobaczymy. - pochylił się nade mną i pocałował w czoło. - Idę. Jeszcze wieczorem mamy próbę.
- Dobrze,. Nie będę cię zatrzymywać, idź. - ostatni uśmiech i odwrót. Weszłam do domu i poszłam się pakować.

~*~

- Witamy na pokładzie samolotu JumboFly linii lotniczych AutoD. - wita pasażerów słodka aż do obrzydzenia stewardessa. Włosy koloru jajecznicowa żółć, różowe tipsy długie na kilometr i twarz z makijażem rekina ze "Szczęk".
     Wylecieliśmy. A ja wyleciałam w objęcia Morfeusza.

*Louis*

     Ruszamy do kolejki. Byle tylko nas nie zobaczyła, bo będzie źle. W końcu wsiadamy. Siadam dwa rzędy za nią. Przeżywam skrzekliwe powitanie i cofam się pamięcią wstecz.

~*~

- Louis, jak mogłeś? - zapytał od progu Harry, gdy tylko wróciłem w czwartek od Julii. W ręce dzierżył patelnię.
- Ale... Co?
- Czemu nie powiedziałeś? - powiedział pytająco i z wyrzutem. A mimo to czułem w jego głosie ledwo powstrzymywany wybuch śmiechu. I gdy spojrzał na moją bezradną minę, nie wytrzymał. Musiałem odczekać dłuższą chwilę, nim w końcu przemówił. - No bo dzwoniły twoje siostry. Chciały z tobą gadać, a ty masz komórkę wyłączoną...
- Co chciały?
- Zapytać, czy to prawda, że będziecie mieszkać razem. No wiesz, ty i Julka.
- To prawda, chyba. Bo Jula nie wyraziła swojego zdania.
- CHŁOPAKI!! - wydarł się. - Chodźcie!
- Co jest? - mruknął Zayn, wyłażąc z łazienki.
- Louis! - wrzasnął Niall na mój widok. - Jak tam wasze marchewki?
      Stałem osłupiały. Chłopcy doszli chyba do wniosku, że nic nie rozumiem, bo zamknęli jadaczki. Hazza zaczął im tłumaczyć, że ich podejrzenia stały się faktem. Brakowało tylko Liama.
- Jest u Dan. - wyjaśnił Zayn. - Ale powiedz, czemu chcecie zamieszkać razem? - źle mnie zrozumiał, ale się nie odzywam. - Czekaj, spróbuję to wytłumaczyć... No więc kochasz ją, to fakt, i znasz ile?.. Rok, ale jesteście bliżej i bliżej blisko pół roku, a parą czwarty miesiąc. Okej, to rozumiem. Ale dlaczego po czterech miesiącach będziecie mieszkać razem? Podejrzewam, że boisz się tego, co przyniesie jutro. Bo ty byłeś w szpitalu, Julka też, nawet w gorszym stanie. Więc nie zdziwiłbym się, jeślibyś przyznał, że to, a w przyszłości może zaręczyny i ślub mogą odgonić tego pecha. - stałem jak zaklęty, wsłuchując się w jego słowa. - Po twojej minie wnioskuję, że niewiele minąłem się z prawdą... Ale weźmy też pod uwagę fakt, że byłeś z Eleanor ponad dwa lata i nic...
- To teraz ja. Z mojego punktu widzenia... Nie przerywaj! - zastrzega Niall. - Wyobraź sobie, że Julia i Ell to dwa różne dania, jedno lepsze od drugiego. Jedno masz na wyciągnięcie ręki, znowu drugie jest niedostępne. I przy sobie masz Eleanor... Ale coraz częściej nie jesteście tacy jak dawniej. Co jakiś czas zmieniały się, nadal się zmieniają składniki, z których jesteście zbudowani, czyli cechy charakteru, przyzwyczajenia...Zaczynacie się od siebie oddalać, jesteś przejedzony tą znajomością. No i nastąpił koniec. Na scenę wkroczyła więc Julia, której zaczynasz pragnąć. - rany! Niall, co ty brałeś?! - Ale początkowo ona nie zwraca uwagi na żadnego z nas. No, z wyjątkiem Liasia, ale z nim się przyjaźni. I nagle bum!, zaczyna się z nami przyjaźnić. Pojawia się dylemat: którego ma wybrać, bo jest jeszcze Hazza? Nie chce nikogo ranić, więc wyjeżdża. Ty się pogrążasz, Harry otrząsa. Po paru miesiącach wraca, w naszych sercach panuje radość. Ty wiesz, że ona jest egzotyczną potrawą. Czujesz, że nigdy nie nastąpi przejedzenie, nie będzie powtórki z Ell. Dlaczego? Bo ty i Julia jesteście tak od siebie różni, z zupełnie różnych środowisk, wręcz światów. Mimo rozłąki zawsze się znajdziecie, choćby i na końcu świata. Z Ell łączyło cię wiele rzeczym jak choćby ojczyzna, język. Jesteście do siebie strasznie podobni charakterem, zachowaniem. Szczerze, to nigdy nie bylibyście ze sobą wiecznie. Mogłaby być twoją kochanką, przyjaciółką, ale nic więcej. Ona nigdy nie była, nie jest i nie będzie Julią. Ty i Julia to dwa różne światy, tak bardzo do siebie pasujące, jak żadne inne. - skończył, a ja zrobiłem wielkie oczy i usiadłem na szafce na buty.
- Niall... - próbowałem sklecić jakieś sensowne zdanie.
- Nazwałem to "kanapkową teorią Niallera". - chłopak wypiął dumnie pierś do przodu.
- Niall... - chłopcy się śmiali, a ja pokręciłem głową. - Niall! Nic już dziś nie jedz, bo ci kanapki w głowie namieszały!

~*~

- Wróciłem! - krzyknąłem, by obwieścić swoją obecność. 
- Co tam? - zapytał Liam, wyłaniając się z jadalni.
- Jadę do Polski.
       Ledwo moje słowa wybrzmiały do końca, usłyszałem odsuwane krzesła i głosy chłopaków. Z kuchni wyskoczyła banda rozwrzeszczanych baranów, którzy podniecają się moimi sprawami. Jakbym nie mieli swojego życia.
- Jak to? O co ci chodzi? - zapytała Danielle wyłaniając się zza Liasia. Faktycznie nie jest w temacie, zresztą jak reszta.
- Julia jedzie z rodziną do Polski na pogrzeb pradziadka. Zaproponowałem jej, że z nią pojadę, ale odmówiła. Więc pojadę za nią, ale żeby mnie nie widziała. Planuję dowiedzieć się, gdzie mieszka. Hmm... Wiem, że jutro jedzie na zakupy do Manufaktury. Tam ją dorwę, z Katyą szykowałem akcję dla niej... No i myślę, że się uda... 

- Stary, nie żebym coś, ale średnio to widzę. - ostudził moje zapały Zayn. - Dlatego jedziemy z tobą.
- Nie!
- Tak i nie marudź! - uciął Daddy. - Ale potrzebujemy Katyi, bo zna polski. - chłopcy przytaknęli. - Zayn, dzwoń po swoją pannę! A my się pakujemy.
        Na nic się zdały moje protesty. Zrezygnowany powlokłem się do siebie i spakowałem to co trzeba. Usiadłem na łóżku i zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy: że chłopcy nie pomyśleli o swoich biletach i spaniu. Niewiele myśląc otworzyłem laptopa, załadowałem odpowiednie strony i zrobiłem tym ludziom rezerwacje. Niall, Hazza i Liam - jeden pokój, Zayn i Katya - drugi. No i kto tu myśli, co?
- Louis! - wydarł się Niall.
        Wyłączyłem laptopa, szybko przełożyłem ciuchy, złapałem torbę i zbiegłem na dół...

~*~


- Ej, lowelas! - wydarł mi się do ucha Harry. - Wysiadamy!
         Nie do końca rozbudzony wstaję i ruszam za resztą do wyjścia. Chłopcy odbierają bagaże, podaję im i Ukraince bagaże, a sam, schowany przed światem za bluzą Nialla, okularami Zayna i czapką Harolda, ruszam na parking. Dziś jak najbardziej zależy mi na anonimowości. Wsiadam do jednej z taksówek w chwili, gdy Julia wychodzi z budynku. Za nią podąża reszta rodziny. Przyglądam się dziewczynie. Idzie żwawym krokiem i z lekkim uśmiechem na twarzy, jak zwykle bladej. Na pewno cieszy się, że jest już w kraju.
Dokąd? - pyta kierowca, zapewne po polsku.
- Proszę?
- Dokąd pana zawieźć? - powtarza po angielsku.
- Za tamtą taksówką. - wskazuję na auto, do którego wsiedli.
        Jedziemy w milczeniu. W międzyczasie przestawiłem godzinę na zegarku, odebrałem wiadomość od Julki ("Już dolecieliśmy, właśnie jedziemy do domu.") i porządnie się wynudziłem. W końcu, po mniej więcej godzinie, tamta taksówka skręciła na podjazd przed dużym szarym domem. Zawróciliśmy kawałek dalej. W drodze powrotnej zapamiętałem numer domu i nazwę miejscowości. Po godzinie zajechaliśmy pod hotel. Odbiór rezerwacji i idę do siebie. W pokoju rzucam się na łóżko i zasypiam...

___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________
____________________________________________

No, to by tak wyglądało. Nawet długi wyszedł ;D Następny... Nie wiem, czy będzie ciekawy, no, może trochę. Jak będzie z 5 komentarzy, to dam następny rozdział, ale jutro. 
Jeśli macie jakieś pytania czy coś, to tu mój e-mail: something0more@gmail.com. 
Komentujcie ;D Do następnego ;D

7 komentarze:

My live:) pisze...

Hehe... Cód, miód, malina :)
Louis z chłopakami w Polsce...Moje marzenie. A co do rozdziału to bardzo fajny :) A i " Kanapkowa teoria"... No świetnie. Mało co z przyjaciółka na przerwie nie poryczałam się ze śmiechu. Eh... Wyjazd do Polski...
Czekam na następne twoje rozdziały :)

Mrs. X pisze...

Dlaczego niektóre momenty z tego opowiadania nie mogą się wydarzyć w prawdziwym świecie ?*_* No i chciałabym być na miejscu Julii.:D hahaha. Rozdział jak zwykle genialny, bardzo mi się podoba. Czekam nn .xoxo

Anonimowy pisze...

Jak to wcześniej w pierwszym komentarzu ujęła moja przyjaciółka ( My live:) ) Cód, miód i malina :P. Rozdział świetny... Co do ,,Kanapkowej teorii Niallera'' to nawet nie wiedziałam, że ona ma takie gadane :D Ciekawe jak to się dalej potoczy i pewnie następny rozdział odkryje moja przyjaciółka, bo uwierz mi, na każdej przerwie wchodzi ta tego bloga i paczy czy nie dodałaś czasem rozdziału :) No... Suuuuper rozdział ;* Ola

My live:) pisze...

Ehhh... No wiesz... Wkońcu to ja :) Lecz, że tu wchodzę to nie moja zasługa tylko tej świetnej, młodej pisarki, która zainspirowała mnie swoim pisaniem:) hehe:D

Marciak pisze...

Haha:D Przyznam się szczerze, że nie wierzyłam w "przemówienie" Niall'a :) Moje przyjaciółki (My live oraz Ola) mało zawału ze śmiechu nie dostały :) Rozdział jak zwykle genialny. Czekam na niespodziewane zwroty akcji i oczywiście na następny rozdział :)

paulla pisze...

hehehe dobre. nawet bardzo dobre. dobra ta teoria :P czekam na nexta i zapraszam do mnie ;** weny

monisia pisze...

świetne,akcja się rozgrywa ^^

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)