poniedziałek, 18 lutego 2013

XXVII. "The struggles I'm facing, The chances I'm taking Sometimes they knock me down but No, I'm not breaking I may not know it But these are the moments that I'm gonna remember most yeah Just gotta keep going And I, I got to be strong"

Hej! Dziękuję za osiem komentarzy (swojego nie liczę). Jesteście wielcy ;D Miło się większość czytało. Teraz znowu krótki, ale znowu akcja "zmienianie rozdziału". Wiecie, zbliżamy się do rozdziału z wyjątkową akcją xD No co ja mam powiedzieć? Ferie mi się kończą, mam lekturę do przeczytania (Opium w rosole), "poradnik" do napisania na polski... Niefajnie. Ale w czwartek mam biwak w naszym kochanym MCEE ;) Coś jeszcze?.. Tak, wiem!!! Czytajcie i komentujcie ;*

Jeszcze jedno: ogromnie, przeogromnie dziękuję za 5915 wejść! Gdy zakładałam tego bloga nawet mi się nie śniło, że mój blog będzie choć odrobinkę tak lubiany ;*** Dziękuję ;**
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________
________________________________________________


- Zayn, Harry... Chłopcy! - zawołała Katya stłumionym głosem.
- Czego? - pyta zmęczony Liam.
- Nie: czego, tylko spójrz! - śmieje się.
- Oooojojoj! - zawył radośnie Harry. - Gołąbki korzystały z wolnej chaty, pogodziły się i... Hahah... i robiły... Hahah... Małe marchewki! - Hazz nie wyrabia ze śmiechu.
- Zamknij się! - karci go Zayn, ale sam się śmieje. - Jedno trzeba przyznać...
- Trzeba częściej upijać Louisa i zostawiać mu wolną chatę z Julą w środku! Hahaha! - wcina mu się rozbawiony Loczek.
- No... Mniej więcej. - parska śmiechem mulat.
     W końcu otwieram oczy i się podnoszę. I wiem już, co spowodowało ich reakcję. Ja leżałam z rozpiętą koszulą, Louis obejmuje mnie caluteńką, aż ledwo się wyrwałam. Do tego dochodzą podrapane przez moje paznokcie ramiona i plecy. Przeciwko nam świadczą też porozwalane na podłodze ciuchy, zwinięty i odsunięty dywan i zrzucona pościel.
- Co jest? - pytam zaspanym głosem. No cały czas się gapią!
- Niic... - uśmiecha się Harry. - Tak tylko sobie patrzymy, jak bawiły się nasze marchewki.
- Taa... I co wywnioskowaliście?
- Że dobrze, że nas tu nie było. - odpowiada Liam.
- No... Niekoniecznie, ale okej. - mówię i szturcham Louisa.
- Co..? Gdzie..? - pyta zaspany. - O! Jesteście? - robi głupią minę na widok chłopaków i Katyi.
- No jesteśmy, pijaczyno. - potwierdza Liaś ze szczerzem na twarzy. - Jasiek nieźle cię opił. Co to było?
- Ponoć bimber... - jęknął Lou, trąc oczy. - Mocne jak nie wiem. Padłem po trzech...
- Kieliszkach? - parska śmiechem Hazza.
- Nie. Szklankach...
- Uuu! - gwiżdże z podziwem Zayn. - To kiedy następna runda?
- Po moim trupie! - sprzeciwiam się. - Skąd wy w ogóle wytrzasnęliście mojego brata?
- No wiesz, mamy Zuzkę, twoją mamę, internet... - wymienia Niall, zbliżając się do pokoju. I chyba coś przeżuwa. - Dowiedzieliśmy się, że w tym tygodniu będzie tu z powodu prezentacji aut, a co za tym idzie, będą też pokazowe jazdy czołowych kierowców z różnych kategorii wyścigowych. - tłumaczy Horanek, wchodząc przez drzwi. Najpierw moim oczom ukazuje się ogromna kiść winogron, a dopiero potem blond czupryna chłopaka. Na nasz widok zaczyna się krztusić właśnie połkniętą zieloną kulką owocu. - Co to ma być, ja się pytam?! A jakby tu były małe dzieci?! - drze się, gdy winogrono nie zagraża już jego przełykowi.
- Nie martw się Niall, tobie też znajdziemy dziewczynę. Najlepiej Nandosjankę. - klepie go po plecach Liam. - Dobra, ludzie, to my nie przeszkadzamy. - ekipa wychodzi, a on zamyka za nimi drzwi.
       Podnoszę się, idę do łazienki i tam się przebieram. Gdy wychodzę, pokój jest jako tako ogarnięty. Louis mocuje się z drzwiami szafy, które nie chcą się domknąć. Kręcę na to głową.
- Nie lepiej poskładać? - wskazuję na wywalające się z niej byle jak wrzucone ciuchy.
- Nie. - sapie. W końcu udaje mu się zatrzasnąć drzwi. Patrzy na mnie. - Idziesz gdzieś?
- Do domu. - robi smutną minę. - Ej, jutro widzimy się w szkole.
- Wiem, ale... - podchodzi i przytula mnie mocno. - Smutno będzie.
- Ale tylko do jutra.
- Aż do jutra... Mogę cię chociaż odprowadzić? - pyta z nadzieją.
- Jak chcesz. Ale ja nie zginę, nie martw się. Jeszcze umiem do siebie trafić.
- To odprowadzę. - uśmiecha się, bierze ciuchy i idzie się przebrać.

    Otwieram furtkę na nasze podwórko i idziemy do drzwi. W domu słychać dobiegającą z kuchni lub jadalni rozmowę. Rozbieramy się i kierujemy w stronę źródła. W jadalni siedzą moja mama, Jasiek i mama Louisa. Tata w kuchni zaparza herbatę.
- Dzień dobry. - mówimy chórem.
- Dzień dobry. - odpowiadają nasze rodzicielki.
- Dobrze, że jesteście. Właśnie o was rozmawiamy. - uśmiecha się mama Louisa.
- A... A o czym konkretnie? - dopytuje chłopak.
- LOUIS!! - woła Lottie wylatując z Zuzą z salonu. - Jesteś!
- Hej, Lotts. Co u ciebie?
- Nieźle! - jest... Szczęśliwa, że go widzi, choć widzieli się wczoraj.
- Rozmawialiśmy o waszej przyszłości, przeszłości... - odpowiada na pytanie Boo moja mama.
- Czyli? - dociekam. - Bo to niewiele mówi.
- Czyli... Zastanawialiśmy się, jak to z wami jest. - mówi tato, podchodząc do stołu z kubkami herbaty. Stawia je przed Lottie i jej mamą.
       Siadamy z Lou obok siebie. Coś czuję, że mają dla nas niezłe wieści. Nie tylko dobre.
- Julka, do tej pory nie dostałaś od nas prezentu urodzinowego... - co tata chce przez to powiedzieć? - Z twoją mamą jeszcze w zeszłym roku dokonaliśmy wyboru...
- Tato, o co chodzi? - niecierpliwię się.
- Kupiliśmy ci mieszkanie. - mówi mama po chwili dłużącej się w nieskończoność. - A w obecnej sytuacji, jeszcze przed waszym przyjściem, stwierdziliśmy z Jay, że tak będzie lepiej, jeśli... Jeśli chcecie, to możecie zamieszkać razem.
       Dobrze, że siedzę, bo bym padła. Źle, że siedzę, bo spadłam z krzesła i przyrżnęłam głową w kant stołu. Na moim czole czerwieni się już guz wielkości Wielkiego Kanionu w Kolorado. Ogólnie podsumowując: nie wierzę!, to nie może się dziać naprawdę. Kto jak kto, ale moi rodzice w życiu by się na to nie zgodzili.
- Eee... A gdzie jest to mieszkanie? - wyrywa mi się po ruszeniu tyłka z podłogi. Spoglądam na Louisa - szczerzy się z mojego wypadku.
- Na Coconut Avenue 69/17. - tłumaczy braciszek. - Później was tam podrzucę, to się rozejrzycie.
- Okej... - mruczę roztargniona. Coś nie daje mi spokoju.
- Moment... Sześćdziesiąt dziewięć? - parska śmiechem Lou. - Harry nad nami czuwa.
- Nieważne. - mówię, szturchając go lekko, żeby się ogarnął. Zwracam się do reszty - A ta zła wiadomość?
- Nie ma złej wiadomości... - mama blednie.
- No właśnie widzę. Jest. Co się stało? - dociekam.
- Julia... Pradziadek nie żyje... - mówi tata.
       Smutnieję. Odszedł ten kochany starszy pan, który, gdy byłam mała, godzinami opowiadał o wojnie, którą przeżył, o Polsce po wojnie. Czasem śpiewał też stare pieśni wojskowe i harcerskie.
- Szkoda... - tylko tyle mówię, na więcej mnie nie stać.
- Julia, będzie dobrze... - Lottie i Louis obejmują mnie w geście pocieszenia.

___________________________________________________________________________________
______________________________________________________________
___________________________________________

Było parę komentarzy o dziewczynie Nialla. Powiem tak: ja mam na razie tylko koncepcję, że będzie, ale jej wygląd, cechy charakteru wymyślajcie wy, miejcie wkład w powstawanie opowiadania ;) Sama bohaterka niedługo się pojawi, ale między nią a Niallem to gdzieś dopiero koło 40.-ego rozdziału ;) Macie jakieś sugestie, propozycje, ogólnie do całego opowiadania - piszcie w komentarzach. 
Mama nadzieję, że się podobało. A co będzie w najbliższych? Wyjazd do Polski i niespodzianka ;D Więcej nie zdradzę.

5 komentarzy=następny rozdział ;)


No, to następnego ;*


PS. Myślę nad zmianą wyglądu bloga ;D
PPS. Cytat w tytule to fragment "The climb" Miley Cyrus - mam do tej piosenki sentyment xD

7 komentarze:

Marciak pisze...

Szkoda, że taki krótki :( Ale i genialny zarazem. Może do ich szkoły doszłaby dziewczyna, w ktorej zakochałby się Niall? Blondynka, ubiera się dosyc luźno podobnie jak on:)

paulla pisze...

świetny jak zawsze. Zapraszam na prolog na moim nowym blogu:
http://my-neme-is-west-stella-west-and-1d.blogspot.com/

My live:) pisze...

Super :)
hehe... Zaciekawilas mnie tą akcja z mieszkaniem i wspomniany wyjazd do Polski.
A co do tej dziewczyny Nialla... Może zrób, że ona będzie taka bardzo nieśmiała i taki typa samotnika? Ok. Czekam na nastepny... Cały czas wchodzę z kumpelami i patrzę czy nie dalas nowego :)
Buziaki :*

Mrs. X pisze...

Niech ta dziewczyna, to będzie taka wiesz, nieśmiała, spokojna i wgl. Jak by to moja kochana koleżanka powiedziała "apatyczna, niemrawa i osowiała". Hahaha. Ale ma być fajna.^^
A co do rozdziału to genialny.:* Jak zwykle zresztą.xoxo

i dzięki za komentarz. wiem ,ze ten pierwszy nie dokończony, ale też myślałam o innym zakończeniu, a potem ktoś popsuł mi humor i się taki dziwny koniec zrobił.

Czekam nn i mam nadzieję, że bd równie dobry jak ten.;*

Oliwia Karolina pisze...

Rozdzial jest swietny juz sie nie moge doczekac nastepnego ;3 Ja mam calkiem fajny pomysl, jezeli chodzi o dziewczyne Nialla, ale za duzo musialabym pisac w komentarzu, wiec jezeli mozesz to podasz np. swoj email? <3

Julia Avis pisze...

Email: something0more@gmail.com :) Pisz, jeśli chcesz

monisia pisze...

świetne,ale końcówka mnie zasmuciła :/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)