czwartek, 14 lutego 2013

XXVI. "Let's go crazy, crazy, crazy..."

    Heh, dodaję dopiero dzisiaj. Nie wiem, jak wyszedł ten rozdział, na pewno jest krótki. Ale mogę wam obiecać, że następnych będzie się, oj będzie się działo ;D A już w trzydziestce to w ogóle.
    Emm... Bo bym zapomniała, dziękuję za pomysły do rozdziałów, spróbuję któryś wykorzystać.           Przepraszam też  Kasię Inez, ale zrezygnowałam z tego dodatkowego, czy też pierwotnego rozdziału. Po prostu by mi tu nie pasowało do dalszej opowieści. 
    
Zapraszam do czytania ;)

___________________________________________________________________________________
______________________________________________________________________
____________________________________

- Kim ty jesteś? - pytam wystraszona i uświadamiam sobie, że cała drżę. Odwracam się i wypuszczam powietrze, które nieświadomie przetrzymywałam w płucach. - Uff... Louis, wystraszyłeś mnie. Co ty odwalasz?..
        Nie odpowiada, w zamian pochyla się nade mną i łapczywie oraz namiętnie obsypuje pocałunkami moją szyję, twarz, ramiona... Ulegam jego natarczywym dłoniom, które już zdejmują ze mnie koszulę, sama oddaję mu pocałunki... Rozpina i zdejmuje spodnie. Bierze mnie na ręce, ja bez wahania oplatam jego biodra nogami, ręce opieram na jego szyi.
- Julia... - szepcze między jednym pocałunkiem a drugim. Nim coś dopowie, zatapia swoje miękkie, gorące usta w moich. To coś lepszego niż odlot po narkotykach. Przesuwa językiem po moim podniebieniu, mój mięsień mowy przyłącza się do tego tańca. - Kocham cię... do szaleństwa... Chcę cię... przy sobie... razem... Zawsze... - jego dłonie wędrują po moich plecach. W końcu znajduje sprzączkę i rozpina mój stanik. Po chwili dołącza on do stosu ubrań na dywanie, na którym parę chwil później znajdujemy się i my.
       Całuje mój obojczyk, potem coraz niżej... Wtedy ''budzę'' się z ekstazy i uświadamiam sobie, co oznaczają ta jego natarczywość, namiętność... On chce seksu! Próbuję się wyswobodzić, ale Louis tylko mocniej mnie przytrzymuje. Po chwili namysłu decyduję się i przechodzę do czynów. Z "przepraszam'' na ustach uderzam go z liścia. Do chłopaka ten fakt dociera dopiero po dłuższej chwili i gdy rozciera czerwieniejący policzek, ja mu się wymykam, chwytam koszulkę i butelkę whisky, która z niewiadomych powodów znalazła się na szafce i lecę do łazienki. Louis dopada drzwi w chwili, gdy ja je zamykam na klucz. Zakładam koszulkę, stawiając wcześniej butelkę na półce przy lusterku.
- Julia! - krzyczy bełkotliwie. - Otwórz te cholerne drzwi!
- Nie! - odpowiadam drżącym głosem i siadam na wannie.
- Otwieraj! Chcę to skończyć!
- Nie ze mną!
- Julia! Julka, Julcia, Juleczka... Kocham cię, kochanie. - jego głos robi się płaczliwy. A ja się wzruszam.              Kiedy on zdążył się nauczyć polskiego? Tak poprawnie językowo, bez akcentu?
       Biorę butelkę, otwieram i pociągam długiego łyka. Siadam na podłodze i, po opróżnieniu litrowej butelki, zasypiam z zaschniętymi łzami na policzkach.


      Budzi mnie pukanie do drzwi. Początkowo nie wiem, gdzie jestem, ale już po chwili wracają wspomnienia nocy.
- Julia, jesteś tam? Odpowiedz, proszę... - słyszę błaganie chyba skacowanego Louisa. Sama mam kaca jak cholera.
       Niepewnie podchodzę do drzwi i uchylam je. Chłopak natychmiast otwiera je na całą szerokość i łapie mnie w ramiona.
- Och, Mała, bałem się. Najpierw nigdzie nie mogłem cię znaleźć, a potem, jak już odkryłem, że się tu zamknęłaś, to bałem się, czy sobie nie zrobiłaś... - dopiero teraz spostrzega moją twarz bez wyrazu. - Julia, co się stało? To przeze mnie, prawda? - kiwam głową. Chwyta mnie za ramiona i przygląda się mojej twarzy z niepokojem. - Tylko co ja takiego zrobiłem?
- Nie krzycz tak. I puść mnie.
       Wyrywam się z jego uścisku, kładę się na łóżku, zwijam w kłębek i odwracam się od Louisa. Ale chłopak nie daje za wygraną. Kładzie się naprzeciwko mnie i patrzy w moje oczy. Odwracam wzrok.
- Powiedz, co ja zrobiłem? Bo naprawdę... Nic nie pamiętam.
- A czego nie zrobiłeś? Co pamiętasz? - pytam ze złością. - Bo się ostro urżnąłeś! Nie miałeś siły stać, w taksówce chrapałeś i się śliniłeś, a w nocy... Co ty piłeś?
- Nie wiem... Częstował mnie jakiś Jasiek, chłopaki mnie z nim poznali... To co piłem, było podobne do wódki...
- Ale ten chłopak... Jak wyglądał?
-Wysoki, dobrze zbudowany... Hazz mówił, że jest kierowcą...
- Kurde, Jasiek! - podnoszę się z wrażenia. - Poczęstował cię zapewne bimbrem, czyli wódką samoróbką...
- Kim on jest?
- Moim bratem. Ale jakby kto pytał, to po pierwsze: nie przyznaję się do niego, a po drugie, to go chyba w szpitalu podmienili... Tylko jak on się tam znalazł?
- No mówię, że chłopaki go zaprosili...
- No ale skąd on się wziął w Londynie?
- Nie wiem... - kręci głową. - Powiesz mi wreszcie, co ci zrobiłem? Krzywdę? Ból?
- Ty naprawdę nic nie pamiętasz?
- No... nie. - dotyka opuszkami palców mojej twarzy. - A powiesz mi?
       Streszczam mu wydarzenia, minionej nocy. Gdy kończę, wygląda na zmartwionego. Nic nie mówi. A potem przytula mnie, tak mocno, mocno. A potem bierze mnie na ręce i znosi na dół do kuchni. Siadam na blacie szafki.
- Ty siedź, ja robię śniadanie. - uśmiecha się.
- Nie ma sprawy. - macham nogami i poprawiam koszulę Louisa, którą mam na sobie. - Masz świadomość tego, że ominęła nas szkoła?
- Wiem... Ale żyje się raz. Poza tym oni są tam w tej kwestii wyrozumiali... - wyciąga patelnię. - To już wiem, czemu w domu tak cicho! - woła głośno. - Stado jest w szkole. - szczerzy się.
       Zeskakuję z szafki i pomagam mu robić śniadanie. Dzięki temu niecały kwadrans później siadamy do stołu. Jest godzina dziesiąta.
- Zmęczona? - pyta. Kiwam głową. - Ech, kobieto...
- No co? - dziwię się. - Przez ciebie się upiłam, głowa mnie trochę boli...
- Oj, Mała, nie obrażaj się... - przysuwa się bliżej, unosi mnie i sadza na swoich kolanach.
- Nie wiem, o czym ty myślisz, ale w razie czego ja wysiadam. - ostrzegam.
- Nie, nie... Myślę nad powodem twojego smutku. - nie odpowiadam, bawię się jego potarganymi włosami.
- Co? - pytam i biorę kanapkę.
- Martwię się.
- Louis, nie martw się tak bardzo... - mówię po przełknięciu kęsa. - Ja po prostu jestem głodna i zmęczona.
- Ale chyba nie tylko... - odgarnia wpadający mi do oka kosmyk. Następnie bierze kanapkę i je.
        Gdy później sprzątamy ze stołu, ledwo trzymam się na nogach. Zmęczenie sięga zenitu i prawie usypiam na schodach. Ale Lou przytrzymuje mnie i prowadzi za rękę do pokoju. Sadowi mnie na łóżku, a ja przewracam się na bok i zasypiam.
- Kocham cię. - szepcze chłopak do mojego ucha, kładąc się obok i obejmując mnie w pasie.


No i to byłby koniec rozdziału. Nie wiem, mam coraz mniej normalnej weny, robi mi się fantastycznie w następnych rozdziałów. Komentujcie, czytajcie, piszcie, co wam się podoba w tym opowiadaniu, a co nie. To mi pomoże. 

PS. Niall będzie miał dziewczynę xD

6 komentarzy = następny rozdział

Dodam nexta prawdopodobnie w weekend albo dopiero w poniedziałek, bo jadę do kumpeli.

9 komentarze:

My live:) pisze...

Hehe...Ouu.. Niall z dziwczyna. Będzie ciekawie. A pozatym ktoszy niź zawsze ale jest ok :)

Mrs. X pisze...

genialne! ;* jak zwykle, ale okay - nie wnikajmy. czekam na następny xoxo

paulla pisze...

zajebisty tak jak wszystkie :*

Unbroken Girl pisze...

super rozdział :) u mnie na blogu nowy imagin :D

http://onedirection-theimagines.blogspot.com/

Unbroken Girl pisze...

nowy rozdział !

http://the-story-about-one-direction.blogspot.com

sorki za spam.

Marciak pisze...

Genialny rozdział:D widzą że wykorzystasz moj pomysł związany z Niall'em

Oliwia Karolina pisze...

Swietny rozdzial ;* Troche sie spoznilam, bo chcialam ci napisac jaka ja widze na tym blogu dziewczyne Nialla, ale widze ze juz masz pomysl, ktory na pewno okaze sie swietny. Mam jednak wielka nadzieje, ze nie bedzie to dziewczyna, ktora spotkala w szkolnej toalecie Julia, bo jakos kompletnie mi do Niallera nie pasuje. Ale to twoja decyzja ;) Znalazlam tego bloga ostatnio przez zapytaj i czytalam go od poczatku cala noc ;3 Dziekuje ci, za to, ze dzieki tb chodz na chwile moge oderwac sie od rzeczywistosci i zatopic w tym wspanialym opowiadaniu. Jestes wielka <3 /Oliv : 3

Julia Avis pisze...

Dochodzi pierwsza w nocy, gdy czytam twój komentarz i aż piszczę ze szczęścia, że podoba ci się to, co piszę :* Z reguły nie odpowiadam na komentarze, robię to sporadycznie, a najczęściej odpowiadam w notce pod rozdziałem.

Co do dziewczyny Nialla, to jak najbardziej możesz podrzucić sugestie, jaka ma być itd. Ja mam na razie tylko koncepcję, ona pojawi się niedługo, ale Niallera pozna koło czterdziestego rozdziału xD I na pewno nie będzie to Michelle.

No i najważniejsze: miło mi, że tu zajrzałaś (mam nadzieję, że będziesz częściej) i zostawiłaś komentarz. Sprawił on, że jestem szczęśliwa, że to, co robię (czyli piszę) nie idzie na marne.


Następny rozdział wieczorem lub późnym popołudniem. I ostrzegam, będzie parę zwrotów akcji xD (TA INFORMACJA JEST SKIEROWANA DO WSZYSTKICH).

Anonimowy pisze...

Bardzo fajny rozdział. Nie wiedziałam że Louis jest aż taki włochaty :D

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)