niedziela, 10 lutego 2013

XXV. "Boo, jak ty o nią dbasz?"

Hej, wiem, że jest późno, ale wcześniej byłam z Natką na sesji w lasku xD Dziękuję za sporą liczbę komentarzy, bardzo mi miło. Przepraszam tych, którzy jutro idą do szkoły i teraz pewnie nie mogą przeczytać. Dobra, żeby nie przedłużać, powiem jeszcze tylko jedno: dołączyłam do ekipy bloga Wszystko Dla Nastolatek. Jestem tam jako Julia Avis. Pierwsze tematyczne notki zaczną się pojawiać jutro. Mam nadzieję, że zajrzycie, może wam się tam spodoba... No, to tyle, zapraszam do czytania, komentowania i zajrzenia na tamtego bloga w wolnej chwili.
____________________________________________________________________________________
________________________________________________________
_______________________________


- Kevin!! - drze się Lou, gdy wchodzimy do domu. - Wróciliśmy!!
      Idziemy do kuchni zostawić zakupy na imprezę. I wtedy chłopak przyciąga mnie do siebie. Muska swoimi rozgrzanymi do czerwoności ustami moje. Bierze mnie na ręce i zanosi do swojego pokoju. Tam padamy na łóżko. Leżymy obok siebie.
- Kocham panią, pani Tomlinson. - szepcze, przesuwając dłonią po moim ramieniu.
- Nie jestem twoją żoną. - przypominam mu.
- Wiem, wiem... Ale coś dla ciebie mam. - podnosi się i grzebie w szufladzie szafki nocnej.
       Wyciąga pudełeczko i podaje mi do ręki. Otwieram i widzę malutkie serduszko na łańcuszku.
- Ja wiem, stary jestem i brzydki. Ale cię kocham. A to jest dowód, że nie jesteś mi obojętna. To nie są oświadczyny, jeszcze nie... Ale tak na przyszłość zapytam: zostaniesz kiedyś tam moją żoną?
- Hmm... Czemu nie. - uśmiecham się i przytulam do chłopaka.

       Dojeżdżamy do sali, która powoli zapełnia się gośćmi. Wciąż myślę o wydarzeniach z domowego zacisza. Trzymamy się za ręce i idziemy do środka.
- Julka, możesz na chwilę? - pyta Katya w korytarzu, gdy tylko nas zauważa. Louis mnie puszcza, więc podążam za dziewczyną do małej kuchni. - Co jest?
- Co się dziś wydarzyło? No bo wiesz, wyglądacie jak nowo narodzeni, tacy zakochani... Aż pozazdrościć...
- Nie, nic się takiego specjalnego dziś nie wydarzyło.
- Właśnie widzę...
      Wchodzimy do sali. Chłopcy są w swoim żywiole. Niall pochłania góry jedzenia, Harry prezentuje swoje atuty przed grupką dziewczyn.
- A jak ci się układa z Zaynem? - pytam, przekrzykując muzykę. DJ Malik jest w swoim żywiole i dobrze zajmuje się robotą.
- Hmm... Nie wiem... Niby jest tak, jak zwykle, ale coś w nas jakby usnęło...
- To musicie to coś rozbudzić.
- Ale nie umiem... -w jej oczach błyszczą łzy. Obejmuję ją i pocieszam.
- Jeśli ci na nim zależy, to wszystko jest możliwe.
      Potrząsa głową, ociera łzy i podchodzi do mulata. Chłopak chwilę o czymś z nią rozmawia, ona kiwa głową w stronę tarasu. Zayn przekazuje stery Louisowi i wychodzi z nią na zewnątrz. Nie wiem, co robić, więc idę do DJ-a Tommo.
- Co tam, Mała? - pyta wesoło.
- Jak to się obsługuje? - wskazuję na sprzęt.
- A co?
- Chcę się pobawić. - śmieję się i oplatam go ramionami.
- Dobra, czego chcesz? - spogląda na mnie rozbawiony.
- Włączy jakąś piosenkę.
- Jaką?
- Nie powiem, bo zrobisz to za mnie.
- No to siadaj. - wskazuje na swoje kolana. Robię to, co każe. - Daj rękę. - podaję, a on kładzie ją na joysticku. - No więc który kawałek?
- A masz Bryana Adamsa?
- Coś jest... - przesuwa listę. Jest ta piosenka. - No i która?
- Puść, włączę. - i tak robię. Podgłaszam dźwięki "Summer of '69" i łapię chłopaka za rękę. - Zatańczymy?
       Nie odpowiada, ale wstaje. Wtuleni w siebie, młodzi, zakochani... Przed nami cały świat, można by rzec.
- Ale nadal nie rozumiem... Na pewno chcesz kiedyś tam za mnie wyjść?
- Mhm... Bo pana kocham, panie Tomlinson. - szepczę mu do ucha. - Bo jest pan kimś, z kim chcę iść przez życie. Bo to twój uśmiech rozjaśnia każdy mój dzień...
- Gadasz jak poetka. - całuje mnie w czoło.
- Kiedyś chciałam nią być... Ale nie mam talentu.
- Szkoda... Patrz, Paul przyszedł.
- Kogo zaprosiliście?
- Dokładnie to nie wiem, bo to chłopcy tworzyli listę gości. Ale widzę, że parę sław znalazło czas wolny dla naszego zespołu. - uśmiecha się. - Jest Perrie z dziewczynami... Mam nadzieję, że nie ma żalu do Zayna... Ed przyszedł, Cher, Ollie... Nie powiem, zaszaleli. Sporo dziennikarzy... Chłopaki z zespołu, wiesz, gitarzyści, perkusiści i tak dalej... Rany, rodzinki też zaprosili. - szczerzy się.
       Piosenka się kończy. Lou podchodzi do sprzętu, grzebie w ustawieniach i ciągnie mnie w stronę swojej rodzinki.
- Och, Lou, tu jesteś. - woła jego mama na powitanie. - Och, witaj, Julio...
- Dzień dobry...
- Ej, córcia, wszystko w porządku? Co tak zmarkotniałaś?
- Proszę? - nie od razu docierają do mnie jej słowa. Faktycznie, zrobiłam się smętna. - Nie, nic, po prostu... jestem zmęczona.
- Skarbie, to co ty tu jeszcze robisz? Boo, jak ty o nią dbasz? - spogląda na niego z wyrzutem.
- Oj, mamo... Dbam o Julę. - przyciąga mnie do siebie i obejmuje tak, że stoję tyłem do niego. - Nawet bardzo... Gdzie dziewczyny?
- Nie wiem, pewnie tradycyjnie łowią autografy.
- Ekhem... Chcieliśmy na chwilę przerwać zabawę, ponieważ zebraliśmy się tu w konkretnym celu... - przemawia Liam.
- Ale najpierw poprosimy tutaj naszego gołębia wraz z jego gołębicą. - dodaje Harry, wskazując na naszą dwójkę. Niemrawo podchodzimy, a Loczek mówi dalej. - Tak więc z wielką przyjemnością ogłaszamy, że powstanie teledysk do Summer Love. - przerwa na oklaski.
- Ale to nie wszystko. - uprzedza Zayn. - Z jeszcze większą przyjemnością ogłaszamy, że zabieramy się do pracy nad nowym albumem. - jeszcze większe oklaski i uśmiechy na twarzach chłopców.
- Hmm... Jeszcze jedno... - mruczy do mikrofonu Niall. - Nasza... Pardon, Louisa gołębica wzbija się po szczeblach kariery. Już pewnie niedługo będziemy mogli podziwiać owoce jej pracy... Niestety, chyba wam nie powiem, w jakiej dziedzinie zasłynie, ale mówię, że to niestety nie jedzenie...
        Czmycham w tłum, póki mogę. Ale wpadam na kogoś. Jest nim Fizzy, siostra Louisa.
- Hej. - uśmiecha się. - A ty nie z Lou?
- Chyba będą śpiewać, to po co tam ja?
- No, chyba, że tak... Julia... Możemy pogadać? - kiwam głową. Prowadzi mnie na taras w ogrodzie. Siadam na schodach. - Chciałabym zapytać... Jak to jest między tobą a Louisem?
- Ale... Zależy, o co ci chodzi...
- No... Jak wy się poznaliście?
- Normalnie. W szkole. Chodzimy do jednej klasy.
- Faktycznie, normalnie... Ale powiedz mi, jak i kiedy to się między wami rozwinęło?
- To znaczy... Z chłopakami zaczęłam rozmawiać po tym, jak Harry podstawił mi swoje zacne kopyta i padłam w objęcia Louisa na matmie. To było mniej więcej tydzień po jego rozstaniu z El... To znaczy, wiesz, zaczęłam wtedy z nimi rozmawiać, ale ogólnie, to z Liamem przyjaźniłam się wcześniej. A rozwinęło się, gdy wróciłam z Polski... A czemu pytasz?
- No bo... To jest tak... Chyba się zakochałam... Ale z dziewczynami nie pogadam, bo bliźniaczki są za młode, a Lottie ostatnim razem mnie wyśmiała. Z mamą niezbyt umiem o tym gadać... I pomyślałam, że może ty mi pomożesz, bo komu jak komu, ale tobie ufam. El... Do niej czułam lekką rezerwę.
- Okej... Więc od początku: w czym problem?
- Do Doncaster przeprowadził się z rodziną ostatnio taki chłopak... On jest dwa lata starszy... A, no i mieszka w domu obok nas.
- Rozumiem. A jak wygląda?
- Wzrostu Louisa, ciemne włosy, podobnej długości, jak te Liama... Zielone oczy, trójkątna twarz, kolczyk w wardze...
- Mhm, to chyba ładny. - uśmiecham się.
- No... I pierwszy do mnie zagadał. Miły jest... Ale to chyba Lottie wpadła mu w oko... - smuci się.
- Ech, dziewczyno... A Chharlotte?
- Ma chłopaka.
- A jak ten twój sąsiad ma na imię?
- Anthony.
- Ładne imię.
- Wiem. Julia... Co takiego w tobie sprawiło, że spodobałaś się Louisowi?
- Emm... Nie wiem, naprawdę, nie pytałam go o to. Ale podejrzewam, że mój spokój przy kego energiczności. Potrzebował i potrzebuje kogoś, kto go przyhamuje z pomysłami.
- Tak, to prawda... - uśmiecha się.

        Po godzinie długiej rozmowy wracamy do budynku. Podchodzi do nas Louis, który na mój widok robi się smutny i mocno mnie przytula.
- Kocham cię. - szepcze mi do ucha. Trochę mu się przy tym plącze język.
- Julia, wracajcie lepiej do domu... - podchodzi do mnie Liam z Harry'm.
- Czemu?
- Louis źle się czuje. - mówi Hazza.
- Nie czuję się źle. - buntuje się chłopak, przestawiając wyrazy, przez co wychodzi dziwne zdanie.
- Trochę wypił. Na co dzień jest przeciwnikiem alkoholu, rzadko kiedy pije, nie ma mocnej głowy... - tłumaczy Liam, powstrzymując  Louisa przed upadkiem. - Ale się dziś ostro urżnął, więc radzę ci go zabrać do domu, zanim coś odwali, a dziennikarze to zobaczą.
       Prowadzimy go do zamówionej wcześniej taksówki. Na auto Lou nie można liczyć; ja nie mam prawka, a on chrapie teraz przez sen, rozwalony na tylnym siedzeniu. Siadam koło niego i już mam zatrzasnąć drzwi, gdy Liam mówi:
- Nie wystrasz się, ale może mu później ostro odwalać. - zamyka drzwi i jedziemy.
       Pół godziny później wyciągam nieprzytomnego Louisa z auta i, po zapłaceniu kierowcy, prowadzę go do domu.
- Louis, cholera, ruszaj się! - mruczę pod nosem.
       W końcu znajdujemy się w jego pokoju. Ściągam z niego marynarkę i koszulę, zdejmuję buty. Pomagam mu się położyć i sama, po ubraniu się w jakąś jego koszulkę, kładę się obok. Opieram głowę na jego torsie i ściskam dłoń chłopaka. Powoli zasypiam.


        Z głębokiego snu wyrywa mnie jakiś hałas, którego nie mogę zidentyfikować. Spostrzegam, że Louisa nie ma w łóżku. Nie odpowiada na moje nawoływania. Siadam i wtedy ktoś lub coś łapie mnie za rękę i przeraźliwie mruczy...

____________________________________________________________________________________
_______________________________________________________________
_______________________________________

I tym oto rozdziałem zakończyłam zeszyt nr 1, przed wami rozdziały z zeszytu nr 2 i 3. Mam nadzieję, że się podobało. Jeśli ktoś chce nieocenzurowany następny rozdział, to niech podaje e-maila w komentarzu, spróbuję jutro przesłać. A na blogu będzie inny, zmieniony z pewnych powodów rozdział, ale tylko wtedy, jeśli

6 komentarzy = następny rozdział
  
tylko bez SPAM-u proszę.
Cześć! ;)

7 komentarze:

My live:) pisze...

Aaaa...!!! W takim momencie! Eh... No co mi powiedzieć? Czekam nn. A oprócz tego mam nadzieję że z Katya i Zayn. No że będzie ok :)
A i Lou chyba odwaliło... Hmm... :D

Kryzysowa Narzeczona pisze...

co ja będę się rozpisywać... świetny, świetny i jeszcze raz świetny. ♥

Mrs. X pisze...

uhuhhuuh . ;d supeeeer . czekam na następny xoxo

Kasia Inez pisze...

Ja poproszęęęę ten rozdział dodatkowy ;) Mój e-mail to nnnkasia@wp.pl

A tak po za tym świetnie jak zwykle ;3

Unbroken Girl pisze...

super rozdział ! :) Louis jaki kochany :D

chciałam cię zawiadomić o najnowszym rozdziale na moim blogu:
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Gosia Ochmańska pisze...

super !!

+ zapraszam do mnie, obserwuje i LICZĘ NA TO SAMO.
Zapraszam na bloga http://pamietnik-nastolatki-czebullka.blogspot.com/

paulla pisze...

OMG, ale ty masz dziewczyno talent. Prawdę mówiąc wpadłam tu przez przypadek i się zakochałam. Masz ciekawy styl, zamierzam tu wpadać częściej i zaobserwować. W wolnej chwili wpadnij też do mnie :P http://love-friendship-hatred.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)