środa, 20 lutego 2013

XXIX. "Zmiany... przynajmniej na dziś"

Cześć, milo mi, że czytacie, to dużo dla mnie znaczy ;) Cieszę się też, że podrzucacie mi na maila pomysły co do przyszłej dziewczyny Nialla. Jeśli chcecie, możecie podrzucać pomysły na resztę rzeczy. 
Widzę też, że "kanapkowa teoria Niallera" przypadła Wam do gustu ;) A pisałam ją po lekcjach, czekając na autobus szkolny, wraz z początkiem weekendu w styczniu xD
Dobra, nie przedłużam i zapraszam do czytania ;)
___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________________
_______________________________________________


     Przez całą drogę z lotniska miałam wrażenie, że ktoś nas śledzi. Ale w końcu dotarliśmy do naszego starego domu, który ''wynajmuje'' siostra mamy wraz ze swoim chłopakiem. Weszłam do mojego pokoju - nic się nie zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Opustoszały regał na książki, otwarta szafa, teksty piosenek pisane mazakami na ścianie przy łóżku, plakaty i zapełniona tablica korkowa. I MP4 rzucone na poduszkę. Niewiele myśląc położyłam się, włączyłam sprzęt, wcisnęłam słuchawki, wciąż podłączone do urządzenia, w uszy i zasnęłam, otulona solówką Louisa w "Change my mind".

      Wstałam koło dziesiątej. Wrzuciłam na siebie czarną bokserkę, koszulę w czarno-czerwoną kratę i czerwone rurki. Dodatki: czerwona bandanka na głowę, czarny pas do spodni. Włosy związałam na czubku głowy w koka-samuraja (jak twierdzi tata) i zeszłam na dół.
- Cześć. - mruczę, trąc oczy.
- Cześć. - odpowiada Ada, siostra mamy. Ciągnie powoli do trzydziestki. - Jak tam? Rzadko się odzywacie.
- Dobrze jest... A rzadko się odzywamy, bo nie ma kiedy, a przynajmniej ja taka zalatana jestem. Poza tym tanio nie jest. I chyba ten temat powinnaś obgadać z mamą.
- Mhm... A teraz mów mi szczerze, bo dzwonię do twojej matki się dowiedzieć prawdy. Masz chłopaka?
- Tak.
- A on nie jest przypadkiem kimś sławnym, bo wasze zdjęcia, wspólne, znalazłam w internecie na fejsie i jakimś plotkarskim?
- No jest. O co ci chodzi? - podchodzę do lodówki i wyciągam dżem. Siadam przy stole i szykuję dwie kanapki.
- Chcę wiedzieć, jak się nazywa, bo mi umknęło... Czekaj, czekaj... To nie czasem któryś z tych chłopaków z plakatów na twojej ścianie? - pyta odkrywczo.
- No raczej. - uśmiecham się z pełnymi ustami.

Tak, na marginesie, to tak wygląda moja ściana gwiazd xD
I zacna tablica korkowa xD

- A jak się nazywa, szczęściaro? - wzdycha.
- Może i jestem szczęściarą... A nazywa się Louis William Tomlinson. - szczerzę się.
- Ładne imiona, nazwisko też. Ile jest między wami różnicy?
- Rocznikiem to cztery lata, ale tak naprawdę to trzy. On jest z końca grudnia, a ja ze stycznia, to wiadomo. Ej, a ty tych tematów to nie zdążyłaś obgadać z mamą?
- No... Do ciebie nie zdążyłyśmy dojść.
- A gdzie reszta?
- Do dziadków pojechali. A Radek skoczył do siebie do domu. Jedziesz z nami później do Łodzi?
- Jasne, takie nawet miałam plany. - kończę kanapkę i zabieram się za drugą. Psy zaczynają szczekać, wyglądamy przez okno. Przyjechał chłopak ciotki.
- Jedz szybciej i jedziemy. - Ada wstaje i zaczyna się ubierać.
         Kończę jeść, lecę na górę i biorę torbę, o której myślałam, że zginęła, a cały czas leżała w szafie. Wrzucam do niej telefon, słuchawki, portfel i parę innych drobiazgów. Idę do łazienki i maluję oczy tuszem i eyelinerem, usta podkreślam krwistoczerwoną szminką. Schodzę na dół. Zakładam trampki, na plecy zarzucam wojskową kurtkę od jakiegoś munduru Jaśka. Na to szary szal, czapka w stylu Hazzy, też szara, ostatni look w lustro w przedpokoju i wychodzę, zamykając za sobą drzwi na klucz. Dziś na przekór mnie i mojemu stylowi, duszy. Wyglądam jak taka Site Model, ale o niebo lepiej.
- Julka? - Ada rzuca mi zdziwione spojrzenie, gdy wsiadam do auta.
- No co? Zmiany... - ... przynajmniej na dziś. Kończę w duchu.
         Nie odpowiada. Wyciągam telefon, podpinam słuchawki. Ruszamy spod domu. Ja wsłuchana w muzykę Eltona Johna i Beatlesów. Oni zajęci rozmową. Godzinę później, gdy prawie zasnęłam, gotując się w kurtce, zatrzymujemy się na parkingu przy Manufakturze. Minęło południe. Kurtkę i szal zostawiam w aucie.
         W budynku pierwsze kroki kieruję do księgarni Empik. Przy wejściu zaskakuje mnie plakat informujący o spotkaniu dla Directioners. Nie żebym coś, ale wydaje mi się to podejrzane. Chociaż... Z drugiej strony, to takie spotkania organizują na okrągło, dla fanów różnych artystów, więc nie ma się czego obawiać. Mimo to niepewnie wchodzę do księgarni i idę po schodach na drugi poziom, do książek. Podchodzę do regału w dziale anglojęzycznym. Zastanawiam się nad kryminałem a powieścią. W końcu nie biorę nic i idę do innego działu. Tam wybieram i powieść, i kryminał, i jeszcze jakąś biografię. Zanim pójdę do kasy zaglądam jeszcze do czasopism, wśród których wyłapuję te z artykułami o chłopakach. Znajduję fotki, jak tańczę z Lou na ich imprezie, inne, gdzie holuję pijanego Tomlinsona przez podjazd.
        Ktoś chrząka, wyrywając mnie tym samym z zamyślenia. Spoglądam w stronę, z której usłyszałam dźwięk. To grupka dziewczyn i chłopaków w różnym wieku.
- Excuse me, you are Julia Avis? - pyta najwyższy chłopak z dziwnym akcentem. Kiwam głową. - You... You are girlfriend, ten, no... Louis Tomlinson? - znowu przytakuję. - So, can we take photo with you?
Eee... Okej. - uśmiecham się szeroko.

- Mówisz po polsku? - pyta niska i mała, na oko siedmioletnia dziewczynka.
- Gośka, to tylko plotka. Ona na stówę nie rozumie. - odpowiada jej chłopak. Wybucham śmiechem. - Co? - pyta zdezorientowany.
- Nic, nic, po prostu ja was rozumiem.
- Ty... Cały czas? Nie... - robią głupie miny. Wszyscy.
- No raczej tak. Przecież jestem z Polski.
- Ej, to odpowiesz na parę pytań? Bo my jesteśmy fanami i kibicami Lulii...
- Chyba mogę...
- Ile masz lat? Bo kiedy masz urodziny, to wiemy. Ale w tej kwestii nie ma pewności. - odzywa się ciemnowłosa dziewczyna.
- Skończyłam osiemnaście.
- Poważnie?!
- Tak. A resztę zostawcie sobie na później. Teraz muszę iść.
        Wymijam ich i ruszam do kolejki. Na moje nieszczęście jest długa, a tamta ekipa znów mnie dopada.
- Ej, jak masz na imię? Ale tak naprawdę? - pyta wyniośle czarnowłosa damulka w glanach i z kolczykiem w wardze.
- Julia. - wzdycham.
- A Avis?
- Jeju, wy aż tak słabo interesujecie się angielskim? - dziwię się. - Avis to na polski Jadwiga, czyli moje drugie imię. - robię dwa kroki do przodu, posuwając się za kolejką.
- Co robisz w Polsce?
- Sprawy rodzinne...
- Louis z tobą nie przyjechał?
- Nie. Nie pozwoliłam mu na to. - odpowiadam obojętnym tonem i przesuwam się do przodu.
- Dlaczego?
- Bo w środę lecą do Skandynawii. Ja nie jestem tu najważniejsza. A on musi odpocząć, ćwiczyć...
- Kochasz go? - pyta ta, na którą mówią Gosia.
- Oczywiście. Nie wyobrażam sobie związku, w którym brak miłości. A teraz przepraszam. - podchodzę do kasy i płacę za książki.
        Wychodzę na zewnątrz, idę w stronę centralnej części Manufaktury. Wychylam się przez barierkę i widzę próbę tancerzy. Ciekawe, co dziś za akcja? W grupie tańczących migają mi dwa prawie czarne warkocze, przez chwilę mam wrażenie, że to Katarinka. Ale nie, przecież ona jest w Londynie!
        Zjeżdżam ruchomymi schodami na dół i gdy robię krok na parkiecie, rozlega się zewsząd muzyka...

___________________________________________________________________________________
____________________________________________________________________
_________________________________________________

Mieliście okazję zobaczyć na zdjęciach fragment mojego pokoju, miejsca, w którym powstają najróżniejsze fragmenty rozdziałów ;D Nawet jest tam mój portret na tablicy, rysowany przez Katyę ;D 
I mieliście okazję przeczytać rozdział 29. Jestem z niego średnio zadowolona, ale z następnego, z numerem 30, jestem dumna jak nie wiem! xD Gdy słyszę piosenkę, która jest tłem dla rozdziału, to chce mi się ryczeć. Może z wami będzie podobnie.
Co jeszcze... Nadal aktualna jest możliwość podrzucania pomysłów na akcję, wydarzenia, bohaterów, dziewczynę Nialla na maila: something0more@gmail.com ;)

Następny rozdział jutro, myślę, że po południu, ale przed 16-tą. Nie będę też miała jutro zbytniej możliwości odpowiadania na maile czy komentarze i w ogóle na ich czytanie, bo mam biwak, a w telefonie ważność internetu się kończy i prawie zero na koncie ;D Ale pisać możecie xD
Dobra, do następnego ;D 

Następny rozdział = 6 komentarzy ;D

5 komentarze:

My live:) pisze...

Kurczę. Tak mnie następnym zaciekawiłaś, że ja nie mogę. I ten rozdział też jest ok. Czekam z niecierpliwością :) a tak poza tym to masz dużo plakatów... Też mam tablicę korkową :)

paulla pisze...

aaaa zamorduje cie czemu kończysz w takim momencie?! rozdział jak zwykle boski ;P buziole i weny życze ;**

Julia Avis pisze...

To mnie zamorduj! xD Ale kto wtedy będzie pisał i dodawał rozdziały? ;D

Mrs. X pisze...

genialneee *_*
ahahaha. a twój pokój wygląda bardzo podobnie do mojego, jeśli chodzi i plakaty.^^
czekam nn. xoxo
miłej zabawy na biwaku, czy coś .;*

Marciak pisze...

Genialne:) Bardzo czekam na następny:) Nie mogę się doczekać:*

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)