sobota, 9 lutego 2013

XXIV. "Jesteś szalona"

     Cześć, miło mi, że czytacie ;) Hmm... Teraz rozdziały będą ciut częściej, bo zaczęły mi się ferie, ale będą z ogranicznikiem, czyli żeby był następny rozdział, to musi być ileś komentarzy. Chodzi mi o to, żebym wiedziała, że czytacie.
     W tym rozdziale nie wydarzy się wiele, jest przeciętny, ale jest ważny, by dalsze rozdziały były bardziej zrozumiałe... Chyba... Nie wiem.
     Niedługo zaczną pojawiać się rozdziały ze zdjęciami. Będą to moje projekty, więc żeby nie było, że przypadkiem skądś je skopiowałam, od razu mówię, że to moja robota.

_____________________________________________________________________________________
______________________________________________________________________
_______________________________________

      Do szkoły wchodzę pół godziny przed dzwonkiem. Na głowie mam czapkę, której nie zamierzam zdejmować. Włosy upięłam w koka, żeby nie było ich widać. W domu widzieli moją nową fryzurę i raczej szczęśliwi nie byli... Chociaż nie! Mama trochę się ucieszyła. Bo wszyscy... Dobra, ja i Jasiek... Odziedziczyliśmy włosy w kolorze czekolady po tacie. Zuza trochę podpada pod rudy, ale tak minimalnie, raczej to złoty blond z refleksjami rudości. Natomiast po mamie kasztanowych (czyli brązowo-rudych, nie wiem, jaki dokładnie kolor miała przed pierwszym farbowaniem) nikt nie odziedziczył.
      Ale tutaj jest szkoła, mam pewność, że nikt mnie nie pozna. Jednak nie wiem, jak Katya i chłopcy zareagują. Jedno wiem - będą w szoku.
- Julka! - słyszę wołanie przyjaciółki. Odwracam się i widzę biegnącą do mnie Ukrainkę. - Chodź! - łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę naszego parapetu.
       Gdy dzisiaj wstałam, bez większego problemu mogłam rozróżnić nawet małe detale. A już okulary załatwiły całkowicie sprawę. Dlatego teraz, idąc za przyjaciółką, przyglądam się wszystkiemu i wszystkim, delektując się w pełni sprawnym wzrokiem.
- Wiesz... - zaczynam, ale dziewczyna ucisza mnie machnięciem ręki. Nie daję za wygraną. - Już widzę normalnie! - przekrzykuję szkolny zgiełk.
- Poważnie?! - odwraca się i patrzy na mnie z niedowierzaniem. Po moim ciele przebiega dreszcz niepokoju. -Więc jest kolejny powód do świętowania. - uśmiecha się i znowu mnie ciągnie. - Ale proszę cię, zdejmij to czapkę, wyglądasz jak Hazza.
       Na miejscu, przy oknie, są już chłopcy. Louis zeskakuje z parapetu, podchodzi do mnie i całuje. W brzuchu czuję fantastyczne fajerwerki. Przerywają nam pełne niezadowolenia pomruki chłopców. Uśmiechamy się do siebie. Zdejmuję szalik i rozpinam kurtkę, Lou chce ściągnąć czapkę z mojej głowy. Powstrzymuję go gwałtownym ruchem dłoni.
- Co ty kombinujesz? - pyta zaskoczony.
       W tym momencie Katya podchodzi bliżej i jednym ruchem ściąga z mojej głowy czapkę, zahaczając o kumkę do włosów, i ich oczom ukazują się moje płomienne fale, które opadają teraz miękko na ramiona. Louis z wrażenia otwiera usta.
- Mam Marchewkę!! - drze się po chwili i rzuca się na mnie. - Nie wiem, co sobie myślałaś, ale ty jesteś szalona. - mówi, gdy znajduję się w jego objęciach. - Ale dlaczego się przefarbowałaś?
- Bo tak chciałam, chociaż kolor miał być ciut inny... A czemu świętujemy?
- Bo nagrywamy kolejną płytę, bo podpisaliśmy kontrakt i będziemy kręcić teledysk do Summer Love... Chcemy tam wkręcić którąś z was. Wiesz, ty, Danielle, Katya lub Selene...
- Nie no, nie przesadzajcie... - parskam śmiechem. - Ale ja też mam powody do świętowania. Wczoraj wpadłam, dosłownie, w salonie fryzjerskim na Allyson Clark, babkę, która promuje młodych projektantów. Zaproponowała mi na piątek spotkanie w sprawie mojej kariery... A dzisiaj wrócił wzro... - urywam, bo Lou unosi mnie do góry.
- To kiedy oblewamy, Mała? - pyta radośnie.
- Dzisiaj! - drze się Harry, uszczęśliwiony perspektywą jakiejś imprezy. - W końcu już wczoraj to ustaliliśmy.
- Okej, okej... Ale teraz mnie puść, Louis! Bo po pierwsze jest mi gorąco i chcę zdjąć kurtkę, a po drugie, to ludzie się na nas gapią jak na bandę debili!
     Działa. Chłopak mnie puszcza, a ja w końcu zdejmuję okrycie. Odwieszam je na wieszak o przekładam buty z mokrych botków na suche i wygodne białe Vansy. Ruszamy pod klasę i dopiero wtedy uświadamiam sobie, że gapi się na mnie żeńska część szkoły w całej swej okazałości. No bo sorry, ale słyszałam, że od mojego wypadku, o którym tu zgromadzone laski nie miały pojęcia, ciągle któraś do niego zarywała. A teraz przychodzi jedna taka ruda i ma go na wyłączność... Tak to wygląda.
- Momento, muszę do łazienki... - mówię i oddalam się w tamtą stronę.
     Przemywam twarz, opłukuję ręce... Wyglądam przez okno.
- Kim ty w ogóle jesteś? Pojawiasz się ot, tak i masz Louisa na wyciągnięcie ręki! - piszczy na mnie dziewczyna z taczką gładzi na twarzy. Ubrana w różowe kozaczki, czarną spódniczkę ledwo zasłaniającą tyłek i różowy top bez ramiączek odkrywający zakolczykowany pępek wygląda jak... nie powiem kto. Jej skóra jest wysuszona i spalona od nadmiaru solarium. Paznokcie uzbrojone ma w cholernie długie i ostre tipsy. Poznaję w niej Michelle. - A ja się staram od paru lat. I nic! Powiedz, co zrobić, żeby chociaż Niall mnie zauważył? - rozkleja się.
- Po prostu postaw na naturalny wygląd. Wywal tipsy, żenujące ciuch, no i kosmetyki. Bo przez nie niszczysz sobie skórę. Wystarczy tusz, błyszczyk i od czasu do czasu podkład. To skutkuje, uwierz mi. - nie jestem do niej wrogo nastawiona, choć powinnam za to, co mi kiedyś zrobiła. - No i nie zniekształcaj już swojego głosu. Bo widać i słychać, że nie jest naturalny.
- Dzięki. - odzywa się sympatycznym głosem. Ociera oczy i policzki z łez, rozmazując przy tym ten szkaradny make up. - Ale dlaczego to robisz?
- Bo ludziom się wybacza. Bo wiem jak to jest mieć marzenia na wyciągnięcie ręki, ale nie można ich spełnić. Może teraz tego nie widać, ale do niedawna tak miałam... Michelle, chore ambicje, marzenia i ''przyjaciele'' tak cię urządziły.
- Skąd wiesz, jak mam na imię? I w ogóle to wszystko?
- Bo kiedyś chodziłam do tej szkoły, a teraz wróciłam. To ja, Julia... Kujonka... A teraz zmywaj ten ''makijaż''.
- Julia?! Ty jaja sobie ze mnie robisz?! Nie! Tamta kujonka... to nie ty.
- No właśnie ja. - uśmiecham się do niej ciepło.
- Nie, w życiu nie uwierzę... - macha ręką i podchodzi do umywalki. Bierze papierowe ręczniki, namacza je i ściera podkład.
      Jej twarz ukazuje się w nowym wydaniu: naturalne, wielkie oczy, które hipnotyzują szafirowym kolorem, wąskie usta w kolorze dojrzałych wiśni i duży, ale zgrabny nos. Teraz nie pasują do niej spalona opalenizna, blond tapir i te ciuchy.
- Wow! Inna z ciebie dziewczyna. Tylko te ciuchy i włosy...
- Wiem. Ale o tym jutro. Idź, ja jeszcze to skończę.
      W tej samej chwili dzwoni dzwonek, który ona ignoruje. Ja wychodzę i wpadam na Liama, który stoi przy drzwiach.
- Przepraszam. - mruczę speszona.
- Okej... Ej, z tobą w porządku? Michelle coś ci powiedziała? - chłopak wygląda na cholernie zmartwionego. Już się nie dziwię, że mówią na niego Daddy.
- Ze mną okej. Po prostu... Mam wrażenie, że życie układa mi się ostatnio zbyt kolorowo. Odzyskałam wzrok, możliwe, że jednak zostanę projektantką, moim chłopakiem jest najlepszy facet na świecie, który w dodatku gra w najpopularniejszym zespole na świecie. No i zakopałam topór wojenny z Michelle.. Ja po prostu czuję, że coś się niedługo skończy...
- Jula, to tylko głupia wyobraźnia... - przytula mnie. - Chodź, teraz historia.
      Siadam z Louisem i przyciągam sobą uwagę innych. Tylko nigdzie nie ma Michelle, nie wróciła na lekcję. Dopiero pod koniec lekcji pani Delire orientuje się, że ma dodatkową uczennicę, czyli mnie.
- Ach, no tak! Zapomniałam, że mamy prawie nową uczennicę. Po pewnym okresie wróciła w nasze szkolne progi. Zgaduję, że nie poznajecie koleżanki... Ja też miałam z tym problemy. No, moja droga, powstań... Panie Tomlinson! Bez żadnych takich, proszę! Za ręce to można trzymać się w parku. - faktycznie, gdy wstałam, Lou złapał mnie za rękę, by dodać mi otuchy, a teraz mu się za to obrywa. - No więc przedstawiam wam Julię Avis, waszą koleżankę.
    Robią wielkie oczy. Nie dziwię się im. Też bym była w szoku na ich miejscu. Siadam na krzesełku i zajmuję się tym, co potrafię najlepiej, czyli projektowaniem. Po paru minutach powstaje coś takiego:
Taa, wiem, jakość powala, ale telefon ma słabą
 jakość

       Ledwo kończę kolorować, dzwoni dzwonek. Klasa pustoszeje, a wokół mnie pojawia się grupka osób, lecz ja ich ignoruję, pakując torbę. Wstaję i próbuję ich wyminąć.
- Nie tak łatwo. - śmieje się obrzydliwie Dean, przywódca szkolnej bandy umięśnionych sterydowców. - Najpierw powiedz, ślicznotko, jak się naprawdę zwiesz?
      Rozglądam się za Louisem, ale on najwyraźniej wyszedł z resztą, nie czekając na mnie.
- Hehe, twój grajek ci nie pomoże... - syczy mi do ucha Marjit, przypakowana Norweżka, dziewczyna Deana. - Gadaj!
- Ekhem, drogie dzieci. co wy jej robicie? - zza biurka wychyla się pani Delire. Uff... - Puśćcie ją natychmiast, chyb, że wolicie pomówić z kimś gorszym ode mnie. - puszczają mnie, a ja biegnę do drzwi. - I żeby mi to był ostatni raz!
     Za drzwiami odbijam się od kogoś i ląduję na tyłku. Tym kimś jest Louis.
- Wszędzie cię szukałem...
- Byłam w klasie. Nie z własnej woli, ale okej...
- Wszystko w porządku? - kręcę głową. - Chodź... - podnosi mnie i przytula...

___________________________________________________________________________________
______________________________________________________________
_______________________________

Heh, chyba jednak nie taki zły ten rozdział ;D Dziękuję za komentarze, strasznie mnie motywują do pisania, dzięki czemu wczoraj zaczęłam trzeci gruby zeszyt i rozdział numer 36! Przepraszam, jeżeli moje słowa, może ciut ostre, w tamtej notce dodanej przez telefon trochę was zdenerwowały. Miałam zły dzień itd.

Teraz taka ciekawostka, która chyba nie ujrzała jeszcze światła dziennego: gdy Liam chciał się przywitać z Julią po jej pierwszej lekcji w brytyjskiej szkole, ta go pogryzła... Była o tym wzmianka w jednym z pierwszych rozdziałów, ale ostatecznie to wykasowałam.

Kochani czytelnicy! Sypnijcie pomysłami! Wierzę w was! Jeśli jakiś z waszych pomysłów się powtórzy z tym, co napisałam, a jaszcze nie wrzuciłam, to nic takiego. A gdy pojawi się coś, na co jeszcze nie wpadłam, to prawie na pewno to wykorzystam ;)

Skoro mam ferie i więcej czasu na dodawanie rozdziałów, to tak, jak wspominałam na początku, jest pewna granica, zanim coś dodam. Na początek...

następny rozdział = 4 komentarze xD

Dziękuję, pozdrawiam, nominacje, a mam ich dwie do Liebster Award i jedną do The Versatile Blogger, dam chyba jutro.

I jeszcze jedno - co tam u was słychać? Też macie ferie w tym terminie czy już wam się ta przyjemność skończyła? ;)

7 komentarze:

Marciak pisze...

Genialnie jak zawsze:D Czekam na następny:p

My live:) pisze...

Hehe... Tak bardzo się cieszę że rozdziały będą częściej. A mnie czeka ciężki tydzień :) Ale rozdział wcale nie jest przeciętny, baa... Jest bardzo ciekawy. Trochę przeraża mnie tą grupka idjotów która zatrzymała Julkę po lekcjach, ale mam nadzieję, że będzie dobrze. A co do pomysłów... Hmmm... Nie wiem, ale jak coś mi wpadnie to napiszę. Może, że tą grupka Dean'a kogoś pobije, albo ktoś zakocha się w tej Michelle. Ale zawsze stawiam na twoją wyobraźnię. Czekam na nn...

Mrs. X pisze...

Super, jak zwykle - ale okay ^^
A co do pomysłów, to też uważam, że szczerze powiedziawszy jej życie jest ostatnio kolorowe i wgl. Nie wiem... Może ta Michelle i Lou? Wiesz. Impreza, alkohol i procenty robią swoje. Ale może jednak nie. Zdaje się na ciebie .xoxo

nowy rozdział: http://truly-madly-deeply-in-love-with-you.blogspot.com/
nowy blog: http://truly-madly-deeply-in-love-with-you.blogspot.com/
Zapraszam. ;d ;*

Mrs. X pisze...

* causeicanloveyoumorethanthisyeach.blogspot
przepraszam, pomyłka .xx

Marciak pisze...

Zgadzam się z pomysłem Mrs. X, ale gdyby to Niall własnie zakochał się w Michelle?

Шоколадная Мечта pisze...

Droga Julio,
chciałabym bardzo serdecznie zaprosić cię do współtworzenia ze mną bloga o tematyce młodzieżowej - czyli blog o wszystkim tym, co chcą wiedzieć nastolatki. Blog będzie podzielony na konkretne działy, oczywiście będziesz mogła wybrać sobie ten w którym czujesz się najlepiej. Jeżeli jesteś zainteresowana, proszę o kontakt na e-mail: carlarodriguez5@wp.pl
lub GG: 45286099

Pozdrawiam serdecznie,
Shokoladnaya Mechta (Czekoladowe marzenie)

monisia pisze...

mistrzostwo <3

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)