sobota, 2 lutego 2013

XXII.

     Ja was ogromnie przepraszam. Najpierw piszę, że rozdział w niedzielę, a potem wcale nie dodaję nic. Ale po prostu zmieniły mi się plany. Miałam lekcje, wypracowania do napisania i nie zdążyłam. Dlatego od dziś niczego nie obiecuję, bo mogę nie dotrzymać słowa.
     Jeszcze tydzień i mam ferie, może wtedy będę częściej mogła dodawać rozdziały. Ale nigdy nic nie wiadomo. Takie pytanie: chodził z was ktoś kiedyś do psychologa? Bo ja mam za tydzień w piątek wizytę...
      Nie przeciągam, powiem tylko, że dzięki pisaniu tego opowiadania poprawiło się w ogóle moje pisanie i z polskiego z "Kartki z pamiętnika Balladyny", głupiego wypracowania, dostałam 6. Yeah!

Jeszcze taka wakacyjna piosenka: 

_____________________________________________________________________________________
______________________________________________________
___________________________

- Dzień dobry, czym mogę pani służyć? - zagaduje mnie od progu dziewczyna po dwudziestce. Ma ładne, kręcone włosy w kolorze miodu. Ubrana w czarno-złoty uniform stoi za kontuarem. - Czy była pani zapisana? - kręcę głową. - Hmm... Proszę chwilę zaczekać. - wstukuje coś do komputera. Czyta ze zmarszczonym czołem. - Ma pani szczęście, za pół godziny będzie wolne stanowisko. Pasuje? - przytakuję. - A co będzie pani robiła? Farbowanie, obcinanie, układanie fryzury?
- Farbowanie.
- Ale wie pani, że trzeba mieć własną farbę?
- Nie... To ja za parę minut wrócę, tylko kupię, dobrze?
- Dobrze. - uśmiecha się uprzejmie. 
       Chwilę błądzę po galerii, aż znajduję drogerię, w której kupuję farbę. Mam nadzieję, że efekt będzie dobry.
- Dobrze, że pani już jest. Właśnie zwolniło się miejsce, zajmie się panią Dennis.
- Dziękuję... Mogę zostawić torby?
- Oczywiście. Proszę podać. - podaję, a ona chowa je do szafki za sobą. - Proszę iść.
        I idę. Do części ''roboczej''. Jest to wielka sala pomalowana na jasnoczerwony kolor. Pod przeciwległymi ścianami rzędy składające się z ośmiu stanowisk na ścianę. Pośrodku kilka umywalek do mycia głów, a dalej parę suszarek.
- Pani na farbowanie? - podchodzi do mnie wysoki chłopak o jasnej cerze i kontrastującymi z nią czekoladowymi, średnio długimi włosami. Kiwam głową. - Jestem Dennis i dziś będę pani fryzjerem.
- Hmm... A ja jestem Julia, twoja dzisiejsza klientka. - odpowiadam nieśmiało, gdy prowadzi mnie do umywalki.
- Dlaczego chcesz zmienić kolor włosów? Ten jest ładniejszy i przede wszystkim naturalny. - mówi, zanurzając swoje dłonie w moich włosach. Delikatnymi palcami wmasowuje szampon.
- Po prostu chcę. Może dzięki temu będę miała odrobinę spokoju...
- Dlaczego? - ugniata włosy, muska skórę. - Przepraszam, ale wiesz... Jestem ciekawskim i gadatliwym facetem. Nie umiem pracować w ciszy. - piana pryska na mój nos. Dennis ściera ją wierzchem dłoni.
- Okej... Ale powiedzieć nie powiem, bo i  tak nie uwierzysz...
- Dlaczego tak twierdzisz? Słyszałem już wiele niezwykłych historii.
- Ale w moją nie uwierzysz. Pomyślisz tylko, że jestem chorą psychofanką i wymyślam niestworzone opowieści. - ucinam temat. Chłopak spłukuje włosy. - Ile masz lat? Nie wyglądasz staro?
- Dwadzieścia. - uśmiecha się. - A ty?
- Osiemnaście.
- Nie wyglądasz na tyle. Prędzej na tyle, co ja mam. - znowu się uśmiecha. - A teraz zapraszam na fotel. - wskazuje na stanowisko.
         Siadam, a chłopak rozczesuje z wprawą, lecz i delikatnością moje splątane włosy. W pewnym momencie palce ześlizgują mu się z grzebienia i łaskoczą mój kark.
- Gdzie chodzisz do szkoły? - w lustrze widzę, że się zarumienił.
- Do Liceum Międzynarodowego na Victory Street. - odpowiadam i zmieniam temat. - Dlaczego zostałeś fryzjerem?
- Hah, wielu o to pyta. - podchodzi do szafki i miesza farbę. - Nie wiem, może dlatego, że lubię eksperymentować z włosami. Lalki moich sióstr raz miały piękne fryzury, a raz łyse głowy. - uśmiecha się. - Poza tym moja mama jest fryzjerką. A ty? Kim chcesz być?
- Jeżeli mój wzrok wróci do poprzedniego stanu, to może projektantką. A jeśli nie, to może aktorstwo.
- Ambitne marzenia. - stwierdza, pokrywając moje włosy burą breją.
- Wiem, ale przed wypadkiem kształciłam się na projektantkę i jakoś nie odradzali mi tej drogi. - uśmiecham się.
- Ale o ile mi wiadomo, to w Międzynarodówce tego nie uczą. - robi głupią minę odzwierciedlającą jego zdziwienie.
- Bo nie uczą. Byłam przez dwa miesiące w Polsce.
- Ty w ogóle znasz polski? Bo wiesz, ten język jest okropnie trudny.
- Jest bardziej niż piekielnie trudny. Ale Polce z krwi i kości wypada go znać. - szczerzę się.
- Ty... jesteś z Polski? - pyta zdumiony. Przytakuję skinieniem głowy. - Musisz mnie nauczyć. Kiedyś próbowałem, ale wymiękłem po pierwszej lekcji internetowej.
- Pomyślimy... Ale w zamian będziesz fryzjerem moich modelek. - parskam śmiechem. - Żeby było coś za coś.
- Zgoda. - wyciąga rękę. Ściskam ją. - Okej... A teraz chcesz pod suszarkę czy wolisz poczekać? - wzruszam ramionami. - No to suszarka.
         Chwilę później na moich włosach zamyka się suszarka rodem z filmów o latach sześćdziesiątych minionego wieku. Ale nie jest aż tak stara; widać, że to taka stylizacja.
- Długo muszę tak siedzieć? - pytam.
- Jakieś pół godziny. - odpowiada i kieruje się do następnej klientki.
          Przykuwa ona moją uwagę. Ja ją znam! To Allyson Clark, jedna z czołowych kreatorek i wyznaczników trendów. Jeśli spodobają jej się czyjeś kreacje, to świat mody leży u jego stóp.
          Dennis wdaje się z nią w pogawędkę. Nie wiem, o czym, bo zagłuszają ich panujący wkoło gwar i szum suszarek, ale wiem jedno: on ją zna!
           Nagle odzywa się mój telefon.

           Jak zakupy? Lou xoxo.


Udane, ale męczące. xx. Julia

            To wracaj do domu :)


Właśnie mam taki zamiar.

             To na co czekasz?


Załatwiam ostatnie sprawy.

              Zostaw ich trochę na sobotę. Pamiętasz o obietnicy?


Oczywiście xoxo.

               Gdzie teraz jesteś?


Moja słodka tajemnica <oczko+słodki uśmiech>
A ty nie powinieneś być czasem na nagraniu??

               Jestem! Ale teraz mamy przerwę.


I co tam robicie?

                Niall gania Zayna, bo zabrał mu ostatnią paczkę żelków.Znowu Zayn ściga Hazzę, bo ten zabrał mu szczotkę do włosów. A Liam śpi... Z łyżkami we włosach i skarpetkach xD


A ty święty, co?

               Nie... Przegrałem zakład i muszę nosić skarpetki... ;c


Hahah, a jaki zakład?

               Założyłem się z Loczkiem, że ukradnę Niallowi kanapkę... -,-


Oj, panie Tomlinson, pan się nigdy nie zmieni... <buziak>


- Julia? Już... - Dennis lekko dotyka mojego ramienia. Pół godziny szybko zleciało.
- Co?... A, już. - podnoszę się i w tym samym momencie zderzam się z Allyson Clark. - Och, najmocniej panią przepraszam! Nic pani nie jest?
- Spokojnie dziecko, nic mi nie jest. - uśmiecha się przyjaźnie. Patrzy na mnie i coś w moim wyglądzie przykuwa jej uwagę. - Od kogo masz tę sukienkę? Jest śliczna. Muszę wiedzieć, kogo wystawić w trendy. - chichocze (??).
- No... tego... Ja.. - jąkam się. No bo co ja mam jej powiedzieć? Że to mój projekt? To prawda, ale nie uwierzy.
- Nie wstydź się, chcę wiedzieć, komu pogratulować oryginalnej kreacji. - mówi zachęcająco.
- Czy ja wiem, czy oryginalnej?.. Pani Clark, to mój projekt. - odpowiadam i zaciskam oczy w oczekiwaniu na jej odpowiedź, w której wyrazi swoje oburzenie na moje ''kłamstwo''. Zamiast tego mocno mnie obejmuje i wiem, że to początek mojej kariery.
- Drogie dziecko, ja ci wierzę. Inni by różnie postąpili na moim miejscu, ale ja ci wierzę. Taka moja natura. Ale e tym wypadku musisz podziękować temu młodemu chłopcu, to on zwrócił moją uwagę na ciebie i powiedział to, co wiedział.A czy masz może więcej projektów? Obojętnie czy uszytych, czy jeszcze nie... - kiwam głową. - Cudownie! W takim razie musimy się  umówić, żeby zobaczyć inne twoje pomysły. Już po tej kreacji wnioskuję, że tworzysz klasyczne, eleganckie stroje, a nie... Mam już dosyć tych niewiadomego użytku i z beznadziejnym wyglądem strojów awangardzistów... - wzdycha. - Kiedy ci pasuje? Piątek? - przytakuję. - Dobrze... - wyciąga z torby oprawiony w grubą skórę brązowy notes i notuje datę. - Po południu, co? Bo chyba się jeszcze uczysz... - znowu kiwam głową. - To o siedemnastej w Enginelle P.M. To butik połączony z kawiarnią, na Rockers Street. - uśmiecha się. - Jak się nazywasz?
- Julia Avis. - wyduszam z siebie.
- Avis? Przecież to imię...
- Tak, ale jednocześnie mój pseudonim. - mruczę speszona.
- Już rozumiem. - chowa notes, a wyciąga sztywną karteczkę. - To moja wizytówka. W razie czego jestem pod telefonem.
- Nareszcie. - wzdycha z ulgą Dennis. - Niech pani siada, bo maseczka na włosy i farba siądą. Julia... Płuczemy te włosy. Ale kolor może wyjść za jasny albo za ciemny, bo trochę przeciągnęliśmy czas. - macham na to ręką i siadam w fotelu przy umywalce. W jednej dłoni ściskam wizytówkę, w drugiej komórkę. I jedno, i drugie chowam do torby. - Julia... jaki ty chciałaś kolor? - pyta po spłukaniu wystraszonym głosem.
- Coś przy czerwieni miało być...
- Ja podejrzewałem... Nie powiedziałem... Trzeba by było rozjaśniać, żeby taki wyszedł...
- No jaki?! - denerwuję się, bo nie mogę nawet zerknąć do lustra. Wstaję i spoglądam w szklaną taflę po lewej stronie. - Wyszedł... - zaczynam z niedowierzaniem, ale też z uśmiechem.
- Wściekle... - wtrąca Dennis.
- Jestem Anią z Zielonego Wzgórza! Jestem Marchewą! - wyrywa mi się dość głośno.

____________________________________________________________________________________
____________________________________________________________
______________________________

No i koniec! Następny rozdział, jak będę mogła, jak będę miała możliwości, bo real do czegoś zobowiązuje. Czyli w ferie. Tak samo nominację do LBA. Dziękuję, komentujcie, do następnego.

7 komentarze:

My live:) pisze...

Super :) Zresztą jak zawsze...
Długo czekałam, ale grunt, że jest.
Ciekawie o tej marchewce na jej głowie. Heh.. Jaka będzie reakcja? Super czy blee.. To się okaże w następnym.
Myślę, że Dennis się jeszcze pojawi w opowiadaniu. Hmm... No i fajnie spotkać kogoś kto chce spełnić twoje marzenia, tak jak Julia spotkała tą projektantkę. Ok.. U mnie się ferie kończą i no ogólnie źle...
Pozdrawiam i do następnego :D

Mrs. X pisze...

genialneeeee .;d czekam nn♥

Marciak pisze...

Genialny rozdział :D Tylko żeby Dennis nie przeszkodził uczuciu Julii i Louis'a ...

Anonimowy pisze...

Jezuu..♥
Uwielbiam Twojego bloga ;DD
Rozdział jest świetny.! ;)

Anonimowy pisze...

Masz bardzo interesujące opowiadanie czekam na następny

Scooby_Doo pisze...

Rozdział jak zwykle jest boski.!
Fajnie, że pojawiła się nowa postać. ;D
Do następnego. ;)

Anonimowy pisze...

Fantastyczny rozdział *.*
I ten kolor marchewki na głowie - fajny pomysł!
Ciekawe jak przebiegnie spotkanie Allyson z Julią i czy ta pomoże jej w rozwijaniu swej pasji. ;DD

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)