sobota, 26 stycznia 2013

XXII.

Witam wszystkich, którzy zostawili aż 10 komentarzy, to rekord i jest mi bardzo miło. Przepraszam tych, którzy przez cały tydzień zaglądali, żeby sprawdzić, czy aby przypadkiem czegoś nie dodałam. Wiecie, planowałam dodać jeszcze w niedzielę, ale po prostu mama dała mi zakaz i kazała się uczyć. Bo wracałam po chorobie i miałam sprawdzian z biologii, grr... I jeszcze codzienne granie na waltorni, zwłaszcza, że w poniedziałek egzamin miałam... Ale nieważne. Rozdział miał być wczoraj, ale po prostu zabrakło mi czasu. Musiałam czekać godzinę, zanim brat mnie wpuścił o 23., a jak już mi zostało parę zdań, to musiałam gasić kompa. Ale jest dzisiaj!
Dziękuję przeogromnie za 3.500 wyświetleń. To mój ewidentny rekord, żaden nigdy nie doszedł powyżej 1.500 wyświetleń. I za to wam wielkie dzięki ;*

 Następny rozdział chyba jutro. Bo dzisiaj nie będzie mnie w domu, a wcześniej chcę jeszcze zrobić posta z polecanymi blogami (xD) i z faktami o mnie (jeszcze większe xD). Chcecie beznadziejnego szczerza autorki? ;D
Co by tu jeszcze napisać... Liczę na pomysły na nexty, bo naprawdę, ale mam pustkę!!! I komentujcie tak, jak pod ostatnim postem ;D

__________________________________________________________________________________
_______________________________________________________
_____________________________

- No cześć! - zawołała Katya, gdy otworzyłam drzwi. - Co jest? Zarwana noc?
- No tak jakby. - odpowiadam, zamykając za nią drzwi. Prowadzę dziewczynę do kuchni.
- Z Louisem? - pyta zaciekawiona i siada na wysokim krześle przy blacie stołu.
- Nie! - nie wytrzymuję i parskam śmiechem. - Lou był u mnie, ale poszedł po piątej. - powoli podchodzę do zlewu i nalewam wody do czajnika. - Kawę? Herbatę?
- A masz kakao? - przytakuję. - To poproszę. - uśmiecha się promieniście. Odstawiam czajnik na bok, a w zamian wyciągam z szafki garnek i mleko z lodówki. - Ty w ogóle wiesz, która jest godzina? - stawiam garnek na gazie i wlewam ciurkiem litr napoju od krowy. - Po dziewiątej!.. Ej, a co wy wczoraj robiliście? No bo wiesz - sadowi się wygodniej na krześle. - ty przyjechałaś koło drugiej, a on poszedł po piątej... - słodzę mleko i sięgam ostrożnie kakao. - Okej, jak nie chcesz mówić, to nie nalegam...
- Spokojnie, nic się nie stało. - siłą wyrywam się ze wspomnień sprzed dwóch lat, kiedy to pojechałam na kolonie...

///*\\\

- Kochasz mnie? - pytam cicho opalonego chłopaka w czarnej koszuli.
- Nad życie. - odpowiada, bawiąc się rąbkiem mojej białej sukienki. - Liczysz się dla mnie tylko ty. Nikt więcej. - szepcze mi do ucha, rozplatając mojego warkocza. - Tak wyglądasz piękniej.
- Piotr... - zaczynam, ale on przerywa mi pocałunkiem.
- Nic nie mów... - mruczy, dobierając się do mnie.
- Nie! Nie chcę! - ale on już nie słyszy mojego zduszonego krzyku. Zatraca się w tym, co robi.
        Jesteśmy sami na łące, nasz ośrodek jest co najmniej pół kilometra stąd. Leżymy na słomie. Do najbliższego zabudowania jest przynajmniej trzysta metrów. Piotrka poznałam na turnusie. On - wielki gwiazdorek, przystojny zresztą. Której by się nie spodobały jego miętowe oczy, czarne, kręcone włosy, idealnie wyrzeźbione muskuły? Jest trzy lata starszy. A ja? Cicha, zapatrzona w grube książki, nie chłopców. Nie wyróżniająca się niczym dziewczyna. A mimo to on coś do mnie czuł. Tak mówił. Od samego początku nosił za mną bagaże, koc, torby, przynosił bukieciki polnych kwiatów, próbował pisać wiersze. Nieudolne, ale to było coś. Powoli mnie tym kupował. A teraz, w ostatnie popołudnie naszego pobytu tutaj, leżymy na sianie.
- Puść mnie! - próbuję krzyczeć, ale on zatyka mi ręką usta. Bez namysłu ją gryzę ostrymi kłami.
- Ty dziwko! Szmato! - puszcza mnie, by przyjrzeć się dłoni. Puchnie i płynie z niej krew.
          Korzystam z jego nieuwagi, wyrywam się i zaczynam biec. Jest tak zdziwiony, że nie reaguje. Tylko stoi i patrzy się na ranę. Gdy jestem już dość daleko, zaczyna opatrywać rękę, owijając ją strzępem koszuli, porwanej w tym celu. Wybiegam na drogę. Pusto. W oddali widzę zarys ośrodka. Nie myślę, skupiam tylko swoje mięśnie oraz energię i zmuszam je do wysiłku. Jestem coraz bliżej. Już mam wbiec na podjazd, gdy za plecami słyszę jego krzyki. Nie zwracam na to uwagi. Mijam bramę i z trudem docieram do pokoi opiekunów i kierownika.
          Przerażona, roztrzęsiona opowiadam o zajściu. Chyba wierzą, zwłaszcza, że moja sukienka jest podarta i zakrwawiona. Każą mi się położyć. Zasypiam od razu. Następnego dnia, przed odjazdem, muszę powtórzyć "zeznania" policji i ich psycholożce. Potem pakuję się przy pomocy dziewczyn z pokoju obok. 
          Wyjeżdżamy, bez Piotra, który został zatrzymany. W domu przez długi czas boję się gdziekolwiek wychodzić, zostawać sama. Oczywiście nikt nie myśli o psychologu. Wkrótce zaczynają przychodzić anonimy z groźbami. Wyjeżdżamy do Anglii, by zapomnieć...

///*\\\


        Ale ja nie zapomniałam.
- Ej, Jula, wszystko okej? - pyta troskliwie Katya. - Co się stało?
- Wspomnienia z kolonii. - nic nie muszę dodawać, wie, o co chodzi.
- Nie bój się. Louis taki nie jest. - przytula mnie do siebie. - To co, pijemy to kakao? Tobie dobrze zrobi. Siadaj!
        Siadam, a Katarinka rozlewa napój do kubków. Chwilę później siedzimy obok siebie z kubkami w dłoniach.
- Miśka, może to o to chodzi: to to wspomnienie sprawia, że nie jesteś sobą. Blokuje cię przed miłością. Musisz mu o tym powiedzieć. Louis musi wiedzieć.
- Chyba masz rację. - przyznaję. Pijemy w milczeniu, aż opróżniamy kubki do dna. - Ale ja tego nie powiem. Nie jestem na tyle odważna.
- Idź się ubierz. - wskazuje na moją piżamę. - Ja pochowam do zmywarki. I nie bój się, od tego zależy, czy będziesz szczęśliwa.
        I znów jej słucham. Idę na górę. Nie przebieram w ciuchach. Wybieram bawełnianą sukienkę w kolorze czekolady, z dekoltem w łódkę, za kolano, rękawy za łokieć. Jest mojego projektu, uszyta przez babcię. Do tego czarna cienka marynarka i beżowe buty na niskim obcasie. Schodzę na dół.
- No i wyglądasz jak ludzie. Jak wzrok?
- Chyba lepiej... Sama nie wiem...
- To weź się, kobito, zdecyduj! - denerwuje się, ale tylko dla żartu. Po chwili się szczerzy.
- Oj tam... Nie było problemu, że zwiałaś z lekcji?
- Coś ty! Oficjalna wersja jest taka, że choruję. No bo byłam przeziębiona, a z moją odpornością to wiesz, jak takie rzeczy się przeciągają. Ale jutro wracam. - uśmiecha się. - Gotowa?
- Momento. - idę do łazienki i przetrząsam kosmetyczkę w poszukiwaniu pomadki ochronnej.
       Po chwili wychodzę ze zgubą. Ubieramy się, wychodzimy, zamykam dom i idziemy do metra. Na peronie co któraś dziewczyna pokazuje na nas palcem.
       W galerii jesteśmy niecały kwadrans później. Od razu kierujemy się do sklepów.
- Słuchaj, Miśka! Nienawidzę zakupów, robię dla ciebie wyjątek, więc masz coś sobie kupić. - mówi na wstępie.
        Przeglądam kolejne wieszaki, półki, regały itp. i łącznie kupuję flanelową koszulę w czarno-czerwoną kratę; drugą, zwykłą białą koszulę w czarne paski; czekoladowy sweter 'leningradzki'; dwie pary spodni (brązowe i miętowe); chabrową spódnicę i trzy kiecko. Pierwsza jest w kolorze malin, dopasowana, przed kolano, bez rękawów, o prostym kroju. Następna jest jak na jakąś uroczystość, w kolorze śniegu. Kremowa biel. Koronkowa. Z rękawami przed łokieć. Obcisła góra i rozkloszowana spódnica. A ostatnia to typowa sukienka na jakiś spacer, piknik, spotkanie w gronie znajomych. Kwiecista, dekolt w łódkę, krótki rękaw. I za kolano.
        Katya kupuje tylko bejsbolówkę, kolejną do kolekcji. Ale trzeba jej pogratulować wytrzymałości przy tym maratonie po sklepach. Kto jak kto, ale ona jest zagorzałą przeciwniczką tej formy spędzania wolnego czasu. W zamian za to idziemy do części gastronomicznej. Jest po 14.
- Co bierzesz? - pyta dziewczyna, gdy stajemy w kolejce do jakiegoś fast-fooda.
- Nie wiem. Nie widzę co jest. Ale chce mi się czegoś normalnego.
- No to cappuccino i zestaw czterech kanapek. Z wędliną, serem i warzywami.
- Może być. - kiwam głową. - A ty co zamawiasz?
- Kawa, jajecznica i hamburger. No i frytki. - uśmiecha się.
       Zbliżają się do nas jakieś dziewczyny. Roześmiane, na luzie.
- Cz-cześć... - zaczyna wysoka brunetka w wojskowej kurtce. - Ty jesteś Julia? - mrużę oczy. Nie znam dziewczyny. - Wszystko okej? Coś nie tak z twoimi oczami czy co?
- Mhm... Ostatnio bardzo słabo widzę... Tak, mam na imię Julia. Ale co to ma do rze...
- No więc to ona, mówiłam! - przerywa mi radośnie niższa blondynka. - A czy twoja koleżanka ma na imię Katya? - kiwam niepewnie głową. - No i co? - woła triumfalnie do towarzyszek.
- Niekoniecznie. - mówi sceptycznie inna, szatynka z lokami jak Danielle.
- Kurczę, o co wam chodzi?! - wybucham. - Dopiero co wyszłam ze szpitala, przyszłam z przyjaciółką na zakupy, teraz chcę coś zjeść, a ktoś czegoś ode mnie chce! Przepraszam bardzo, ale jak moje ojczyste przysłowie mówi: jak Polak głodny, to zły!
- Jula... - Katya dotyka mojego ramienia. - Znajdź stolik, załatw sprawę i zjedz Snickersa, bo zaczynasz gwiazdorzyć, a ja kupię.
- Dobrze. - wychodzę z kolejki, śmiejąc się pod nosem z tekstu z batonem, podczas gdy trio dziewczyn wciąż za mną podąża. Idę w stronę wolnego stolika. Tamte coś do siebie szepczą.
- Ekhem... - odkasłuje blondynka, gdy zajmuję miejsce. - Przepraszam, ale wiesz... Ja jestem okropną Directioners i staram się być na bieżąco ze wszystkim... No i chodzi o to, że Louis chodzi z jakąś dziewczyną, a ona jest strasznie podobna do ciebie. I nie wiem, co o tym myśleć...
-Emm... Nie wiem, po co to ukrywać, skoro to prawda... Ale... - mruczę do siebie. - Czy jestem dziewczyną Louisa, to zapytajcie lepiej jego. Ja przecież równie dobrze mogę kłamać, wykorzystując podobieństwo, czyż nie?
- Może... Ale gdyby to było takie proste, to dorwanie Louisa... - odpowiada dziewczyna z lokami. - Może chociaż zdradzisz, gdzie go szukać?
- Niestety, ale nie wiem. Poza tym nie jestem dziennikarską paplą, że wygadam o gwieździe wszystko...
- To powiedz chociaż, skąd jesteś?
- Już mówiłam... Z pięknego od czasu do czasu kraju, który zwą Polską.
- Tak jak tamta? - dziwi się blondynka. - No, tamta poprzednia dziewczyna Louisa.
- Nie było dwóch. Jest wciąż jedna i ta sama. A teraz przepraszam...
         Nadchodzi Katya, dziewczyny się zmywają. Siada. Jemy w milczeniu. Nie wiem, co mam powiedzieć.
- Julka, długo jeszcze chcesz tu być? - pyta Ukrainka, tym samym wyręczając mnie od rozpoczęcia rozmowy. Powoli kończymy jeść.
- No... Jeszcze chwilę chyba mi zejdzie... - odpowiadam niepewnie.
- Bo ja muszę już iść. Trzeba uzupełnić zeszyty, a jeszcze pewnie Zayn wpadnie.
- Nie ma sprawy, idź. Przeżyję. - uśmiecham się.
- Dobra, to ja będę szła. - podnosi się i zakłada kurtkę. - Tylko nie zrób nic głupiego...
- Postaram się, mamusiu. - parskamy śmiechem, jak dzieci. Katya  bierze torbę. - Idź, bo Zayn się obrazi, że musi czekać.
- Cicho, Miśka, ja się po prostu obawiam, jak ty z takim wzrokiem sobie poradzisz w drodze do domu...
- Oj, już się nie martw, bo osiwiejesz. Jakoś dam radę. - mówię, gdy idzie do wyjścia. - Cześć, Katiuszka!
- Cześć, Miśka! Do jutra! - macha mi, a ja się zbieram. A gdy tylko znika mi z oczu, idę w stronę salonu
fryzjerskiego...

6 komentarze:

My live:) pisze...

Uuuuu.... Fajne zakończenie. Szkoda trochę Juli, że z jej wzrokiem nadal nie jest zbyt dobrze, ale mam nadzieję, że sobie poradzi, bo jest silna. Oczywiście jak zawsze z niecierpliwością czekam na nastepny rozdział i naturalnie gratuluję tylu wejść :)

Julia Avis pisze...

Dziękuję :) Co do Julii - już wkrótce będzie dobrze, nawet bardzo :D

Mrs. X pisze...

Boskoooo :D :*
Tak długo czekałam i się doczekałam. Czekam an następny.
A co do twojego pytania pod rozdziałem, to mogę zdradzić, że w końcu będzie dobrze.;D xx

Vicki. pisze...

Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award na my-world-opowiadania.blogspot.com

Romeo Monteki pisze...

Haha czadowe opowiadania, momentami miałem uśmiech na ustach ;)
Obserwuję i zapraszam do nas do rewanżu:
www.ourloveourpassion.blogspot.com

monisia pisze...

boskie zapraszam do mnie :)

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)