sobota, 19 stycznia 2013

XXI.

Ja nie mogę! Nie wierzę, że dodałam ten rozdział xD Ale inny będzie gorszy... Mam tylko nadzieję, że moi znajomi (nie liczę Katii) tego nie czytają, bo się zabiję ;/
Chcecie się pośmiać tak na początek? Kot, nie mój, urządził sobie na moim łóżku kuwetę w czwartek i nie miałam łóżka, na którym bym się porządnie wyspała. A teraz mam love rozdział, który, jeśli przeczytają ludzie z mojej obecnej lub poprzedniej klasy, będzie pośmiewiskiem... Okej... To tyle... 
Dalej czekam na dokończenie zdania:"Julia i Louis są w kawiarni i...". Jest jedna propozycja, ale potrzebuję konkretów ;)
Dziękuję za komentarze, ale czy nie mogłyby zawierać coś więcej niż "fajny rozdział, czekam na następny"? Ja rozumiem, nie zawsze jest czas. Ale w takim razie, jeśli chcecie dać komentarz, to zostawcie to na później i napiszcie dłuższy. Takie krótkie to słaba motywacja i przez nie nie będę dawać szybko rozdziałów!
Dziękuję, zapraszam do czytania, komentowania i cierpliwości, bo następny rozdział w przyszłym tygodniu. A to dlatego, że jestem ledwo dziewięć rozdziałów do przodu i nadążam z pisaniem... Tak więc z łaski swojej: proszę, podrzucajcie pomysły na następne rozdziały!!!!
~*~

- Jeszcze nie wiem, zobaczymy, co nam do głów wpadnie. - uśmiecham się.
         Chwilę później wchodzimy do mojego pokoju. Czystego, zadbanego pokoju. Siadam delikatnie na dywanie po turecku, Louis obok mnie. Opieram głowę o jego ramię. On mnie obejmuje i czule całuje w czoło.
- Wiesz co? W końcu będę miał od kogo zjeżdżać w szkole. - śmieje się.
- Tylko to? To ja wysiadam... - odsuwam się od niego.
         Jednak chwilę później leżę w jego ramionach.
- No to jaki masz pomysł? Co będziemy robić? - szepcze, muskając płatek mojego ucha.
- Żadnego... Zdaję się na ciebie. - odpowiadam przeczesując dłonią jego włosy.
- Radziłbym nie...
- Ale zaryzykować można. - uśmiecham się. W odpowiedzi tylko łaskocze mnie po brzuchu. - Heej, ja tam mam łaskotki! - parskam śmiechem.
- I o to mi właśnie chodzi. - całuje moją szyję. Przy okazji drapie ją swoją nieogoloną brodą.
- Hahah, to jaki masz pomysł?
- Jakbym ci powiedział, to wątpię, żebym wyszedł stąd żywy. - poważnieje, a jego głowa znajduje się dokładnie nad moją.
- Mów! Albo faktycznie żywy nie wyjdziesz.
- Kurczę, kobieto... - jego gorący oddech muska mój nos. Nasze usta dzieli coraz mniejsza odległość. - Kocham cię do szaleństwa, bejbe... - muska mój nos. - Nawet nie wiesz, jak bardzo... - całuje moje wargi.
- Mogę się tylko domyślać. - szepczę, odwzajemniając słodki pocałunek.
- Właśnie. - mruczy, rozpinając powoli guziki mojej koszuli. Po rozpięciu paru przerywa. - Nie wiem, czy ty... - urywa i unosi minimalnie głowę. Wyduś to z siebie!
         Jednak zamiast dokończyć całuje mnie namiętnie, jego dłonie wędrują w stronę pleców i unoszą mnie, przyciskając moje ciało do jego. Jedną ręką oplatam jego ramię, druga znajduje swoje miejsce w gęstwinie jego włosów, psując idealnie ułożoną grzywę Louisa.
- Julka... - szepcze chwilę później.
- Hmm? - kieruję oczy w jego stronę.
- Czasami mam wrażenie, jakbyś była ode mnie starsza i bardziej doświadczona. - uśmiecham się. - Ale wiesz... Nie chcę cię zranić. Jesteś dla mnie kimś, kim nigdy nikt dla mnie nie był. - jego głos staje się poważny. Opuszcza mnie delikatnie na dywan.
- I co w związku z tym? - pytam, oczekując niecierpliwie odpowiedzi.
- Już nic... To ewentualnie po ślubie. - śmieje się nerwowo, a ja domyślam się, o co mu chodziło. - Eee... Puścisz mnie?
- Nie. - odpowiadam panicznie. - Boję się, że gdy to zrobię, znów coś się stanie.
- Och... Dobrze, ale wiesz co? Tak jest niewygodnie. - mówi i obraca się ta, że głowę opiera na moim brzuchu. - Oo, teraz lepiej. - mamrocze, ściskając moją dłoń. - Nie uciskam cię? - zwraca się do mnie.
- Nie, tak jest dobrze. - uśmiecham się. - To jak było w Ameryce?
- To co zwykle. Dużo ludzi, aut, wrzeszczące fanki... Czyli tradycyjnie: hałas, ścisk i brak czasu na cokolwiek... A ty? Co robiłaś w tym czasie beze mnie?
- To co zwykle: leżałam, chodziłam, słuchałam muzyki, audiobooków i kłóciłam się z zołzowatą pielęgniarką. - odpieram i wspominam Rosalynne, 22-letnią pielęgniarkę, która kłóciła się ze mną praktycznie o wszystko.
- O co tym razem? - jęknął z politowaniem.
- Tym razem o muzykę. Mimo, że słuchałam przez słuchawki, ta i tak musiała się przyczepić, że jest za głośno. Katya nie wytrzymała i puściła muzykę na pół szpitala. Wtedy ta mruknęła tylko, że w końcu jest tak jak trzeba. Ale chyba zgłosiła to ordynatorowi. Była awantura o zakłócanie wypoczynku i rehabilitacji pacjentów i pracy lekarzy. I się oberwało... Rosalynne. I w końcu dała spokój.
- Nudno nie było. - roześmiał się Lou, kręcąc głową, aż się zwijam ze śmiechu, ponieważ jego włosy łaskoczą mój odsłonięty brzuch. - Wiesz, Zayn nam prawie umarł z tęsknoty.
- Za swoimi kosmetykami?
- Nie, za Katyą. - odpowiada, a ja uśmiecham się na myśl, jak musiał wyglądać, kiedy w końcu się z nią zobaczył. - Ja też tęskniłem. Za tobą, oczywiście... Dobra, dosyć tego słodzenia. - śmieje się. - Jutro szkoła, a ty masz dużo zaległości.
- A właśnie, że nie. Zamiast przepisywać, Katya mi pokserowała zeszyty, ćwiczenia uzupełniłam.... Źle nie jest.
- No dobrze, ale kto ci uzupełniał ćwiczenia?
- Nasza Katiuszka! Nialla też przed USA wkręciłam.
- Podziwiam go, że dał się namówić. - podnosi się i siada.
- Nie miał wyboru, a poza tym w nagrodę dostał wypieki mojej mamy. - też się podnoszę. - Jutro jeszcze nie pójdę do szkoły, ale za to w środę już tak. I będzie niespodzianka. - wypuszczam na oblicze smajlika.
- Jaka?! - pyta słodko.
- Jak powiem to nie będzie niespodzianki. - poszerzam szczerza. - Jutro nie przychodź, bo i tak nie będzie mnie w domu.
- Czemu?
- Wybieram się z miłością Zayna na zakupy. - odpowiadam.
- To ja jadę z wami! Jestem dobry w doradzaniu. Przy czwórce chłopaków i piątce sióstr to się gust wyrabia. - jest wesoły, nie chcę mu psuć zabawy, ale nawet Katyę będę musiała przegonić. Oboje w życiu nie zgodzą się na to, co już postanowiłam...
- Nie, Lou. - odpowiadam delikatnie. - Z tobą mogę pojechać w weekend. Wtedy ja dam ci wolną rękę w wyborze, a ty pozwolisz mi wybierać dla siebie.
- Niech stracę... Dobra. - całuje mnie w czoło. Potem wyciąga telefon i wpatruje się w podświetlony ekranik. - Uwierzysz, że już czwarta? Siedzę u ciebie dwie godziny. Będę musiał iść, bo trzeba się rozpakować, uzupełnić zeszyty...
- Dobrze, nie zatrzymuję cię. Tylko uważaj na dziennikarzy. Zuza opowiadała mi przez telefon ostatnio, że cały czas tu przesiadują i liczą na sensację. Nie chcę, żebyś z mojego powodu musiał odpowiadać na jakieś niewygodne pytania...
- Nie martw się na zapas. - wstajemy i schodzimy na dół. Louis podtrzymuje mnie, żebym nie upadła.
- To do środy? - pytam retorycznie, gdy zakłada kurtkę.
- Oczywiście, Marchewko. - obejmuje mnie. - Boisz się dziennikarzy, fanek? - kiwam głową. - Dlaczego, Mała?
- Bo dziennikarze wymyślają okropne, niestworzone rzeczy, które ranią. A fanki... Mogą cię kochać, ale nienawidzić za to, że jesteś ze mną i coś ci zrobić...
- Oj, głupku mój! Przeżyjemy. A jak będą dla nas niezbyt mili, to ich problem, ale odejdę z zespołu.
- Chyba nie mówisz tego poważnie? - podnoszę głowę do góry.
- Ależ oczywiście, że mówię poważnie. Zespół jest dla mnie ważny, ale ty, rodzina, prywatność, spokój... Jesteście dla mnie ważniejsi.
- Louis, nie możesz i nie będziesz się tak dla mnie poświęcać. - zaprzeczam i wyrywam się z jego uścisku,
- Mogę i nikt mi tego nie zabroni. - mówi poważnym tonem i mimo protestów z mojej strony przyciąga mnie do siebie i długo i namiętnie całuje. - A to jest tego dowód, Mała. - szepcze do mojego ucha.
- Już wolę Marchewkę. - muskam jego brodę. - Jest słodsze i bardziej pasuje...
- Czemu? - pytam, a po chwili obejmuje mnie tak mocno, że nie mogę oddychać. Nie mam też pewności, czy przypadkiem nie ucierpiały na tym moje kości. Odwzajemniam uścisk, przylegając do niego, jakby chcąc ochronić go przed całym złem tego świata. - Marchewko, co jest?
         Podnoszę ku niemu głowę. Nic nie mówię. Wokół nas panuje niezmącona cisza. W moim ciele gromadzi się dziwna mieszanka, która szuka ujścia w moich ustach, a te przybliżają się do Louisa. Najpierw muskam delikatnie, smakuję jego gorących malinowych warg. A potem coraz zachłanniej. Chłopak, po chwili zaskoczenia, odwzajemnia nagły przypływ uczuć. Przesuwa nas w stronę drzwi do garażu i przyciska mnie do nich. Nasze czoła się stykają, jego ręce oplatają moje biodra i plecy, natomiast moje dłonie zatrzymuję się na jego barkach. Wpijam mocniej, niczym cholernie wygłodniały wampir, swoje usta w usta Louisa. On unosi mnie, więc oplatam jego biodra nogami. Obejmuję jego szyję w chwili, gdy odrywa nas od drzwi. Prowadzi z powrotem na górę, klęka na podłodze i kładzie mnie na dywanie. Pochyla się nade mną i, rozpinając moją koszulę, wciąż mnie całuje.
- Czy ktoś ci mówił, że cudnie pachniesz? Jabłko i cynamon... - muska nosem moje odkryte ramię i odrzuca ściągniętą koszulę na łóżko. Pod spodem mam bokserkę.
- A czy tobie ktoś powiedział, że masz... - nie daje mi dokończyć. Zrzuca z siebie kurtkę, pozwala, żebym zdjęła jego koszulkę i zamyka mi usta potężnym ładunkiem namiętności. Niby delikatnie, ale potem coraz mocniej, coraz namiętniej... Myśli w mojej głowie galopują, próbując zapisać te chwile.
- Louis! - piszczę, gdy czuję, jak jego dłonie wędrują do sprzączki mojego stanika. - Nie! - mówię, odrywając się od niego, ale tylko na chwilę.
- Dobrze. - mruczy, przenosząc ręce na moje włosy. Bawi się nimi. - Wiesz co? Jak by to powiedziała Katarinka: ja tiebia liubliu! - mówi parę minut później, gdy leżymy obok siebie.
- I nawzajem. - śmieję się. - Która godzina?
- Po piątej. - też się śmieje, ale wstaje. - Niall się na nas obraził, wiesz? - zakłada koszulkę.
- Za co? - co oni mu znowu zrobili?!
- Włamaliśmy się mu do spiżarni i na Twittera.
- Wiesz co?! Dajcie biedakowi czasem spokój. - mówię z litością.
- My go kochamy! A on kocha nas! - parska śmiechem. - U nas nie wieje nudą i jest baaardzo wesoło.
- Dobra, dobra, już ja wiem, co u was znaczy wesoło.
- Tsa... Ej, skarbie, co jest? - kuca przy mnie i wyciera policzki z łez. Kręcę głową. - Ni: nic, bo widzę, że coś ci jest.
- Nic takiego, idź już. - mruczę, pospiesznie zakładając koszulę i odwracając głowę.
- Nie pójdę! - mówi stanowczo, łapiąc mnie za ramiona. - Ja cie nie rozumiem, boję się o ciebie. Bo raz jesteś wesoła, a za chwilę płaczesz... Co się dzieje?
- Nie wiem...
- Jula, mała... - łapie mnie za podbródek tak, bym na niego spojrzała. - Jest ci ciężko, ja wiem... Chcesz marchewkę? Może pomoże?
- Nie, Louis, nie trzeba. Idź, ja po prostu jestem taka przez zmęczenie, może przez wypadek... - mówię, ziewając. Wstaję i idę za nim na dół. - Do środy? - pytam, gdy zapina kurtkę.
- Tak, Mała... - odpowiada w roztargnieniu. Potem patrz na mnie poważnymi oczyma i bierze w dłonie moją twarz. - Ale jeśli coś się będzie działo, dzwoń. Nawet w środku nocy. - całuje mnie, przytula i wychodzi...

11 komentarze:

Mrs. X pisze...

słodkoooo . no aż się wzruszyłam . żeby tak w prawdziwym życiu spotkać takiego chłopaka . marzenie . takiego zabawnego, opiekuńczego, utalentowanego i słodkiego . bosko, naprawdę .;3 czekam na następny.xx

Ola Kuczyńska pisze...

Uwielbiam tego bloga. Opowiadanie oczywiście też :) Louis i Julka...... Słodko :* Mam nadzieję że ten płacz Julka to nic poważnego,dlatego żebym mogła się dowiedzieć musisz.szybko pisać nowy ;)

Julka pisze...

Bossskie:) Już się nie doczekam co będzie dalej. Jesteś wzorem jak pisać opowiadania i natchnienie czerpie właśnie z twojego bloga. Chyba nie zrobisz mi tej przykrości i dodasz nowego posta troche wcześniej niż za tydzień :) Pozdrowienka:)

Julia Avis pisze...

Dziękuję bardzo i miło mi, że daję tym opowiadaniem natchnienie innym :D Ale niestety, następny rozdział prawie na pewno dopiero w następny weekend. Muszę rozdział przepisać na komputer, a nie jest krótki. A jeszcze trzeba uzupełnić zeszyty z tego tygodnia i poćwiczyć na jutrzejszy egzamin... Naprawdę nie wiem, może przy dużej dozie szczęścia uda się jeszcze dziś, ale będzie wtedy póóźno. I musi być pod tym rozdziałem 5 komentarzy, nie licząc mojego :p

Hakuna Matata ∞ pisze...

Super rozdział, aż się wzruszyłam c:

+obserwowanie za obserwowanie ?

Julaka pisze...

No więc jak wspomnialam twój blog jest dla mnie natchnieniem itp. Teź postanowiłam zaczac pisać bloga. Moja główną bohaterka jest też dziewczyna która przyhechala z polski do angli ale jej losy nie uloza się jak twojej bohaterki oraz nie spotka chłopaków z 1D. No chyba że na ich koncert pojedzie bo jest ich fanką ale nic poza tym .Chyba się nie obrazisz że moja bohaterka to polka. Dopiero zaczynam i nie mam zamiaru nic ściągać bo mam w zanadzu moje pomysły. Jak będzie ci jednak nie tak to napisz. Ją jestem gotowa nawet usunąć bloga żeby nie być hamem i sciagara. Chciałam to napiscac zebys weszła nim nie ma komentarzy i nikt narazie nie wchodził oprócz mnie. Dobrze o to blog : everywhere-and-always-with-you.blogspot.com
czekam na odpowiedź :)

AdaiPaula pisze...

Wow, ze Ci sie chce :o
www.tanecznedusze.blogspot.com
+ obserwujemy?:)

Ola Gatz pisze...

No to tak, może zacznę od tego, że przepraszam, bo wyjechałam i dawno mnie nie było i nic nie pisałam. Bardzo podoba mi się, że dodałaś chat i założyłaś stronkę na fb. Musiałam nadrabiać od rozdziału 18 do 21 ;D Bardzo mi się wszystkie rozdziały podobały. Jestem ciekawa co będzie dalej, może jak mi wpadnie jakiś pomysł to ci napisze. Ale jak na razie to nie mam pomysłu. Ten rozdział mi się szczególnie podoba, tak dużo w nim miłości i Juli i Louisa. I mam pytanie czy Julia już widzi normalnie? Bo jakoś wcześniej nie widziałam o tym wzmianki? ;pp Co do tego snu Louisa w którymś z poprzednich rozdziałów to jestem za, żeby Julia była niedługo w ciąży!!! ;** Jak byś chciała mi coś odpisać to lepiej na twitter'a, bo tam szybciej zobaczę ;pp
PS. brałaś/bierzesz udział w akcji na tt? ;D

Unbroken Girl pisze...

już jest! nowy rozdział na moim nowym blogu : http://little-things-and-one-direction.blogspot.com/ zapraszam !

p.s sorki za spam :)

Unbroken Girl pisze...

zapraszam cię na mojego nowego imagina na moim blogu, tym razem z Louisem:
http://onedirection-theimagines.blogspot.com

monisia pisze...

ona jest w ciąży prawda ? :D i będą małe Louiski :P
Uwielbiam twój blog :) bijaj do mnie :D

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)