sobota, 12 stycznia 2013

XVIII. - Nasze opowiadanie jest już pełnoletnie ;D

    Stoimy w hallu, gdy otwierają się wrota windy i wypluwają chłopców na zewnątrz. Ale są oni jacyś inni. Liam ma potargane włosy i czerwoną, jakby opuchniętą, twarz, Louis jest smutny, Niall trzyma się za brzuch, najprawdopodobniej z głodu, Zayn ma dziurę w swojej ukochanej granatowo-szarej bejsbolówce, natomiast Harry w jednej dłoni coś ściska, a drugą trzyma się za włosy.
- Co się stało? - pyta przerażona Selene.
- A więc tak, Liam pobił się z Zaynem za rózgę, a ze mną za spacery, więc wyglądają jak wyglądają. Ja jestem smutny, bo oni śmiali się z mojej kochanej Marchewki. Niall jest głodny. A Hazza stracił z mojej ręki jednego kędziorka i wyprawi mu pogrzeb. - odpowiada Louis, po czym podchodzi i mnie przytula. - Pachniesz czekoladą. - stwierdza. - Jak słodko...
- Nie rozpływaj się tak. - szepczę. - Jeszcze kiedyś będziesz miał czas. - w tym momencie słyszę ''Lulbaby'' - to mój telefon. Odbieram. - Halo? Cześć mama... Co? Poczekaj... - odsuwam komórkę od ucha i zwracam się do reszty. - Jakieś plany na później?
- Wracamy do domu i siedzimy. - mówi Liam.
- Eee... Louis... Co powiesz na świąteczny obiad w moim domu? - pytam nieśmiało.
- Co ja na to? A ja na to, jak na lato. - szczerzy się. - Przejdziemy się na piechotę, okej?
- Dobra - mówię i odpowiadam do telefonu. - Mama, będę gdzieś za pół godziny... Przyjdę z Louisem... Tak, z tym od marchewek, mhm... - robię się czerwona ze wstydu. - Tak... No, cześć.
- To idziemy? - pyta rozbawiony.
- Taa, tylko wezmę torbę z auta.
- Okej... Ale znasz drogę?
- Taa... Kiedyś polowałam na Olly'ego Mursa, a potem musiałam zwiewać, więc tak... Znam drogę.
- Dobra - znów się uśmiecha - więc reszcie Merry Christmas życzę, a my spadamy do moich przyszłych teściów.
        Parę minut później idziemy wąską uliczką między zabytkowymi kamiennymi kamieniczkami rodem ze średniowiecznych Włoch, która prowadzi do kamiennego placyku.
- Wiesz co? - pyta, łapiąc mnie za rękę. - Lubię takie spacery.
- Wczoraj mówiłeś coś całkiem podobnego. - uśmiecham się delikatnie.
        Skręcamy w prawo i wychodzimy na zatłoczoną ulicę. Stąd  już tylko 10 minut drogi, jeśli pojechać metrem. Gdy mijamy cukiernię ''Sweet Mariposa" wchodzimy do środka i po dłuższym niezdecydowaniu kupujemy ciastka, babeczki (''Tylko spróbuj mi się na nie spojrzeć!'') oraz dwa rodzaje ciast. Potem idziemy do metra. W wagonie nie mogę powstrzymać śmiechu. Grupka dziewczyn piszczy na widok Louisa, a ten tylko się zawadiacko uśmiecha. Gdy mamy wysiadać ruszają za nami i proszą go o autografy i fotki. Zgadza się, a ja robię za fotografa. W końcu ruszamy dalej.
        Na miejscu jesteśmy nie pół godziny, a 40 minut później. Wchodzimy do środka, a w korytarzu już czeka Zou.
- Cześć, mama zaczyna się denerwować. - informuje młoda, gdy zdejmuję kurtkę. - Wow. Ale masz fajną sukienkę!
- Ech, kobiety. A wy tylko o jednym. - wzdycha Louis.
- O, cześć. Harry'ego i Liama nie będzie?
- Co ona ma z nimi? - szepcze do ucha, zdejmując mi szalik.
- Jest w nich zakochana. - odpowiadam, również szeptem, gdy strzepuję śnieg z jego włosów. W odpowiedzi tylko się uśmiecha.
- Nie, nie będzie ich. Jestem tylko ja i to musi wystarczyć.
- Szkoda... - markotnieje. - Dobra, weźcie łapcie i chodźcie. - idzie, z niezrozumiałych początkowo powodów, na górę. Dopiero po chwili stwierdzam, że musi się wysmucić.
- To chcesz łapcie? - pytam.
- Mhm... - podaję mu i biorę też dla siebie.
- Ty faktycznie nie nosisz skarpetek, zwłaszcza zimą.
- No!- szczerzy się. - Już, idziemy, bo twoja rodzinka mnie nie polubi.
       Łapię go za rękę, w drugą biorę paczkę z cukierni i prowadzę do jadalni, z której wydobywają się pyszne zapachy.
- Cześć. - mówię w progu i szepczę do Louisa. - Mama nie zna zbyt dobrze angielskiego, więc w razie czego będę tłumaczyć.
- Nie ma problemu. - smajlik i zwraca się do mamy. - Dzień dobry, proszę pani.
- Dzień dobry, Louis. - mruczy z kuchni roztargniona. - Siadajcie. Tomek! Zuza! - woła.
       Po chwili tata wyłania się z salonu, trzymając w dłoni zgniecioną puszkę po świątecznym piwie i wywala ją do kosza. Zaraz potem w pomieszczeniu pojawia się Zou, zbiegając do salonu po dwa-trzy schodki naraz, tak na oko. Siadamy. Mama kładzie na stole wazę z barszczem. Nalewamy zupę.
- Louis, będę was mogła kiedyś odwiedzić? - walnęła po jakimś czasie młoda, aż się zakrztusiłam.
- Zuzanna, proszę cię. - wzdycha mama.
- No co? Skoro Julka może, to czemu nie ja? - ona mnie tą swoją dziecięcą szczerością powala. Tyle, że jej wypowiedzi są często nie na miejscu.
- Nie no, okej... Pogadamy kiedy indziej na ten temat... - odpiera z czarującym uśmiechem chłopak. - Bardzo dobra zupa, proszę pani. - nie powiem, z niego jest niezły czaruś.
- Dziękuję. - mama się uśmiecha. - Koło czwartej zajrzą Olendziakowie, wiecie, ci z centrum. Przyjdą z dziećmi. - mówi naście minut, sprzątając talerze. Wstaję i pomagam. Zou robi to samo.
      Gdy znikamy w kuchni, tata wydobywa z siebie pytanie, które musiało go od jakiegoś czasu trapić.
- Czy... spotykasz się z moją córką?
-T-tak... - Louis jest na stówę zaskoczony. - Czemu pan..?
- Posłuchaj synu... Jesteś jej pierwszym chłopakiem, a przynajmniej o żadnym innym wcześniejszym nie wiem... - kurde, tata, ty to zawsze znajdziesz jakiś moment...
- Czego pan ode mnie oczekuje? - spoglądam na niego w chwili, gdy przybiera poważną minę. W duszy pewnie się śmieje.
      Wycieram talerze i wyciągam sztućce, gdy tata ponownie przemawia.
- Chcę tylko, aby mogła czuć się przy tobie bezpiecznie. Jestem jej ojcem i wiem, że jej szczególnie trzeba to zapewnić... - och, tata... - I jeszcze jedno: nie rań jej... Z tego co wiem, naprawdę jesteś pierwszym, któremu na niej zależy. I jej na tobie... - milknie, gdy Zuza przynosi i rozkłada talerze i szklanki do napojów.
- Coś do picia? - pyta.
- Kawę. - odpowiada tatu.
- Je też poproszę. - co jest z Louisem? Chyba faktycznie chce się przypodobać. Gdy młoda odchodzi, odpowiada. - Dobrze. Ona jest dla mnie kimś ważnym. Nie zawiodę pańskiego zaufania.
       Wnoszę talerze z daniami, rozkładam sztućce. Zbliża się trzecia. Siadam koło Louisa. Łapie mnie pod stołem za rękę. Mimowolnie się uśmiecham.
       Pół godziny później odchodzimy od stołu i idziemy do salonu. Zuza z nami, rodzice zostają. Zamykamy drzwi. Młoda rozwala się na fotelu, my na kanapie. Lou ramieniem obejmuje mnie, dłonią łapie mą dłoń. Opieram głowę o jego pierś  i podkulam nogi. W telewizji leci świąteczny program.
- Sympatyczny ten twój tata. - mówi z uśmiechem. - Kocha swoje córki i dba o nie.
- Taa, bardzo. - odwzajemniam uśmiech.
       Zaczyna lecieć ''Last Christmas''. Chłopak wstaje i ciągnie mnie za rękę.
- Zatańczymy, mademoiselle? - pyta, całując moją dłoń.
- Z wielką chęcią. - odpowiadam.
       Porywa mnie w wir melodii, tańczymy przytuleni. Louis nuci słowa piosenki, co jakiś czas nurkując twarzą w stronę mojej twarzy. Obdarowuje mnie drobnymi pocałunkami na czole, nosie, brodzie, wreszcie ustach.
       Piosenka się kończy, słyszymy trzaśnięcie drzwi - to Zuza wyszła. Siadamy na kanapie, wtuleni w siebie.
- Naprawdę nie miałaś nigdy chłopaka? - pyta.
- Nigdy. Tak się złożyło...
- To ja... Czyli naprawdę jestem...
- Mhm... - mruczę, gdy muska moje wargi.
- Kurczę... Okej... - nie umie się wysłowić.
- Nie gadaj już! -szepczę mu do ucha. Kiwa głową.
- To co?
- Nie wiem, ale nie mów już na ten temat. Każdy inny, tylko nie ten.
- Dobrze... A co robimy?
- Louis, Louis, Louis... - śmieję się. - Nie wiem, a co chcesz?
- Dowiedzieć się czegoś o tobie. - kiwam głową. - Hmm... Co robiłaś w Polsce przez ostatnie dwa miesiące?
- Uczyłam się, mieszkałam u kuzynki, próbowałam nawiązać nowe znajomości...
- A kogo poznałaś?
- Tylko parę osób. Ale najbardziej zaprzyjaźniłam się z Adrianem. I Izą. Poznałam ich w pociągu, a potem się okazało, że uczymy się w jednej szkole... Następne pytanie.
- Kim chcesz zostać po szkole?
- Najbardziej projektantką. Ewentualnie aktorką. - puszczam smajlika. - A co?
- To ja zadaję pytania. - bananek. - Ale pytam, bo chcę wiedzieć... Hmm... Lubisz mnie?.. Za odpowiedź mam nagrodę.
- Lubię, nawet bardziej niż myślisz. - uśmiecham się. Znowu.
        W odpowiedzi Louis pochyla się nade mną i składa pocałunek na szyi. Ręką odgarnia mi włosy, a ja jemu. Spoglądamy na siebie w oczekiwaniu. Mrugam oczami i czuję jego gorący oddech na obojczyku. Zaraz potem przyciska swoje usta do moich, wplatam dłonie w jego włosy, zamykam oczy, coś łaskocze mnie w brzuchu i... Odrywamy się od siebie. Oddycham z trudem, Louis też. Gdy nasze oddechy się uspakajają, otwierają się drzwi w których staje mama. Chłopak szybko poprawia włosy.
- Wszystko w porządku? - pyta mamcia.
- Tak, jak najbardziej. - odpowiada Louis.
- Dobrze. Jest ciasto, chcecie?
- Tak, oczywiście. - znowu odpowiada Lou i łapie mnie za rękę. - Już idziemy. - i faktycznie idziemy.
         W jadalni są Olendziakowie: pan Mariusz, gruby jegomość po 40-ce, pani Marlena, drobniutka 38-latka, i ich dzieci: 8-letni Anthony, 13-letnia Iga, 16-letnia Daria i 19-letni Eryk. Lubię Darię i Igę, może dlatego, że są dziewczynami. Ale Eryka wręcz nienawidzę. Egoista, ponurak, pan idealny, zapatrzony w siebie, pan wiem-wszystko-lepiej-od-ciebie-dziecko. Przez pierwsze dwa miesiące nasze matki chciały nas zeswatać.
- Dzień dobry. - mówimy chórem. Louis mocniej ściska moją rękę, gdy widzi Eryka.
- Dzień dobry. - przerzuca się na polski Olendziakowa. - To twój chłopiec? - pyta, patrząc na Lou. Najprawdopodobniej porównuje go teraz do swojego synalka.
- T-tak... - odpowiadam, zerkając na chłopaka. On również się na mnie spogląda, ale z niemym pytaniem w oczach. - To jest Louis. - mówię po angielsku.
- Och, rozumiem. - reflektuje się. - Ja cię skądś znam... Występujesz gdzieś?
        Wtedy podnoszą się dziewczyny i podchodzą do nas.
- Mamo, to Louis Tomlinson! - piszczy Iggi. - Ten z One Direction! O rajuśku!
- Zamknij się. - mówi spokojnie Zou. - Do nas codziennie któryś przychodzi, o ile Julka jest w domu. Wczoraj Liam, ostatnio wszyscy... Nie ma się czym podniecać,
- Żartujesz?! - siostra kręci głową. - To masz raj!
- Mamo, my sobie coś nałożymy i idziemy do mnie. - mruczę pod nosem. Jak chce, to usłyszy. - Chodź do kuchni, weźmiemy coś. - szepczę do Louisa.
         Kończymy nakładać i mamy już iść na górę, gdy wchodzi mamcia.
- Julka, weźcie Eryka, on się nudzi. Jesteście w podobnym wieku... - nie patrząc na Louisa nawija po polsku.
- Mama, odkąd się zaprzyjaźniłaś z panią Marleną, chcecie nas zeswatać. - podnoszę lekko głos. - Po pierwsze: nikt nie pytał nas o zdanie. Po drugie: jeśli nie zauważyłaś, jestem z Louisem. Czy ci się to podoba, czy nie, Eryk jest dla mnie nikim. Równie dobrze mógłby nie istnieć.
- Nie mów tak! Ja tylko chcę, żebyście się zaprzyjaźnili.
- I tu popełniasz błąd! Nie możesz nikogo do niczego zmuszać! Czy ja cię zmuszam do przyjaźni z kimś, kogo nie lubisz? Nie! Więc ty też nie tak nie rób. Chyba, że mam się wyprowadzić... Zapytaj raz czego pragnę, co jest moim marzeniem, a nie! Wybierasz dla mnie to, co jest dobre, ale według ciebie. Według mnie nie musi być to dobre.
- Julia, dlaczego nie spróbujesz?
- A dlaczego nie dasz mi spokoju?!
- Och... Proszę cię, uspokój się, wróć do jadalni i usiądź grzecznie przy stole!
- Nie chcę! Poza tym nie mam ośmiu lat, żebyś mogła mnie ustawiać!
- Myślisz, że nie wiem, co wyprawialiście w salonie? To było zbyt oczywiste. Od dawna ze sobą sypiacie? - ostatnie pytanie wręcz wysyczała.
- Jak możesz?! - pytam, a po policzkach staczają się kaskady słonych łez.
- Jak widać - mogę! A teraz marsz do stołu!
- Nie będziesz mi rozkazywać! Nigdy nie będę taka, jakbyś chciała! Nie będziesz mnie kształtować! Jestem na to za stara.
- Julio Jadwigo! Do stołu!
- Nie!
       Ruszam do korytarza, drżącymi dłońmi zakładam buty, kurtkę, chwytam torbę i wybiegam z domu. Brnę przez zaspy do ulicy, za plecami słyszę Louisa, tatę i... Eryka. Nie zwracam uwagi na ich wołania, jestem zaślepiona gniewem.
        I wtedy wybiegam na jezdnię. Jedyne, co czuję - oślepiający blask. Jedyne, co słyszę - rozdzierający krzyk rozpaczy. Jedyne, co czuję - niezwykłe uczucie lekkości.
        Ale to trwa tylko ułamek sekundy. Nagle zapada ciemność, cisza, a ja czuję tylko przytłaczający ciężar...

___________________________________________________________________________________
___________________________________________________________
________________________________

       Jeśli tu dotarliście, to znaczy, że wytrzymaliście ten długaśny rozdział. Tak więc nagły zwrot akcji, chyba domyślacie się, jaki. Proszę o opinie każdego, kto to czyta. KAŻDEGO. To dla mnie ważne. Jeśli będzie więcej niż 4 komentarze, ale nie w stylu "fajne, jak zawsze, czekam na dalej", bo przeniknę przez monitor i pobiję!, to dam dziewiętnastkę. Szczerze, konkretnie i na temat. Pilnie proszone są też sugestie, bo u mnie kryzys. 
       Następne... Opowiadanie jest już pełnoletnie, ma już 18 rozdziałów!! xD A jeśli o urodzinach mowa: z mojej strony płyną szczere życzenia szczęścia, pomyślności, wytrwałości, rozwijania talentu i dalszego pobytu w zespole Zaynowi, który kończy dziś 20 lat! Wiem, że tego nigdy nie przeczyta, no ale...
       Co do tego pomysłu, o którym miałam powiedzieć... Prosiłam o zadawanie pytań na ask.fm i podawanie swoich nicków, nazw na Bloggerze. Z nickiem prośbę spełniła tylko Alexis, pozostałe trzy pytania zostały anonimowe. Ale w ogóle miło, że ktoś zadał pytanie. Ale konkrety: wpadłam na pomysł konkursu na Blogowego Zapytajka Tygodnia. Jak nietrudno zgadnąć, w tym tygodniu tytuł ten (Blogowy Zapytajek Tygodnia I) przypadł Alexis. Nagroda jutro na moim blogu, najpierw muszę ją wykonać, ale... Powinna być jutro.
       A jeśli wy też chcecie takie wyróżnienie, to do roboty i zadawać pytania na Asku, ale z podpisem!

Dziękuję za uwagę i do następnego ;*

7 komentarze:

International Directory Blogspot pisze...

Hello from France
I am very happy to welcome you!
Your blog has been accepted in Europe POLAND n°466 a minute!
We ask you to follow the blog "Directory"
Following our blog will gives you twice as many possibilities of visits to your blog!
Thank you for your understanding.
On the right side, in the "green list", you will find all the countries and if you click them, you will find the names of blogs from that Country.
Invite your friends to join us in the "directory"!
The creation of this new blog "directory" allows a rapprochement between different countries, a knowledge of different cultures and a sharing of different traditions, passions, fashion, paintings, crafts, cooking,
photography and poetry. So you will be able to find in different countries other people with passions similar to your ones.
We are fortunate to be on the Blogspot platform that offers the opportunity to speak to the world.
The more people will join, the more opportunities everyone will have. And yes, I confess, I need people to know this blog!
You are in some way the Ambassador of this blog in your Country.
This is not a personal blog, I created it for all to enjoy.
SO, you also have to make it known to your contacts and friends in your blog domain: the success of this blog depends on all Participants.
So, during your next comments with your friends, ask them to come in the 'Directory' by writing in your comments:
*** I am in the directory come join me! ***
You want this directory to become more important? Help me to make it grow up!
Your blog is in the list Europe POLAND n°466 and I hope this list will grow very quickly
Regards
Chris
We ask that you follow our blog and place a badge of your choice on your blog, in order to introduce the "directory" to your friends.
http://nsm05.casimages.com/img/2012/07/12/12071211040212502810092867.gif
http://nsm05.casimages.com/img/2012/03/19/120319072128505749603643.gif
http://nsm05.casimages.com/img/2012/03/24/1203240217091250289621842.png
http://nsm05.casimages.com/img/2012/03/28/120328020518505749640557.gif
http://nsm05.casimages.com/img/2012/03/26/1203260602581250289633006.gif

If you want me to know the blog of your friends, send me their urls which allows a special badge in the list of your country
I see that you know many people in your country, you can try to get them in the directory?
Please! Actively support the "Directory" by making known to your friends! Thank you! "Unity is strength"
Not need an invitation to join the Directory. Any person who makes the request is entered
WE ASK YOU TO FOLLOW OUR BLOG "DIRECTORY"
New on the site
Ranking of Countries
Invite your friends know made ??
the website to raise your ranking in the Country

Kasia Inez pisze...

Świetny wpis ;) Czekam na więcej ;D

Julia Avis pisze...

Mam spełnić groźbę ''nie w stylu "fajne, jak zawsze, czekam na dalej", bo przeniknę przez monitor i pobiję!''??? No ja proszę... Nie wiem, co było fajne a co nie... Litości!

Scooby_Doo pisze...

Omomom *_*
Szczerze mówiąc, zaskoczył mnie ten końcowy zwrot akcji.
Domyślam,że Julia ulegnie wypadkowi. Mam nadzieję, że niegroźnemu i że z pomocą Lou da sobie radę ;PP
Jej! Robi się coraz ciekawiej. ;3
Z niecierpiliwością czekam na XIX rozdział. :)

Mrs. X pisze...

rany rany rany *_* to jest genialne . jak zawsze, ale okej.;3
robi się ciekawie i mam nadzieję, że Eryk nic nie namiesza, a przynajmniej nie za bardzo. a tymczasem czekam na następny, fajnie by było gdyby był dłuższy, ale rozumiem, że trudno i wgl.xx

zapraszam do sb: http://causeicanloveyoumorethanthisyeach.blogspot.com/

monisia pisze...

świetny rozdział :) wbijaj od mnie :D

Anonimowy pisze...

jej czytałam już kilka innych opowiadań ale to jest z nich najlepsze

dziękuję że je piszesz :*

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)