poniedziałek, 7 stycznia 2013

XVII.

- ZA-AYN!! - obudził mnie wrzask Katii. Nie dość, że darła się w nocy, to jeszcze teraz... - Zayn! Odsuń się, kuźwa, ode mnie! Nie taka była umowa!... - nagle milknie. Ciekawe, co jej takiego zrobił Zayn, bo normalnie to jej nie uciszył.
     Próbuję się wyswobodzić z objęć Louisa, ale jestem za słaba.
- Louis - mruczę mu do ucha. - twoja Marchewka musi iść.
- I dlatego jej nie puszczę. - odpowiada, wtulając twarz w moje włosy.
- Nawet wtedy, gdy musi natychmiastowo do toalety? - pytam, nerwowo przesuwając nogami po materacu.
- Tylko wtedy robię wyjątek. - mówi, zwalniając uścisk. Podnoszę się powoli, to samo robi chłopak.
     Gdy tylko moje stopy dotykają puszystego dywanu, zrywam się i sprintem biegnę do łazienki. Chwilę później wychodzę z powrotem, wciąż mając na sobie czerwoną koszulę.
- Nie zdejmuj jej, proszę... - błaga Louis. - Tak ci w niej ładnie... - mruczy.
     Po chwili wyciąga zza pleców aparat - lustrzankę - i przysuwa mnie do siebie.
- A teraz mówimy: mar-chew-ka! Bo Louis chce mieć pamiątkę. - szczerzy się, włączając aparat. Przytula mnie, celuje w nas obiektyw  i w połowie "marchewki" puszcza spust migawki. - Dziękuję, madame, za zdjęcie. - mówi, całując szarmancko moją dłoń.
- Która godzina? - pytam, słysząc burczenie w swoim brzuchu.
- Dochodzi dziesiąta. - odpowiada, zerkając na zegarek. Przez chwilę grzebie w aparacie, po czym podsuwa mi go pod nos. Na wyświetlaczu jest nasze zdjęcie.
- Spójrz, przy tobie to chyba nawet bardziej fotogeniczna jestem. - uśmiecham się. Louis milczy. - Co jest? Louis?
- Mówiłaś coś? - potrząsa głową, jakby chciał odgonić natrętne myśli. - Przepraszam, po prostu boli mnie głowa... Tylko nie dawaj mi żadnych leków. Chyba, że chcesz, żebym trafił na oddział... - widać, że cierpi.        Każę mu się położyć i schodzę na dół. Zaglądam do kuchni, gdzie przy stole siedzą Danielle, Selene i Katya. Zatrzymuję się w progu. Czuję się głupio, bo tylko ja jestem nieubrana.
- O, cześć. - zauważa mnie niska blondynka, czyli Sell. - Dopiero wstałaś?
- Można tak powiedzieć. - uśmiecham się. - A wy od dawna na nogach?
- Góra pół godziny. Katya jest wyjątkowo głośnym człowiekiem. - śmieje się Danielle.
- Ej no... Nie moja wina, że się do mnie przystawiał...
- A podobno jesteście parą. - parskam śmiechem i wchodzę do kuchni.
- Owszem, ale tego w planach nie było. - jęknęła.
- Dobra, to teraz powiedzcie mi, gdzie co jest, bo nie jestem w temacie. A wypada zrobić coś do jedzenia...
- Ktoś coś mówił o jedzeniu? - do pomieszczenia wpada Niall, a za nim Zayn.
- Możliwe... Chłopcy... Co zrobić Louisowi? Łepetynka go boli...
- Nie wiem, nie jestem Hazzą, nie poradzę ci tego, co on by zrobił... Ale mamy audycję świąteczną, więc lepiej, żeby a dwunastą był zdrowy. - mówi Zayn.
      W końcu robię jajecznicę, kakao i kanapki. Wszystko ładuję na tacę i wracam na górę. Z głośników płyną dźwięki piosenek Eltona Johna. Louis leży z zamkniętymi oczami.
- Ekhem... Przyniosłam coś do jedzenia, mam nadzieję, że poprawi też twoje zdrowie... Aha, Zayn mówił coś o jakiejś audycji koło dwunastej.
       Otworzył powoli oczy, spojrzał na mnie i uśmiechnął się łobuzersko.
- Czuję się jak rozpieszczony książę. - mówi.
- No bo chyba nim jesteś. - uśmiecham się. - Jemy! Bo przed dwunastą masz być zdrowy i gotowy.
- Wiesz co? Tak sobie pomyślałem... - mówi z pełnymi ustami. - Jedź z nami!
- Dlaczego?
- Bo jesteś moją dziewczyną. - szepcze i zaczyna nucić "Kiss You".
- No chyba żartujesz... - mówię. - I myślałam, że boli cię głowa...
- Nie żartuję, a teraz jedz! A głowa nie boli, gdy jesteś przy mnie... Bo wiesz, to nie był zwykły ból głowy. Miałem dziwne uczucie, przeczucie, że mnie opuścisz... Ale nie tak normalnie...
      Milczymy i jemy. Dziesięć minut później kończymy. Idę się przebrać w łazience. W sumie to nie mam w czym przebierać, Katya o to zadbała. Zakładam czerwoną sukienkę przed kolano. Jej prosty krój podkreśla talię. Do tego pozłacana bransoletka z przywieszkami i czarne szpilki.
       Gdy wychodzę, Lou już czeka, ubrany w czerwone dżinsy, białą koszulkę w paski i do tego obowiązkowo szelki. Bez słowa, ale ze smajlikiem na twarzy, łapie mnie za rękę i przyciąga do siebie.
- Ubieraj się tak częściej, dobrze? - mruczy mi do ucha.
- Rozważę twoją propozycję. - uśmiecham się i próbuję uwolnić się z jego objęć.
- Chcesz iść? - kiwam głową. - To jeszcze nie pójdziesz. - obejmuje mnie w pasie i ciągnie w stronę łóżka. W międzyczasie oplata mnie coraz ciaśniej.Ledwo muska ustami moją szyję, gdy ktoś wali do drzwi.
- Louis!! - wrzeszczy Harry. - Wolę nie wiedzieć, co robicie, ale wolę cię widzieć za pięć minut na dole!
       Chłopak puszcza mnie, mrucząc pod nosem.
- Ja mu dam! To, że ja mu wykręciłem taki numer, to nie znaczy, że on mi się ma tak odwdzięczać cały czas.
        Schodzimy na dół, gdzie czeka już pozostała siódemka.
- Nie no, czyli nie tylko ja wpadłem na pomysł zabrania mej lubej do studia? - jęknął Louis.
- Nie, my rozwozimy dziewczyny do domów. - odpowiada Liam.
- Julka, chcesz jechać z nami do studia?
- Mi to obojętne, ale pytanie: czy mnie wpuszczą?
-Z nami na pewno. - mówi Zayn i zwraca się do dziewczyn. - A wy? Chcecie jechać? - Danielle kręci głową, Selene i Katya przytakują.
        Poleciałam na górę po torbę, wróciłam i wyszliśmy. Z racji tego, że ledwo się zmieściliśmy do busa, w aucie jest upiornie gorąco. Zrobiło się odrobinę lepiej, gdy Danielle wysiadła pod swoim domem. Ale tylko odrobinę, bo Nialler wziął jeszcze gitarę.
        W budynku radia panuje rozgardiasz, wszyscy się gdzieś spieszą. Po chwili podchodzi do nas jakiś gruby facet.
- O, chłopcy! Dobrze, że jesteście. Za dziesięć minut wchodzimy. - i spogląda na nas. - Chłopcy, przykro mi, ale wasze towarzyszki nie będą mogły z wami iść nawet na górę.
- Mick, są święta... - jęknął Louis.
- Lou, ja tu zostanę, dziewczyny też. Nie martw się, nie uciekniemy. Więc idźcie.
        Gdy w końcu poszli, zajrzałyśmy do małej kawiarenki radiowej. W tle leci muzyka ze stacji, w której mają wystąpić chłopcy. Siadamy przy wolnym stoliku i zamawiamy po kubku gorącej czekolady.
- Selene, jak poznałaś Harry'ego? - pytam i upijam łyk napoju.
- Ech, całkiem normalnie... Chyba... Pracuję jako makijażystka. No i kiedyś, przed jakimś programem, robiłam mu makijaż. Niestety, tak się wiercił, tak kłócił się z Louisem o marchewki, że wsadziłam mu do oka pędzel do nakładania pudru. W ramach rekompensaty zaprosiłam go na kawę. No i gdzieś od miesiąca się spotykamy. - zakończyła. - A wy? Jak poznałyście One Direction?
- W szkole. Chodzimy razem do klasy.  - mówi Katya.
- Czyli takie klasowe miłości?
- Nie, raczej nie. - odpowiadam. - To wyglądało dużo inaczej. I nie było tak kolorowo.
- Czemu...?

- Witamy po przerwie. To było tradycyjne Last Christmas, muzyczny symbol świąt. A teraz długo zapowiadana i oczekiwana niespodzianka. W naszym studiu goszczę właśnie kilka tajemniczych postaci. Przedstawcie się.
- Dzień dobry. - powiedział Zayn.
- Wesołych świąt wszystkim! - woła Niall. - Macie coś do jedzenia? Głodny jestem... - pyta chłopców. - Ojć, przepraszam...
- Jingle Bells, Jingle Bells... - zanucił Harry. - Czyli wesołych świąt.
- Co tu dużo mówić, wesołych świąt wam życzę i mam nadzieję, że nikt poza naszym kolegą rózgi nie dostał. - parsknął Liam.
- Taki z ciebie kumpel? - zapytał ze złością mulat.
- A ja tylko jedno: silent night, carrot night... - zaśpiewał Lou ''Cichą noc'' po angielsku i z własną edycją słów. - No Marchewki, wesołego! - usłyszałam śmiech chłopców.
- Teraz już na pewno wiadomo, kto u mnie jest. To One Direction. - mówi wesoło Mark Grandt. - Opowiedzcie, co jest dla was najważniejsze w czasie świąt?
- Jedzenie! - wyrywa się Niallowi. - A tak przede wszystkim, to spotkanie z rodziną.
- Rodzina i marchewki. - mówi Louis, na co chłopcy znowu wybuchają śmiechem.
- Rozumiem. - odpowiada prezenter ze śmiechem. - Jak obchodzi się u was święta?
- W rodzinnym gronie, czasem nawet baaardzo dużym gronie. - mówi Zayn. - Są potrawy angielskie, irlandzkie, pakistańskie, wczoraj znalazły się także polskie i rosyjskie... Przyjeżdża rodzina, rozmawiamy, spędzamy razem czas.
- Czasami urządzamy spacery przy świetle księżyca... - mruczy Liam i chyba natychmiast tego pożałował, bo dało się słyszeć jęk bólu.
- Ale przede wszystkim jesteśmy wtedy z tymi, których kochamy i zacieśniamy łączące nas więzi. - kończy Harry, próbując ratować sytuację.
- Hmm... Dziękuję... Czy przygotowaliście coś dla słuchaczy?
- Oczywiście. - mówi Zayn. I śpiewają ''Last Christmas'', ''Silent Night'' i 'Live While Where Young'' (bo niedługo Sylwester).

___________________________________________________________________________________
______________________________________________________
_____________________

Dziękuję za uwagę  i polecam się na przyszłość... Przepraszam, że nie dałam tego wczoraj, ale mając takiego brata jak mój, to jest beznadziejnie. Ledwo zaczęłam przepisywać, a ten chciał obejrzeć w skrócie "Nad życie". Skończyliśmy, napisałam jedną linijkę, a przychodzi mama i mówi, że chce obejrzeć ten film... Teraz mam tylko nadzieję, że to się niedługo skończy i jak uzbieram na laptopa, to nie będę miała przeszkód. A teraz piszę ze szkolnego komputera, ponieważ mam na dziesiątą i czekam ;D
A teraz oceniajcie, bo jest mi miło, że czytacie ;D A co do imiaginów, to jeśli chcecie coś jeszcze przeczytać, to piszcie o czym ma być, bo ja mam w głowie pustkę i nic więcej nie mam...

5 komentarze:

Ola Gatz pisze...

Jak zawsze super! ;DD

Unbroken Girl pisze...

Super :) u mnie już nowy:
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Scooby_Doo pisze...

Świetny rozdział ;>

Mrs. X pisze...

Jak zwykle bosko.;3

monisia pisze...

świetny jak zawsze,wbijaj do mnie :D

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)