wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie roku 2013

Heej. Dzisiaj zebrałam się na podsumowanie tego roku. Jednakże... Będzie to podsumowanie tego roku i końcówki 2012, kiedy to zaczęłam pisać bloga.
Let's do it!

1. Wyświetlenia
Od 24. listopada 2012 r. bloga odwiedzono 57.695 razy!

2. Obserwatorzy
Od tamtego czasu bloga zaobserwowało 65 osób!

3. Komentarze
Bloga od początków istnienia skomentowano 599 razy!

4. Rozdziały
Przez 13 miesięcy i 10 dni powstało łącznie 70 rozdziałów!

5. Posty ogółem
Powstało łącznie 100 (licząc z tym) postów!

6. Nominacje
Łącznie byłam nominowana do różnych wyróżnień ponad 20 razy, jeśli dobrze liczyłam, ale nie na wszystkie nominacje odpowiedziałam.

7. Ludzie
Dzięki temu blogowi poznałam dużo wspaniałych ludzi, jak Majka, Julita, Marta, Kasia... Dziękuję Wam :**


Dziękuję Wam za wszystko ♥ Za to, że jesteście. I oby ten 2014 rok był dla Was jeszcze lepszy ♥ :**

niedziela, 29 grudnia 2013

Imagin świąteczny

     Mijał kolejny pusty, zimny dzień. Dzień, w którym bardziej niż zwykle odczuwało się samotność, a smutek atakował ze zdwojoną siłą. Wigilia.
     Siedziała skulona na dywanie, dłońmi obejmując kubek z gorącą herbatą. Puste spojrzenie skierowane było na ścianę pokrytą zdjęciami. Zdjęciami, które teraz wywoływały ból.
     Momentami chciała cofnąć czas. Czas, który płynął nieubłaganie. Ale ona wciąż pamiętała. Pamiętała, jak to jest kochać i być kochaną, jak to jest stracić kogoś i być zepchniętą na margines.
     To były pierwsze samotne święta. Święta bez Josha ani rodziny. Mówili, że czas leczy rany. Nie w jej przypadku. Bezpieczeństwo, beztroska czy udawany spokój, gdy poznała prawdę - to wszystko było takie fałszywe.
     Byli parą od dwóch lat, od kilku tygodni byli zaręczeni. Planowali ślub, wspólną przyszłość, dzieci. Byli tacy młodzi...
     Ona - twardo stąpająca po ziemi realistka z długimi blond lokami. On - niepoprawny romantyk, optymista i marzyciel z kruczoczarną burzą włosów. Ogień i woda. Niebo i ziemia. Alfa i omega. Początek i koniec. Dwie doskonale pasujące do siebie połówki jabłka.
     I nagle to wszystko runęło jak domek z kart przy mocniejszym podmuchu wiatru. Wyznał jej prawdę, która zniszczyła wszystkie ich plany. "Nie możemy dłużej być razem", powiedział, "Nie będziesz chciała mnie po tym znać. Nie będziesz chciała niszczyć sobie przyszłości, spędzając nie wiadomo jak długi okres czasu u boku prawie umarlaka. Jestem chory, to zaawansowane stadium raka. Już za późno na cokolwiek...". Tej nocy płakali oboje długo i szczerze. Wyznawali sobie wszystko, co przychodziło im do głowy. Nie zostawiła go, walczyła o jego życie do końca. Miłość dodawała im sił, lecz nawet ona nie mogła pokonać śmierci. Zmarł w dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin, pół roku po diagnozie.
     Ona została sama. Miała niecałe dwadzieścia lat, kiedy go żegnała. Nie chciała dłużej żyć, nie zaczęła studiów. Dalej mieszkała w ich wspólnym mieszkaniu. I choć parokrotnie próbowała odebrać sobie życie, coś zawsze w ostatniej chwili nie wypalało. Jakby tajemnicza siła próbowała zachować ją przy życiu. Jakby to była Jego sprawka.
     Próbowała zapomnieć, sprawić, żeby rany się zabliźniły, w końcu minęło prawie pół roku. Niestety, jedyne, co osiągnęła, to odrzucenie przez większość społeczeństwa i depresja.

     Wypiła zimną już herbatę, otarła drżącą dłonią mokre od łez oczy i wstała. Oddychała głęboko, idąc do korytarza. Ubrała się i wyszła na klatkę schodową, nie zamykając drzwi na klucz. Nie widziała takiej potrzeby.
     Szła śliskim chodnikiem w stronę serca miasta. W głowie tworzyła plan, który wydawał się być idealny.
     Pomyślała o rodzicach. Robili karierę tutaj, w Londynie, jednak nie kontaktowali się od ponad pół roku. Po prostu regularnie przesyłali jej pieniądze na życie.Nic więcej.
     Poczuła silne szarpnięcie, upadek na oblodzony chodnik i ból w całym ciele.
- Wszystko w porządku? - Usłyszała przyjemny męski głos, lekko zachrypnięty. - Strasznie cię przepraszam, nic mi dzisiaj nie wychodzi.
     Spojrzała na niego przez łzy. Jego twarz promieniowała złotym blaskiem odbitym od ulicznej latarni. Wokół nich panowała cisza i pustka, na niebie błyszczał samotny księżyc w pełni.
- Boli cię coś? - Chłopak przejął się na dobre. Pomógł jej wstać i mocno przytulił. - Proszę, nie płacz. Ja nie chciałem, żebyś coś sobie zrobiła. To moja wina. Nic mi dzisiaj nie wychodzi, rozstałem się z dziewczyną, postarzałem o rok...
     Gwałtownie wciągnął powietrze i wypuścił z objęć dziewczynę w czerwonym płaszczu.
- Mam na imię Louis, a ty?
- Rosalie. Rosalie Christina Madson. Nic mi nie jest. Przepraszam, że zabrałam ci czas.
     Ruszyła przed siebie, nie oglądając się na wysokiego szatyna o niebieskich oczach. Od śmierci nie umiała patrzeć na innych ludzi, tak radosnych i beztroskich.
     Dotarła nad Tamizę. Tutaj się wszystko zaczęło, tutaj się wszystko skończy. Drżącymi nogami kroczyła w stronę mostu, a potem na jego środek. To tutaj na barierce wyryli kiedyś swoje inicjały. To w tym miejscu po raz pierwszy się pocałowali. To tu się poznali. Tu chciała wszystko skończyć.
     Przybliżyła się do barierki i spojrzała na niespokojną Tamizę. Wychyliła się niebezpiecznie, oceniając odległość. I wtedy to zobaczyła. Pomiędzy elementy barierki wpięto łańcuszek i przyczepioną do niego buteleczkę. Wychyliła się po nią tak mocno, że niemal wypadła. W ostatniej chwili ktoś pociągnął ją do tyłu.
     Upadła na coś miękkiego i ciepłego, co jęknęło z bólu. Była jednak zbyt osłupiała, by zwrócić na to uwagę, w spoconej dłoni trzymała buteleczkę.
- Dziewczyno, życie ci niemiłe?! - wydarł się na nią znajomy męski głos. - Rosalie, nie musisz się przeze mnie zabijać.
     Podniosła się zaskoczona, z dłoni wypadł jej flakonik. Louis przysiadł na chodniku i spojrzał na nią z dziwnym błyskiem.
     Sięgnęła po buteleczkę i odkorkowała ją. W środku była kartka z podpisem "Do Rose Ch. M.". Drżącymi dłońmi rozłożyła wilgotny papier. Z oczu pociekły łzy.
- "Droga Rosalie, gdy przeczytasz ten list, będę już pewnie martwy. Przepraszam, skarbie, że cię opuściłem." - Czytała. - "Opuściłem... Wiem, że nie pokonam choroby i na pewno odejdę. Rose, kocham cię. Będę cię kochał także po tamtej stronie. Będę przy tobie zawsze i zawsze będę pilnował, żeby nie stała ci się krzywda.
  To taki jakby mój testament. Proszę, pokaż go też moim rodzicom i powiedz im, że ich kocham. Oto moja ostatnia wola...".
     Przerwała i czytała dalej w ciszy:
"1. Nie wyprowadzaj się z naszego mieszkania. Choćby moi rodzice byli temu przeciwni, nie postępuj wbrew swojej woli.
2. Spełnij swoje marzenia. Idź na studia, bądź prawniczką.
3. Moje rzeczy z domu niech zostaną sprzedane przez rodziców, a pieniądze niech przeleją na konto fundacji pomagającej chorym na raka.
4. Rose, zakochaj się. Świat nie kończy się na mnie. Wyjdź za mąż, wychowaj dzieci. Zrób to z miłości, nie z rozsądku... Skarbie, pewnego dnia ześlę ci kogoś, z kim spędzisz szczęśliwie życie. Kto wie, może będzie to mój ostatni prezent świąteczny...
5. Pogódź się z rodzicami, pierwsza wyciągnij do nich rękę. Będzie dobrze, uwierz.
6. Nigdy się nie poddawajcie.
7. Kochani rodzice, traktujcie Rose jak córkę, której nigdy nie mieliście. Zróbcie to ze względu na mnie...".
     Brakowało dalszej części tekstu i podpisu. Jakby Josh go nie dokończył. Jakby bał się zakończenia.
     Spojrzała na Louisa. Los zetknął ich ze sobą po raz drugi tego dnia, chociaż wydawało się to niemożliwe. Kiedyś być może wyśmiałaby swoje myśli, że Louis jest tym wybranym przez Josha. Teraz skłonna była w to uwierzyć. W końcu cuda się zdarzają, a szatyn uratował jej życie.
- Hej, mała. - Louis przysunął się do Rosalie i objął ją. - Wszystko w porządku?
- Możesz się mną zaopiekować? - zapytała z nadzieją.

***

     Choć zespół One Direction nie przetrwał próby czasu, związek jego byłego członka - Louisa Tomlinsona - z Rosalie Madson kwitł w najlepsze. Ludzie mówili, że los lubi płatać figle i zmieniać bieg wydarzeń. Oni coś o tym wiedzieli, a Josh wciąż strzegł ich na każdym kroku.



No, to by było tyle. Mam nadzieję, że się podobało. Siedziałam nad nim jakiś tydzień :P. No i ten... W Nowy Rok ogłosimy z Karoliną wyniki, a że nikt nie napisał komentarza pod ostatnią notką w tej sprawie, nie przyjmuję już (od jutra - poniedziałku) zgłoszeń. :)

Próbuję nagryzmolić rozdział, ale póki co lepiej idzie z imaginami. xD
Tak poza tym, ten imagin zgłaszam do konkursu na stronce One Direction To Są Chłopcy Nie Z Tej Planety :). Oceńcie go szczerze, proszę. Ostatniego imagina pisałam w marcu i czuję, że wyszłam z wprawy, dlatego zależy mi na opiniach. I proszę, komentujcie tego imagina na blogu opowiadania-balibliss.blogspot.com, na którym powinien zostać opublikowany.

Buziaki,
Julia :****

środa, 25 grudnia 2013

Merry Christmas :**

Cześć, moi kochani :) Właśnie kończy się drugi dzień świąt, a ja dopiero teraz mam możliwość złożyć Wam życzenia:

Oby kolejny rok był dla Was jeszcze lepszy niż ten i żeby spełniły się Wasze najskrytsze marzenia. Szczęścia, zdrowia, pomyślności i wszystkiego najlepszego. :)
PS. Byłoby miło, gdybyście dalej zaglądali na tego bloga i motywowali mnie do dalszego pisania. :)

Dziękuję Wam za to, że jesteście.
Wiecie, pracuję nad zakończeniem imagina świątecznego, który planuję zgłosić też na konkurs na jednym z fan page'y. :)


Zgłosiły się już wymagane trzy osoby, jednakże obiło mi się gdzieś o uszy, że ktoś jeszcze coś pisze. Dlatego, jeśli jesteś zainteresowana wzięciem udziału w konkursie, napisz pod tą notką, że chcesz jeszcze nadesłać pracę. To dla mnie ważne, ponieważ nie chcę, żeby ktoś zainteresowany spóźnił się z nadesłaniem pracy etc. Wiem, strasznie jestem dla Was miękka, ale nic na to nie poradzę :*
I ogłaszam, że przedłużam konkurs do 31.12.2013 r. Wtedy zamykam listę prac zgłoszonych na konkurs i jest to ostateczny termin. Wyników spodziewajcie się zatem 1.01.2014 r. :)
Informuję też, że nie będzie wtedy karty świątecznej, ale jakaś inna karta :)


PS. Wielkimi krokami zbliżają się moje urodziny! Tak, już 15. Więc jeśli jest ktoś zainteresowany wysłaniem kartki urodzinowej (byłoby mi miło, ale nie nalegam), podam go w odpowiedzi na komentarz z takim zapytaniem. O ile się oczywiście pojawi. :P


sobota, 21 grudnia 2013

Przypomnienie!

Heej, święta się zbliżają! A ja Wam przypominam, że jeszcze jest nierozstrzygnięty konkurs na ciąg dalszy opowiadania o Julii i Louisie. :) Na razie mam dwa zgłoszenia, ale potrzebuję jeszcze chociaż jedną pracę :)
I dla przypomnienia:


























Powodzenia i weny,
buziaki ;***
Julia :)

PS. Może do Sylwestra powstanie kolejny rozdział :)

PPS. Pytajcie na ask'u :) Link w zakładkach po lewo :)

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział I trzeciej części

     Nie umiała określić, jak długo już była w szpitalu odkąd się wybudziła. Straciła rachubę czasu pomiędzy wyczerpującymi ćwiczeniami ciała, odwiedzinami tabunów ludzi a nielicznymi chwilami wytchnienia.
     Nie umiała na początku przyznać się do tego, że jej rodzice nie są jej rodzicami; ci prawdziwi zostali w jej głowie. Że całe to życie po przebudzeniu jest złe... Jak ma żyć normalnie, kiedy znów jest piętnastolatką? Kiedy nie ma przy niej Louisa? Kiedy to, co zbudowała w tamtym świecie, okazało się tylko snem?
     Nie umiała poradzić sobie z tym wszystkim, zaczęła miewać koszmary senne, popadać w przygnębienie. Gdy tylko pojawiały się silniejsze emocje, jak lęk czy podekscytowanie, stawała się płaczliwa. Ludzie, którzy podawali się za jej krewnych, przyjaciół, byli tacy obcy! Rzeczy, które do niej należały, były takir nieswoje!
     Dziwiło ją, że ktoś chce przeprowadzać z nią wywiady na temat projektu, śpiączki, powrotu do życia. Że ktoś nakręcić o niej dokument. Dopiero później dotarło do niej, że przecież pół Polski słyszało o niej. Przecież jest córką znanej aktorki i reżysera!
- Kochanie, jak się czujesz? - Do białej salki weszła pewnym krokiem wysoka, kasztanowłosa kobieta przed czterdziestką.
     Maria wzruszyła ramionami. Po co ona chce wiedzieć, jak się czuje? Żeby zaraz poinformować o tym media? Nie czuła wobec tej kobiety praktycznie nic. Nie była jej prawdziwą matką.
- Mania - Wiktoria Kozłowska usiadła na plastikowym krzesełku przy łóżku. - Lekarze mówią, że robisz postępy, że niedługo znowu będziesz mogła tańczyć i biegać. - Uśmiechnęła się ciepło.
- Nie cierpię tańczyć. - mruknęła piętnastolatka. - I mam na imię Julia...
- Kiedyś kochałaś tańczyć... - westchnęła kobieta. - Lekarze powiedzieli jeszcze trzy rzeczy, które, jak myślę, mogą cię ucieszyć. Po pierwsze, pod koniec tygodnia wracasz do domu. Te dwa miesiące w szpitalu ci wystarczą, a w domu też możemy zapewnić ci leczenie. Druga sprawa, doktor Witas ma dla ciebie pełną listę uczestników projektu, wraz ze wszystkimi ważnymi informacjami.
     Maria spojrzała zaskoczona. Chciała krzyczeć z radości, w końcu jednak tylko szczerze się uśmiechnęła.
- Wiedziałam, że się ucieszysz. Po trzecie, wybudziła się jedna osoba. Jakiś chłopak, bodajże z Anglii.
     Serce piętnastolatki zabiło mocniej. "A jeśli to Lou? Jeśli to naprawdę on?", przez głowę dziewczyny przepływało mnóstwo myśli. Najpierw musi zobaczyć listę. Potem, o ile będzie to możliwe, poleci do Anglii.
- Kiedy... Kiedy się wybudził? Wiadomo coś więcej? - Na jej policzkach wykwitły rumieńce ekscytacji.
- Parę godzin temu. Podobno wciąż powtarzał jedno imię: Sophie.
- Niall! - krzyknęła piętnastolatka. Była zawiedziona, że to nie Louis, ale też szczęśliwa. Oto nie tylko jej udało się wyrwać ze szponów śpiączki! - To Niall Horan.
- Nie, inaczej. Na imię ma chyba Theo, ale nazwisko się zgadza.
- Przecież Theo to bratanek Nialla... - Pokręciła głową. - On ma na imię Niall. Niall James Horan. To jakiś absurd... Ja nazywam się Julia... Julia... Nie znam swojego nazwiska.- Rozpłakała się. - Dlaczego to wszystko jest takie głupie?
- Marysiu... - Wiktoria chwyciła córkę za rękę. Dziewczyna nie zareagowała. - Ja nie wiem, jak tam było, jakimi prawami rządził się tamten świat.Kochanie, rozumiem, że jest ci trudno. Nie chcę, żebyś czuła się źle, zrobimy dla ciebie wszystko. Mam nadzieję, że z tobą i twoimi przyjaciółmi będzie dobrze.
- Chciałabym do niego pojechać. Jest moim przyjacielem. - wyszeptała. - Ale najpierw chcę zobaczyć listę.

     Odnalazła go bez trudu. Theodor Horan, urodzony we wrześniu 1993 roku w Irlandii. Zapadł w śpiączkę po upadku ze schodów. Wybudził się wreszcie, po roku.
- Dla mnie zawsze będziesz Niallem. - westchnęła.
     Patrzyła też na innych uczestników, ale większość twarzy i nazwisk była jej obca. Tom Lucas. Samantha George. Weronika Sokół. Leo Wayne. Zain Malik. Dalej znalazła Harry'ego Stylesa, Virginię Hawk, Karolinę Sosnovską, Toby'ego Simpsona, Lucy Morrison...
     Rozpoznała łącznie trójkę przyjaciół. To już coś. Ale dlaczego większość inaczej się nazywa, inaczej wygląda niż TAM, w tamtym świecie? Ile jeszcze różnic się pojawi? Ile jeszcze będzie czekać, aż wybudzą się inni?
     Maria nagle musiała porzucić bliską jej rzeczywistość i przystosować się do tej obecnej. Przestała być Julią oficjalnie, ale w głębi duszy wciąż nią pozostała. Musiała walczyć o zdrowie, a teraz będzie wspierać w tym przyjaciół. Była zagubiona, wydarzenia ostatnich miesięcy rozchwiały jej psychikę. Ale przecież to nic!
     W tym momencie postanowiła, że pomoże przyjaciołom ominąć to wszystko. Żeby chociaż im było łatwiej.
     Sięgnęła do szafki i wysypała na dłoń kilka tabletek uspokajających. Musiała je łykać, żeby się nie załamała. Tak postanowili lekarze.


Cześć!! Wielki powrót! Mam nadzieję, że się podobało. I coraz bliżej rozwiązania konkursu. Zgłosiły się dwie osoby, czekam na więcej. :)
No cóż, czego można chcieć więcej... Powoli Julia/Maria wychodzi na prostą, ale jeszcze długa droga przed nią...

Do następnego,
Julia :**

sobota, 30 listopada 2013

Jeśli ktoś chce mnie poznać lepiej...

... Zapraszam na mojego bloga o wszystkim - Niedoskonały umysł. Jest/będzie o wszystkim. Więc jeśli ktoś chce się czegoś o mnie dowiedzieć czy o czymś poczytać, na przykład o tworzeniu opowiadań etc. - zaglądajcie. Byłoby mi miło, gdyby faktycznie ktoś zajrzał, zostawił komentarz... Liczę na Was :**

I zapraszam cały czas do konkursu! Informacje pod ostatnim rozdziale. Mam nadzieję, że ktoś się zgłosi :**

niedziela, 24 listopada 2013

Epilog części drugiej | Konkurs z okazji urodzin bloga i zakończenia drugiej części

     Miała wrażenie, że nienaturalnie mocne światło zaraz wypali jej powieki. Chciała się jakoś osłonić przed tą jasnością, jednak ciało było nieposłuszne; ledwie oderwała od pościeli palec wskazujący lewej ręki. Choć próbowała z całych sił, nie mogła wykonać praktycznie żadnego większego ruchu. Może związane to było z jej długim leżeniem i paraliżem spowodowanym bezruchem?
     Otworzyły się drzwi. Ktoś lekkim krokiem podszedł do jej łóżka, poprawił pościel. Mimowolnie musnął też jej dłoń. Poczuła, że ten ktoś może powiedzieć jej, co się dzieje, Wykorzystała resztki sił, zebrała je w sobie i złapała rękę tajemniczej postaci. Po rozmiarze, twardym naskórku i zapachu środków dezynfekcyjnych wywnioskowała, że to mężczyzna, w dodatku lekarz.
     Młody, średniego wzrostu student medycyny spojrzał zdziwiony na rudowłosą pacjentkę. Niezwykle silnym, jak na pogrążonego w śpiączce człowieka, uściskiem trzymała jego rękę. Spanikował. Rozejrzał się dookoła z nadzieją, zupełnie jakby krzesełko czy lustro miały mu pomóc. Odetchnął głęboko, próbując przypomnieć sobie, co czytał na ten temat. Okazało się, że nic.
- Spokojnie... Marysiu. Jesteś w szpitalu. - mówił najspokojniej jak umiał. - Słyszysz mnie?
     Czekał na reakcję. Na próżno.
- Jeśli mnie słyszysz, puść moją dłoń, dobrze? - Wolną dłonią przeczesał blond włosy.
     Miał nadzieję, że ktoś w końcu zajrzy do sali i jakoś mu pomoże. Spojrzał na dziewczynę, przebywającą duszą w swoim świecie już rok. On sam był tu na praktykach ledwo dwa miesiące.
     Wiedział, że to jeden z cięższych przypadków. W tym czasie wielu zapadło w śpiączkę, wybudziło się lub, niestety, zmarło. Byli jednak i tacy jak ona - wciąż "śnili".
     Jak do tego doszło? Oficjalnie mówiono, że zjadła coś, na co miała silną alergię, a atak doprowadził do śpiączki. Inni podejrzewali, że dziewczynę otruto. Jaka jest prawda? Wiedzą to chyba tylko główni lekarze i rodzina.
     Spojrzał na jej rzeczy. Na parapecie, w licznym towarzystwie pluszaków, stały w wazonach kwiaty, które zmieniano co kilka dni. Liczne podarki na stolikach świadczyły o przewinięciu się przez salkę wielu ludzi, wciąż wierzących w JEJ wybudzenie. Na szafce, obok magnetofonu, leżały stosy płyt i książek. Bliscy często puszczali jej ulubione piosenki, czytali książki. Spędzali z nią czas, ćwicząc jej mięśnie. Dziewczyna nie mogłaby powiedzieć, że nikt się o nią w tym czasie nie troszczył.
     Poczuł, jak uścisk zwalnia. Spojrzał na pacjentkę i przez chwilę miał wrażenie, jakoby na jej twarzy zagościł ledwie widoczny uśmiech... Tak, to bardzo ważny dzień.
- Zaraz ktoś przyjdzie.
     Wybiegł z sali, podekscytowany faktem, że był świadkiem cudu powrotu do życia. Wybudzenia ze śpiączki.
- Doktor Witas! Pani doktor! - zawołał, podbiegając do dobrze zbudowanej kobiety po trzydziestce. - Pacjentka z ósemki wybudza się.
     Kobieta spojrzała zdziwiona i zawróciła w stronę sali numer osiem. Blondyn ruszył za nią, został jednak zatrzymany.
- Panie Witku, niech pan zbierze mój zespół.
     Katarzyna Witas, trzydziestosześcioletnia lekarka, była lekarzem dziewczyny od początku, odkąd zapadła w śpiączkę. Dużo pracowała nad utrzymaniem mięśni w formie. Dzięki temu będzie jej łatwiej od nowa uczyć się chodzić. A że będzie się musiała tego uczyć - nie było wątpliwości. Po tak długim czasie pacjentka będzie musiała nauczyć się od nowa niemal wszystkiego. A i tak nie ma pewności, czy przez to wszystko nie doszło do poważniejszych uszkodzeń mózgu.
- No, to dajemy. - szepnęła, wchodząc do sali.
     Spojrzała na łóżko. Leżąca tam dziewczyna miała otwarte oczy i wyraźnie nasłuchiwała. Zrobiła w stronę pacjentki parę kroków i zatrzymała się. Nie wierzyła, że oto nadeszła ta chwila.
-Gdzie jest Lou? - szepnęła zachrypniętym, dawno nieużywanym głosem rudowłosa dziewczyna.
     Lekarka spojrzała na nią zdziwiona, potem na urządzenia monitorujące pracę organizmu i znów na dziewczynę.
- Gdzie jest Lou? Gdzie Vicky, Tommy, Rosalie? - szepnęła raz jeszcze; w jej oczach, patrzących w pustkę, pojawiły się łzy. - Gdzie chłopaki? Gdzie są wszyscy?
- Marysiu, spokojnie. - powiedziała kojąco lekarka, w sercu chowając przerażenie. - Jestem twoją lekarką. Nie wiem, o kim mówisz...
     Sprawdziła wzrok dziewczyny. Działał jak należy. Przez cały ten czas tłumaczyła dziewczynie, co się stało.
- Podejrzewam, że osoby, o których mówiłaś, to tylko postaci, które pojawiły się w twojej imaginacji. Twoi rodzice zgodzili się, byś po tym co się stało, wzięła udział w pionierskim projekcie. Łączy on ludzi, którzy zapadli w śpiączkę. Podłączeni są do specjalnych urządzeń, które wprowadzają pacjentów w stan, w którym ich wyobraźnia powinna zaserwować im życie we śnie. Nie gwarantuję, że wszystko się tam ze sobą zgadza, bo to tylko wyobraźnia, w dodatku zbiorowo połączona. Twój umysł był połączony z umysłami innych uczestników, dlatego coś się mogło mieszać. Bo poza tobą w projekcie uczestniczy jeszcze około dwudziestu osób z całego świata. - Pochyliła się nad dziewczyną, by odłączyć jedną z aparatur. - Ty obudziłaś się pierwsza... Projekt ten powstał z myślą o ludziach, którzy mogą się nigdy nie wybudzić. Żeby mieli szansę przeżyć godnie życie. Marysiu...
- Mam na imię Julia. Mam dwadzieścia sześć lat i niedawno, po dziesięciu latach znajomości, a dziewięciu narzeczeństwa, wyszłam za Louisa Tomlinsona. Mamy trójkę dzieci. Louis, wraz z czwórką innych chłopaków, tworzył przez cztery lata boyband One Direction, który powstał w siódmej edycji brytyjskiego X Factora, dwudziestego trzeciego lipca dwa tysiące dziesiątego roku wieczorem. Zajęli tam trzecie miejsce. Przez prawie cały czas mieszkałam w Londynie. Próbowałam sił jako projektantka. Ja... - Dziewczyna rozpłakała się na dobre. - Kim ja jestem? Jakie jest moje imię? Jaki mamy dziś dzień?
- Nazywasz się Maria Julia Kozłowska. Masz piętnaście lat, w śpiączce byłaś przez rok i po dwóch tygodniach prawie się wybudziłaś. Twoi rodzice to Wiktoria Kozłowska, znana aktorka, i Michał Kozłowski, reżyser. Dzisiaj jest dwudziesty trzeci lipca, dwa tysiące dziesiątego roku. Jest... - Spojrzała na zegarek. - Po dwudziestej.
     W oczach nastolatki zabłysła bezsilność.
- Dzisiaj powstałby ich zespół. - załkała. - Nawet nie wiem, czy oni nie byli tylko wymysłem mojej wyobraźni.
     Doktor Witas ścisnęła dłoń piętnastolatki. Nawet się nie spodziewała, że ten projekt wypali, da tyle wniosków i doświadczeń. Że tamto "życie" będzie lepsze.
- Marysiu, przykro mi. Ale postaram się zrobić co w mojej mocy, by ci pomóc.
- Niech pani ich znajdzie, wśród uczestników projektu. Była ich wszystkich siódemka. Proszę...

_________________________________________________________________________________

Dobrnęliśmy do epilogu. Nie wiem, czy spodziewaliście się właśnie tego. Ale to faktycznie nie koniec tej historii. I strasznie wam dziękuję za ten rok. To było coś niesamowitego. A dzięki tej opowieści, wam i temu wszystkiemu w szkole nie jestem "tylko Julią". Jestem tą Julią, która pisze, która chce być pisarką... Zdobyłam uznanie, także wśród nauczycieli. Tylko tym, że robię to, co kocham :D Dziękuję :***


A teraz coś jeszcze milszego! Konkurs urodzinowy, a przy okazji na koniec części drugiej!!!

Zasady!
1. Musisz mieć pomysł.
2. Musisz napisać ciąg dalszy opowieści, tj. co może wydarzyć się w trzeciej części.
3. Każdy pomysł jest dobry :)
4. Nie musisz być obserwatorem, ale wypadałoby, żebyś był/-a czytelnikiem. Wypadałoby wiedzieć, co działo się od początku. :)


Nagrody:
1. Publikacja najlepszej pracy na blogu
2. Gwiazdkowy upominek:

  • świąteczna kartka z wpisami ode mnie i Katyi
  • drobny upominek ode mnie
  • upominek-niespodzianka od Katyi
  • dodatkowy bonusik

Jak widać, nagroda jest kusząca :D Reszty dowiecie się z baneru:




























Tak więc macie 16 dni na napisanie prac! :) Zgłaszać je możecie do godz. 23.59 dn. 10. grudnia br. Oceniać prace będziemy w składzie: ja - Julia - i Katya (tak, ta z opowieści). Życzymy powodzenia :)
Nie musicie zgłaszać swojego udziału w komentarzu.
Przez cały ten czas, o ile będzie wena, będą dodawane rozdziały, które być może was nakierują.


Poza tym, z racji urodzin bloga, mam do Was zestaw pytań:
1. Jak tu trafiłaś?
2. Co Ci się najbardziej przez ten rok podobało?
3. Co sprawia, że to opowiadanie jest wg Ciebie "wyjątkowe, inne niż wszystkie" (tak mi piszecie :D)?
4. Co myślisz o tej opowieści?
5. Co myślisz o mnie? xD xD xD
6. Czego Ci zabrakło w poprzednich częściach?
7. Uwierzysz, że minęły już dwie części i została już tylko jedna?
8. Co najbardziej, a co najmniej cenisz w tym blogu?
9. Co się zmieniło w opowiadaniu, w Twoim życiu, odkąd tu zaglądasz?
10. Czy to opowiadanie zmieniło jakoś Twoje nastawienie w jakichś aspektach? Jeśli tak, to na dobre czy złe? I dlaczego? :)

No, to do napisania kiedyś tam :D Czekam na prace :)
Jakby co - piszcie: something0more@gmail.com :)

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział XXIII cz. drugiej - part 2

     Taniec. Jedno słowo, a tyle wspomnień, emocji, wrażeń. Oni tańczą wciąż. Tańczą w swoich sercach, tańczą w umysłach. Trwa to od dziesięciu lat. Od dziesięciu lat ich serca biją jeden wspólny rytm, który wymierza kroki w tańcu zwanym miłością.
- Nie denerwujesz się? - szepcze, zarumieniona.
- Czym, skarbie? Przecież to nasz taniec. Inni mogą się co najwyżej popatrzeć.
     Louis uśmiecha się lekko i wpija swoje wargi w wargi Julii.
- Lou! - piszczy speszona.
- Co tam? Wszystko okej? - pyta zatroskany.
     Julia mruga okiem i nie odpowiada. Chce zatracić się w chwili, którą jej w końcu podarowano. Chce powiedzieć mężczyźnie swojego życia o niespodziance, ale ostatecznie postanawia jeszcze trochę zaczekać.
     W końcu muzyka cichnie. Goście biją brawo, a oni się kłaniają. Idą w stronę stolika, by przez chwilę odpocząć.

     Ola, zaniepokojona zniknięciem Kuby, swojego narzeczonego, szuka mężczyzny w każdym możliwym miejscu. Nie widzi go wśród tańczących, jego miejsce przy stole jest puste. Nie ma go w holu, śród innych mężczyzn, ani nawet na parkingu, palącego papierosa.
     Harry podąża za nią niczym cień. Pragnie by dziewczyna się nie martwiła. Niestety, gdy rozgląda się z tyłu, za salą bankietową, czeka go niemiła niespodzianka. Z drugiej strony, jego serce jakby ożywa.
- Jake, ty tępoto. Co ty odwalasz? - woła do swojego rówieśnika.
     Podchodzi bliżej i spostrzega twarz kobiety, pospiesznie poprawiającej suknię. Kobiety, która zabawiała się przed chwilą z Jakubem, cudzym narzeczonym. Kobiety, przez której czyny przed laty jego serce zlodowaciało.
- Iga, ty cholero... Co ty tu robisz?! - woła rozwścieczony. - Nikt, o ile mi wiadomo, cię nie zapraszał. No, co tym razem chciałaś zniszczyć? Ten dzień? On należy do Julii i Louisa, nie masz prawa zabierać im tego, na co czekali przez lata.
- Oj, Harry, Harry... - Iga potrząsa, rozbawiona, długimi pomarańczowymi włosami. - Lata mijają, a ty dalej jesteś taki niemądry. Tak samo jak Lucy. Biedaczka, nie może wciąż przeboleć waszego rozstania. Chciałam ją ze sobą zabrać. - Podchodzi do Harry'ego, uwodzicielsko kręcąc biodrami. - Ale nie chcieli wypuścić jej ze szpitala. Wiesz, z psychiatryka. - uśmiecha się kusząco.
- Zniszczyłaś ją... - Harry kręci głową. - Jak mogłaś?
- Po prostu...
- Kogo chcesz zniszczyć dziś? Chyba mogę snuć przypuszczenia, że związek Oli. Ale dlaczego?
- No, Kubuś, wyznaj prawdę. - Iga prosi osłupiałego blondyna i bawi się guzikami koszuli Harry'ego, zbyt osłupiałego, by móc zareagować.
- Bo wiesz, Harry... - zaczyna niepewnie. - Poznaliśmy się w sieci i zaiskrzyło. Spotkaliśmy się raz, drugi, szósty, no i do czegoś doszło... Harry! - Jakub woła i patrzy błagalnie w oczy Brytyjczyka. - Ja kocham Olę. Nie myśl o mnie źle, po prostu...
- Zamilcz! - krzyczy Harry, odpychając od siebie brutalnie Igę. - Oboje zamilczcie. Jesteście siebie warci. A ja wierzyłem, że jej nie zranisz. Marzyłem, żeby wam się ułożyło, choć bolało mnie serce. Kocham ją! Ale wiem, że na nią nie zasługuję. Ola powinna być z kimś lepszym niż ja, a teraz i ty.
- Nie mów Oli, proszę. - Do Kuby jakby nie docierają słowa Harry'ego. - Poprawię się, nie zranię jej. Kocham Olę!
- Och, przymknij się! - Iga uderza blondyna w policzek. - Przed chwilą mówiłeś, że kochasz mnie, a tamta lalunia jest niczym. Udowodnij to! - Iga przybliża twarz do Kuby i próbuje go pocałować.
- Zabierz ode mnie tą wariatkę!
     Harry odchodzi bez słowa. Choć wie, jak bardzo ją zrani, chce powiedzieć Oli o wszystkim.
     Na schodach, przy wejściu, ubrana w różową sukienkę z tiulową spódnicą, siedzi zapłakana Aleksandra. Harry podchodzi do niej bez słowa, siada i przytula do siebie.
- Ona to wszystko zaplanowała, prawda? - pyta cicho blondynka.
- Tak. Myślę, że tak.
- I co ja mam z tym wszystkim zrobić?
- Nie jestem tobą, Olu. Nie ja będę ci mówić, jak masz żyć. To ty musisz sama to sobie mówić.
     Harry wyciąga z kieszeni paczkę chusteczek. Podaje je dziewczynie, a po chwili namysłu otula jej ramiona swoją marynarką.
- Dziękuję. - Ola całuje Styles'a w policzek.
     Harry czuje, jak ten krótki pocałunek rozmraża jego umysł i serce. Robi mu się ciepło i przyjemnie.
- To, co mówiłeś... Że mnie kochasz... To prawda? - Blondynka patrzy prosto w oczy szatyna. Ten przytakuje.
     Ich głowy pochylają się ku sobie, usta chcą się ze sobą złączyć.
     Gdy dzieli ich kilka milimetrów, z sali rozbrzmiewa przeraźliwy krzyk. Harry i Aleksandra zrywają się ze swoich miejsc i biegną do środka. Ich uszy ranią słowa przerażonego Louisa:
- Wezwijcie karetkę! Ktoś chyba otruł Julię, ona umiera!

     Te słowa ranią. Myśl, że twojej ukochanej osobie dzieje się krzywda, jest okropna. Jak myślisz, co poczuł Louis, gdy w szpitalu powiedziano mu, że Julia jest w bardzo złym stanie? Co poczuł, gdy Harry powiedział mu o ciąży?
     Ból. Nieokrzesany, nieokiełznany ból. Cierpienie wraz ze swą ukochaną. Lęk o to, co przyniesie najbliższa przyszłość. Co z dziećmi? Co z Julią? Co z tym maleństwem, które dopiero zaczyna swoją przygodę z życiem? Ta niepewność rani najbardziej.
     Trzy słowa wypowiedziane przez lekarza burzą całe jego życie. "Ona nie żyje". Nie wierzy, chce ją zobaczyć. W sali nie wytrzymuje, z jego oczu strumieniami płyną łzy. Z bólem patrzy na Julię, właśnie odłączaną od urządzeń, które podtrzymywały jej życie.
- Mała, to nie koniec. Obiecaj mi to. Będziemy razem. - szepcze.


Boże, prawie ryczę! Miało być smutnie i jest, jak planowałam. Nie było mnie tu dawno. I... No cóż, spróbuję skombinować epilog, taki porządny. Na następną niedzielę! Bo wiecie... Za równiutko tydzień, jakoś koło 14., minie rok. Rok, odkąd założyłam tego bloga, odkąd pojawiły się pierwsze dwie notki. Wiecie, dla mnie to cholernie dużo. I dziękuję :****


Poza tym, gdy pojawi się epilog, oficjalnie pojawi się informacja o konkursie. Dopiero wtedy będzie można się zgłaszać, bo teraz z pewnych powodów (fabuła epilogu, urodziny bloga etc.) jeszcze nie ma sensu. Ale już teraz informuję, że zadaniem będzie napisanie pierwszego rozdziału części trzeciej! Najlepszy pojawi się na blogu. Kto wie, może to właśnie na jego podstawie stworzę część trzecią. Jednakże, ja również napiszę swój rozdział pierwszy. Więc... To będzie takie porównanie. Nagrodą będzie publikacja, a z racji, że konkurs zakończy się (o ile będą zgłoszenia) koło połowy grudnia, do zwycięzcy, po wcześniejszym skontaktowaniu się, wyślę mały drobiazg Gwiazdkowy. Czas pokaże, co to będzie :) Jeśli tylko czujecie, że dacie radę coś tam naskrobać (mogą to być najdziwniejsze pomysły), czekajcie w gotowości. Każda praca będzie mile widziana :)


No, to do napisania :)

9 rozdziałów - coś więcej

niedziela, 27 października 2013

Rozdział XXIII. cz. drugiej - part 1.

Cześć i czołem. Przybywam do Was z pierwszą częścią ostatniego rozdziału tej części. Tak, to już praktycznie koniec. Kto wie, może kiedyś dopiszę część trzecią, ale nie ma gwarancji. Już nie czuję tego samego, gdy piszę to opowiadanie. W sumie, od ponad miesiąca nic nowego w tej kwestii to koniec. Ale jednego możecie być pewni - nie będzie jednoznacznego zakończenia. A to na pewno Was zaskoczy. Ale o czym ja tu gadam. Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek coś jeszcze powstanie...
A teraz... Mam dla Was pewną informację - w czwartek blog skończył 11 miesięcy. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. I mam nadzieję, że dla Was też. :d


     Selene krząta się po dużym, jasnym salonie. Przechodzi co jakiś czas od fotela do stolika, na którym rozłożone są potrzebne jej przybory. Porusza się tanecznym krokiem, nucąc słowa piosenki lecącej w radiu.
- Vicky, kochanie, nie wierć się tak i pozwól mi zrobić coś z twoimi włosami. - Przeczesuje palcami grube, długie czekoladowe włosy, które dziewczynka odziedziczyła po matce. - Wiem, że wujek Danniel zna się na tym lepiej, ale on zajmuje się naszymi facetami.
     Kobieta pochyla się nad nosidełkiem, w którym śpi Sam, roczny syn Selene i Danniela.
- Ciociu, zrobisz mi tego warkocza, co ostatnio? - pyta dziewczynka, uśmiechając się w szerokim, szczerbatym uśmiechu.
     Selene zabiera się do pracy. Plecie z obu stron warkocze duńskie, a końcówki spina nad karkiem w małego koka. Za lewym uchem wpina dziewczynce czerwoną różyczkę. Victoria jest zachwycona.
- Zawołaj mamę. - mówi Selene. - Tylko niech nie zabiera Rose. To jej dzień, mała może się pobawić zabawkami.
     Victoria kiwa głową i biegnie na piętro, podskakując wesoło. Woła coś w obcym dla Sel języku. Julia przez dłuższy czas nie schodzi, dlatego, z racji wolnej chwili, Selene dzwoni do Danniela.
- Jak sobie radzisz? - pyta.
- Nieźle, skarbie. Praca z tą bandą, choć denerwująca, jest całkiem prosta. - śmieje się Danniel. - A tobie, jak idzie?
- Średnio na jeża. Julia ma chyba jakieś humory... - milknie.
     W salonie pojawia się zapłakana Julia, ubrana w dżinsową koszulę i dresowe spodnie.
- Poczekaj, Dani. Julia faktycznie ma jakiś kryzys. W razie czego przyjedź z Tommy'm, jak skończysz. - Rozłącza się i podchodzi do Polki. - Jula, co się stało? - pyta pocieszająco. - Przecież dzisiaj się pobieracie.
- Wiem. I w tym problem. - wzdycha szatynka. Przeciera załzawione oczy i siada na kanapie przy oknie.
- Ej, chyba nie zamierzasz uciec sprzed ołtarza? - pyta żartobliwie.
     Julia namyśla się przez chwilę, a przez jej twarz przemyka cień uśmiechu.
- To nie byłby taki głupi pomysł. - mówi wreszcie. - Miałby nauczkę.
- Powiesz mi w końcu, co takiego zrobił ci Louis? - niecierpliwi się Selene; chciałaby się w końcu zająć Julią.

     Godzinę później przyjeżdża Danniel z Tommy'm, Harry'm i Liamem. Selene nie marnowała czasu i zajęła się innymi kobietami.
- Co jest? - Danniel pyta od progu. - Panna młoda jest gotowa?
- Mamy problem. Tomlinson czymś jej podpadł, ale nie chce nic więcej powiedzieć. - wzdycha Selene. - Od godziny siedzi na kanapie i mamrocze coś do siebie.
     Harry zdejmuje buty i biegnie do salonu, na lewo od korytarza. Zatrzymuje się przy Julii, kuca przy niej i łapie za rękę.
- Młoda panno, co się dzieje? - pyta poważnym tonem. - Jest koło ciebie wujek Hazza, możesz się mu zwierzyć. W końcu wesele to nie koniec świata. To tylko bardzo stresujące wydarzenie.
     Ubrany w dopasowany szary garnitur i błękitną koszulę wygląda elegancko. Kręcone włosy, jak zawsze niesforne i nieopanowane, oraz szeroki uśmiech odejmują Harry'emu lat, przez co wciąż nie wygląda na swoje dwadzieścia osiem wiosen.
- Spójrz na mnie. Ja się nie załamałem, choć na własnym ślubie byłem przykuty do wózka. - uśmiecha się Liam. Opiera się na kulach, dzięki którym chodzi; z którymi może nie rozstać się do końca życia.
- To co innego. - szepcze Julia.
- Czyli co? Powiedz, proszę. Niedługo początek imprezy, a ty w lesie z przygotowaniami. Zrób to dla siebie i dla tych, których kochasz. - prosi Harry.
     Po cichej naradzie Harry bierze Julię na ręce i sadza ją w fotelu. Pomimo protestów panny młodej, mężczyźni zabierają się do pracy nad jej wyglądem. Harry łaskotkami zmusza ją do mówienia.
- Kto ci coś zrobił? - zaczyna.
- Lou.
- Co konkretnie?
- Czwarte dziecko. - wyznaje Julia poważnym głosem; łaskotki Styles'a nie robią na niej wrażenia.
- Jak to? - woła zdziwiony Liam.
- No a jak się robi dzieci? - Julia wznosi oczy do nieba i ledwo zauważalnie się uśmiecha.
     Liam i Harry przytulają Julię, przeszkadzając Dannielowi w pracy. Styles cieszy się szczęściem przyjaciół. "Ciekawe, co na to Lou", zastanawia się. Z drugiej jednak strony jest mu smutno. Zazdrości Julii i Louisowi czwartego potomka i tego, że są już razem prawie dziesięć lat, podczas gdy on, Harry Styles, wciąż jest samotny. Kobiety, który przewijały się przez jego życie, zostawały w nim na nie więcej niż dwa miesiące. Nie umie już pokochać prawdziwie i bezgranicznie żadnej z nich od ośmiu lat, od kiedy rozstał się z Lucy. Dziewczyna zniszczyła jego serce. I choć potem wyszły na jaw oszustwa i przekręty Igi, nie umiał wybaczyć i zaufać żadnej kobiecie. Nikogo nie umiał już kochać, prócz mamy, siostry i Victorii, swojej chrześnicy.
- Dobrze... Powtarzaj za mną, Juls. - prosi Harry. - Jestem piękna, młoda...
- ... Głowa do góry, szeroki uśmiech... - powtarza Julia.
- Cycki wysoko, jestem panną młodą Tomlinsona, bitches. - szczerzy się Harry.
- Co?!
- No a nie? Coś tu skłamałem? - pyta z niewinną miną, a Julia wybucha śmiechem. - No, tak ma być.

     Louis czeka przed ołtarzem, w kościele pełnym gości. Zerka co chwila na zegarek i przytupuje nogą. Złości się, że dodali ten akcent - że przybędą osobno. W innym przypadku przyjechaliby razem.
- A jeśli uciekła, zrezygnowała? - pyta cicho Zayn, podchodząc do Louisa.
- Zadzwoniliby. - uśmiecha się Niall.
     Do kościoła wbiega Harry. Na środku zwalnia i podchodzi do pana młodego. Za nim kuśtyka Liam.
- Słuchaj, mieliśmy ślubny kryzys u twojej lubej. Rozumiesz, kobiece humory i dolegliwości. - tłumaczy cicho Styles.
- Akurat dzisiaj? - jęknął Louis.
- Pretensje miej do siebie. Aha, i nie pozwól jej jeść nic ciężkostrawnego. Małe sensacje żołądkowe, rozumiesz. - Klepie go po ramieniu i staje za nim, jako świadek, naprzeciw Aleksandry, druhny Julii.
     Organista wygrywa pierwsze takty Mendelssohna, goście wstają, a w wejściu pojawia się Tommy. Na czerwonej poduszce niesie dwie obrączki. Mniejszą, z białego złota, wysadzaną małymi brylantami i większą - złotą, z jednym malutkim diamentem. W obu od środka wyryto napis Nawet śmierć nas nie rozłączy. Będziemy razem i po drugiej stronie. Julia i Louis Forever.
     Za Tommy'm podążają Julia i jej tata. Szatynka wygląda niezwykle w prostej białej sukni z długim trenem i delikatnymi haftowanymi srebrnymi nićmi ornamentami. Włosy zapleciono w dobierany warkocz, sięgający pasa i przyozdobiono długim welonem. Na stopach ma białe szpilki ozdobione złotymi kryształkami i brokatem. Tren przytrzymują ośmioletnia Victoria i czteroletnia Rosalie.
- Trzymajcie się. - szepcze tata do ucha córki, zabiera wnuczki i siada w pierwszej ławce.
- Zebraliśmy się tu, by połączyć tych dwoje węzłem małżeńskim. - Ksiądz rozpoczyna ceremonię.
- Co się stało? Martwiłem się o ciebie. - szepcze Louis. Nie może oderwać oczu od narzeczonej.
- Źle się czułam, ale już dobrze. - Julia uśmiecha się kojąco.
     Przygląda się fryzurze Louisa - włosom podgolonym po bokach i reszcie zaczesanej w irokeza. Poznaje w tym inspirację dawną fryzurą Zayna. Spogląda na czarny dopasowany garnitur, na krawat, potem na śnieżnobiałą koszulę, która opina się na jego umięśnionym torsie.
- No, no, elegancko. - uśmiecha się. - Jak tam twój polski?
- Doskonale.
     Milkną i wsłuchują się w kazanie. Jakby nie zauważają, że dziennikarze, fotografowie i kamerzysta upamiętniają każdy ich ruch. Ich: młodej projektantki i byłego członka One Direction. W tej chwili liczy się dla nich to, że są i będą już zawsze razem.


No to ten, no... Tak to wygląda. Julia i Louis się hajtnęli. Po wielu latach. Wiem, że długo na to czekaliście. A ja to odwlekałam jak nie wiem. Ale strasznie ciężko jest walnąć taki finał w opowiadaniu, na które poświęciło się tyle czasu. 11 miesięcy! To kupa czasu. Ale o tym kiedy indziej. Postaram się nagrać filmik na ten temat. A jakbyście mieli pytania, na które mogłabym odpowiedzieć, piszcie w komentarzach i na ask'u - ask.fm.
No, to by było na tyle. Dziękuję za wszystko. Trzymajcie się.

Wasza Julia :*

sobota, 19 października 2013

Być sławnym Polakiem - moja praca konkursowa | Jestem w gazecie!!

Witam wszystkich!! Zmieniłam wygląd bloga na bardziej przyzwoity. Poza tym dzisiaj nie będzie rozdziału. MOŻE jutro, ale też nie ma gwarancji, bo jadę na chrzciny. Noo, więc dziś zaprezentuję Wam moje dzieło z maja, które napisałam i za które zdobyłam wyróżnienie :) A więc: czytajcie! :)

    Otwieram czarne drzwi i spoglądam na niebo. Znowu pada! A to przecież lipiec. Wracam się do korytarza po fioletowy parasol i tak uzbrojona wychodzę na ulicę. Głośną, zatłoczoną ulicę. Za parę minut otoczą mnie zapewne mniejsze i większe grupki fanów czy dziennikarzy. Znów będą się ekscytować tym, że Julia Jaśkiewicz wyszła z domu. Mało tego, założyła dresy!
    Tak, ja, Julia Jaśkiewicz, jestem znaną Polką. Miałam i mam w życiu szczęście. W wieku szesnastu lat zostałam aktorką. Jednak, na moje małe nieszczęście, w Polsce to kiepski zawód, biorąc pod uwagę jakość większości współczesnych filmów i seriali. I dlatego, w wieku osiemnastu lat, zmuszona byłam przenieść się do Wielkiej Brytanii.
    Ale czasem znów chcę być zwykłą Julką, która swoją karierę zaczynała w amatorskim, ale jakże kochanym, kabarecie, grała na waltorni i próbowała swoich sił w pisarstwie, tworząc opowiadania o swoich idolach. Co mi po sławie, skoro praktycznie nie mam przyjaciół? Większość ''koleżanek", by zarobić i zaistnieć, sprzedała stare zdjęcia, jakieś pamiątki... Tylko dwie z nich nie zbzikowały. Nie wystawiły na sprzedaż tego, na co pracowałyśmy przez wiele lat. Szkoda tylko, że tak rzadko się ze mną kontaktują. W Londynie mam Lily, ale to nie to samo.

    Nie mija kwadrans, a za mną już podąża spora grupka ludzi w różnym wieku. Nie zatrzymuję się - spieszę się! Mój szybki krok przemienia się w bieg i tak pokonuję dystans liczący pół kilometra. Gdy, zdyszana, dobiegam do stacji metra, jestem już przemoczona do suchej nitki, świeżo umyte włosy zlepiają się w strąki, a w adidasach chlupocze woda. Jednak to mnie nie denerwuje, nie złości. Bo właśnie tego mi brakowało. Tej normalności, tej denerwującej codzienności.
    Przechodzę przez bramki i ruszam do wagonu. W międzyczasie składam poturbowany przez wiatr parasol i wykręcam wodę z włosów. Wiem, to nieładnie tak bałaganić. Ale teraz mam to w nosie - spieszę się!
    Siadam na plastikowym krześle w ciepłym, prawie pustym wagonie. Z przepastnej granatowej torby wyciągam szczotkę do włosów i szarpię mój brązowy, sięgający pasa gruby kołtun, który zwykłam określać burzą, pożal się Boże, włosów. Syczę przy mocniejszych pociągnięciach.
- Lubiła tańczyć, pełna radości tak, ciągle goniła wiatr. Spragniona życia wciąż, ciągle gubiła coś. Nie chciała nic... - nucę.
    Po mniej więcej kwadransie moja grzywa wygląda całkiem przyzwoicie, a po kolejnym z serii przystanków wagon się zapełnia.
    Wkładam dłoń do kieszeni bluzy i wyjmuję telefon, na którym (jak zwykle, kiedy jest się gwiazdą, a co!) czeka mnóstwo wiadomości i nieodebranych połączeń. Przede wszystkim od Sama, mojego menadżera.
    W końcu wysiadam. Na ulicy ogarnia mnie przerażające zimno, choć to lipiec - winne są temu wilgotne ubrania. Rozglądam się z ciekawością na boki, patrzę na ludzi spieszących w konkretne miejsca. Wreszcie wznoszę oczy ku niebu, by podziwiać olbrzymi budynek brytyjskiej stacji telewizyjnej. To jest moje "konkretne miejsce". Mój cel.
    Przechodzę przez pasy i wchodzę do dużego, przeszklonego holu. Tam spotykam Sama.
- Dziewczyno, jak ty wyglądasz? - złości się czterdziestolatek. - Za godzinę zaczyna się program, a ty, jak zwykle, w rozsypce. Praca niczego cię nie nauczyła? Czemu nie jechałaś z Dave'm?
- Jechałam metrem. W drodze na stację złapała mnie ulewa. Coś jeszcze? - uśmiecham się szeroko i ruszam za mężczyzną do windy, która zabiera nas na dziesiąte piętro.
- Idź do Elizy, niech się tobą zajmie. - burczy pod nosem. - Jeśli nie będziesz wyglądać co najmniej przyzwoicie - nie pokazuj mi się na oczy.
    Odmaszerowuje w stronę kuchni, gdzie sprawi, że znów przybędzie mu tu i ówdzie parę deko. A ja jeszcze przez chwilę patrzę za nim. Teraz zrzędzi, ale jak przychodzi co do czego, chciałby zastąpić mi tatę. Taki kochany wujek, można by rzec.
    Wchodzę do garderoby i rozglądam się za Elizą, tutejszą specjalistką od wyglądu przed kamerami. Zanim jednak ją znajduję, słyszę jej głos dochodzący zza ton wieszaków z ubraniami.
- Panie Tomson, niech pan już nie wybrzydza. - złości się koścista blondynka. - Przywilej gwiazdy nie upoważnia do bezkarnego kapryszenia.
    Odchrząkuję i wyglądam zza stojaków, Przed lustrem stoi Tommy Tomson, młody aktor, starszy ode ode mnie o trzy lata. Do gołej klatki piersiowej przykłada raz jedną, raz drugą koszulkę. Mój wzrok przykuwają jednak liczne tatuaże na jego rękach, a w szczególności ptak na przedramieniu.
- Cześć. - witam się. - Miałam przyjść i...
- Julia! - Eliza woła z ulgą. - Może ty mu coś wybierzesz? Bo, jeśli słyszałaś, pan Tomson kaprysi.

- Naszym dzisiejszym gościem, oprócz Tommy'ego Tomsona, jest również Julia Jaśkiewicz, dwudziestoletnia aktorka pochodząca z Polski. - mówi Sarah Jenson, prowadząca program "Gwiazdy od kulis". - Zapraszamy!
    Wychodzę, po drodze poprawiając włosy splecione w gruby warkocz. Długa, plisowana suknia w kolorze wiśni zamiata podłogę. Uśmiecham się nieśmiało i macham do widowni, po czym zajmuję miejsce na kanapie, obok Tommy'ego.
- Julio, czy odczuwasz fakt, że jesteś znana? Jakie to korzyści niesie dla twojej osoby? I co robisz ze sławą? - pyta dziennikarka.
- No cóż, ten fakt sprawia, że czasem jest mi miło. Idziesz ulicą, ludzie wskazują na ciebie i mówią: "Patrz, to ta Polka, która grała Emmę w <Małej Duszy>". To naprawdę miłe. Jednak są i złe strony tego wszystkiego. Ludzie wszędzie za mną chodzą, sama nie wiem dlaczego. Piszą o mnie w gazetach i w internecie, ale nie zawsze są to prawdziwe rzeczy, często wymyślają. Ale jeśli mowa o korzyściach, to mogłabym stwierdzić, że są to pieniądze. - śmieję się. - Ale człowiek samą kasą nie żyje. Dla mnie taką prawdziwą korzyścią jest fakt, że poprzez to co robię, rozsławiam ojczyznę, daję o niej nowe świadectwo, że to nie tylko nieroby, ale i niezwykli ludzie. Sama sława ułatwia mi wspieranie różnych organizacji, fundacji czy akcji, dzięki którym ludziom, zwłaszcza tym poszkodowanym przez życie, ma się żyć lepiej.
- Taka postawa jest godna pochwały. - przyznaje Sarah Jenson, a widownia nagradza nas oklaskami. - Zauważyłam już, że jesteś mocno związana z Polską. Ale czy jesteś patriotką? Dbasz o język, który, tak szczerze, jest bardzo trudny?
- Nie wiem, możliwe, że jestem patriotką. Nie jakąś perfekcyjną, idealną, ale staram się obchodzić polskie święta narodowe, a, jeśli to tylko możliwe, obchodzę je w Polsce. Nie wyrzekam się swojej narodowości, nie zmieniam nazwiska na angielskie. Nie wstydzę się tego, skąd pochodzę. W końcu to moja piękna ojczyzna. Tam się urodziłam, wychowałam i temu pozostaję wierna. Język... Owszem, jest trudny, bo to nie lada wyzwanie powiedzieć "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie" albo "Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, gmina Chrzęszczydrzewoszyce, powiat Łękołody" - publiczność nagradza te przykłady oklaskami i okrzykami podziwu. - ale dla chcącego nic trudnego. Dbam o to, by angielski nie 'zepsuł' mojego języka i chyba mi się to udaje. - uśmiecham się.
- Julio, słyszałam, że wkrótce wracasz do kraju. Czy to prawda? Jeśli tak - dlaczego?
- Tak, wracam do kraju. Jeszcze nie wiem, czy na stałe, ale póki trwać będą zdjęcia do serialu, zostaję w Polsce.
- O czym będzie ta produkcja? Jaką otrzymałaś rolę?
-  Powiem tyle, ile wiem sama. To serial o grupie studentów z różnych środowisk. Ja grać będę Rozalię, dziedziczkę sieci hoteli. I chyba będzie ona do mnie podobna. - uśmiecham się.
- Życzę więc sukcesu. - Sarah ściska moją dłoń. - Jeszcze jedno, ostatnie pytanie: co warto zobaczyć w Polsce?
- Szczerze? Wszystko. Każde miejsce jest niezwykłe i to jest najlepsze w tym wszystkim.
- Dziękuję wam, Julio i Tommy, za rozmowy. To tyle na dzisiaj.
    Sarah Jensen podchodzi do drewnianego kufra na środku studia i wyciąga z niego małe paczki.
- Mam dla was upominki. - wręcza nam pakunki.
    Wtedy przypominam sobie o mojej niespodziance. Wychylam się za kanapę i sięgam po torbę, z której wyciągam cztery duże T-shirty "I ♥ Poland" w biało-czerwonych barwach. Wręczam po jednej Tommy'emu i Sarze, a kolejne dwie rozdaję jakiejś parze z widowni.
- Dziękuję wszystkim, do zobaczenia za tydzień. - mówi prezenterka do kamery.

- Dzięki za koszulkę. - uśmiecha się Tommy za kulisami. - No i w ogóle... Za pomoc ze strojem. Nie sądziłem, że taka gwiazdka jak ty okaże się tak sympatyczna. Słyszałem o twoich humorach na planie, więc wiesz... - czerwieni się.
- Wiem, ale Polacy są inni niż o nich mówią. Są sympatyczni, jak ja. - śmieję się. - A tamte humory... No cóż, to taki jednorazowy incydent. Cześć, Tommy! - wołam i ruszam do garderoby.

    Trzeba przyznać, że marzenia lubią się spełniać w najmniej oczekiwanych momentach. Gdy miałam trzynaście lat prawie zostałam aktorką. Nie udało się, ale dzięki temu odkryłam w sobie talent do pisarstwa i grania na instrumencie dętym. Dopiero później udało się także z aktorstwem. Niemożliwe? A jednak.

    Nie można poddawać się prze startem. W ten sposób nic się nie osiągnie. Być sławnym - jeśli pracujesz na to, jest to możliwe.


No i jak? Podobało się? Hmm, ten, no... Tam na początku zauważyliście może nazwisko... No cóż, to moje. ;p
Wiem, trochę powalone, ale to moja wyobraźnia. Nie byłabym sobą, gdybym nie wplotła Louisa :D

Emm, no i tego... Najbliższy rozdział podzielę na dwie części ponieważ... Będzie to ostatni rozdział. Taak, potem może epilog. I wiecie... Nie wiem, czy powstanie trzecia część. Myślę, że wypaliłam się w kwestii fan fiction. Chociaż, kto wie. Może kiedyś do tego wrócę. Póki co - sprawa jest niezamknięta.


A teraz mega news! Jestem w gazecie Bravo Girls!!

sobota, 5 października 2013

Rozdział XXII. części drugiej

     "To wszystko jest takie dziwne, pokręcone. Cały ten świat wygląda, jakby nie panowały w nim żadne wyraźne zasady. Chcesz lecieć do innego kraju i lecisz, nie zważając na koszty i możliwości. Przyjaźnisz się lub jesteś w związku z kimś popularnym w większej części świata? Spokojnie, paparazzi wcale nie będą was męczyć, wasze życie będzie sielanką, a ta osoba będzie miała dla ciebie mnóstwo czasu. Przecież to takie normalne..."
- To wcale nie jest normalne! - woła Julia, kończąc na głos swoją myśl.
     Kuli się na łóżku i rozmyśla dalej. Jakiś czas temu zauważyła, że jej życie, otoczenie i wszystko z tym związane są jak puzzle, które pasują do siebie tylko na pierwszy rzut oka. Zdarzenia, które są po prostu bez sensu, ale każdy, prócz niej, uważa je za normalne. Dlaczego Harry tak łatwo uwierzył w kłamstwa Igi na temat Łucji? Jak to się stało, że chociaż ją widział, niczego nie zrozumiał i dalej nie chce wierzyć Lucy?
     Zastanawiających jest wiele rzeczy. Także to, że Louis rozpoczął naukę polskiego i natychmiast widać postępy. Ale jak długo będzie czekał? Na pewno nie w nieskończoność.
     Obraca się na drugi bok i sięga  po książkę leżącą na szafce nocnej. Odkłada na bok czerwoną zakładkę i zagłębia się w powieści Danielle Steel.
- Nie przeszkadzam? - Zza drzwi wychyla się Louis.
     Julia podnosi wzrok znad książki, patrzy na niego przez dłuższą chwilę i kręci przecząco głową. Louis wchodzi do środka, siada na brzegu i głaszcze dziewczynę po udzie.
- Nadal boli cię głowa? - pyta, a Julia przytakuje. - Czyli dalej będziesz milczeć i tu siedzieć? Pominę fakt, że przed chwilą krzyczałaś...
     Julia nie odpowiada. Siada na łóżku i przytula się do narzeczonego, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Do nozdrzy dostaje się mocny zapach perfum Lou, wymieszany z zapachem jego ciała.
- Lou... Boję się. - szepcze i rozpłakuje się.
- Czego, Juls? - Louis chwyta ją za brodę, unosi jej głowę i patrzy w oczy Julii. Zawsze, gdy patrzy w nie przez dłuższą chwilę, ogarnia go błogi spokój.
     Julia mówi mu o swoich spostrzeżeniach i obawach.
- Czy ja zwariowałam? - pyta niepewnie.
- Tak, na to wygląda. - stwierdza Tomlinson i całuje Julię w usta. - Ale tylko wariaci są coś warci, prawda? Przecież oboje coś o tym wiemy.
     Julia zagryza wargę i patrzy na Louisa. Wie, o co mu chodzi i uśmiecha się delikatnie.
- No, i o to mi chodziło. - cieszy się Louis i całuje znów Julię.

     Dwa tygodnie po wypadku Niall wychodzi ze szpitala. Nie kryje radości, gdy przekracza próg domu, wspierając się kulami, i wpada w objęcia rodziny.
- Dziękuję wam wszystkim. Po prostu dziękuję. - wyznaje. - Ale może macie coś do jedzenia? Horan ma dość szpitalnego żarcia! - woła w stronę kuchni.
     Z pomieszczenia wychodzi Harry z dużym tortem na tacy. Rodzina i przyjaciele gromadzą się dookoła Nialla. Tylko Danielle nie świętuje. Ze zmarszczonym czołem przypatruje się roześmianej gromadzie. Zauważa to Julia. Oddaje pod opiekę Zayna ośmiomiesięczną Victorię, podchodzi do Dan i zabiera ją na górę, do swojej sypialni.
- Opowiadaj, co się dzieje. - prosi Julia.
- Nie umiem się bawić. Nie po tym wszystkim. Cieszę się, że Niall jest już w domu, że jest z nim coraz lepiej, ale wciąż boję się o Liama. Cały czas przykuty jest do łóżka, lekarze powiedzieli, że jeśli jego noga nie zacznie się w końcu zrastać, trzeba ją będzie amputować.
     Perfekcyjny makijaż zostaje zniszczony przez łzy, których dziewczyna nie może powstrzymać. Julia pozwala, by Danielle wypłakała się w jej ramię, nim zacznie mówić dalej. W końcu kontynuuje:
- Nawet jeśli miałby protezę, nie będzie mógł chodzić. Ma uszkodzony kręgosłup, który uratuje tylko operacja. Nie wiesz, jak bardzo Liam cierpi. Chciałby zrobić tyle rzeczy, a jak na razie pozostaje mu leżenie. Jego twarz rzadko ostatnio pokazuje coś innego niż rozpacz. - Danielle wyciera oczy i twarz chusteczkami, które podsunęła jej Julia. - Ja cierpię razem z nim. Boję się, że któreś z nas nie wytrzyma. Lub że Liam nie będzie mnie już chciał.
     Julia przytula mocno Danielle. Nic nie mówi. Wie, że dziewczyna chciała się w końcu wyżalić. Czas na pocieszenie przyjdzie później.

     Katya przeciąga się leniwie na kanapie i pochyla się nad ekranem laptopa. Co chwilę zerka kątem oka na Zayna, który siedzi na balkonie i pali kolejnego papierosa. Następnie znów wbija wzrok w klawiaturę, by odpisać internetowym znajomym.
     Pokłócili się trzy dni wcześniej. Poszło o to, że Zayn wrócił do palenia i zrobił kolejny, bezsensowny zdaniem Katyi, tatuaż. Malik natomiast zbuntował się wobec kolejnych internetowych znajomości dziewczyny i tego, że Katya poświęca mu coraz mniej czasu. Od tej pory nie rozmawiają ze sobą każde robi na złość drugiemu. Zayn pali, a Katya zacieśnia znajomości w sieci.
     Zayn wydycha powoli dym z płuc. Delektuje się uzależniającym smakiem nikotyny. Oparty o barierkę, spogląda w dół, na ruchliwe ulice Londynu. Ma dość tej chorej ciszy w ich związku, boi się też jednak przerwać. Od trzech dni zrezygnowany praktycznie pali papierosa za papierosem i przesiaduje większość czasu na balkonie, w swoim studiu lub, jeśli ma dość, idzie do reszty. Skoro jego własna narzeczona nie próbuje go zrozumieć, jest dla niej nieważny, rozmawia zatem z Liamem, Louisem i Julią.
     Katya spogląda po raz kolejny przez okno. Wpatruje się w czarną kurtkę Zayna i wzdycha. Oczy bolą ją od wpatrywania się w komputer, jednak nie chce zmieniać zajęcia. Nic innego jej tak nie pochłonie. Znów nie będzie więc miała siły iść do pracy i wykręci się przeziębieniem. Sen nie chce jej ukoić - nie w pustym, zimnym łóżku, w którym zionie przerażająca pustka na części Zayna. Przez tek kilka dni oddalili się od siebie bardziej niż kiedykolwiek indziej. To daje jej powód do smutku, ale boi się, że nawet gdy spróbuje, nie uda jej się niczego zmienić.
     W końcu daje za wygraną i wyłącza laptopa. Próbuje zasnąć, ale bez niego, bez Zayna, nic nie jest proste. Praktycznie wszystko sprawia jej problem. Praktycznie każda myśl przynosi ból.
- Czy on też to czuje? - pyta siebie samą. - Niee, gdyby tak było, już dawno byłoby po staremu. - odpowiada po chwili.
     Niespodziewanie dla siebie samej wstaje i z kiełkującym w jej głowie pomysłem rusza do łazienki wziąć prysznic. Tam natrętna myśl nabiera mocy, dlatego z łazienki przechodzi do sypialni. W szafie wiszą stroje, które dostała od Zayna, ale których jeszcze nie nosiła, jako, że nie było ku temu stosownej okazji.
     Nie słyszy, gdy Zayn wchodzi do mieszkania a potem do sypialni. Nie zauważa jego miny ani tego, że w chwilę później znika w swoim studiu. Niczego nieświadoma zamawia taksówkę i wychodzi z mieszkania, zabierając jedynie telefon, pieniądze i klucze. Mimo niskiej temperatury nie odczuwa zimna. Rozgrzana wsiada do taksówki i jako adres podaje największy klub w mieście.
     Zayn patrzy na Katyę z okna ich mieszkania na jedenastym piętrze. Serce rozdziera mu smutek. Nie umie skupić się na niczym, nie chce do nikogo dzwonić. Dla niego Katya rzadko się tak szykowała.
     Postanawia zrobić to co ona i wyrwać się z domu. Skoro ona może ot tak iść się zabawić, to on nie będzie jej dłużny. Chce sprawić, by Rosjanka była zazdrosna, dlatego starannie przygotowuje się do wyjścia.
     Gdy jest gotowy, zamawia taksówkę i jedzie do Mango Clubu, największego klubu w Londynie. Wie dobrze, że Katya nigdy by się tam nie pojawiła.

     Katya siedzi przy barze, niepewnie spoglądając w stronę parkietu. Powoli miesza swojego drinka i stwierdza, że lepiej by się czuła, gdyby mogła być na miejscu didżeja.
     Zaczyna pić. Podchodzi do niej wysoki nieznajomy mężczyzna.
- Co robisz tu sama? - zaczepia ją.
- Nie jestem sama. - kłamie. - Poza tym, odreagowuję. - dopowiada beznamiętnie.
- Więc może zatańczymy? - woła i łapie Katyę za rękę. - Jak ci na imię?
- Ka... Katherine. - znów kłamie. - A ty? - uśmiecha się nieśmiało.
- Jason.
     Ruszają w stronę parkietu. Tańczą w milczeniu, uśmiechając się tylko od czasu do czasu nieznacznie. Katya wpatruje się zahipnotyzowana w czarne oczy przystojnego mężczyzny.
- Masz fajki? - pyta niespodziewanie. Ma w nosie swoją astmę.

     Pół godziny później Zayn wchodzi do klubu. Rozgląda się zaciekawiony po wnętrzu i rusza do baru. Zamawia piwo i, opierając się o kontuar, lustruje tańczących. W pewnym momencie, tknięty przeczuciem, spogląda na środek parkietu i rusza w tamtą stronę. Buzując wściekłością, zadaje cios i woła:
- Mam nadzieję, że to oduczy cię tykania cudzych narzeczonych!
     Chwyta za rękę oniemiałą Katyę i wyprowadza ją z klubu. Znajduje wolną taksówkę. W drodze do domu przytula dziewczynę do siebie i szepcze:
- Przepraszam, Katya, jestem idiotą. Będzie dobrze. Wybaczysz mi?


No i jak? Nie przedłużam więcej i mówię, że już praktycznie skończyłam tę część. Został mi do uzupełnienia rozdział pośrodku i... Czekajcie na część trzecią!!!
Poza tym mam kilka spraw:
1. Niedługo zmieni się wygląd bloga, mam nadzieję.
2. Przykro mi, że tyle czekaliście, ale przez długi czas nie było umówionych 10. komentarzy. Poza tym mam full nauki i zajęć, so sorry!! I nie burzcie się, tak jak wy mam swoje życie.
3. Wbijajcie na they-fall-from-the-sky.blogspot.com i komentujcie, proszę!!!
4. Następny rozdział - 10 komentarzy!!!

sobota, 14 września 2013

Rozdział XXI. części drugiej

Hej! Wracam! Ten rozdział jest kiepski, ale bez niego akcja nie ruszy dalej. Przepraszam tych, którzy kibicują Lucy i Hazzie... No, poza tym... Czytajcie i komentujcie!


     Julia krąży po pokoju. Nie patrzy na Louisa, który próbuje coś wyjaśnić.
- Mała, to była wspólna decyzja. To nie przez ciebie ani nikogo innego. Gdy Liam i Niall trafili do szpitala, zauważyliśmy, że rehabilitacja zajmie mnóstwo czasu, a ludzie nie będą czekać w nieskończoność. No i dorośliśmy, zdobyliśmy sławę, osiągnęliśmy naprawdę dużo, ale przede wszystkim zyskaliśmy was. - Podchodzi do Julii i delikatnie ją obejmuje. - Nie złość się, bo nie ma o co. - Całuje ją w czoło. - Będzie dobrze.
- Obiecujesz? - pyta niepewnie.
- Obiecuję. - Louis przytula mocno Julię i zatapia twarz w jej włosach.
     Tak trudno zamknąć za sobą jeden z piękniejszych rozdziałów w swoim życiu. Ciężko zacząć od nowa. Przez cztery lata miał tak jakby zapewnioną przyszłość. Ale i ta przyszłość była nie do końca bezpieczna, bo gdyby coś to zepsuło?
     Decyzja została podjęta i tak, jak widać, ma być. Trzeba spojrzeć w przyszłość; to niemożliwe tworzyć zespół dla dość młodych ludzi, kiedy samemu się nim już nie jest.

- Harry, ja niczego nie biorę! - woła Łucja.
     Stoi przy oknie i stara się opanować drżenie.
     Harry przyszedł do niej z rana. Wiedział, że jeśli Iga mówiła prawdę, to dziewczyna nie będzie rano miała siły i ochoty na zatarcie śladów z samego rana.
     Gdy wszedł do środka, bez pukania, powitała go martwa cisza. W pokoju była tylko Lucy; Mia już wyszła. Szatynka spała na dywanie w za dużej koszuli, a z jej dłoni zaciśniętej w pięść wysuwało się opakowanie tabletek. Tego już było dla niego za wiele. Potrząsał nią, dopóki się nie obudziła.

środa, 28 sierpnia 2013

YouTube - vlog

Wiem, wiem... Spamuję ostatnio, nawet bardzo. Ale z racji tego, że dużo Was tu zagląda, stwierdziłam, że może ktoś by był zainteresowany tym, o czym chcę Was poinformować. Otóż... <fanfary!> Zaczęłam vlogować! Zajrzyjcie tu: clic!, obejrzyjcie, skomentujcie etc. Wiecie, co też to znaczy? Niedługo pojawi się nowy filmik związany z tym blogiem! Dlatego tutaj zadawajcie pytania, jeśli takowe do mnie macie, a do końca tygodnia pojawi się filmik z odpowiedziami :)
Ale nie zapomnijcie skomentować też ostatniego rozdziału :D
Do napisania, ewentualnie zobaczenia :****

Rozdział XX części drugiej

Cześć. Pora, o której to piszę, jest wprost cudowna ;/. Co do Waszych komentarzy - nie bójcie się, nikogo nie uśmierciłam. Ale i tak istnieje prawdopodobieństwo, że mogę przez moją wyobraźnię nie dożyć do pierwszego. Przykro mi...
Dobra, ale już nie smęcę. Czytajcie!!

- Jak się czujesz?
     Do sali wchodzi Sophie. W rękach trzyma tackę z dwoma kawami. Podchodzi do Nialla i całuje go w obandażowane czoło.
- A jak może czuć się człowiek ze złamaną nogą, wstrząśnieniem mózgu i wiecznie pustym żołądkiem? - marudzi blondyn i poprawia się na poduchach.
     Niall trafił do szpitala z nogą złamaną w trzech miejscach, wstrząśnieniem mózgu, paroma pękniętymi żebrami i niegroźnymi ranami otwartymi. Cudem było to, że nie stało mu się nic poważniejszego. Niestety, Liam miał mniej szczęścia; lewa noga została bardzo mocno zmiażdżona, do tego miał złamany obojczyk, uszkodzony kręgosłup i krwotok wewnętrzny. Gdyby nie szybka pomoc ratowników, mogło być po nim. Teraz w najgorszym wypadku będzie jeździł na wózku.
- Ale wiesz, Jula ma mi przywieźć duży gar bigosu, więc nie będzie źle. - uśmiecha się Niall. - Jak Liam, zaglądałaś do niego? - Jego radość wyparowuje, twarz tężeje.
     Sophie potrząsa głową, próbując powstrzymać łzy.
- Tak. Jest z nim... Dość kiepsko. - wzrusza ramionami, próbując pozbyć się spod powiek obrazu nieruchomego Liama, leżącego na szpitalnym łóżku, takiego bezbronnego, połamanego. - Wygląda przerażająco. - wyznaje. - Dlaczego?
     Podaje Niallowi kawę.
- Soph, pojechaliśmy wtedy... Liam pomagał mi w wyborze. Tak, kupiłem dla ciebie pierścionek. Zaręczynowy. A potem... - Głos zaczyna się łamać. - Śmialiśmy się, gadaliśmy, a ja prowadziłem. Ten tir wjechał na nasz pas tak nagle, a z naprzeciwka ciągle coś jechało. Nie miałem jak go wyminąć, nawet nie było czasu. I jeszcze... Gdy się zderzyliśmy, przed oczami mignęło mi moje życie. Pomyślałem, że to już koniec, ale... Zobaczyłem ciebie. - Niall zaczyna płakać. - Było w tobie tyle mocy, mówiłaś, że będzie dobrze, że przeżyjemy. I to była prawda, choć nie do końca.

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział XIX części drugiej

     Starszy mężczyzna ze zdziwieniem podnosi się z wiklinowego fotela, odkłada na stolik książkę o zespole i wychodzi z salonu.
- Ech, to pewnie Theodore. - wzdycha i podchodzi do drzwi. - Przecież partyjka szachów miała być jutro. - mamrocze do siebie. - Theo, skleroza zaczyna ci doku... - Otwiera drzwi i zamiera.
- Cześć, dziadku. - Uśmiecha się wysoki szatyn i obejmuje mężczyznę.
- Lou, ojej... - Uśmiecha się Keith Tomlinson. - O!, i Julia. - Przytula dziewczynę. - A to wasze maluchy? - pyta zaciekawiony, wskazując na dwa nosidełka.
- Tak, Victoria i Tommy. - Usta Louisa rozciągają się w szerokim uśmiechu. - To jak, możemy wejść?
     Mężczyzna zaprasza gestem dłoni gości do domu i idzie do kuchni. W tym czasie Louis wnosi torby do salonu, za nim podąża Julia z dziećmi. Siada na kanapie i rozgląda się po pomieszczeniu.
- Wiecie, zaskoczyliście mnie. - mówi senior Tomlinson, zaglądając do pokoju. - Ale to dobrze, że pamiętacie, że istnieję. Babcia jest u Margaret, sąsiadki, jakby ktoś pytał.

piątek, 16 sierpnia 2013

Twitcam

Hej! Przychodzę do Was z wiadomością, że jutro, koło godziny 20., zrobię Twitcama! Ale nie będę sama. Wkręciłam w to moją przyjaciółkę, u której będę, a która ma na imię Ola. Tak, zobaczycie pierwowzór Oli z opowiadania! xd A więc jutro, koło godziny 20., wbijajcie na ten adres: http://twitcam.livestream.com/f8rd0. Mam nadzieję, że akcja wypali i choć trochę Was nas zobaczy. :)
I proszę, komentujcie ostatni rozdział. Nie wiem, czy coś porobiło się z dodawaniem komentarzy, ale mimo wszystko, bo chyba jednak działa (przynajmniej u mnie), komentujcie. To dla mnie ważne.

Do zobaczenia,
Julka

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XVIII części drugiej

Cześć, moi kochani! Jak mija ostatni miesiąc wakacji? :) Mi - średnio. Ale ja nie o tym. Dziękuję Wam za to, że tak licznie zaglądacie na tego bloga, to dla mnie naprawdę niesamowite. Niesamowite dlatego, że nigdy nie spodziewałam się, że mój blog będzie tak... Popularny?? Prędzej - lubiany. Nie podejrzewałam też, że odwiedzicie go ponad 30 tys. razy. Tak, przekroczyliście ową liczbę, a gdy to zobaczyłam, prawie popłakałam się ze szczęścia. Ta myśl, że ponad osiem miesięcy pisania opowiadania i prowadzenia bloga nie poszło na marne, jest naprawdę cudowna. Dziękuję :*****
A teraz zapraszam do czytania.

     Rozgląda się po hali przylotów. Powinni gdzieś tutaj być! Nerwowo ściska rączki wózka, w którym wiercą się siedmiomiesięczne bliźnięta. Uśmiecha się do nich i poprawia Tommy'emu kombinezon. Gdy pochyla się nad wózkiem, ktoś dotyka jej pleców. Prostuje się i wpada w objęcia Tomlinsona.
- Jula, tęskniłem. - wyznaje do jej ucha i całuje dziewczynę w usta. - A ty?
- Chyba tęskniłam mocniej. - uśmiecha się i przytula do Louisa. - Tak samo jak maluchy.
     Louis pochyla się nad bliźniakami i wyciąga Victorię. Głaszcze ją po główce, uśmiecha się i przytula małą do siebie. Przygarnia do siebie i Julię z Tommy'm na rękach. Tworzą teraz, wtuleni w siebie po długiej rozłące, iście bajkowy obrazek, którego nie przerywa reszta chłopaków wraz z dziewczynami.

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział XVII części drugiej

Witam Was wszystkich! Tak, Ola jest ciekawą postacią. Nie, ani Lou, ani Harry się w niej nie zakochają. W dzisiejszym rozdziale dowiecie się, dlaczego Ola wyjechała z Polski, za co Lucy nie lubi swojej siostry, co Zayn jest w stanie zrobić dla Katyi, a dlaczego ona cieszy się, że Malika nie ma w domu. :D
Czytajcie!

     Julia krząta się w kuchni z Viktorią na rękach. Tommy siedzi w kojcu w salonie i bawi się autkiem. Drzwi wejściowe otwierają się i zamykają z hukiem, na który Vicky reaguje piskiem. Do kuchni zagląda zapłakana Ola.
- Co się stało? - Podchodzi do niej Julia, w międzyczasie uspakajając córkę.
- Nic, nieważne. - szepcze. - To tylko moi rodzice.
- Jak widać - to jest ważne. Powiedz, co zrobili twoi rodzice?
     Przytula przyjaciółkę, sadowi ją przy stole i wstawia wodę na herbatę. Następnie zanosi Victorię do salonu.

Spam/reklama!

Cześć! Rozdział, jeśli będzie, to wieczorem albo jutro. Ale przychodzę do Was z inną sprawą. Otóż... Założyłam bloga "Coś pomiędzy Piekłem a Niebem". Zapraszam, gdyż pojawił się zwiastun, stworzony przeze mnie! Heheh, myślę, że się Wam spodoba.
Jeśli nie będzie pod najnowszym postem na tamtym blogu chociaż trzech komentarzy, rozdział dodam dopiero po weekendzie. Buahahah, wiem, okropna jestem xD
Dobra, wpadajcie na bloga, oglądajcie zwiastun, komentujcie i... Do następnego rozdziału.

Aha, na tamtym blogu wyraźcie swoje opinie, możecie podrzucić swoją opinię. Ale przede wszystkim proszę o szczerość. Szczerość do bólu :D

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział XVI części drugiej

Cześć. Dodaję ten rozdział przede wszystkim dlatego, że tego chcieliście. No cóż, nie jest on dobry.. Spróbuję jakoś Wam to przedstawić, żeby był w miarę. Co mogę powiedzieć? Przenosimy się pół roku do przodu, poznacie nową bohaterkę.
Głosujcie w nowej ankiecie :) I wypowiadajcie się na ten temat w komentarzach.


- Pani szefowo, brakuje materiałów. - oznajmia robotnik, podchodząc do Julii. - Już prawie nie ma cegieł i cementu.
- To jedźcie po nie. Chyba umiecie, prawda? - wzdycha dziewczyna i wyciąga z wózka Tommy'ego. - Chodź, zadzwonimy do taty.
     Bierze do ręki telefon, poprawia syna na biodrze i dzwoni.
- Tak, miałam radzić sobie sama i próbuję to robić. - mówi na wstępie i uśmiecha się pod nosem, słysząc śmiech Louisa. - Jednak ja mam na głowie nasze smerfy, które coraz bardziej rozrabiają, robotników i budowę domu, a wypadałoby zająć się i tym londyńskim domem.
- Oj, Julka. Co się dzieje?
- Nic. Brakło materiałów, ale to już załatwiłam. A co u was?
- U nas bardzo ciepło, jedziemy teraz do Pragi. Chłopaki wariują, jak dzieci. - śmieje się. - Jak w domu?
- Co ja ci mogę powiedzieć... Nie ma cię już ponad trzy miesiące, więc pomijając zdjęcia, nie wiesz, jak bardzo maluchy urosły. Victorii rośnie ząbek, Tommy wszystko psuje. Standard. Sophie i Dan są w trasie z grupą taneczną w Stanach, a Katya katuje wszystkich dookoła swoim śpiewaniem. Co więcej, to śpiewanie nieźle jej wychodzi. - uśmiecha się.
- Powiem Zaynowi. Dobra, ja już kończę, odezwę się w weekend. I zobaczymy się za miesiąc.

     Wracają do domu późnym popołudniem. Julia jest zmęczona nadzorem prac budowlanych, które powoli dobiegają końca. Przed nadejściem listopadowej szarugi planują zakończyć stawianie murów. Na wiosnę Julia i Louis postanowili, jeśli pozwoli im na to budżet, położyć dach, wstawić okna i drzwi, a już latem zacząć wykańczać dom.
     Julia kładzie dzieci spać i siada w salonie na podłodze. Otula się szczelnie ramionami i daje upust swoim emocjom w postaci łez. Ma dosyć ciągłej nieobecności Louisa; tego, że inni prawie się nie interesują; samotności; braku czasu na wiele rzeczy i tego, że musi zajmować się wszystkim. Co z tego, że ma w Londynie przyjaciółki, skoro w domu jest sama? Rodzice z Zuzką wrócili do Polski. Została praktycznie sama.
     Rozmawiała z panią Allyson Clark o lipcowym pokazie. Okazało się, że zarobiła dość pokaźną sumę na strojach, które po pokazie pani Clark rozprowadziła do butików w kilkunastu krajach. Mają się znów spotkać za dwa tygodnie, gdy kobieta wróci z dwumiesięcznego urlopu zdrowotnego, by omówić otworzenie butiku i stworzenie nowej kolekcji.
     Włącza w telewizji stację muzyczną i czeka. Drżącą ręką ociera łzy z policzka i wtedy wyświetlony zostaje teledysk do jednej z nowszych piosenek One Direction. Zaczyna płakać jeszcze rozpaczliwiej, buja się w przód i w tył, wyrzucając z siebie wszystkie żale, pretensje i obawy na głos. Zamiera, gdy po klipie ukazuje się wywiad na żywo z chłopcami w Pradze.
- Na co czekacie najbardziej? - pyta dziennikarz.
- Na powrót do domu. - wyznaje Louis bez namysłu. - Planuję się ustatkować. - uśmiecha się. - Mam narzeczoną, dzieci, dom się buduje, więc może zrobimy coś w tym kierunku.
- Ja czekam, żeby zobaczyć takie dwie panny. - wzdycha Harry.
     Julia nie czeka na ciąg dalszy - wyłącza telewizor. Wpatruje się tępo w okno i połyka słone łzy, które powoli wysychają. Myśli o tym, jak bardzo kocha Louisa i jak bardzo jest teraz samotna. Owszem, Louis ją kocha. Ale jest tak daleko!
     Wstaje i idzie do kuchni przygotować sobie kolację. Nie czeka na nikogo. Nie spodziewa się gości. Bo i kto miałby się pojawić? Michelle pojechała do rodziców. Sophie i Danielle pojechały na tournee po Ameryce Północnej. Katya jest teraz w pracy, wróci zmęczona; ostatnio i tak widują się rzadko. Lucy studiuje, w sumie średnio ją zna i lubi. Albo chociaż Selene... Ale ona jest pochłonięta salonem, który prowadzi ze swoim chłopakiem - Dannielem.
     Pochłonięta pieczeniem tostów nie słyszy pukania do drzwi. Dopiero gdy ktoś używa dzwonka, Julia podrywa się z blatu niskiej szafki, na której siedziała i biegnie do korytarza. Wygląda przez wizjer i otwiera drzwi,
- Ola! - woła zaskoczona i rzuca się na przyjaciółkę.
     Po chwili puszcza ją i przygląda się uważnie Aleksandrze Gajdzie, blondynce o kręconych włosach. Bierze jej walizkę i torbę, prowadząc Olę za sobą, do salonu.
- Co cię sprowadza do Londynu? - pyta w końcu.
- Zamiar studiowania. Złożyłam tutaj papiery dość dawno, ale dopiero teraz, kilka dni przed rozpoczęciem roku, udało mi się wyrwać z kraju. - uśmiecha się blado. - Twoi rodzice wrócili niedawno, spotkali się z moimi rodzicami i ze mną. W końcu dowiedziałam się z wiarygodnego źródła, co u ciebie. Jula, czemu się nie odzywałaś? I to przez prawie dwa lata. - dodaje z wyrzutem.
- Masz rację. Nie odzywałam się... Być może dlatego, że zapomniałam. Początki tutaj były dość średnie, więc wtedy ciągle rozmawiałyśmy. Potem trochę się pozmieniało, bo, jak wiadomo, nawiązałam bliższe kontakty z chłopakami. W październiku wróciłam, i wiesz, jak było. W końcu sama siedziałaś w Poznaniu. A później... Wiesz z innych źródeł, prawda? Przepraszam, taka ze mnie przyjaciółka jak Jaśka przystojniak. Kierowca z niego dobry, ale tylko to.
     Milknie i przez dłuższą chwilę wpatruje się w Aleksandrę. Ubrana jest w beżowe rurki i białą koszulę. Kręcone włosy jak zwykle zaplotła w warkocza. Twarz, kiedyś ciągle roześmiana, teraz jest jakaś spięta i poważna. Julia wciąż ma nadzieję, że przyjaciółka zaraz parsknie śmiechem i powie "Jest dobrze. Po prostu tęskniłam za tobą.". Ale nie, ona wciąż milczy.
     Z góry dobiega ich cichy płacz. Aleksandra posyła Julii zdziwione spojrzenie, ta jednak idzie już na górę, kiwając na przyjaciółkę głową, by podążyła za nią. Wchodzą do dużego pokoju, który od całkowitego mroku chroni mała lampka na szafce z ubrankami.
- Chodź, mała. - szepcze Julia do Victorii i wyjmuje ją z łóżeczka. - Zobacz, kto tu jest? Ciocia Ola.
- To Victoria? - pyta cicho blondynka. Julia przytakuje. - Mogę ją potrzymać? - wyciąga ręce i przejmuje dziewczynkę. Pochyla się nad drugim łóżeczkiem. - I Tommy. Kto jest chrzestnymi?
- Liam i Sophie u Tommy'ego, Harry i Katya u Vicky.

- Więc na jakie studia się dostałaś? - pyta Julia, gdy siadają w salonie po kolacji.
- Dobrze wiesz, że zawsze interesowałam się sportem. Teraz będzie to tylko dziennikarka, ale po zakończeniu marzy mi się praca w gazecie w dziale sportowym. Nie pogardzę też komentowaniem meczy. - wzrusza ramionami. - Przy okazji chciałam zajrzeć do ciebie.
     Rozmawiają o wszystkim, co jest ważne i nieważne. Wspominają czas spędzony w Polsce i wspólne wygłupy. Śmieją się z ich strachu, gdy spędzały same noc w dużym domu Julii, a na dworze szalała  burza; z ich wypraw rowerowych; z tego, jak zakopały w lesie ich kapsułę przyjaźni.
- Tęskniłam za tobą. - wyznaje Julia. - Mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej, bo wiesz, ja tu będę chyba zawsze.
- Nie martw się, mnie tak łatwo się nie pozbędziesz. - śmieje się dziewiętnastolatka. - Zamieszkam w akademiku, zacznę studia i będzie dobrze.
     Szykują się do spania. Julia przygotowuje Oli łóżko w pokoju gościnnym. Zagląda jeszcze do bliźniaków i zasypia grubo po północy.


Hej, jak Wam się podobało? Pamiętam, że ten rozdział powstał w połowie maja, miałam potem kryzys twórczy, ale przyjechała do mnie na weekend przyjaciółka, która jest pierwowzorem Aleksandry (to ich wspólne imię :D). Obmyśliłyśmy razem niezłą fabułę i historię Aleksandry, którą poznacie w następnych rozdziałach. Śmieją się z ich strachu, gdy spędzały same noc w dużym domu Julii, a na dworze szalała  burza; z ich wypraw rowerowych; z tego, jak zakopały w lesie ich kapsułę przyjaźni. - Tak, te wszystkie rzeczy zrobiłyśmy razem.
Piszcie, czy chcecie zobaczyć Dżuliettę od 2008 roku do zeszłego tygodnia xD (Majka, nie widziałaś najgorszych zdjęć xD).
Jakie chcecie bonusy w najbliższym czasie? Fakty odpadają, bo pojawią się wkrótce, przy The Versatile Blogger (5 nominacji), więc coś innego. :)
Co powiecie na Twitcama? Hahah, wiem, głupie, ale w przyszłym tygodniu pojadę prawdopodobnie na weekend do przyjaciółki. Ona ma kamerkę, czego nie mam ja, więc, jeśliby użyczyła laptopa, zrobiłabym Twitcama, poodpowiadała na Wasze pytania i inne takie. Co o tym myślicie? (Szczegóły pojawią się w przyszłym tygodniu).
No, nie wiem, o co jeszcze zapytać.. Piszcie, co chcecie :D

Następny rozdział/notka - 7 komentarzy

Do następnego :*