sobota, 15 grudnia 2012

VIII

- Baszka miała fajni biusyt! Biaska miyala fajny bust! A Monique cosz I like it! - darł się w kuchni z uwielbieniem Niall, próbując poprawnie zaśpiewać po polsku kawałek Wilków "Baśkę".
- Jeszcze raz! Nie Baszka, tylko Baśka. No, ewentualnie Basia, Zrozum to! poprawia go Katya.
- A ja wolę mą Marchewkę! - to z kolei dość głośno nuci Louis przy moim uchu.
      Eee?! Spoglądam na niego, a on na mnie i obejmuje mnie ramieniem.
- No i jak, Marchewko? - uśmiecha się. - Wygodnie się spało? To idę pocieszać Loczka. Zazdrosny był o mnie. - mówi spokojnie, ale jakby z nutką smutku.
- Ej, okej? Czemu jesteś smutny? - pytam wprost.
- Co? Eee, wydaje ci się.
- Właśnie widzę... - szepczę i na pocieszenie daję mu buziaka w policzek.
- No i bądź tu smutny z taką dziewczyną u boku. - wzdycha rozpromieniony.
- Dobra, dobra. Idź już! - mówię i pomagam mu wstać.
- Julka, mamy problem! - mówi przerażony Niall z jadalni, gdy Louis idzie w stronę łazienki. - Nie ma nic do jedzenia!
- A w mojej lodówce to już nic nie ma?
- Zjadłem wszystko - przyznaje - na spółkę z Zaynem. - mówi oskarżycielskim tonem i pokazuje na śpiącego na stoliku chłopaka.
- No to idź na zakupy. - sugeruję.
- Żeby mnie zdziczałe fanki pobiły?! Ty chyba sobie żartujesz... - jęczy ze strachem.
- Jak się nie ogarniesz, to ci fanka Julia zaraz przykanapkuje w zęby. - uśmiecham się łobuzersko szykując pięść.
- Oj tam, oj tam... - mruczy obrażony i idzie do drzwi wyjściowych.
            Ja idę na górę. Wchodzę do swojego pokoju i widzę Harry'ego leżącego na moim łóżku, czytającego moje zeszyty o 1D. Przez dwa lata powstało ich osiem.
- I co? Ciekawe to? - pytam.
        Chłopak wzdraga się i odwraca głowę.
- Och, cześć... Ja... Tak sobie... - duka zmieszany.- Dobra, zajrzałem do twojej szafy i je znalazłem. Tyle, że większości nie rozumiem...
- Bo są po polsku - uśmiecham się.
- A przetłumaczysz mi to? - podsuwa pierwszy zeszyt, otwarty na początkowej stronie. Siadam koło niego na łóżku i czytam.
- Dobra... Mam na imię Julia, lat 15. Będę tu pisać i wklejać notki i fotki One Direction, których uwielbiam ponad życie, teraz już nie... - tu przerywa mi śmiech Harry'ego. Mimo to kontynuuję niezrażona. - Najładniejszy uśmiech ma Harry. Najładniejsze włosy - Louis. Najładniejsze głosy - Harry i Louis. Najzabawniejszy jest Louis. Najczęściej myślę i gadam o...
- Louisie! - wcina się Loczek.
- O całym zespole! - poprawiam go.
- Naprawdę? - dziwi się.
- Mhm... - potwierdzam. - Gdybym mogła, umówiłabym się z Harry'm lub Louisem, ewentualnie z Liamem. Gdybym mogła, ukradłabym Zaynowi jego bejsbolówki i lusterko, Harry'emu marynarki i loczki i głos, Niallowi żarcie, Louisowi marchewki i poczucie humoru, a Liamowi włosy i koszule. A, i ich serducha... - teraz już śmiejemy się na całego, aż zlatuje się reszta, poza Niallem, który chyba wciąż jest na zakupach.
- Z czego się śmiejecie? - spytał z głupią miną Louis.
- Z tego. - zachichotał Harry, wskazując na zeszyty i przy okazji mnie obejmując.
- Co to? - dociekał Zayn.
- Notesy z notatkami, informacjami i zdjęciami One Direction. - mruknęłam wesoło.
- Dziewczyno, ty weź się w końcu określ! Albo Styles'a nie lubisz, albo się z nim obściskujesz! - wrzasnęła Katya, przeciskając się między chłopakami, by zrobić sobie miejsce. - Ty się ciesz, że twoi starsi są w Polsce, razem z Zuzą. Ciekawe, co by powiedzieli na wieść o tym, że ich przykładna starsza córka zaprosiła na noc piątkę chłopaków... - poruszyła brwiami w jednoznaczny sposób.
- Siedź cicho. - mruknęłam.
Było mi dziwnie wesoło. Jakbym wciągnęła proszek do prania albo pokruszone tic-taki. Chyba polubiłam Harry'ego. Dziwne, jeszcze tydzień temu bym wyśmiała tego, kto by mi to powiedział.
- Oooch! Chłopaki, idziemy! Oni muszą sobie chyba coś wyjaśnić... - szepnęła teatralnie i zaczęła ich wypychać z pokoju. - No to baj! Tylko wiecie: przyzwoicie ma być! - powiedziała w progu i zamknęła drzwi.
- Powiedz no: mam być zazdrosny o Louisa? - pyta Harry po chwili, patrząc mi przy tym w oczy.
- Zależy o co pytasz. - odpieram, głaszcząc go po głowie. Jego loczki są takie sweet.
- No, o twój wpis w tym zeszycie... I o to, że Lou nazywa cię Marchewką... Bo wiesz, jest niewiele osób, które tak nazywa. - mruczy.
- Hmm... Chyba nie musisz... No, chyba, że znowu podstawisz mi nogę. Albo mnie obrazisz. Albo się rozmyślę. Wtedy nawet nie będziesz mógł być zazdrosny... - szepczę, muskając dłonią jego policzek. - A teraz się uśmiechnij.
- Czemu?
- Bo po pierwsze: nie chcę, żebyś się smucił. A po drugie: chcę się upewnić, że twoje dołeczki w policzkach są prawdziwe... - uśmiecha się, więc przejeżdżam palcami po dołeczkach. - Awww... Zawsze chciałam ich dotknąć...
- Hahah... - roześmiał się i złapał mnie za rękę. - Wiesz co? Ja za to chciałem cię bliżej poznać...
- To dlaczego podstawiałeś mi nogę, przepychałeś, no i tak w ogóle?
- Bo bałem się zagadać i... - urywa - Nieważne.
- Okej...
- Dlaczego się przeprowadziłaś?
- Bo tego chcieli rodzice. Którzy praktycznie nie znają angielskiego. Znają co najwyżej rosyjski z czasów szkoły. Zou zna tak trochę.I po roku sporo się douczyli. Jasiek to porażka, ale on nie siedzi w Anglii. Niewiele młodszy, startuje w wyścigach. Podobno dostał propozycję jeżdżenia w przyszłym sezonie w F1. To było jego marzenie prawie od zawsze... No więc przyjechaliśmy, bo była taka sytuacja... No i jesteśmy tutaj, w Londynie.
- No i dobrze. - mruczy zadowolony.
- Hmm?
- Jakbyś się tu nie przeprowadziła, to byśmy cię nie znali. I nie byłoby dla kogo wspinać się na balkon.
- A to ja jestem kimś ważnym?
- Tak. Dla nas wszystkich. - wyszeptał, ściskając moją dłoń.
- Wiesz co?
- Co?
- Spróbuj czasem siedzieć cicho...

___________________________________________________________________________________
___________________________________________________
________________________

Ktoś poza Katyą to czyta? xD Tak ogółem, to oto zakończył się rozdział ósmy. Jeszcze wiele przed nami; ja jeszcze mam sporo weny, nie zawsze zajebistej, a wy będziecie mieli jeszcze na pewno 12 rozdziałów na przyszłość ;)
Tak więc oceniajcie, ale więcej niż "fajne, ciekawe", bo nie wiem, jak naprawdę jest. Powiedzcie, co jest źle, co do poprawy, ja się nie obrażę xD

5 komentarze:

Weronika Kowalska pisze...

super rozdział ;p

Katya pisze...

Szalona! Wena cię nie opuszcza, a to wychodzi na dobre. Oczywiście z "Baszki" nie wyrabiam, pamiętasz moją pierwszą reakcję? Hah! Nie no, łeb jak sklep. Lublin nas w półki zaopatrzy :) <3

Nieogarnięta Vlogerka pisze...

Ciekawe . Nie lubię 1D , ale masz fajny styl pisania . Kilka błędów stylistycznych , ale drobnych . Ogółem -ciekawe .

wszystko-o-czym-myslimy.blogspot.com

Ania S pisze...

Świetny rozdział, wciągło mnie... czekam na więcej ;3
obserwuję ^^

http://cytruska.blogspot.com/

Unbroken Girl pisze...

http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/ hej u mnie już nowy rozdział

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)