sobota, 29 grudnia 2012

Rozdział XI.

 - Wchodźcie, wchodźcie, ale Julka jeszcze pewnie śpi. - słyszę moją mamę. Z kim ona gada? - Skąd się znacie? Ze szkoły?... Julia nic nie mówi o przyjaciołach. Idźcie na górę, drugie drzwi po lewo.
      Która jest? O rany, już jedenasta! Słyszę tupot stóp na schodach. Zamykam oczy i czekam na gości.
      Otwierają się drzwi.
- Nialler, skocz po gitarę. - szepcze chyba Liam.
- No fajnie, to my się tu zrywamy o świcie, a ta śpi. - mruczy, już nie tak cicho, Louis.
- Przepraszam, jest jedenasta. - Katya?!
- Dla mnie to blady świt. Szczególnie w weekendy. - odpiera Marchewkowy. - Marchewa! Oh, oh, oooh, so put your hands up! Oh, oh, oooh, cause it is stand up! - zaczyna śpiewać.
- Nie, czekamy na Nialla. - powstrzymuje go Zayn.
- Harry, co ty robisz? - pyta zdziwiony Liam.
- Poprawiam podróbkę. - dobiega mnie głos Loczka gdzieś od strony biurka. - Ma naszą płytę, ale autografy to podróbki.
- Daj, też poprawię 'swoje'. - mruczy Zayn.
        Robi się zamieszanie, które niemal natychmiast zamiera.
- Jestem! - woła dumnie Niall z pełnymi ustami.
- Widzę. Ale zjedz to, co gryziesz, to pogadamy... Idziecie czy nie? - Katya zwraca się do chłopaków, którzy, sądząc po odgłosach, wciąż skrobią moim piórem swe podpisy.
- Już... I gotowe. Dobra, prawie, bo brakuje Nialla. Ale to później. - mówi podekscytowany (WTF?!) Louis. - To co najpierw?
- Może... Dajcie One Thing, I Want, More Than This, albo coś w ten deseń - podpowiada Ukrainka.
- No to gramy! Niall?
- Gotowy!
- Zaprezentujmy najlepszą pobudkę na świecie. - śmieje się Zayn.
       I prezentują. Grają One Thing, a ja zaczynam się wiercić. Przy More Than This ziewam i przeciągam się. Gdy wyskoczyli z Live While Where Young, mrugam oczami i uśmiecham się. Ale gdy Louis i Harry zaczynają śpiewać Barbie Girl, spadłam z łóżka, zwijając się ze śmiechu.
- I pooszło! - woła Louis. - Dawać kasę!
- Co?! - pytam zdziwiona.
- Robiliśmy zakłady, przy której piosence się obudzisz. Tylko ja trafiłem dobrze. I jeszcze prawidłowo zgadłem, że nie śpisz. - szczerzy się Lou. - No dawać mi moje 20 funtów! - krzyczy do reszty.
- Julka! Co się tam dzieje?! Ściszcie muzykę! - woła mama.
- Już! I nic się nie dzieje! - wrzeszczę w odpowiedzi.
- Niall, podpisuj się. - rozkazuje blondynowi Liam, podając mu album.
- Zaraz wracam. - mówię, zbierając ciuchy i zamykając się w łazience.
      Zapalam światło i spoglądam w lustro. Nieciekawie wyglądam, jak zwykle zresztą. Rozpuszczam włosy, porządnie je rozczesuję i związuję je w koka. Zakładam to (+ buty na obcasie) i biorę torbę, która nie wiem jakim cudem trafiła do mojej łazienki. Ostatni look w lustro i wychodzę.
- Ty masz żałobę, że tak prawie cała na czarno? - pyta Louis, lustrując mnie od góry do dołu. - Emm... Dopiero zauważyłem... Że musisz jeść dużo marchewek. - kończy, czerwieniąc się jak bardzo dojrzała marchewka.
- Cóż... Nie każdy może jeść wszystko bez umiaru i nic przy tym nie tyje. - odpieram urażona.
      Jako jedyna z całej siódemki nie mam szczupłej sylwetki. Wręcz przeciwnie. Może nie jestem gruba, tylko "kobiece kształty", jak to określa moja mama. Ale z powodu tych krągłości od zawsze się ze mnie wyśmiewano.
      Gdy raz mnie okropnie wyśmiano, tata nauczył mnie "wierszyka", którym miałam odpierać takie ataki. I teraz wyrecytowałam to, czego nauczyłam się na całe życie w wieku pięciu lat.
- Chłop nie pies, na kości nie poleci. Tak mówił kiedyś mój tata.
- Ooo... Wiesz co, Lou? Ty z kobietami nie zadzieraj. - mówi Niall, klepiąc go po ramieniu. - Zwłaszcza, jeśli to Julia. - znaczące spojrzenie w moją stronę. I cicho szepcze coś do ucha kumpla.
- Dobra, to co robimy?- pyta Harry.
- A co proponujecie? - odpowiada pytaniem na pytanie Katya.
- Meow Chocco Cafe? - proponuje Zayn.
- Nie... Znając nas, będziemy za głośno i wygonią nas zaraz po wejściu. Poza tym za dużo ludzi. - zaprzecza Liam. - Ale może za to Intakki Shake?
- Prędzej Bulakanekee. - mówi Louis.
- Nie! Do Nandos! - przekrzykuje wszystkich Niall.
- Nie. Losujemy, okej? - ucina przekrzykiwankę Katya.
      Kiwamy głowami na zgodę. Sięgam kartkę, zapisuję propozycję, tnę papier na kawałki i składam. Następnie wrzucam je do czapki Nialla, którą ten wyciąga z kieszeni bluzy.
- Kto losuje? - pytam.
- Ty! - odpowiada ekipa.
     Zamykam oczy, mieszam na oślep losami i wyciągam pierwszą lepszą.
- Bulakanekee. - oznajmiam po chwili.
- No to się, człowieki, zwijamy! - woła uradowany Marchewkowy Chłopiec.
     Spoglądam na wyświetlacz telefonu. Już po dwunastej.
- Jak myślicie, będą jeszcze zestawy śniadaniowe? - pytam retorycznie. - No jasne, że nie... - odpowiadam sobie sama.
     Gdy dochodzimy na miejsce, w knajpce jest całkiem pusto i cicho. Siadamy przy największym stoliku w rogu sali, przy oknie. Prawie natychmiast podchodzi do nas kelnerka.
- No i nie ma śniadaniówek. - Niall nachyla się w moją stronę.
- A daj spokój...
- To co państwo z-zamawiają? - pyta niska dziewczyna w fartuchu, która wciąż czeka na zamówienie.
- Zaraz się zacznie. - szepcze mi do ucha Louis, a ja robię wielkie oczy. O co mu chodzi? - Jak odejdzie z zamówieniem, zacznie krzyczeć ze szczęścia, totalnie nieprofesjonalne z jej strony... - tłumaczy, po czym zwraca się do kelnerki. - Tosty z szynką i pomidorami, marchewki, ale surowe i herbatę.
- Zapiekankę z sosem "1000 smaków", naleśniki z dżemem i bitą śmietaną, dużego kebaba i dwie duże butelki Pepsi. - Niall niczego sobie nie żałuje.
- Cappuccino, spaghetti i hamburgera. - zamawia roześmiana Katya.
- Hamburgera, frytki i colę. - recytuje swoje zamówienie Harry.
- Kawa, mała pizza z dużą ilością sera. - mruknął Zayn i nachylił się nad uchem Ukrainki. Co jest grane?
- Cappuccino, podwójna jajecznica na bekonie i sałatka brokułowa. - jęczę, zwijając się z głodu. - No co? Głodna jestem.
- Pieczony filet z kurczaka, sałatkę z sałatą lodową i herbatę z cytryną. - Liam kończy listę zamówień.
      Ledwo dziewczyna zniknęła w kuchni, wstrząsają nami wrzaski euforii.
- Skąd wiedziałeś? - zdziwiona pytam Louisa.
- Bo się jąkała. Totalny brak profesjonalizmu... Teraz będzie mega szpan, kogo to ona obsługiwała. - odpowiada z lekkim uśmiechem. - Poza tym narobią na zdjęć i internet i reszta będzie huczeć.
- No to co? - pyta Katya.
- Dla was to źle, bo będą was nachodzić, wszędzie robić zdjęcia. Czyli totalny brak spokoju. - tłumaczy Liam.
     W ciszy czekamy 15 minut, aż w końcu kelnerka przynosi zamówienia. Zaczynamy jeść. To znaczy: inni zaczynają, bo ja i Niall dosłownie rzucamy się na nasze talerze, co powoduje napad śmiechu u reszty.
- Pasujecie do siebie. - stwierdza rozbawiona Katya. - Niall, to dla ciebie idealna partia dla ciebie. Kocha jedzenie tak samo jak ty.
- Super, ale nie. - odpiera Niall, gdy odrywa się od kebaba.
- Dlaczego?
- Bo ktoś inny jest już w Julii zadurzony. - mówi i znacząco patrzy na Louisa i Harry'ego.
      Mało co się nie udławiłam brokułem. Kurczę, wiedziałam, że coś jest na rzeczy po tym, co się wydarzyło w ich domu... Ale że nadal?
- Ja... tu... jestem... - dukam, wciąż się krztusząc.
       Louis natychmiast spieszy mi z pomocą, ale odpycham go, podnoszę się i biegnę do łazienki. Katya rusza za mną. W milczeniu przemywam twarz, po policzkach płyną słone łzy.
- Julka, okej? To głupia sytuacja, ty w niej jesteś umieszczona... Co zrobisz? - przyjaciółka obejmuje mnie ramieniem.
- Problem w tym, że nie wiem. Mam wrażenie, że to jakiś głupi żart. Myślałam, że tamto, co zdarzyło się w ich domu, to był tylko jakiś durny dowcip. Że tylko sobie zrobili ze mnie jaja. To nie może się dziać naprawdę... - przerzucam się na polski, który Katya zna. Siadam na jakiejś szafce.
- Ale to nie jest żart, Miśka...
- Powiedz, jak byś się czuła, gdyby dwóch członków najpopularniejszego zespołu na świecie by się w tobie kochało?
- No...
- No właśnie. To jak ja mam się czuć? Zrozum, ja lubię ich obu, ale nie chcę nikogo zranić. Nawet nie wiesz, jakie to trudne... - wyrzucam z siebie.
- A właśnie że wiem. Jak było z Michałem i Sebą? Zapomniałaś?
- Racja... Ale co ja mam zrobić?
- A co mówi ci serce?
- Hmm... - wsłuchuję się w siebie. - Że któryś z nich zawiedzie... Że z Louis będzie opiekunem, przewodnikiem, że nauczy mnie tego, co w życiu jest najważniejsze. On może mi podarować swoje serce, swój czas... On będzie mimo wszystko, ale jest jakieś ale... A Harry? Może być kimś naprawdę wyjątkowym, będzie z nim wszystko inne... Że on będzie kimś, kim nie był dla mnie nikt inny. Że spróbuje pokonać przeciwności losu, żeby... Ale jest jakiś haczyk...- wyrywam się z zadumy. - Tak mówi moje serce...

___________________________________________________________________________________
____________________________________________________________
_______________________________

Hej, tak jakoś dodałam jedenastkę. Dwunastka, będzie mikrokrótka, ale też przełomowa. Jak myślicie, który będzie z Julą? xD Tak poza tym, dowiedzieliście się czegoś o mnie w tym fragmencie o wyglądzie. Bo Julka jest bohaterką, którą wzoruję na sobie xD Dobra, nie nudzę już i daję pytania do LA.

Pytanka:
1. Kim chcesz zostać w przyszłości?

2. Co jest twoim głównym natchnieniem do pisania bloga?
3. Komputer vs. telewizja?
4. Ulubiona książka?
5. Słodycze vs. owoce?
6. Ulubiony blog?
7. Ulubiony film?
8. Najlepsze piosenki? (max. 4)
9. Jakie masz hobby?
10. Najdziwniejsze zdarzenie w twoim życiu?
11. Co cię demotywuje w pisaniu bloga?

4 komentarze:

Ola Gatz pisze...

Super rozdział! ;D mam nadzieję że będzie z Louisem ♥ Bo widziałam, że też go bardzo lubisz ;pp

PS. Masz może twittera? Ja jakby co to ja jestem @Ola_Gatz

Mrs. X pisze...

Mam nadzieję, że z Lou . ♥ ^.^
hyhyhy . genialne jak zawsze . ty nawet nie wiesz jak ja czekam na następne rozdziały. co chwilę tu zaglądam i sprawdzam czy aby na pewno nii ma.:D
pozdrrooo .:D



• http://just-believe-in-yourself-baby.blogspot.com/ - nowy rozdział.;D

monisia pisze...

boski rozdział :)

Julia M pisze...

fajne i dziwnie się czuje , bo główna bohaterka ma na imię tak jak ja.

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)