piątek, 7 grudnia 2012

Rozdział V

  I jest! Pierwszy długi rozdział, na który pewnie wielu czekało (a przynajmniej Katya) ;)  A tak na marginesie, oto bloga z opowiadaniem z punktu widzenia Katii :)
_______________________________________________________________________________

 Obudziłam się wcześnie, jak na mnie, to za wcześnie. Założyłam fioletową sukienkę i czarne balerinki, a następnie wyszłam na miasto, żeby zrobić zakupy, bo w lodówce nic nie ma. Po drodze wykręciłam numer do Katii.
- Halo? - odezwała się zaspanym głosem po drugiej stronie.
- Hej! - zawołałam. - Co powiesz na spotkanie?
- Kobito, proszę cię! - jęknęła - Ty wiesz, która jest godzina?
- Nie.
- Ósma rano! - krzyknęła zbolałym tonem. - Ja o tej porze w weekendy siedzę w domu.
- Ej no, nie bądź taka... - posmutniałam, ale zaraz mnie oświeciło. - Ty masz kaca, co?
- Kurde, nie tak głośno! - Katya cierpiała. Na kaca.
- Hah! Miałam rację! - zaśmiałam się - Za godzinę u ciebie?
- Może być.
- Tylko nie pij wody, to pogarsza sprawę.
- Dobra, już, dobra. Cześć. - i się rozłączyła. Fanatyczka ruskiego szampana i jaboli! No, ale u nich w Rosji to wszystko jest możliwe.
    Poleciałam do Lidla, którego chyba importowali z Polski. Tylko tu mogłam spotkać tych, co trzeba. O każdej porze dnia i nocy. A przy okazji zrobię zakupy.
     Właśnie sięgałam po mrożoną kawę, gdy ktoś mi przyj... Pardon, przywalił, w plecy.
- O co kaman? - zapytałam, odwracając się i masując plecy.
- No cześć! - i znowu ten banan Seby.
- Czym zasłużyłam na uderzenie?
- Niczym - mruknął - po prostu roznosi mnie energia.
- Ne to, co Katyę. - westchnęłam.
- A co z nią? - czy mi się zdawało, czy Solniczka się wystraszył?
- Kaca ma. Idziesz ze mną do niej?
- Uff... Pewnie, tylko zbiorę ekipę.
- Dobra, to za kwadrans na parkingu.
      Gdy wyszłam, już czekali: Seba, Smalczyk, Alek, Łosiek (taki jakiś nieświeży - pewnie też kac) i Cris.
- Co kupiłaś? - zapytał Michał (czyli Smalczyk, jakby co).
- Coś na kaca. Idziemy?
- Tsa... - mruknął Alek.
      Pod drzwiami mieszkania Katyi byliśmy chwilę po dziesiątej. Cris zapukał, jak na dżentelmena przystało, ale już chwilę później przeklinał soczyście pod nosem, czekając, aż dziewczyna otworzy. Cóż, nikt nie jest idealny.
- Julija, co ty, kuźwa, zrobiłaś?! - drze się od progu Rosjanka.
- Ale że co? - pytam z niewinną miną. - Miałam przyjść, to przyszłam. A że po drodze spotkałam twoich Gangsta Devasta? Nie musisz dziękować...
- No wiesz co? - zapowietrzyła się. - Właźcie.
      Nie wiem kiedy, ale zrobiła się piętnasta. Na telefon, który z uporem maniaka olewałam, co jakiś czas przychodziły wiadomości. Jednak zamiast je przeczytać, wolałam z resztą urządzić wojnę na poduszki. Walczyliśmy wszyscy, no, może poza Łośkiem. Ten zniknął pod stołem z pokaźną butlą "Uśmiechu Sołtysa".
      Postanowiłam wracać do domu, tym bardziej, że Katya była już zdrowa. Pożegnałam się z ekipą Rosjanki i z samą Rosjanką, i ruszyłam na miasto.
      W końcu przeczytałam wiadomości, z nieznanego numeru. Wyglądały mniej więcej tak:

"Cześć, jakie masz plany na dziś?? Z. ;)"
"Jesteś tam??? Z."
"Coś się stało?? Martwię się... Z."
"Jula... Wszystko w porządku? Z."

   I tak dalej, i tak dalej... Wykręciłam numer i gdy tylko ktoś odebrał, wybuchłam:
- Nie wiem, kim jesteś, skąd masz mój numer, skąd mnie znasz, czego ode mnie chcesz, ale zostaw mnie w spokoju! - darłam się tak głośno, że ludzie omijali mnie szerokim łukiem.
- Julia? Czemu się denerwujesz? - o rany! Tego głosu się nie spodziewałam. - To ja, Zayn. Okej?
- Zayn? - jak na ten tydzień to już za dużo wrażeń. - Skąd masz mój numer?
- Mam swoje sposoby... - odparł wesoło. - Nadal chcesz się spotkać?
- Mhmm... - poważnie! Wrażeń już za dużo.
- Gdzie jesteś?
- Przy Meow Chocco Cafe. - odpowiedziałam, oglądając się na szyld najbliższej kawiarni.
- Czekaj tam na mnie. Spróbuję tam być w ciągu pół godziny. Tylko przegonię dziennikarzy.
- Okej. - zgodziłam się i rozłączyłam.
    Weszłam do budynku, zamówiłam cappuccino i usiadłam przy stoliku w głębi lokalu.
     Zayn przyszedł godzinę później, gdy dopijałam czwartą filiżankę cappuccino.
- Cześć, przepraszam, że tyle czekałaś, ale ci dziennikarze są okropni. - przywitał się i usiadł.
     Podszedł kelner, przyjął zamówienia (Zayn: szarlotka na gorąco z lodami i herbata, ja: tylko szarlotka) i zaczęliśmy rozmawiać.
- Jak sesja?
- Nieźle, ale ten makijaż jest do niczego. To dobre dla dziewczyn.
- I kto to mówi? - nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. - Chłopak, który dba o wygląd?
- Hahah... Tak. - po raz pierwszy od wczoraj się uśmiechnął. - Co robiłaś dzisiaj tak ważnego, że nie odpisywałaś?
- Byłam u Katyi z Gangstą Devastą.
- Aha...
- Co? Czyżbyś był zazdrosny?
- Hmm..? Co? Nie, nie... - mruknął speszony.
- Kujona nie oszukasz. Gadaj prawdę!
- No i co mam ci powiedzieć?
- Chociażby, dlaczego wczoraj widziałam wczoraj w kinie, jak płakałeś. - szepnęłam miękko (w moim mniemaniu) i musnęłam jego dłoń swoją.
- Widziałaś?
     Przerwaliśmy rozmowę, ponieważ przyszedł kelner z zamówieniem.
- Tak. A... czemu milczałeś?
- Ja... Czasem czuję się jak piąte koło u wozu. Wczoraj trochę tak było. Bo Louis bił się z Niallem, ty gadałaś z Liamem i Harry'm. Miałem nawet lekkie wrażenie, że za mną nie przepadasz.
- Zayn... Ja też się tak często czuję. - nie wytrzymałam, musiałam podejść do niego i go przytulić. - Ale dlaczego tak o mnie myślałeś?
- Nie wiem... Jednak zrozumiałem, że się mylę, po tym, jak zareagowałaś na wieść, że się może nie zobaczymy dzisiaj. - prawie mnie zmiażdżył w swoim niedźwiedzim uścisku. Musiałam go mocno uderzyć w jego pierś, żeby zluzował. Nie mogłam oddychać.
- To co, miśku? - zapytałam wesoło, gdy już mnie puścił.
- Nie wiem, mała. Kończymy jeść i zwijamy się do domu? - mruknął (on tak często). - No wiesz, chodzi mi o twój dom albo ten mój i chłopaków.
- Może do was, co? - spytałam, tym razem niepewnie.
- Nie ma problemu.
     Skończyliśmy jeść, zapłaciliśmy i wyszliśmy na parking. Gdy wsiadałam do busa, ujrzałam znikającą za siedzeniem burzę loków.
- Co tu robi Harry?
- Nie no. Nie udało się, buu! - zawył Loczkowaty.
- Co się nie udało?
- No... - zająknął się i zwróciła do Zayna. - Zayn, nic jej nie powiedziałeś?


___________________________________________________________________________________
_______________________________________________________
______________________

I jest!!! Długo oczekiwany przez Mashę długi rozdział. Niespecjalny, jak większość moich dzieł, ale jest! Jak myślicie, jak to się rozwinie? Kogo dziewczyna wybierze? Czego się dowie?
Jeśli chcecie wiedzieć, czekajcie na szósty rozdział.
PS. Zostawcie po sobie jakiś ślad. Czekam na sugestie, według których mogłabym rozwinąć opowiadanie ;)

8 komentarze:

Weronika Kowalska pisze...

fajny ;p

http://and-little-things-1d.blogspot.com/

muzoo frąk. pisze...

fajny blog, ogólnie ciekawe opowiadanie :)
oby tak dalej, pozdrawiam ...

http://a-love-stor.blogspot.com/

Kasia Inez pisze...

Świetne opowiadanie ;) Będę wpadać + zapraszam do mnie bicz-plis.pinger.pl

Rose pisze...

Super blog, opowiadaniu nic nie brakuje. Wszystko się ze sobą łączy fabuła fajna. Nic dodać nic ująć ;)
Zapraszam do siebie.
Życzę dużo weny

Joanna pisze...

Ciekawe opowiadanie. Podoba mi się twój styl pisania.

http://curseofthedestiny-story.blogspot.com/

Katya pisze...

Gdy tylko zobaczyłam na początku wpisu "Katya", to od razu pojawił się tzw. banan na twarzy :)
Dziękuję ci, ogólnie za wszystko. I czekam tego fortunnego szesnastego rozdziału, który bardzo mnie interesuje, ale to jeszcze trochę czasu ;>
Buziaki :*

Karoo pisze...

Niezłe opowiadanie ;)

Unbroken Girl pisze...

Nowy rozdział mojego opowiadania zapraszam !
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)