wtorek, 4 grudnia 2012

Rozdział IV

- No więc, skarby, idziemy, bo seans się zaraz zacznie.- mówi Niall z pełnymi nachosów ustami, na co wybuchamy śmiechem. Ten to umie wyczuć moment, kiedy wkroczyć na scenę.
    W drodze do biletera tłumy gapią się na nas jak sroki na gnaty. A dziewczyny wyglądają, jakby mnie miały zaraz udusić.
     No tak... Jak mogłam zapomnieć! Przecież idę z One Direction.
     Szczerze? Nawet ich lubiłam, nadal lubię, ale jako artystów. Jako znajomych ze szkoły? Nie dali mi powodów, żeby ich wielbić i wychwalać. No, może Liam, bo jest przy mnie wtedy, kiedy trzeba. Prawdziwy przyjaciel.
     Jeszcze przed wyjazdem z Polski miałam na ich punkcie świra totalnego. Ciągle wyłam (jedyne prawidłowe określenie moich umiejętności wokalnych) ich piosenki. Ścianę przy łóżku obkleiłam ich plakatami, by "usypiali" mnie do snu (żałosne!). Chciałam ich spotkać. Nie podejrzewałam nawet, że faktycznie ich poznam. 
     A teraz idę razem z nimi na film. Robię coś, w co jeszcze wczoraj bym nie uwierzyła.
- Co będziemy oglądać?
- Wszystko! - zawołali Harry i Louis.
     W trakcie seansu Louis rzucał nachosami w Nialla, ponieważ Niall wylał na niego colę. Podobno przypadkowo. Ja, co dziwne, cały seans przegadałam. Bardzo dużo z Liamem, no i trochę z Harry'm. Natomiast Zayn był cichy jak Ferb (z "Fineasza i Ferba"). Mogłabym przysiąc, że w pewnym momencie płakał.
- To gdzie teraz? - mruknął zmęczony Niall, gdy wyszliśmy z budynku.
- Do domu - ziewnęłam.
- Podrzucić cię? - pyta milczący do tej pory Zayn.
- Jak chcecie.
- No to cię podwieziemy. - nie mogło być mowy o pomyłce: Harry był nagle jakiś inny. 
   Wsiedliśmy do ich busa i ruszyliśmy przez miasto. Siadłam na przodzie, wraz z Zaynem, który prowadził. Reszta spała.
    W końcu dojechaliśmy. Wysiadając zapytałam:
- Do jutra?
- Nie. Do jutra nie. Raczej się nie zobaczymy. - powiedział chłodno. Spojrzał się na mnie, a jego twarz złagodniała. - Mamy sesję zdjęciową. Ale możemy później do ciebie wpaść - tutaj pokazał nieskazitelnie białego smajlika.
- Okej. Cześć. - pomachałam mu na pożegnanie i ruszyłam do domu.
    Weszłam po cichu na piętro, i do siebie. Ledwo miałam siłę na rozłożenie łóżka, po czym padłam  na wyrko z bananem na twarzy.
     Dobrze, że jutro sobota...

____________________________________________________________________________________
____________________________________________________________________
________________________________

No i jest! Jeden z krótkich rozdziałów. Od następnego powoli będą się robić dłuższe. Więc komentujcie, lajkujcie, hejtujcie... Nie wiem, co jeszcze. Po prostu bądźcie! 

4 komentarze:

Paulinkaa nic pisze...

Fajny ;)

Unbroken Girl pisze...

Hej jest już nowy rozdział mojego opowiadania ! :)
http://the-story-about-one-direction.blogspot.com/

zapraszam :)

monisia pisze...

świetne,wpadaj do mnie,mam dwa blogi o one direction,zapraszam :)
http://onedirectionkmania.blogspot.com/
http://myficdaydream.blogspot.com/

Julia M pisze...

Masz tak samo na imie jak ja i super

Prześlij komentarz

Proszę, zostaw szczery komentarz. Ja wiem, doskonale, że to, co piszę, nie jest dopracowane i zbyt ciekawe, ale to opowiadanie traktuję tylko i wyłącznie jako ćwiczenie. Dlatego proszę o wyrozumiałość :)
Pozdrawiam,
Julia :)